Pożary i Incydenty w Łodzi: Kontekst Juventusu i Wydarzenia z 2009 Roku

Temat "pozar juventus lodz 2009 informacje" łączy w sobie kilka odrębnych, choć ważnych wydarzeń historycznych i tragicznych incydentów, które miały miejsce w Łodzi lub są związane z klubem Juventus Turyn. W niniejszej artykule przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące tych wydarzeń, precyzując daty i kontekst, aby kompleksowo odpowiedzieć na to złożone zapytanie.

Historyczne Starcie: Widzew Łódź kontra Juventus Turyn (1983)

W 1982 r. Widzew Łódź świętował swoje drugie mistrzostwo Polski w historii. Zespół latem został osłabiony przez m.in. odejście Zbigniewa Bońka do Juventusu, ale to nie zatrzymało dobrej passy "Widzewiaków". Najpierw piłkarze Władysława Jana Żmudy dość gładko pokonali maltański Hibernians F.C (4:1 i 3:1).

Droga Widzewa do półfinału Pucharu Europy

W drugiej rundzie czekało na nich większe wyzwanie - Rapid Wiedeń. Po pierwszym meczu w Austrii (1:2) to rywale byli faworytami. Jednak w rewanżu Widzew odrobił stratę z nawiązką, wygrywając 5:3. Następnie gracze Widzewa udowodnili, że Anglicy z Liverpoolu nie robią na nich wrażenia, zwyciężając w Łodzi 2:0. Spotkanie to rozgrywano na stadionie odwiecznego rywala - ŁKS-u. Łodzianom pozostało przetrwać rewanż, co nie było proste. Już w pierwszych minutach meczu Phil Neal wykorzystał rzut karny. Gracze Widzewa zdołali jednak później powiększyć przewagę za sprawą goli Mirosława Tłokińskiego oraz Włodzimierza Smolarka. Gracze Liverpoolu dwoili się i troili, ale czasu im starczyło tylko na dwa trafienia tuż przed końcowym gwizdkiem. W ten sposób Widzew Łódź zameldował się w półfinale klubowego Pucharu Europy jako druga polska drużyna w historii (po Legii Warszawa w 1970 r.).

Historyczne zdjęcie drużyny Widzewa Łódź z sezonu 1982/1983

Rywalizacja z Juventusem Turyn i incydent z butelką

W półfinale klub z Łodzi trafił na Juventus Turyn. Rywalizacja miała wiele podtekstów, a jednym z nich był powrót Zbigniewa Bońka, który zamienił Widzew na Juventus zaledwie niecały rok wcześniej. Do pierwszego starcia doszło w stolicy Piemontu 6 kwietnia 1983 r.

Wiesław Wraga relacjonował: - Nie zapominajmy, że w składzie Juventusu wychodziło na boisko ośmiu mistrzów świata, których uzupełniali m.in. Boniek i Michel Platini. To była wówczas praktycznie najmocniejsza drużyna na świecie. Po meczu w Turynie gracze Widzewa wracali niepocieszeni. - Myślę, że zagraliśmy najlepiej, jak mogliśmy. Pierwsza bramka była wynikiem przypadkowego odbicia od Adama Grembosza, który posłał piłkę do własnej bramki - opowiada Wraga.

"Widzewiakom" pozostała wiara w odwrócenie losów rywalizacji w rewanżu, do którego doszło 20 kwietnia na stadionie ŁKS-u. - W półfinale Pucharu Europy zagrałem m.in. ja i Mirek Myśliński. Obaj mieliśmy wówczas zaledwie dziewiętnaście lat. A wyszliśmy na boisko i graliśmy przeciwko ludziom, którzy zdobyli chwilę wcześniej złoto MŚ. Staraliśmy się walczyć i dzięki temu jakoś bardzo od nich nie odstawaliśmy - relacjonuje Wraga. - Mieliśmy w zespole kilku zawodników, którzy grali z Juventusem i wygrywali.

Gospodarze nieźle zaczęli spotkanie, a dwie niezłe okazje zmarnował Marek Filipczak. Łodzianom chwilowo skrzydła podciął gol rywali w 32. minucie, gdy Paolo Rossi wykorzystał podanie Platiniego. Gracze Widzewa jednak nie ustąpili. W 54. minucie Krzysztof Surlit wyrównał stan meczu po asyście Rozborskiego. Na stadionie w Łodzi pojawiła się euforia, która okazała się mieć negatywne skutki.

- Różnie mogło się to wszystko potoczyć. Gdy jeszcze część fanów celebrowała wyrównującego gola, jedna rzecz przykuła uwagę głównego arbitra Charlesa Clovera. Przybiegł do niego jego asystent - Wil de Vrieze, trzymając się za głowę. Okazało się, że Holender oberwał rzuconą z trybun butelką. Piłkarze musieli udać się do szatni. W międzyczasie rozpoczęto poszukiwania sprawcy. Na trybuny stadionu ŁKS-u wkroczyli ZOMO-wcy. - Do dziś nie wiadomo, czy konsekwencje poniósł ten, który to zrobił. Jak wykazywano później w trakcie postępowania sądowego, służby wykonywały działania w pośpiechu, licząc, że szybkie wskazanie sprawcy pozwoli wrócić do gry. - Nikt nie chciał przerwania meczu. Każdy chciał go dokończyć - opowiada Wraga. Według relacji świadków o wznowienie spotkania apelował m.in. Boniek, jednocześnie uspokajając swoich kolegów z zespołu oraz arbitra.

Negocjacje okazały się skuteczne. W 79. minucie nadzieje Widzewa ożyły za sprawą Surlita, który strzelił gola bezpośrednio z rzutu wolnego. Tylko jedno trafienie dzieliło łodzian od wyrównania stanu dwumeczu. Jednak wystarczyło kilkadziesiąt sekund, by Michel Platini wykorzystał podanie Bońka i doprowadził do stanu 2:2. - Nikt nie mógł mieć do nas pretensji. Awans nie przyszedł rywalom łatwo i gracze Juventusu sami to widzieli - opowiada Wraga. Postawę piłkarzy Widzewa docenili również włodarze klubu. - Prezes Sobolewski zawsze nam płacił za przejście danej drużyny, czyli wygraną w dwumeczu. Tym razem zmienił zdanie. Postanowił nam wypłacić premię również za remis w Łodzi.

Historii kibica wyciągniętego z trybun, Kazimierza Żbrocha, wówczas 26-letniego traktorzysty ze Spółdzielni Kółek Rolniczych w Woli Kalskiej, żyła cała Polska. Meczu nie pamiętał, a następnego ranka obudził się za kratkami z dużym bólem głowy. Śledztwo wykazało wiele wątpliwości wobec działań służb, natomiast na niekorzyść oskarżonego działały np. delikatnie zmieniane zeznania. Ostatecznie sąd postanowił "tłumaczyć wątpliwości na korzyść oskarżonego". Wiesław Wraga z sentymentem wspomina przygodę Widzewa w klubowych rozgrywkach.

Tragiczny Pożar w Łodzi w 2009 Roku: Ulica Włókiennicza

Na początku marca 2009 roku Łódź stała się miejscem tragicznego pożaru, który pochłonął trzy życia. Pożar wybuchł w nocy z piątku na sobotę w mieszkaniu na drugim piętrze kamienicy przy ulicy Włókienniczej w Łodzi.

Okoliczności zdarzenia i akcja ratunkowa

Na klatce schodowej panowało silne zadymienie; strażacy musieli wyważać drzwi niektórych mieszkań, żeby wyprowadzić z nich śpiących lokatorów. W wyniku pożaru ciężkiemu zatruciu tlenkiem węgla uległa 23-letnia kobieta wraz z dwiema córkami - trzyletnią Wiktorią i pięcioletnią Amelią - mieszkające piętro wyżej. Kobieta i jej córki były nieprzytomne, z niewyczuwalnymi funkcjami życiowymi. Mimo natychmiastowej reanimacji na miejscu zmarła starsza z dziewczynek. 23-letnia matka i jej młodsza córka trafiły w krytycznym stanie do szpitala. Niestety, mimo wysiłków lekarzy, kobieta i dziewczynka dwa dni później zmarły.

Zdjęcie służb ratunkowych na miejscu pożaru kamienicy w Łodzi

Śledztwo i zarzuty wobec sprawcy

Według prokuratury przyczyną pożaru było zaprószenie ognia przez 46-letniego Romana P., w którego mieszkaniu wybuchł pożar. Strażacy znaleźli mężczyznę podczas akcji gaśniczej na klatce schodowej; trafił do szpitala z poparzeniami dłoni. Jak ustalono, w chwili wybuchu ognia był pijany; według biegłego miał od 2,3 do 3,1 promila alkoholu w organizmie.

Po wyjściu ze szpitala mężczyzna został zatrzymany i przedstawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania pożaru kamienicy, w wyniku którego śmierć poniosły trzy osoby. Zarzucono mu także spowodowanie zagrożenia dla innych lokatorów i mienia w znacznych rozmiarach, którego wartość oszacowano na niemal 2,8 mln zł. Z opinii biegłych psychiatrów wynika, że w chwili zdarzenia oskarżony był poczytalny. 46-latek jest aresztowany. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia.

Przed sądem Roman P. przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. W wyjaśnieniach w śledztwie powiedział, że ogień wybuchł podczas ładowania zapalniczki; przyznał, że w dniu tragedii pił alkohol. - Wolałbym sam zginąć, a żeby te dzieciaki żyły - mówił. W środę Roman P. powiedział, że nie pamięta dokładnie przebiegu zdarzenia i jak składał wyjaśnienia. - Czuję się winny i ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało w moim domu - dodał. Przyznał, że od kilku lat nadużywał alkoholu; bywał w izbie wytrzeźwień; pytany przez sąd nie wykluczył, że mógł zasnąć z papierosem. Sąd zgodził się na pokazywanie jego wizerunku; w procesie pokrzywdzonych jest ponad 40 osób i instytucji.

23-letnia kobieta sama wychowywała dwie córki. Jak ustalono, rok wcześniej w innym tragicznym pożarze przy ul. [fragment urwany w oryginalnym tekście].

Ważny kontekst: Tragedia na stadionie Heysel (1985)

Choć nie miała miejsca w Łodzi ani w 2009 roku, tragiczna masakra na stadionie Heysel w Brukseli 29 maja 1985 roku jest nierozerwalnie związana z Juventusem Turyn. Na oczach milionów telewidzów, w wyniku burd pseudokibiców Liverpoolu oraz Juventusu Turyn, zginęło 39 osób, a ponad 400 zostało rannych. Niektórzy zginęli w bezpośredniej walce między sympatykami obu zespołów, inni zgnieceni przez uciekających, a niektórzy zostali przygnieceni przez zawaloną trzymetrową ścianę. To wydarzenie stanowi mroczny rozdział w historii europejskiej piłki nożnej.

Zdjęcie upamiętniające ofiary tragedii na stadionie Heysel

Podsumowanie

Wiesław Wraga z sentymentem wspomina przygodę Widzewa w klubowych rozgrywkach. - Szkoda, że musimy czekać tyle lat, by kolejna polska drużyna awansowała tak daleko w europejskich pucharach. Gdy patrzy się na niektóre rzeczy, które dzieją się wokół nas, wydaje się, że jeszcze trochę poczekamy.

tags: #pozar #juventus #lodz #2009