Pożar kościoła św. Jana w Legnicy: Dramat i legendy marca 1966 roku

Pożar klasztoru franciszkanów i wieży kościoła św. Jana Chrzciciela w Legnicy, który wybuchł 8 marca 1966 roku, pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych i tajemniczych wydarzeń w powojennej historii miasta. To dramatyczne zdarzenie, którego kulisy do dziś budzą pytania, na zawsze wpisało się w zbiorową pamięć legniczan.

Początek tragedii: 8 marca 1966 roku

Wtorek, 8 marca 1966 roku, Dzień Kobiet. Słoneczny i ciepły dzień. W kościele św. Jana Chrzciciela księża uczyli dzieci religii. Około godziny 16 franciszkanin, ojciec Jan Hochołowski, właśnie zakończył katechezę. Jego wspomnienia spisał emerytowany strażak i historyk Leszek Pabian. Ojciec Hochołowski dał chłopcom piłkę, by sobie pograli, lecz ci zaraz przybiegli z informacją, że pali się kościół.

Ojciec Jan nie mógł w to uwierzyć. Wybiegł na dziedziniec i ujrzał kłęby dymu wychodzące spod skrzydła głównego klasztoru, w którym znajdowała się część mieszkalna. Inny franciszkanin, ojciec Kazimierz Bar, natychmiast zadzwonił na straż pożarną. Tłum legniczan obserwował, jak ogień błyskawicznie ogarnia dach klasztoru, przenosząc się na wieżę przyległego kościoła. Języki płomieni wzbijały się kilkadziesiąt metrów w górę, a dym z palącej się świątyni był widoczny dziesiątki kilometrów od Legnicy.

Tematyczne zdjęcie przedstawiające pożar klasztoru franciszkanów i wieży kościoła św. Jana w Legnicy w 1966 roku

Walka z żywiołem

Strażacy przyjechali bardzo szybko. Palił się dach skrzydła głównego na długości 80 metrów. Jednak już na początku akcji ratowniczej napotkali na poważne problemy. Gdy legniccy strażacy wchodzili do środka, okazało się, że hydranty są nieczynne. Musieli się wycofać, bo nie mieli czym gasić ognia. Okoliczni mieszkańcy, przypadkowi przechodnie i franciszkanie zaczęli wynosić sprzęty z części mieszkalnej kościoła.

Według relacji "Wiadomości Legnickich", jednostki straży pożarnej przybyły błyskawicznie, ale brakowało wody. Nie można było dodzwonić się do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, nikt nie odbierał telefonów. Dodatkowo pracownicy Przedsiębiorstwa Rozbiórkowego wcześniej zablokowali ulice: Róży Luksemburg i Partyzantów, nie informując o tym służb. Powstało zamieszanie, bo wozy strażackie miały problemy z dojazdem. Ojciec Hochołowski wspominał, że widział przewracające się kominy.

Polscy i radzieccy strażacy w akcji

Na pomoc legnickim strażakom pospieszyli radzieccy pożarnicy. W akcji gaśniczej udział wzięło kilkuset strażaków, zarówno z Legnicy (w tym jednostka zakładowa Huty Miedzi), jak i z innych miast Dolnego Śląska (Świdnica, Jelenia Góra, Środa Śląska) oraz OSP z sąsiednich wsi - łącznie około 300 polskich strażaków. Wspomagało ich pół setki radzieckich ogniomistrzów i ich osiem wozów bojowych.

Radzieccy strażacy, w tym mjr Twierskoj, st. lejtnant Mitiukow i st. lejtnant Gorcow, wyróżnili się brawurą i odwagą. Z niezwykłą odwagą i determinacją przystąpili do gaszenia ognia, ratując część dachu. Świadkowie wspominali, jak radziecki oficer wyciągnął broń i kazał swoim strażakom wspinać się z wężami po rynnach na dach klasztoru. Ludzie się modlili, wielu z nich płakało, prosząc opatrzność, by ogień nie strawił kościoła.

W Legnicy brakowało wysokiej drabiny, co utrudniało walkę z ogniem na wyższych kondygnacjach. Radziecki strażak wdrapywał się po piorunochronie, aby gasić wieżę. Potrzebna drabina została przywieziona z Wrocławia dopiero po kilku godzinach od wybuchu pożaru.

Dramatyczny przebieg pożaru

Ogień rozprzestrzenił się na budynek seminarium. Reporterzy "Wiadomości Legnickich" barwnie opisywali walkę: "Z trzaskiem płonęły smolne wiązania dachu. Waliły się stropy barokowych korytarzy. Strażacy walczyli, by ogień nie wdarł się do kościoła. Zagrożone było Mauzoleum Piastów." Grzegorz Zawłocki, który przybiegł na miejsce prosto z podwórka, wspominał bezradność strażaków z powodu braku drabin.

Wieczorem miedziana kopuła runęła na ulicę z potwornym hukiem około godziny 20, zahaczając o dach Akademii Rycerskiej. Ryszard Fraszczyk wspominał ten przerażający widok. Walka z żywiołem trwała do godzin porannych następnego dnia. Mimo trudności, nikt nie doznał poważniejszych obrażeń; do szpitala przewieziono tylko jednego żołnierza radzieckiego, który uległ lekkiemu zaczadzeniu, oraz porucznika Artura Morawieckiego, dowodzącego akcją, który również zaczadził się, ale wrócił do walki.

LEGNICA. Problemy budynku kościoła. Potrzebne 10 mln. zł

Straty i kontrowersje

Straty spowodowane pożarem były ogromne i oszacowano je na pięć milionów ówczesnych złotówek. Pożar strawił jedną z wież kościelnych i cały dach klasztoru. Dzwony były tak nadtopione, że nie nadawały się do użytku.

Pytanie o przyczynę

Nigdy nie udało się jednoznacznie ustalić przyczyny pożaru. Specjalna komisja ustaliła, że wybuchł on wewnątrz kolegiaty. Jednak ojcowie franciszkanie przysłali do historyka Wojciecha Konduszy (autora książki „Mała Moskwa. Rzecz o radzieckiej Legnicy”) własną wersję wydarzeń. Nie mieli oni wątpliwości, że było to podpalenie. Dowodem miały być plamy benzyny na strychu i schodach budynku, których nie zniszczyły płomienie. Benzyna, według wersji franciszkanów, miała spowodować błyskawiczne rozprzestrzenianie się pożaru. Dr Kondusza zauważa, że dziś trudno obalić czy potwierdzić tę wersję, ponieważ świadek, który zauważył plamy benzyny, już nie żyje.

Miedziana puszka i plotki

Z płonącej wieży wypadła miedziana puszka, która spadła na strych Muzeum Miedzi. Jej zawartością bardzo zainteresowali się funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. W puszce znajdowały się dokumenty i pamiątki z czasu zakończenia budowy wieży: protokół z podpisami oficjeli, wykaz nauczycieli i uczniów Kolegium i Akademii Rycerskiej, katalog domów zakonnych jezuitów prowincji czeskiej (w skład której wchodziła Legnica), kilka srebrnych talarów oraz złoty floren z 1611 roku. Wszystko to zostało drobiazgowo spisane przez milicjantów, a następnie zwrócone zakonnikom.

Przez wiele lat po pożarze pojawiały się liczne plotki. Mirosław Taczkowski przypominał sobie, że ktoś wymyślił plotkę, iż radzieccy strażacy, zamiast gasić, polewali kościół benzyną, żeby wszystko szybciej spalić. Krążyła także opinia, powtarzana przez legniczan i franciszkanów, że radzieccy strażacy tak zaciekle walczyli z ogniem, ponieważ obawiali się, by pożar nie przeniósł się na znajdującą się naprzeciw kościoła Akademię Rycerską. Według tych pogłosek, w Akademii Armia Radziecka miała składować olbrzymie ilości amunicji, a jej spalenie mogłoby doprowadzić do wybuchu pół Legnicy.

Tę plotkę stanowczo zdementował Zdzisław Kurzeja, legnicki konserwator zabytków, wyjaśniając, że w Akademii produkowano walizki, szyto mundury i pasy, a także składowano żywność. Informacja o brawurze i odwadze radzieckich strażaków pojawiła się nawet w serwisach informacyjnych Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.

Infolgrafika lub schemat prezentujący plan kościoła i klasztoru, z zaznaczonym miejscem pożaru

Odbudowa i współczesność

Legniczanie i franciszkanie zaopiekowali się zakonnikami i uczniami seminarium, nie szczędząc pieniędzy na remont wieży i spalonej kolegiaty. W 1976 roku architekci Maciej Dobrowolski, Krzysztof Głogowski i Stanisław Medeksza przeprowadzili inwentaryzację wież kościelnych. Uznali, że wieża wypaliła się tak szybko, ponieważ jej konstrukcja, klatki i schody były drewniane, co stanowiło duże nagromadzenie łatwopalnych materiałów. Podkreślili również, że brak wody na górnych piętrach uniemożliwił szybkie ugaszenie pożaru. Zaapelowali o szybkie postawienie kopuły wieży, ponieważ jej brak szpecił miasto.

Remont rozpoczęto w 1975 roku. Cztery lata później, w 1979 roku, robotnicy postawili hełm wieży, a po kolejnych dwóch latach - dach prezbiterium. Dziś odnowiony kościół św. Jana Chrzciciela jest jednym z najpiękniejszych zabytków Legnicy, a miedziana kopuła, którą postawili robotnicy, powoli pokrywa się patyną, stanowiąc świadectwo dramatycznych wydarzeń i trudów odbudowy.

Mechanizm zegara na zachodniej wieży kościoła św. Jana, wyprodukowany w głogowskiej fabryce Carla Weissa, uległ całkowitemu zniszczeniu prawdopodobnie podczas pożaru w 1966 roku. Obecnie dwie tarcze zegarowe zachodniej wieży kościoła św. Jana są niemymi świadkami tamtych wydarzeń.

tags: #pozar #kosciola #legnica