Do pożaru doszło we wtorek (10 marca). Akcja ratunkowa była bardzo wymagająca i trwała ponad siedem godzin. Płonęła środkowa część kompleksu kamienic przy ulicy Warszawskiej w Dąbrowie Górniczej. Budynki te powstały w początkach minionego wieku, charakteryzując się drewnianymi stropami oraz dachem z papy i lepiku. W rezultacie, jak opisują świadkowie, wszystko płonęło jak pochodnia, a słup czerwonego ognia był apokaliptyczny, rozprzestrzeniając się na sąsiednie kamienice.

Akcja ratunkowa i heroicza postawa Anny Sowy
Z żywiołem walczyło ponad 70 strażaków, wspieranych przez kolegów z ościennych miast, co świadczy o skali zdarzenia. Mimo trudnych warunków, akcja ratunkowa na długo zostanie w pamięci mieszkańców.
Wśród dramatycznych wydarzeń szczególnie wyróżnia się postawa Anny Sowy, opiekunki pani Grażyny. Dla poszkodowanych stała się cichą bohaterką i aniołem z nieba. Przybyła do swej podopiecznej we wtorek około godziny, kiedy to poczuła swąd po wejściu do kamienicy. Początkowo pomyślała, że pani Grażynka pali w piecu. Idąc na drugie piętro, usłyszała skwierczenie i strzelanie dobiegające ze strychu, które nasilało się z każdym stopniem. W końcu ujrzała czarny dym i pomyślała: "Chyba się pali". Jak opowiada "Faktowi", potem była jak w amoku. Ogień palił się centralnie nad mieszkaniem jej podopiecznej. Pani Anna wielokrotnie wracała do kamienicy, aby sprowadzać ludzi z płonącego budynku, w tym osoby niepełnosprawne, seniorów i małe dzieci. Ktoś z gapiów doradził jej, by w usta włożyła mokry ręcznik, by nie udusiła się od dymu, jednak ona na nic nie zważała. Następnie stanęła na środku ulicy i zaczęła krzyczeć, że się pali, by ludzie uciekali z domów. Dzięki jej działaniom lokatorzy ocaleli, choć spędzili noc w lokalnym zajeździe.
Tragiczne konsekwencje dla lokatorów i ich mienia
Rozstawiają w domu dziecięce baseny. Bezradność mieszkańców kamienicy
W środę rano (11 marca) poszkodowani przyszli na ulicę Warszawską, gdzie nie mogli powstrzymać łez, widząc spaloną kamienicę. Dach nad głową straciło 34 lokatorów. Mieszkania na wyższych kondygnacjach spłonęły. W sieci pojawiło się mnóstwo filmów dokumentujących pożar, ukazujących słup ognia unoszący się nad dachem, a widok był przejmujący.
Pani Bożena (47 l.), jedna z lokatorek kamienicy pod numerem 74, zajmowała dwa pokoje z dwójką nastoletnich dzieci od 2011 roku. Ze łzami w oczach mówiła: "Córka wybiegła w klapkach i krótkich spodenkach. Straciłam wszystko." Dodała również: "Do mojego domu się nie wejdzie, pozamykane wszystko, wszystko zniszczone przez ogień". W momencie pożaru była w pracy, a koleżanka przywiozła ją na miejsce, gdzie dzieci były całe i zdrowe.
Pani Grażyna (68 l.), która mieszkała przy Warszawskiej 74 od 1998 roku, również ocalała, jednak jej mieszkanie spłonęło, ponieważ znajdowało się na samej górze kamienicy. Zdegustowana, pokazując na sweter usmolony sadzą od zadymienia, stwierdziła: "Nie mamy dachu nad głową, potrzebujemy wszystkiego. Chodzę taka brudna, w okopconym swetrze, zawsze taka czysta jestem." Wspominając dramat, dodała: "Trudno było złapać oddech, dym był straszny. Wciąż mam wszystko przed oczami. Widzę, że stoję w tym ogniu i palę się, coś okropnego, nie mogę o tym zapomnieć". Ironią losu jest fakt, że w ostatniej edycji Szlachetnej Paczki pani Grażyna dostała wyposażenie mieszkania od dobrych ludzi, wszystko nowe, co poszło z dymem.
Stan techniczny kamienic po pożarze

Pożar kamienicy przy ulicy Warszawskiej w Dąbrowie Górniczej spowodował, że zniszczona kamienica nie nadaje się do zamieszkania. Kamienica przy ulicy Warszawskiej 72 i 74 została wyłączona z użytkowania. Budynek nr 74, objęty pożarem, jest całkowicie wyłączony z użytkowania. Z kolei budynek nr 72 nie został uszkodzony bezpośrednio wskutek pożaru, jednak został zalany w trakcie akcji gaśniczej. Były tam mieszkania komunalne i socjalne. Policjanci pilnują resztek ocalałego dobytku lokatorów.
Źródło ognia było na poddaszu. Po pożarze w dachu powstała ogromna wyrwa. Widok na kamienicę przy ul. Warszawskiej 72 i 74 ukazuje wypaloną dziurę w dachu. Aby dokonać dokładnej oceny stanu technicznego, dach musi zostać rozebrany, a resztki budynku rozebrane.
Wsparcie ze strony władz i zarzuty lokatorów
Władze miasta Dąbrowa Górnicza, jak podkreśla Bartosz Matylewicz, rzecznik Urzędu Miejskiego, udzielają wsparcia lokatorom od pierwszej chwili po pożarze. Poszkodowani otrzymali od gminy zasiłki po tysiąc złotych. Miasto remontuje obecnie 50 lokali, do których w pierwszej kolejności przekwaterowani zostaną pogorzelcy z ul. Warszawskiej. W momencie przekazania lokalu, mieszkańcy mogą liczyć na środki na zakup wyposażenia.
Mieszkańcy z ul. Warszawskiej, gdy w środku nocy przyjechali do nich urzędnicy, nie szczędzili im gorzkich słów. Pani Grażynka stwierdziła: "Ile razy było zgłaszane, do prezydenta, do każdego. Guzik, nie reagowali. Jak się paliło, to od razu przyjechali do nas, tutaj nie było remontowane od lat". Tatiana Duraj-Fert, dąbrowska radna, pokazuje dokumenty, z których wynika, że od 2021 roku informowała władze Dąbrowy Górniczej o pilnych remontach w kamienicy przy Warszawskiej 72 i 74. Po jej interwencjach wyremontowano sypiące się balkony. Z kolei Bartosz Matylewicz, rzecznik UM w Dąbrowie Górniczej, zapewnia, że Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych dokonywał przeglądów zgodnie z obowiązującymi przepisami i nie było zaniedbań.
Dochodzenie i pomoc społeczna
Policja ustala przyczyny pożaru, a źródło ognia było na poddaszu. Lokatorzy nie wiedzą, co mogło się zdarzyć. Dla wielu, jak dla pani Grażyny, to straszna trauma. Kwestia osądu społecznego również okazała się bolesna: "Żal mi tych ludzi, to nie była patologia. Nie każdego stać na czynsze w spółdzielczych blokach czy u deweloperów. W internecie już na nich wydano wyrok. Piszą, że to patologia i menele."
Dla pogorzelców uruchomiono zbiórkę odzieży, środków czystości i artykułów szkolnych. Dary można przynosić do filii nr 8 Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul. Ofiar Katynia 93. Zbiórkę pieniędzy uruchomiła Rada Rodziców ze Szkoły Podstawowej nr 17, której uczniowie są poszkodowani.