Pożar Tatarskiej Jurty w Kruszynianach

W nocy z 30 kwietnia na 1 maja, tuż przed Majówką 2018 roku, w Kruszynianach na Podlasiu wybuchł tragiczny pożar, który doszczętnie strawił znane i cenione gospodarstwo agroturystyczne Tatarska Jurta. To wydarzenie wstrząsnęło lokalną społecznością oraz miłośnikami tatarskiej kultury w całej Polsce.

Zdjęcie Tatarskiej Jurty w płomieniach lub zgliszcza po pożarze

Dramat w Kruszynianach: Akcja gaśnicza i ewakuacja

Zgłoszenie o pożarze strażacy otrzymali w poniedziałek, 30 kwietnia, przed godziną 23. W chwili wybuchu pożaru w budynku Tatarskiej Jurty byli jego właściciele, pracownicy oraz kilkunastu turystów, którzy przyjechali na majowy weekend. Na szczęście, nikomu nic się nie stało; mieszkańcy oraz turyści zdążyli się sami ewakuować.

Mł. bryg. Grzegorz Hołubowicz, dyżurny operacyjny Komendy Wojewódzkiej PSP w Białymstoku, podkreślił zadowolenie, że "nikt nie ucierpiał, nie został ranny, nie zginął, a wiadomo, że to był obiekt nie tylko gastronomiczny, ale również i hotelowy". Dowodzący akcją gaśniczą w Kruszynianach bryg. Hołubowicz poinformował również, że akcja gaszenia drewnianego budynku Tatarskiej Jurty zakończyła się we wtorek, 1 maja, przed godziną 15. W akcji gaśniczej brało udział 21 zastępów straży pożarnej.

Brygadier Dariusz Łukaszewicz, z-ca komendanta powiatowego PSP w Sokółce, informował, że na poddaszu rozwijał się ogień i widoczne były płomienie. Niestety, ze względu na drewnianą konstrukcję obiektu i pokrycie dachowe również z drewnianego gontu, pożar bardzo szybko rozprzestrzeniał się po całym obiekcie. Asp. Tymoteusz Kęska z PSP Białystok przekazał, że spaliła się cała konstrukcja dachowa budynku o wymiarach 25m/10m. Drewniana konstrukcja budynku oraz dodatkowo pokrycie drewnianym "wiórem" znacząco utrudniały i przedłużały działania gaśnicze, które trwały co najmniej do południa we wtorek.

W akcję ratowniczą zaangażowanych było dwadzieścia zastępów strażaków z powiatu sokólskiego, w tym z OSP z Krynek i Szudziałowa oraz zastępy z JRG w Sokółce, Michałowa, Supraśla, Kuźnicy, Zubrzycy Wielkiej i Starej Kamionki. Choć zagrożonych było kilka sąsiadujących obiektów, w tym Centrum Kultury Muzułmańskiej, na szczęście wszystkie udało się obronić.

Tatarska Jurta - Serce Tatarskiej Kultury na Podlasiu

Kruszyniany są niezwykle ważnym miejscem dla liczącej około 3 tys. osób społeczności polskich Tatarów. Tatarzy zamieszkali tu od 1679 roku, za sprawą króla Jana III Sobieskiego. Dziś we wsi mieszka 30 rodzin, w tym 4 tatarskie. W Kruszynianach znajduje się meczet zbudowany w XVIII wieku oraz jeden z trzech muzułmańskich cmentarzy w Polsce.

Zdjęcie Tatarskiej Jurty przed pożarem, pokazujące jej architekturę i atmosferę

Tatarska Jurta, prowadzona przez Dżennetę Bogdanowicz wraz z mężem i dziećmi od 17 lat, była świadectwem polskiej wielokulturowości. To miejsce łączyło cechy gospodarstwa agroturystycznego, centrum kultury tatarskiej i restauracji, oferując gościom nie tylko nocleg i tradycyjne dania, ale także żywą lekcję historii i dziedzictwa. Tatarska Jurta była miejscem znanym i chętnie odwiedzanym przez turystów, stanowiąc jedną z największych atrakcji turystycznych Podlasia.

W Jurcie przechowywano cenne pamiątki polskich Tatarów, albumy rodzinne, stroje, tatarskie buńczuki, a nawet broń białą - wszystko to, co Mirek Bogdanowicz zbierał i co mogło opowiadać historię rodu Bogdanowiczów, który jest obecny w Kruszynianach od pierwszych nadań króla Jana III Sobieskiego. Pani Dżenneta Bogdanowicz, znana w całej Polsce propagatorka tatarskiej kultury i kuchni, opisywana jest jako kobieta o nieprawdopodobnej energii, pełna ciepła i chęci goszczenia każdego. Dla wielu gości Tatarska Jurta była domem bez barier, otwartym na drugiego człowieka, inne kultury i nacje.

Tatarskie pamiątki, stroje lub kuchnia przed pożarem

Przyczyny pożaru i szacowane straty

Właścicielka Tatarskiej Jurty, Dżenneta Bogdanowicz, relacjonowała, że ogień wybuchł, gdy wraz z mężem kładli się już spać. Jej zdaniem "ogień najpierw zajął się przy kominie starej części budynku przy kotłowni". Bogdanowicz jest przekonana, że "to musiała być przyczyna techniczna". Zdecydowanie podkreśliła, że "u nas się nie pali papierosów w pokojach, my też jesteśmy niepalący, a goście, którzy są u nas, nie palą przy stolikach. Jest jedno miejsce, gdzie mogą palić papierosy, więc na pewno to nie było zaprószenie, na sto procent".

Mąż Dżennety, Mirek, co wieczór przed snem sprawdzał cały dom, mając świadomość, że budynek jest cały drewniany, osikowy. Poczuł dym i natychmiast zabrał wszystkie dostępne gaśnice na górę, myśląc, że to "tylko troszeczkę, na samej górze, koło komina" i że straż pożarna szybko poradzi sobie z problemem.

Na razie jednak nie podano oficjalnych przyczyn pożaru; policja będzie badała okoliczności zdarzenia przy pomocy biegłych z zakresu pożarnictwa. Niewykluczone, że było to zwarcie instalacji elektrycznej na poddaszu.

Pani Dżenneta Bogdanowicz ze łzami w oczach mówiła o skali zniszczeń: "Wszystko spłonęło, nic nie zostało, nic, pusto będzie, to są zgliszcza, źle jest, ja nic nie mam". Dodała, że ogień strawił nie tylko konstrukcję budynku, ale również ich rzeczy osobiste, bezcenne tatarskie pamiątki, albumy, stroje i buńczuki - cały dorobek życia. Właściciele wstępnie szacują straty na 1,5 mln zł, co potwierdził kpt. Antoni Ryszczyk z Wojewódzkiej PSP, oceniając straty na tę samą kwotę.

„To jest dorobek naszego życia, mój i mojego męża, to było moje marzenie. To powstało, mąż to wybudował, byliśmy razem, potem doszły do nas dzieci i ta jedna noc...” - mówiła właścicielka, podkreślając, że w jednej chwili los pozbawił ich wszystkiego materialnego.

Reakcja i wsparcie po tragedii

Mimo ogromnej tragedii, gospodarze Tatarskiej Jurty nie tracą ducha. Dżenneta Bogdanowicz i jej rodzina są zmotywowani do działania i nie poddają się, podkreślając, że "zbyt wiele lat budowali Tatarską Jurtę krok po kroku, aby teraz ta sytuacja ich złamała". Zapowiadają, że obiekt zostanie odbudowany. „Mąż powiedział, że odbuduje mi i będzie jeszcze lepsza” - mówi Dżenneta.

Kuchenka polowa lub ludzie pomagający w odbudowie Tatarskiej Jurty

„Prawdziwy dom to poczucie bezpieczeństwa i miłości domowników i ich przyjaciół. Okazuje się, że nasz dom był dobrym miejscem dla nas, ale też i dla naszych bliskich, przyjaciół i gości” - dodała właścicielka, poruszona skalą ludzkiej dobroci. Pomoc już zaoferowała Muzułmańska Gmina Wyznaniowa w Kruszynianach. Pan Bronek Talkowski, przewodniczący gminy muzułmańskiej, bardzo wspiera Bogdanowiczów, a sąsiadująca gmina muzułmańska ruszyła na pomoc, za co właściciele są dozgonnie wdzięczni.

Pomoc, wyrazy wsparcia i otuchy napływają z wielu zakątków Polski i świata, dając rodzinie siłę i motywację, by nie tracąc chwili zabierać się do pracy i budować ponownie. Opieką i troską otaczają ich regionalni włodarze, a szczególne podziękowania kierują na ręce Wicemarszałka Województwa Macieja Żywno, który pomaga i wspiera doświadczeniem i wiedzą.

Prace porządkowe wykonują każdego dnia najwierniejsi przyjaciele i pracownicy, ponieważ "sami nie dalibyśmy rady w szybkim tempie tego wszystkiego ogarnąć". Jeden z przyjaciół rodziny, Artur Fiłonowicz, zorganizował zbiórkę na portalu pomagam.pl, gdzie za pośrednictwem konta Fundacji można udzielać wsparcia. W niedzielę, 6 maja, około godziny 15 na koncie było już ponad 20 tys. zł. Przekazywane są również prace podlaskich artystów na licytacje, które będzie można nabyć podczas organizowanych imprez i koncertów. Piotr Czaban, znany dziennikarz, zaprosił na piknik charytatywny, który 6 maja zorganizował wraz z burmistrz Sokółki w Kruszynianach, z udziałem grup Blue Mahoe, Roki i Buńczuk.

Dżenneta Bogdanowicz wyraziła wdzięczność, mówiąc: „W Kruszynianach, w naszej gminie, nie tylko my, Tatarzy, zawsze byliśmy i jesteśmy razem. Dlatego jesteśmy silni. Myślę, że to, co wydarzyło się, to nas jeszcze wzmocni. Dla nas to bardzo ważne, że tyle osób jest z nami. Nie tylko w Kruszynianach, w okolicy, ale również Białystok, Polska. Nie spodziewaliśmy się tego”.

Kontynuacja działalności i nadzieja na odbudowę

Mimo ogromnych strat i zgliszcz, Tatarska Jurta ruszyła niemal natychmiast. Choć jeszcze nie uprzątnięto ruin, właściciele zaprosili gości. W sąsiadującym przez płot Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej Tatarów Polskich stanęła kuchnia polowa na Majówkę, a na lato działać będzie w wielkim namiocie.

Gospodarze zaprosili chętnych na tradycyjne dania tatarskiej kuchni, mówiąc: „Kto zechce nas wesprzeć mentalnie i troszeczkę pomóc - serdecznie zapraszamy! Przyjeżdżajcie!”. „Przez wszystkie weekendowe dni, tu na podwórzu, przed Centrum Kultury Muzułmańskiej, będziemy karmić” - mówiła z entuzjazmem Dżenneta Bogdanowicz, której tatarskie przysmaki znane są w całej Polsce. Właściciele Jurty z nadzieją patrzą w przyszłość: „Tatarska Jurta nie może przestać istnieć, zginąć”. Każda pomoc i dobre słowo dodaje im sił w odbudowie.

Powrót do Tatarskiej Jurty

tags: #pozar #jutki #tatarskiej