Pożar kamienicy w Poznaniu: Tragedia, śledztwo i akcja ratunkowa

W nocy z soboty na niedzielę, przy ulicy Kraszewskiego 12 w Poznaniu, doszło do tragicznego pożaru czterokondygnacyjnej kamienicy, który pochłonął życie dwóch strażaków i ranił kilkanaście osób. Zdarzenie to zapoczątkowało szeroko zakrojone śledztwo, mające na celu ustalenie przyczyn tragedii oraz odpowiedzialnych za nią.

Tragiczny pożar i jego skutki

Pożar w kamienicy na poznańskich Jeżycach wybuchł w piwnicy. Jedna z osób mieszkających w budynku została zaalarmowana przez zamontowaną w mieszkaniu czujkę dymu. Krótko po zgłoszeniu, o godzinie 23:55, na miejsce przybyły pierwsze jednostki straży pożarnej.

W wyniku pożaru i późniejszego wybuchu zginęło dwóch strażaków: ogn. Patryk Michalski i ogn. Łukasz Włodarczyk. Poszkodowanych zostało 14 osób, w tym 11 strażaków i 3 osoby cywilne. Sześciu strażaków nadal pozostaje w szpitalach. Dwóch rannych strażaków trafiło do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, gdzie ich stan określany jest jako stabilny, choć stwierdzono u nich oparzenia rąk, dłoni oraz twarzy. Zaplanowano badania, aby ocenić stopień uszkodzenia dróg oddechowych.

W trakcie akcji ratunkowej doszło do eksplozji, która znacząco utrudniła działania strażaków. Siła uderzenia była tak duża, że odrzuciła strażaków, którzy jako pierwsi weszli do budynku. Jak mówią strażacy, którzy byli na miejscu zdarzenia, przyczyną tragedii było prawdopodobnie zjawisko tzw. ognistego podmuchu. Baterie miały palić się w zamkniętym pomieszczeniu, wydzielając szkodliwe gazy. Gdy strażacy, szukając źródła ognia, otworzyli drzwi, tlący się w piwnicy pożar dostał powietrza, co po chwili doprowadziło do eksplozji.

Widok na spaloną kamienicę w Poznaniu po tragedii

Przyczyny pożaru: Hipoteza o bateriach

Główna hipoteza zakłada, że pożar wywołały gromadzone baterie w punkcie naprawy sprzętu firmy Lupo, który mieścił się w piwnicy kamienicy. Ogień najpierw pojawił się w piwnicy, a jego początkiem była najpewniej awaria baterii zgromadzonych w sklepie, który zajmował się ich naprawami. Świadczyć o tym mają spalone akumulatory, które zauważono w spalonym budynku i wokół niego.

Pracownicy firmy Lupo mówią, że awarie baterii mogły spowodować pożar. Telewizja TVN wyemitowała rozmowę z mężczyzną przedstawionym jako pracownik tej firmy, który naprawiał sprzęt w kamienicy. Z jego wypowiedzi wynikało, że pracownicy 2-3 razy w tygodniu musieli gasić małe pożary zepsutego sprzętu, wrzucając go do piasku. Pracownik nie wykluczył, że w sobotni wieczór 24 sierpnia pożar w piwnicy wywołały właśnie baterie.

Pożar kamienicy w Poznaniu. "Buchnął na mnie płomień, owinął i popchnął do przodu" (UWAGA! TVN)

Punkt napraw zajmował znaczną powierzchnię piwnicy przy Kraszewskiego 12, a mieszkańcy budynku nie mieli tam wstępu i nie wiedzieli, że pod ich mieszkaniami prowadzona jest tego rodzaju, potencjalnie niebezpieczna działalność. Mimo to, Adam Hyczko, właściciel punktu, przekonuje, że "w tragicznym pożarze utraciliśmy owoc naszej wieloletniej pracy. W związku z szeregiem spekulacji, które pojawiły się w mediach, pragniemy wskazać, że nasza firma zawsze prowadziła swoją działalność zgodnie z prawem oraz z poszanowaniem norm bezpieczeństwa".

Śledztwo prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wszczęła śledztwo w sprawie pożaru. Jak poinformował prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy prokuratury, zasadnicze czynności rozpoczęły się już krótko po zdarzeniu. Przesłuchiwani byli świadkowie, a oględziny zwłok z udziałem biegłego medyka sądowego zostały przeprowadzone. Sekcje zwłok obu strażaków również miały miejsce, jednak biegli nie wskazali bezpośredniej przyczyny śmierci, wskazując na konieczność pogłębionych badań histopatologicznych.

Kluczowe w tej sprawie będzie uzyskanie opinii z zakresu pożarnictwa. Choć hipotezę o bateriach jako przyczynie pożaru musi najpierw potwierdzić biegły, prokuratura już teraz przesłuchuje pracowników firmy Lupo, którzy podczas składania zeznań potwierdzają alarmujące wypowiedzi pracownika, który rozmawiał z telewizją TVN.

Właściciele sklepu Lupo mogą być w przyszłości przesłuchiwani jako świadkowie lub podejrzani o sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Pod takim właśnie kątem prowadzone jest śledztwo, a za tego rodzaju przestępstwo grozi do 10 lat więzienia. Na tym etapie prokuratura na razie nie wzywa właścicieli sklepu, czekając na ustalenie przyczyn pożaru.

Ze względu na niestabilny stan budynku, wstępne oględziny na miejscu były prowadzone przez policjantów z zewnątrz. Budynek jest cały czas monitorowany specjalnymi skanerami 3D, które wychwytują ewentualne zachwiania stabilności ścian spalonego budynku, które są jedynymi pozostałościami po kamienicy. Grupa dochodzeniowo-śledcza kontynuuje także przesłuchania świadków zdarzenia.

Kluczowa rola rozbiórki kamienicy

Rozbiórka kamienicy ma kluczowe znaczenie dla śledztwa, ponieważ pozwoli ona na bezpieczne wejście do piwnic i przeprowadzenie szczegółowych oględzin pogorzeliska przez biegłego wraz z prokuratorem. Obowiązek rozbiórki został nałożony na zarządcę budynku. Paweł Łukaszewski, szef nadzoru budowlanego w Poznaniu, podkreślił, że zarządca wykazuje dużą determinację i jest w stałym kontakcie z ubezpieczycielem. Kamienica jest ubezpieczona na kwotę, która ma pozwolić na sfinansowanie całości prac. Zarządca ma 30 dni na rozbiórkę, a decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Początkowo planowano, że rozbiórka miała ruszyć na początku września, być może już w poniedziałek 2 września.

Wizualizacja planowanych prac rozbiórkowych na ul. Kraszewskiego w Poznaniu

Rozbiórka jest również niezbędna, aby umożliwić okolicznym mieszkańcom powrót do domów. Oprócz spalonej kamienicy, z użytkowania są na razie wyłączone trzy inne budynki: dwa sąsiadujące z nią ścianą oraz jeden po drugiej stronie ulicy. Do tej ostatniej kamienicy mieszkańcy wrócili po pożarze, ale potem nadzór budowlany nakazał im natychmiastową wyprowadzkę z powodu niestabilnej ściany spalonej kamienicy, której grozi zawalenie.

Hołd dla bohaterów

Dwóch strażaków, którzy zginęli w pożarze, zostało już pochowanych. W czwartek, 29 sierpnia 2024 roku, w Tuchorzy pod Wolsztynem spoczął 33-letni Łukasz Włodarczyk, który osierocił żonę i dwoje dzieci. W piątek, 30 sierpnia 2024 roku, w Poznaniu pochowano Patryka Michalskiego, który miał narzeczoną. Obaj pośmiertnie zostali odznaczeni za dzielność i za zasługi dla ochrony przeciwpożarowej.

Komendant główny PSP nadbryg. Mariusz Feltynowski podkreślił, że akcja w zakresie operacyjnym od samego początku prowadzona była bardzo dobrze, a pożar został opanowany. W nocy z soboty na niedzielę z budynku objętego pożarem ewakuowano 20 osób, a z 4 kamienic sąsiednich około 100 osób. Podsekretarz stanu w MSWiA Wiesław Leśniakiewicz poinformował, że premier Donald Tusk oraz minister MSWiA Tomasz Siemoniak byli na bieżąco informowani o działaniach i zapowiedział szczegółowe analizy całej sytuacji.

W geście hołdu dla zmarłych strażaków, 25 sierpnia o godzinie 18:00 we wszystkich jednostkach PSP i OSP włączone zostały sygnały świetlno-dźwiękowe. Wiceminister Wiesław Leśniakiewicz podziękował wszystkim zaangażowanym w akcję strażakom za ich heroizm oraz złożył wyrazy współczucia całej braci strażackiej, a przede wszystkim najbliższym rodzinom.

tags: #pozar #kamienicy #relacja #prasowa