Tragiczne pożary w okolicach Gniewu

Okolice Gniewu w ostatnim czasie były miejscem dwóch poważnych pożarów. Jeden z nich, dotyczący domu jednorodzinnego w Gniewie, przyniósł tragiczne skutki. W akcjach gaśniczych brały udział liczne zastępy straży pożarnej, zespoły ratownictwa medycznego i policja, zmagając się z żywiołem i dramatycznymi okolicznościami.

Tragiczny pożar domu jednorodzinnego w Gniewie

Okoliczności zdarzenia i ofiary

W niedzielę, 24 sierpnia, tuż przed godziną 3.00 w nocy, w jednym z domów jednorodzinnych przy ulicy Górny Podmur w Gniewie wybuchł potężny pożar. Oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Tczewie, kpt. Michał Myrda, poinformował, że straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze domu mieszkalnego w Gniewie o godzinie 2.46.

Zniszczony dom po pożarze w Gniewie

W wyniku tego tragicznego zdarzenia życie straciły dwie osoby: 24-letnia Michalina oraz jej 11-miesięczna córeczka Charlotte. Z płonącego budynku udało się ewakuować 55-letnią matkę Michaliny, panią Małgorzatę.

Akcja ratunkowa i heroiczna walka o życie

Po dotarciu na miejsce pierwszego zastępu straży pożarnej zastano objęty ogniem budynek jednorodzinny, a także patrol policji, który przed przybyciem straży ewakuował z wnętrza jedną osobę. Ratownicy ustalili, że wewnątrz mogą znajdować się jeszcze dwie osoby. Po ich odnalezieniu natychmiast przystąpiono do ewakuacji i udzielenia pomocy. Niestety, u 24-letniej kobiety oraz jej 11-miesięcznej córeczki nie stwierdzono oznak życia. Ratownicy natychmiast rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową. Pomimo intensywnych działań nie udało się przywrócić czynności życiowych obu poszkodowanym - dodał kpt. Michał Myrda.

W działaniach brało udział łącznie dziewięć zastępów straży pożarnej, trzy zespoły ratownictwa medycznego oraz policja. Pożar został opanowany i ugaszony.

Strażacy gaszący pożar domu w Gniewie

Wstrząsające wspomnienia i poświęcenie sąsiadów

Mieszkańcy Gniewu byli wstrząśnięci tragedią, jaka wydarzyła się w ich miejscowości. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Jako pierwsi na pomoc ruszyli sąsiedzi, a wkrótce na miejsce dotarli też policjanci i strażacy. Mieszkańcy przyznają, że dzięki czujności dwóch chłopaków wychodzących z pobliskiego lokalu "dżungla", którzy zauważyli dym, oraz powrotowi do domu sąsiada, pana Leszka, wczesne działania ratunkowe stały się możliwe.

Jednak to właśnie sąsiedzi i policjanci z komisariatów w Gniewie i Pelplinie jako pierwsi ratowali domowników z płonącego budynku. Słupy ognia w krótkim czasie sięgały nawet 3 metrów. Mimo to nie brakowało ludzi, którzy, nie patrząc na własne bezpieczeństwo, chcieli wchodzić w ogień. Do budynku próbowali dostać się pan Leszek i starszy syn uwięzionej pani Małgorzaty.

Pani Małgorzata, która miała pokój na parterze, a Michalina z córeczką na piętrze, zdołała przejść do łazienki i stamtąd wołać o pomoc. Kiedy otworzyła okno, dopływ powietrza sprawił, że ogień dosłownie wybuchł, a płomienie wychodziły z każdego pomieszczenia. Pan Leszek próbował wyważyć drzwi wejściowe do domu, jednak bezskutecznie. Zdołał jedynie wybić szybę w drzwiach, raniąc się przy tym. Policjanci z komisariatów w Gniewie i Pelplinie, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce, wydostali przez okno 55-letnią kobietę. Mundurowi udzielili jej pomocy i opiekowali się nią do czasu przyjazdu karetki pogotowia. Sąsiad z policjantami wskoczyli na radiowóz i w ten sposób uratowali panią Małgorzatę. Jak tylko znalazła się na zewnątrz domu, wciąż powtarzała: „Michalina, Michalina, Charlotte. Ratujcie”. Panią Małgorzatą zajęli się strażacy i wkrótce ratownicy z Zespołu Ratownictwa Medycznego.

Rozpaczliwa walka strażaków

Pozostali ochotnicy przez około pół godziny próbowali odszukać Michalinę i jej córeczkę. Dariusz, strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej w Gniewie, wspomina: „W domu były kłęby dymu. Do wnętrza mogliśmy wejść jedynie z aparatami oddechowymi. Nie było nic widać, nawet na wyciągnięcie dłoni. Przeszukując po kolei każde pomieszczenie, znaleźliśmy Michalinę i jej córeczkę. To było trudne doświadczenie. Jestem od wielu lat w straży, ale kiedy ginie dziecko i to w taki sposób, trudno jest się pogodzić z taką tragedią.”

Mieszkańcy podkreślają, że strażacy dali z siebie wszystko. Wysoka temperatura i pełne zadymienie sprawiały, że żaden z ochotników nie mógł przebywać we wnętrzu dłużej niż kilka minut. Inny strażak z OSP Gniew, Mateusz, dodaje: „W domu nawet nie mieliśmy możliwości sprawdzić, czy one żyją. Jak najszybciej wynieśliśmy oboje i przekazaliśmy ratownikom.”

Strażacy po akcji ratunkowej w zadymionym wnętrzu

Sąsiadka wspomina również o poświęceniu ratowników medycznych: „Ciało Charlotte było takie wiotkie. Ani u Michaliny, ani u Charlotte nie było oznak życia. Medycy przez długi czas próbowali przywrócić obu ofiarom funkcje życiowe. Jednego z nich koledzy musieli odciągnąć, bo nadal chciał próbować ratować ofiary. Nie chciał się poddać. To, co dla nas było największą oznaką szacunku dla ofiar pożaru, to sposób, w jaki ratownik potraktował ciało dziecka. Ten ratownik wziął ciało dziewczynki i położył je na piersiach jej mamy. To był dla nas przejaw najwyższego szacunku i empatii wobec ofiar pożaru.”

Śledztwo prokuratury

Prokuratura wszczęła w sprawie pożaru śledztwo. Na miejscu czynności prowadził prokurator z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Materiał będzie analizowany w celu ustalenia przyczyny pożaru. Wstępnie wykluczono podpalenie.

Wsparcie dla rodziny po tragedii

Los Michaliny i wsparcie społeczności

Pani Hanna, znajoma rodziny, ze smutkiem opowiada: „Znałam Michalinę od lat. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało. To była taka dobra dziewczyna. Los jej nie szczędził. Jako 16-letnia dziewczyna przeszła udar. To trwało dość długo, ale ona, na szczęście, stanęła na własnych nogach. Założyła rodzinę. Na świecie pojawiła się Charlotte. Kiedy mama Michaliny - po wypadku na basenie - nie była w stanie samodzielnie funkcjonować, Michalina przeprowadziła się z córeczką do rodzinnego domu. Zajmowała się mamą, jeździła z nią do lekarzy, na zabiegi.”

Pani Hania wciąż trudno jest mówić o tym, co się stało: „Przecież Michalina i jej córeczka były dla mnie prawie jak rodzina. Charlotte była takim cudownym dzieckiem. Zawsze uśmiechnięta. To było takie żywe sreberko. A teraz już ich nie ma. I to w taki sposób. Nie umiem się z tym pogodzić.”

Pani Małgosia, matka Michaliny, po pożarze trafiła do szpitala, a stamtąd do swojego syna w Starogardzie Gdańskim. Wymaga wsparcia psychologicznego. Jej syn prosi o uszanowanie żałoby, mówiąc: „To jeszcze za wcześnie, żebyśmy potrafili rozmawiać o tej tragedii.”

Organizacja zbiórki pieniędzy

Już następnego dnia po tragedii ruszyła zbiórka pomocy dla pani Małgosi i jej rodziny. Na stronie zrzutka.pl założono zbiórkę pieniędzy. W opisie zbiórki czytamy: „W pożarze rodzinnego domu rodziny Jeleniewskich życie straciły 24-letnia Michalina oraz jej 11-miesięczna córeczka Charlotte. Ogień odebrał nie tylko bliskich, ale i cały dorobek życia. Z płomieni ocalała mama Michaliny - 54-letnia Małgosia. W jednej chwili została pozbawiona córki, wnuczki, domu i wszystkich rzeczy codziennego użytku. Niedawno pożegnała męża, a dziś zmaga się z kolejną, niewyobrażalną stratą. Ukochane osoby stracił także Jeremiasz - partner Michaliny i ojciec małej Szarlotki. To dla niego oraz rodzeństwa i mamy Michaliny niezwykle ważne będzie długotrwałe wsparcie psychologiczne i terapia, które pomogą stopniowo podnosić się z tej traumy.”

Pani Małgosia jest znaną i lubianą mieszkanką Gniewu. Przez wiele lat pracowała jako nauczycielka, wychowując i wspierając kolejne pokolenia uczniów. Dziś to ona i jej najbliżsi potrzebują wsparcia społeczności. Każda wpłata - nawet najmniejsza - ma ogromne znaczenie.

Zdjęcie przedstawiające akcję charytatywną lub symbol wsparcia

Pożar w Polskim Gronowie

Wcześniej, we wtorek 28 lutego, doszło do innego pożaru w Polskim Gronowie, znajdującym się w gminie Gniew. Jak informuje OSP Gniew, straż została powiadomiona po godzinie 15.00. Ogniem zajął się budynek gospodarczy i szczyt domu. W akcji gaśniczej brało udział dziesięć zastępów straży pożarnej. Sytuację udało się opanować, a pożar został ugaszony.

tags: #pozar #kolo #gniewu