Pożar budowanej hali sportowej w Gdyni
Dnia [Brak daty w tekście, usunięto] po godzinie 12:30 straż pożarna w Gdyni otrzymała zgłoszenie o pożarze budowanej hali sportowej przy ulicy Morskiej. Jak poinformował oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdyni, kpt. Paweł Przybyłowicz, na miejscu zdarzenia strażacy stwierdzili pożar poszycia dachowego hali sportowej, która znajdowała się w stanie surowym.

Nad miastem unosiły się wówczas kłęby czarnego dymu, które były widoczne z kilkudziesięciu kilometrów. Zadymienie okolicy było bardzo silne, co doprowadziło do ewakuacji uczniów pobliskiej szkoły. Na miejscu zdarzenia działało siedem zastępów służb ratunkowych, w tym straż pożarna i straż portowa. Na szczęście, nie było informacji o osobach poszkodowanych, a pracownicy obecni na budowie prawdopodobnie ewakuowali się samodzielnie.
Według wstępnych informacji, przyczyną pożaru było palenie się pianki montażowej. Przed godziną 14:00 trwało dogaszanie pożaru, jednak w okolicy należało liczyć się z utrudnieniami. Przyczyna wybuchu ognia będzie ustalana przez policję, jak skomentował kpt. Przybyłowicz.
Wypadek przewróconego jachtu na Bałtyku
W pobliżu portu w Gdyni, około 400 metrów od brzegu, doszło do poważnego zdarzenia z udziałem jachtu. Służby ratunkowe otrzymały informację o przewróconej jednostce, którą podróżowały cztery osoby.

Dwie osoby zostały podjęte z wody przez jednostkę SAR. Jeden z członków załogi został przekazany karetce pogotowia niedaleko Akwarium Gdyńskiego. Niestety, dwie pozostałe osoby były poszukiwane. Świadkowie zdarzenia podkreślali znaczenie noszenia kamizelek ratunkowych, wskazując na nieprzewidywalność warunków na wodzie.
Wokół zdarzenia wywiązała się dyskusja na temat typu jachtu i warunków pogodowych. Z opublikowanych nagrań i zdjęć wynikało, że prawdopodobnie nie był to jacht balastowy, a mieczowy. Kwestią sporną była również pogoda - choć niektórzy określali ją jako sztormową, inni wskazywali, że wiatr o prędkości 20-28 węzłów nie kwalifikuje się jako sztorm. Podkreślano, że pływanie jachtem w kwietniu, zwłaszcza w trudnych warunkach, wymaga dużego doświadczenia i rozwagi. Pojawiły się również pytania dotyczące stopnia doświadczenia załogi oraz zasadności wypływania na morze w obliczu ostrzeżeń pogodowych. Zwrócono uwagę, że jacht Delphia 24, o którym wspominały niektóre relacje, ma stały żeliwny miecz o wadze kilkuset kilogramów, który nie może być podnoszony ani opuszczany, a w przypadku wywrócenia łódki mógł wypaść. Uczestnicy dyskusji wskazywali na konieczność mierzenia sił na zamiary, aby ratownicy nie musieli ryzykować życia.
Pożar jachtu "FLOT" na Zatoce Puckiej
Inne zdarzenie miało miejsce na Zatoce Puckiej, gdzie doszło do pożaru jachtu o nazwie FLOT. Jak poinformowała mł. chor. SG Katarzyna Przybysz, p.o. rzecznika Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej, jednostka Kaszubskiego Dywizjonu Straży Granicznej, patrolując Zatokę Gdańską, odebrała sygnał mayday o godzinie 8:26. Zgłoszenie dotyczyło pożaru na pokładzie jachtu w rejonie Zatoki Puckiej, pomiędzy Rewą a Mechelinkami.

Na szczęście, załoga jachtu ugasiła pożar własnymi siłami. Na pokładzie jednostki znajdowało się siedem osób. Sześć z nich zostało zabranych na pokład jednostki Straży Granicznej i przetransportowanych do portu w Gdyni. Nikomu nic poważnego się nie stało.