Od tragicznych wydarzeń, które miały miejsce w Hali Stoczni Gdańskiej, mija już dokładnie 30 lat. Co się wtedy działo, jak przebiegała akcja ratunkowa, jakie materiały ukazywały się w mediach, czy znaleziono winnych? O tym już mało kto pamięta, dlatego warto przypomnieć te wydarzenia, które na zawsze zapisały się w historii regionu.
Organizacja wydarzenia i kontekst historyczny
Agencja FM z siedzibą w Sopocie zorganizowała koncert zespołu „Golden Life”, podczas którego muzycy mieli zaprezentować swoją nową płytę pt. "Natura". Wydarzenie, które odbyło się 24 listopada 1994 roku w Hali Widowiskowej Stoczni Gdańskiej przy ul. Jana z Kolna, było połączone z wyświetleniem transmisji rozdania nagród MTV z Berlina. W tamtym czasie była to spora atrakcja, gdyż takie relacje nie były powszechnie dostępne w internecie.
Hala Stoczni powstała jeszcze przed wojną, a w roku 1977 została wyremontowana i warunkowo dopuszczona do eksploatacji. W Gdańsku nie było wtedy innych większych obiektów do zorganizowania takiego przedsięwzięcia, nie licząc Hali Olivia, a obiekt stoczniowy miał istotną zaletę - niska cena wynajmu. Wejściówki na koncert rozdawano w konkursach na antenie Radia Plus, otrzymywały je także szkoły (m.in. Gdańskie Liceum Autonomiczne) oraz domy dziecka, w tym placówka przy ul. Brzegi.

Stan techniczny obiektu i zagrożenia
Hala wewnątrz pokryta była w większości drewnem i materiałami drewnopochodnymi. Trybuny były drewniane, pod nimi znajdowały się schowki, a w środku wisiały materiałowe kotary. Na pewno nie obowiązywały w niej standardy bezpiecznej ewakuacji. Choć dyrektorzy stoczni twierdzili, że obiekt przeszedł kontrolę, wykazała ona problemy takie jak „brak węża w hydrancie” czy „drzwi zastawione stołem do ping-ponga”.
W hali znajdowały się również niebezpieczne instalacje zakładowe. W pewnym momencie doszło do uwolnienia się gazu z rurociągów wiszących na ścianie, a w pobliżu znajdowała się kompresorownia. Strażacy musieli także wytaczać beczki z łatwopalnymi substancjami oraz zabezpieczać pomieszczenia z acetylenem, gazem przemysłowym, który w wysokiej temperaturze grozi wybuchem.
Wybuch ognia i „efekt specjalny”
Koncert zakończył się około godziny 20:00. Koszmar rozpoczął się tuż przed 21:00, podczas transmisji z gali MTV. Na początku nikt nie podejrzewał, że dzieje się coś złego - w głębi sali, pod drewnianą trybuną, zaczęły palić się materace. Większość zgromadzonych myślała w pierwszej chwili, że płomienie to element wizualnego uatrakcyjnienia wieczoru, taki efekt specjalny.
Obsługa koncertu próbowała zdusić ogień za pomocą podręcznego sprzętu gaśniczego, co tylko pogorszyło sprawę. Zakładowa Straż Pożarna Stoczni Gdańskiej dysponowała siłą pięciu osób i jednego Stara, w którym jednak nawaliła pompa, uniemożliwiając ugaszenie ognia w zalążku. Płomienie błyskawicznie przeskakiwały na kolejne drewniane elementy, a gdy w hali zgasły światła, wybuchła panika.
Podróż ogniowa w balonie kontra konstrukcja ramy platformy
Piekło w „uchu igielnym”
Prawdziwe piekło rozegrało się w liczącym 7 metrów korytarzu prowadzącym do wyjścia. Droga ewakuacji była jak ucho igielne - miała zaledwie dwa i pół metra szerokości. Ludzie natrafiali na slalom przeszkód: schody w górę, zamknięte główne drzwi przy otwartych bocznych skrzydłach, a następnie schodki w dół, na których wielu traciło równowagę i upadało, będąc tratowanymi przez następnych.
Z pięciu drzwi hali tylko trzy były otwarte. Pozostałe były zamknięte na kłódkę. Przy głównym wyjściu utworzył się stos ludzi, zablokowany przez zamknięte kraty, z których wystawały dziesiątki rąk wołających o pomoc. Strażak Maciej Białous wspominał: „Na podłodze widzieliśmy dywan z ciał. Po tym dywanie w panice uciekali najsilniejsi”.
Kluczowe momenty akcji:
- 20:55 - zauważenie ognia i podjęcie pierwszych prób gaszenia.
- 21:02 - rozkaz usunięcia przęseł ogrodzenia oddzielającego halę od torowiska tramwajowego.
- 21:08 - potężna eksplozja gazów (rozgorzenie), która uderzyła w osoby znajdujące się przy wyjściu.
- 21:14 - zawalenie się dachu płonącej hali.
Ofiary i bohaterowie tragedii
W wyniku pożaru życie straciło siedem osób, a około 300 zostało rannych (hospitalizowano 197 osób). Pierwszą ofiarą była 13-letnia Dominika Powszuk z Sopotu, która została zadeptana w tłumie. Drugą osobą, która zginęła na miejscu, był operator telewizji Sky Orunia, Wojciech Klawinowski. Wrócił on do płonącego budynku, aby ratować cenny sprzęt telewizyjny.
Wśród ofiar znaleźli się także bohaterowie, tacy jak Ryszard Tomczak, właściciel agencji ochrony, który wynosił ludzi z ognia i zmarł później w szpitalu w Siemianowicach. Kolejne ofiary to dwie nastolatki, które zmarły w wyniku zatrucia toksycznymi gazami pożarowymi.

Akcja medyczna i pomoc międzynarodowa
Sytuacja w szpitalach przypominała film katastroficzny. Ranni wyglądali jak „oddział rannego wojska”. W pomoc zaangażowali się lekarze z domów, studenci Akademii Medycznej oraz specjaliści z zagranicy. Szczególną rolę odegrał dr Hans-Dietrich Paschmeyer z Bremy, który zoperował 19 ciężko poparzonych osób. Pomoc płynęła także z Francji, Berlina, Wielkiej Brytanii (leki i sprzęt) oraz od austriackiego Czerwonego Krzyża. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy przekazała na leczenie 1 mld starych złotych.
Śledztwo i wyroki sądowe
Ekspertyza wykonana przez biegłych ze Szkoły Głównej Służby Pożarniczej stwierdziła jednoznacznie, że jedyną przyczyną pożaru było umyślne podpalenie. Choć opracowano portret pamięciowy sprawcy, do dziś nie udało się go odnaleźć.
Proces w sprawie tragedii był jednym z najdłuższych w historii polskiego sądownictwa. Dopiero w 2010 roku zapadły wyroki:
| Osoba oskarżona | Funkcja | Wyrok |
|---|---|---|
| Ryszard G. | Kierownik hali | 2 lata więzienia w zawieszeniu |
| Tomasz T. | Organizator (Agencja FM) | 1 rok więzienia w zawieszeniu |
| Jacek K. | Organizator (Agencja FM) | 1 rok więzienia w zawieszeniu |
Dziedzictwo i pamięć
Tragedia ta na zawsze zmieniła zespół Golden Life. Muzycy nagrali utwór „24.11.94”, który stał się hymnem ku czci ofiar. Słowa piosenki: „Życie, choć piękne, tak kruche jest. Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć”, zostały umieszczone na pomniku ofiar, który stoi dziś na miejscu dawnej hali. Sama hala została zburzona w 1995 roku, pozostawiając jedynie ścianę z pamiątkową tablicą i nazwiskami tych, którzy odeszli.