Pożar kościoła w Lublinie: Dramatyczne Boże Narodzenie

W czwartek, w święta Bożego Narodzenia, mieszkańcy Lublina obudzili się w obliczu dramatycznego zdarzenia. Tuż przed godziną 7 rano, około godziny 6:50-6:54, strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze dachu kościoła pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Władysława Kunickiego w Lublinie. Ogień, który pojawił się na poddaszu świątyni, objął drewnianą konstrukcję, stwarzając poważne zagrożenie i uruchamiając jedną z największych akcji gaśniczych w regionie.

Tematyczne zdjęcie płonącego kościoła w Lublinie, widoczne płomienie i dym.

Skala i przebieg akcji gaśniczej

Na miejscu zdarzenia natychmiastowo pojawiły się liczne zastępy straży pożarnej. W walce z żywiołem brało udział od 70 do 80 strażaków z 19 do 27 zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej. Akcja gaśnicza, określona jako niezwykle trudna, trwała wiele godzin. Lubelski komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej st. bryg. Zenon Pisiewicz relacjonował, że "pożar w tej chwili, już tak intensywnie się nie rozprzestrzenia", choć "jeszcze ciągle trwa, jeszcze jest w fazie niewielkiego rozwoju".

Strażacy pracowali w aparatach ochrony układu oddechowego, podając prądy wody gaśniczej z podnośników. Mł. kpt. mgr Bartłomiej Pytka, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie, wyjaśnił, że działania prowadzono "z dwóch stron", jednocześnie próbując dostać się do źródła pożaru od środka i od zewnątrz.

Wycofanie wind przez straż pożarną fazy 1 i fazy 2

Wyzwania i trudności w walce z ogniem

Akcję gaśniczą znacząco utrudniały specyficzne warunki:

  • Wielowarstwowa konstrukcja dachu: Komendant Pisiewicz tłumaczył, że dach kościoła jest "wielowarstwowy". Składał się z blachy, pod którą znajdowało się "pełne deskowanie" i elementy drewniane, a następnie konstrukcja stalowa, ocieplenie wełną mineralną i konstrukcja żelbetowa. Trudność polegała na dotarciu do źródła ognia ukrytego w tej złożonej strukturze, co wymagało wykonywania specjalnych otworów gaśniczych z zewnątrz.
  • Zainstalowana fotowoltaika: Panele fotowoltaiczne na dachu kościoła "cały czas pracowały", co stanowiło dodatkowe zagrożenie i komplikację.
  • Warunki atmosferyczne: Gęste zadymienie, delikatny wiatr oraz ujemna temperatura (od -10 do -12 stopni Celsjusza) były poważnym wyzwaniem. Woda wykorzystywana do gaszenia zamarzała na powierzchni dachu, kruszyła się i spadała, utrudniając dostęp i wymuszając przestawianie samochodów gaśniczych.
  • Odkształcanie dachu: Pod wpływem temperatury blacha pokrywająca dach zaczynała się uelastyczniać i wyginać. Przewidywano, że w pewnym momencie może osiąść na żelbetonowym stropodachu znajdującym się pod spodem.

Pomimo tych trudności, pożar dachu został ostatecznie opanowany, a następnie trwały działania dogaszające, polegające na rozcinaniu dachu w celu dotarcia do ostatnich zarzewi ognia.

Infografika przedstawiająca przekrój przez wielowarstwowy dach kościoła.

Bezpieczeństwo osób i mienia

Najważniejszą informacją było to, że w pożarze nikt nie został ranny i nikt nie był ewakuowany. St. bryg. Zenon Pisiewicz podkreślił, że to zasługa m.in. postawy proboszcza, który "zachował zimną krew i wyprowadził z kościoła ok. 50-60 parafian przed 7 rano".

Ogień nie przedostał się do wnętrza kościoła dzięki konstrukcji żelbetowej, która oddzielała wnętrze od palącego się poddasza i nie pozwalała gazom pożarowym przedostać się do środka. Mimo to, woda używana do gaszenia przedostała się do wnętrza budynku, powodując "niewielkie uszkodzenia w okolicach ołtarza głównego". Strażacy starali się na bieżąco usuwać wodę z kościoła, aby minimalizować straty.

Prewencyjnie ewakuowano również elementy ruchome z głównego obiektu kościoła i zakrystii, w tym figury, obrazy oraz szaty liturgiczne, aby uchronić je przed zniszczeniem.

Zdjęcie strażaków wynoszących cenne przedmioty z wnętrza kościoła.

Prawdopodobne przyczyny pożaru

Świadkowie zdarzenia spekulowali na temat przyczyn pożaru. Niektórzy informowali, że ogień miał zająć się od zwarcia instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na dachu. Inni parafianie wspominali o włączeniu ogrzewania i "iskrach".

Służby, w tym mł. kpt. mgr Bartłomiej Pytka, wstrzymywały się od stawiania hipotez. St. bryg. Zenon Pisiewicz oświadczył, że "o przyczynach pożaru to będzie można rozmawiać po zakończeniu działań ratowniczo-gaśniczych", a przyczyny te zbada policja.

Skutki pożaru i przyszłość świątyni

Parafia Najświętszego Serca Jezusowego w Lublinie, w komunikacie zamieszczonym wieczorem w czwartek, poinformowała wiernych, że straty są "ogromne" i "prawdopodobna jest rozbiórka kościoła". Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapewnił, że po pożarze przeprowadzona zostanie szczegółowa ekspertyza budowlana budynku w celu ustalenia jego dalszych losów oraz przyczyn pożaru, deklarując jednocześnie chęć pomocy parafii.

W związku z uszkodzeniami, w budynku kościoła nie mogły odbywać się nabożeństwa. Msze święte oraz zaplanowane chrzty przeniesiono do sali duszpasterskiej w Domu Parafialnym, z wejściem od ulicy Koźmiana. Parafia zwróciła się z prośbą do wiernych o modlitwę i podziękowała wszystkim za wsparcie oraz pomoc w "ratowaniu sprzętów kościelnych i przygotowaniu sal domu parafialnego do liturgii".

Wokół kościoła wprowadzono znaczne utrudnienia w ruchu drogowym i pieszym. Ulica Kunickiego została całkowicie zamknięta dla ruchu, podobnie jak ulice Matejki i Koźmiana na wysokości kościoła. Zamknięto również chodnik wzdłuż ulicy Kunickiego i parking parafialny.

Mapa Lublina z zaznaczonymi zamkniętymi ulicami wokół kościoła.

tags: #pozar #kosciola #w #kunowie