Tragiczny Pożar w Kamienicy w Świętochłowicach

17 czerwca po godzinie 1:30 w Świętochłowicach doszło do tragicznego w skutkach pożaru w ponadstuletniej, czteropiętrowej kamienicy przy ulicy Barlickiego, stojącej w zwartej zabudowie. Ogień wybuchł na klatce schodowej, co doprowadziło do śmierci pięciu osób i ciężkich obrażeń u siedmiu kolejnych.

Przebieg Tragicznego Pożaru i Akcja Ratownicza

Pierwsze informacje o pożarze napłynęły do straży około godziny 1:17. Jak poinformował rzecznik Państwowej Straży Pożarnej, Paweł Frątczak, płonęły mieszkania na drugim i trzecim piętrze. Ogień, przepalając drzwi, rozprzestrzeniał się gwałtownie przez drewniane klatki schodowe, które były jedyną drogą ewakuacji dla mieszkańców. Mirosław Kwiatkowski ze świętochłowickiej Straży Pożarnej podkreślił, że zapalenie się klatki schodowej uniemożliwiło ucieczkę znajdującym się w środku osobom.

W związku z odciętą drogą ucieczki, ludzie w panice skakali z okien. Strażacy starali się ewakuować mieszkańców przez okna, a siedem osób udało im się "złapać" na skokochrony - specjalne poduszki powietrzne. Nic im się nie stało. Po drabinach ewakuowano także 20 osób z okolicznych mieszkań. Komendant PSP w Świętochłowicach, mł. bryg. Mirosław Kwiatkowski, dodał: "Skupiliśmy się na działaniach ratowniczych. Ewakuowaliśmy mieszkańców i przekazaliśmy ich służbom medycznym."

Zdjęcie przedstawiające akcję ratunkową strażaków przy płonącej kamienicy w nocy

W akcji gaśniczej i ratowniczej wzięło udział 18 zastępów strażackich. Akcja była wyjątkowo trudna, m.in. ze względu na drewniane stropy budynku, które szybko zajęły się ogniem. Strażacy musieli użyć masek tlenowych. Pożar był bardzo silnie rozwinięty - spaliło się sześć mieszkań, a działanie ognia i wysokiej temperatury było w nich bardzo widoczne. Częściowemu zawaleniu uległa także klatka schodowa, uniemożliwiając komunikację między dwoma piętrami.

Na miejscu przez wiele godzin trwało dogaszanie pożaru i rozbieranie fragmentów dachu, co jest rutynowym postępowaniem ze względu na gromadzenie się gorącego powietrza w najwyższych partiach budynku. Według wstępnej opinii nadzoru budowlanego, po gruntownym remoncie powrót do kamienicy może być możliwy, jednak prezydent miasta, Dawid Kostempski, nie wykluczył decyzji o wyburzeniu budynku.

Ofiary i Ranni

W tragicznym pożarze zginęło pięć osób, a siedem doznało ciężkich obrażeń. Mirosław Kwiatkowski poinformował, że trzy osoby zginęły bezpośrednio w płomieniach, jedna osoba poniosła śmierć na miejscu po wyskoczeniu z okna, a kolejna zmarła w drodze do szpitala. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci czterech z pięciu ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. W przypadku kobiety, która ratując się przed pożarem wyskoczyła z okna na drugim piętrze, bezpośrednią przyczyną zgonu były obrażenia spowodowane upadkiem z wysokości.

Wśród rannych jest niespełna 2-letnie dziecko, które przebywa na oddziale chirurgii dziecięcej w Chorzowskim Centrum Pediatrii Onkologii. Dziecko ma poparzenia drugiego stopnia kończyn górnych oraz uraz głowy. Większość rannych ma złamania i poparzenia; trafili oni do szpitali m.in. w Chorzowie, Świętochłowicach i Śląskim Centrum Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Dochodzenie i Aresztowanie Podejrzanego

Już krótko po tragedii spekulowano, że najbardziej prawdopodobne przyczyny pożaru to zaprószenie ognia lub podpalenie. Za najmniej prawdopodobną specjaliści uznali zwarcie w instalacji elektrycznej. Policja i prokuratura wszczęły śledztwo w celu wyjaśnienia okoliczności tragedii, powołując biegłego z zakresu pożarnictwa.

W toczącym się od kilku miesięcy postępowaniu, prokuratura z Chorzowa poinformowała o przedstawieniu zarzutów mężczyźnie. Początkowo był on poszukiwany jako świadek w sprawie pożaru, ale "w wyniku podjętych czynności ustaliliśmy, że najprawdopodobniej to on stoi za spowodowaniem pożaru" - powiedziała zastępca prokuratora rejonowego w Chorzowie, Beata Wrzesińska. Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Podejrzany jest mieszkańcem Świętochłowic, ale nie był lokatorem kamienicy.

Wizualizacja sądowa lub grafika przedstawiająca zarzuty prawne

Mężczyzna usłyszał zarzut nieumyślnego "sprowadzenia zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach", w którym pięć osób poniosło śmierć, a siedem doznało ciężkich obrażeń. Może za to grozić kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. Po przesłuchaniu prokuratura przesłała do chorzowskiego sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. W poniedziałek sąd uwzględnił wniosek, informując, że na taką decyzję wpłynęło wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się zarzucanego mu czynu, grożąca mu surowa kara i potrzeba zabezpieczenia właściwego toku śledztwa. Sędzia Agnieszka Szczygieł-Czaputa dodała, że zachodzi obawa ucieczki i ukrywania się przez podejrzanego.

Reakcje Władz i Pomoc Poszkodowanym

W odpowiedzi na tragedię prezydent Świętochłowic, Dawid Kostempski, ogłosił żałobę w mieście. W tym czasie zostały odwołane imprezy kulturalne. Donald Tusk złożył kondolencje rodzinom ofiar pożaru, zapewniając, że zarówno rodziny zabitych, jak i ranni będą otoczeni opieką. Jerzy Buzek, przewodniczący Europarlamentu i mieszkaniec regionu, podkreślił swoje wzruszenie i troskę, mówiąc: "Mieszkam tam przez całe życie, więc to dotyczy ludzi mi najbliższych."

Pożar kamienicy w Świętochłowicach 14.02.2018

Lokalne władze zapewniły poszkodowanym pomoc psychologiczną i finansową, która ma wynieść 5 tys. zł na każdą rodzinę. Prezydent Kostempski zapowiedział, że poszkodowani otrzymają miejsca w domu pomocy społecznej. W mieście uruchomiono punkty informacyjne dla poszkodowanych, a w magistracie pracował sztab kryzysowy. Większość ewakuowanych mieszkańców spędziła pierwsze godziny po pożarze u bliskich i znajomych; tylko cztery osoby skorzystały z możliwości czasowego przeniesienia się do Środowiskowego Domu Samopomocy. W budynku zameldowanych było 21 osób.

tags: #pozar #klatki #w #swietochlowice