Blok przy ulicy Jagiellońskiej 47 w Kielcach stał się sceną tragicznego wybuchu gazu i pożaru, który na długi czas odmienił życie kilkunastu rodzin. Incydent, który miał miejsce 11 stycznia 2010 roku, doprowadził do znacznych zniszczeń i skomplikowanego procesu odbudowy oraz dochodzenia.

Tragedia i Natychmiastowe Działania
Wieczorem 11 stycznia 2010 roku w bloku przy ulicy Jagiellońskiej 47 w Kielcach doszło do potężnej eksplozji gazu, która zniszczyła część budynku, a kilkanaście rodzin straciło dach nad głową. Zdaniem inspektora nadzoru budowlanego cała klatka schodowa groziła zawaleniem, co wymusiło pilną ewakuację.
Mieszkańców natychmiast przeniesiono do lokali zastępczych w bloku komunalnym, gdzie mieli pozostać do czasu odbudowania domu. Jeden z lokatorów wspomina ten dzień: „Do dziś pamiętam ten dzień, jak zadzwonił do mnie sąsiad i zapytał, gdzie jest moja córka. Mówię, że w domu, a on: »Ale domu już nie ma, pali się...«”. Inna kobieta dodaje: „Gdy potem weszliśmy do mieszkania, łóżeczko wnuczki było nawet nie spalone, ale stopione.” Na szczęście jej córki z rocznym dzieckiem nie było wówczas w domu: „Byłyśmy wtedy u teściów, teściowa powiedziała: »Zostańcie jeszcze 15 minut«. Gdybyśmy nie zostały, dziś by nas już nie było...”.
Proces Odbudowy: Wyzwania i Postępy
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, odbudowa bloku szła bardzo opornie. Tuż po wypadku oceniano, że powrót będzie możliwy jesienią lub zimą 2010 roku, jednak w ubiegłym roku (2010) udało się jedynie rozebrać zniszczoną część domu i wykonać dokumentację odbudowy.
W listopadzie dokumentacja ta trafiła do wydziału architektury Urzędu Miejskiego, a stamtąd została wysłana do Ministerstwa Infrastruktury z wnioskiem o zgodę na odstępstwo. Andrzej Kędra, dyrektor wydziału architektury, wyjaśniał, że zgodnie z przepisami już w trzypiętrowym budynku trzeba zaprojektować windę, a ten blok ma cztery piętra. Pozytywna odpowiedź z Ministerstwa nadeszła, a wspólnota mieszkaniowa złożyła wniosek o zgodę na budowę. Kędra zapewniał, że pomimo pewnych braków we wniosku, decyzja będzie wydana w ciągu kilku dni. Oznaczało to, że firma Łuczbud z Radomia, która wygrała przetarg na odbudowę bloku, będzie mogła wkrótce, zależnie od warunków pogodowych, przystąpić do pracy. Koszt odbudowy, wynoszący 1 milion 117 tysięcy złotych, pokrył ubezpieczyciel budynku, firma Uniqa.
Ta część bloku miała się różnić od reszty, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami klatka musiała być szersza. Aby lokatorzy nie tracili na tym, powiększono cały blok. Zyskali oni również na tym, że w nowej technologii wykonane zostały wszystkie instalacje.
Półtora roku po wybuchu, lokatorzy z nadzieją patrzyli na budowę - już było widać czwarte piętro. Krzysztof Cichoń, kierownik działu technicznego Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej, na spotkaniu z mieszkańcami mówił: „Wszystko przebiega zgodnie z planem i do końca września blok powinien zostać oddany”. Niedobrą wiadomością było jedynie to, że zamiast planowanej centralnej ciepłej wody w mieszkaniach pozostaną piecyki gazowe. Lokatorzy sami uzgadniali z wykonawcą, firmą Łuczbud z Radomia, standard wykończenia lokali.
Tego samego dnia rozstrzygano sprawę kredytu na docieplenie reszty bloku, co wiązało się z wzięciem kredytu w wysokości około 200 tysięcy złotych. Przedstawiciele pięciu rodzin z pozostałych dwóch klatek, które trzeba było ocieplić, protestowali. Ludzie nie kryli rozgoryczenia, że mieszkańcy odbudowanej klatki będą mieli nowe mieszkania za darmo, a oni zostaną w starych. Ostatecznie, dzięki obecności przedstawiciela gminy, do której należy kilka mieszkań w bloku, przegłosowano wzięcie kredytu.
Śledztwo i Odpowiedzialność: Sprawa Norberta A.
Lokatorów interesowała również sprawa osądzenia osoby odpowiedzialnej za dokonanie zniszczeń. Śledztwo przeciwko Norbertowi A., podejrzanemu o to, że w styczniu (2010 roku) spowodował wybuch gazu w bloku przy ulicy Jagiellońskiej 47, zostało jednak bezterminowo zawieszone z powodu braku możliwości zbadania go.
W jego mieszkaniu był nielegalnie podłączony gaz, odcięty wcześniej za niezapłacone rachunki. Prokurator musiał ocenić, czy w danym momencie podejrzany był poczytalny. Norbert A. przebywał w Domu Pomocy Społecznej, mocno ucierpiał w wybuchu, spadając z czwartego piętra, i nawet nie był w stanie złożyć podpisu pod protokołem z pierwszego przesłuchania.
Po każdej wzmiance na temat wybuchu do redakcji i prokuratury dzwonili i pisali oburzeni ludzie, informując, że tak ciężko chory pacjent na wózku inwalidzkim wybiera się na spacery po mieście. „Wtedy, podróżując w towarzystwie swej partnerki, nie wygląda na niepoczytalnego” - alarmowali ludzie. Po wysłuchaniu tych głosów biegły postanowił ponownie odwiedzić Norberta A. i ocenić stan jego zdrowia, lecz tym razem na przeszkodzie stanęła jego własna choroba. Rzecznik zapewniał, że w ciągu dwóch tygodni biegły powinien wrócić do pracy i podjąć czynności. Wtedy miało się okazać, czy prokuratura może skierować do sądu akt oskarżenia, gdyż zarzuty Norbertowi A. zostały już postawione.
Na wyrok sądu czekało również Towarzystwo Ubezpieczeniowe Uniqa. Krzysztof Haupt z TU Uniqa mówił: „Skupiliśmy się na likwidacji szkód, by jak najszybciej lokatorzy mogli wrócić do swych mieszkań”. Za spowodowanie wybuchu Norbertowi A. groziło do 10 lat więzienia, ale jeśli specjaliści ustaliliby, że w chwili wypadku był niepoczytalny, uniknąłby odpowiedzialności. Ostatecznie, prawomocny wyrok dla sprawcy eksplozji gazu w bloku przy ulicy Jagiellońskiej 47 w Kielcach to więzienie w zawieszeniu i potężne odszkodowania dla sąsiadów.
tags: #pozar #na #jagiellonskiej #47 #kielce