Historia Pożarnictwa Pomorza Nadwiślańskiego

portalcenter.cl

Organizacja działań przeciwpożarowych na terenie Polski ma swoje korzenie w XVI wieku. Już w 1568 roku Mikołaj Rej, wybitny pisarz i zwolennik reform w Rzeczypospolitej, podkreślał konieczność podjęcia kroków, aby "szkód pożarnych, aby się całe miasto nie ogorzało [spłonęło]" uchronić. Jego ostre stwierdzenie o lenistwie i niedbalstwie w kontekście zagrożeń ogniowych nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę ówczesne realia budowlane i brak odpowiednich zabezpieczeń.

Wyzwania wczesnego pożarnictwa na Pomorzu Nadwiślańskim

Kontekst historyczny i zagrożenia

Większość ówczesnych budynków, w tym zamki i klasztory, była wznoszona z drewna i kryta łatwopalną strzechą lub drewnianym dachem. Świece i kaganki, często niechowane na piętrach wysokich, stanowiły poważne zagrożenie ogniowe. Główną przyczyną szybko rozprzestrzeniających się pożarów, obok gęstej zabudowy i słomy (strzechy) okrywającej dach, był powszechny brak kominów. W polskich wsiach kominy pojawiły się masowo dopiero w okresie zaborów, w wieku XIX. Już Paweł Włodkowic z Akademii Krakowskiej, swą mądrością wyprzedzając ludzi swojej epoki, przewidywał te zagrożenia.

"Porządki ogniowe" i straż przymusowa

W obliczu powszechnego zagrożenia ogniowego, na Pomorzu Nadwiślańskim, podobnie jak w innych regionach, wprowadzano tzw. "porządki ogniowe". Były to przepisy, które dotyczyły wszystkich mieszkańców danej miejscowości. Mieszkańcy miast i wsi nie mieli prawa się uchylać od obowiązków związanych z gaszeniem pożarów. Osoby takie nazywano strażakami przymusowymi. W przeciwieństwie do późniejszych Ochotniczych Straży Ogniowych, "straże przymusowe" nie były jednostkami zorganizowanymi. Po sygnale pożaru ich członkowie mieli się stawić na miejscu i podjąć interwencję.

W XIX wieku, ówczesny wojewoda departamentu bydgoskiego zaboru pruskiego, tak mówił o regulacjach: "Wszystkie te przepisy na lądzie płaskim [wsiach] i miastach przekazujem policji dla ich ułożenia i ustanowienia". Niestety, brak ćwiczeń ze sprzętem gaśniczym oraz powszechna panika wśród ludzi tworzących wspomnianą straż przymusową, często ograniczały ich skuteczność.

Ewolucja pożarnictwa: od przymusu do profesjonalizmu

Rozwój zorganizowanych jednostek w drugiej połowie XIX wieku

Istotnych zmian w organizacji pożarnictwa doszło w drugiej połowie XIX wieku. Dzięki rozwojowi technicznemu zaczął pojawiać się coraz bardziej profesjonalny sprzęt przeznaczony do walki z ogniem, co z kolei stymulowało rozwój zorganizowanych placówek straży pożarnej. Rozwijały się wówczas placówki profesjonalnej straży pożarnej (tzw. państwowe), które podlegały urzędnikom samorządowym. Równolegle powstawały Ochotnicze Straże Pożarne, które choć miały finansowe wsparcie od władz gminnych, pełniły funkcje pomocnicze i formalnie podlegały naczelnikom. W okresie zaborów kwestia obsadzania kluczowych stanowisk w strażach jest przedmiotem dyskusji wielu historyków.

Straże Pożarne jako ostoję polskości na Pomorzu

W trudnych dla Polski czasach zaborów, straż pożarna była ostoją patriotyzmu i polskości. Wiele Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP), zwłaszcza na ziemi lubawskiej, pełniło rolę centrów polskiej kultury i tożsamości. Przykładem jest wieś Gwiździny, leżąca zaledwie kilka kilometrów od Nowego Miasta Lubawskiego, gdzie w 1910 roku powstała Ochotnicza Straż Pożarna. Mimo że w regionie panowała dominacja pruska, w Gwiździnach większość mieszkańców mówiło w języku „nie niemieckim”, a Ochotnicza Straż Ogniowa była ostoją polskości. Misją Ochotniczych Straży Pożarnych było „ochraniać gromadę oraz mieszkańców miast przed ogniem i klęskami żywiołowymi”, ale także krzewienie wartości patriotycznych.

Działalność pożarnicza często łączyła się z innymi organizacjami patriotycznymi, takimi jak Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. W latach 1893-1939 „Sokół” wychowywał ogólnospołeczną, promującą wartości patriotyczne kulturę fizyczną, a także tworzyło podstawy ruchu sportowego na Pomorzu. W latach 1918-1921 jego członkowie szkolili przyszłe kadry administracji państwowej, policji i wojska, co przyciągnęło szerokie rzesze polskiej młodzieży. W późniejszych latach, podczas II wojny światowej, lokalni ochotnicy, jak Jan Drelich ze Skąpego, podejmowali walkę z V kolumną, demaskując agentów wywiadu i tworząc polskie struktury, za co wielu z nich zapłaciło życiem w obozach koncentracyjnych lub zostało wyrzuconych ze swoich gospodarstw.

Zdjęcie przedstawiające przedwojenną Ochotniczą Straż Ogniową w Gwiździnach przy remizie, która znajdowała się obok kuźni za szkołą. Widoczni są członkowie straży pożarnej, w tym Konstanty Kopański i Leonard Domżalski.

Wybrane wydarzenia: Pożar klasztoru w Łąkach (1882)

Tragiczny pożar klasztoru reformatów w Łąkach nad Drwęcą, sąsiadującym z Nowym Miastem Lubawskim, stanowi dramatyczny przykład bezradności wobec ognia w XIX wieku. Relacja z 1882 roku donosi, że w nocy z 5 na 6 maja, około godziny 1:00, wybuchł pożar. Według świadków piorun uderzył w małą wieżę w tyle za głównym ołtarzem i ją zapalił, choć inni twierdzili, że uderzenie nastąpiło w główną wieżę.

Mimo prób ograniczenia i zapobieżenia dalszemu rozszerzaniu się ognia, wnętrze kościoła stanęło w płomieniach. Cudowny obraz oraz inne sprzęty, które wyniesiono na początku w akcie ratowania, zgorzały po ponownym wniesieniu ich do kościoła, gdy wydawało się, że nie ma już niebezpieczeństwa. W wyniku pożaru zgorzał cały kościół wraz z obiema wieżami. Stary klasztor, który po wydaleniu zakonników przez władze pruskie (27 września 1875 roku) nie był zabezpieczony, legł w gruzach. Uratowano jedynie cudowny obraz oraz inne świętości.

Pożar wywołał panikę, a wielu ludzi, widząc ogień, "mało co mogli czynić". Brak zorganizowanej pomocy był odczuwalny - relacja wskazuje, że gdyby z Nowego Miasta Lubawskiego przybyła straż z zaprzęgiem konnym, klasztor prawdopodobnie zostałby uratowany. Dodatkowo, księża początkowo wzbraniali się dać klucze do kościoła, aby wynieść obraz. Dopiero pan von Haugsdorff rozkazał drzwi kluczem otworzyć, lecz klucz się połamał. O godzinie 7:00 rano landrat rozkazał wynieść słynący cudami obraz. Akcja ratunkowa była prowadzona pod kierownictwem byłych prowincjałów reformackich O. Habandy. Pożar ten był przyczyną utraty spokoju duszy i zdrowia dla wielu osób.

Ilustracja przedstawiająca dramatyczny pożar kościoła lub klasztoru w XIX wieku, z widocznymi płomieniami i sylwetkami ludzi próbujących gasić ogień.

Sprzęt i technologia gaśnicza na przestrzeni wieków

W drugiej połowie XIX wieku, wraz z postępem technicznym, na Pomorzu Nadwiślańskim zaczęło pojawiać się coraz bardziej profesjonalne wyposażenie do walki z ogniem. Członkowie państwowych i ochotniczych straży ogniowych, szczególnie w bogatszych wsiach i miastach zaboru pruskiego, mieli do dyspozycji różnorodne urządzenia, takie jak sikawki pomostowe i kołowe, dostępne w wersjach jedno- i dwuosiowych. Co ciekawe, ten sprzęt był wykorzystywany przez strażaków jeszcze po II wojnie światowej.

Wśród dostępnego sprzętu znajdowały się także beczkowozy dwukołowe, jednokonne, o pojemności około 500 litrów, służące do transportu wody. Rozwój technologiczny zaowocował również pojawieniem się sikawki dwucylindrowej o podwoziu jednoosiowym, którą można było doczepiać do wozu rekwizytowego, zwiększając mobilność i efektywność działań. Po II wojnie światowej ważnym wydarzeniem dla jednostek OSP było uroczyste wręczenie nowoczesnych motopomp, co znacząco zwiększyło ich zdolności gaśnicze.

Infografika lub rysunek techniczny przedstawiający XIX-wieczne wyposażenie strażackie: beczkowóz konny dwukołowy o pojemności 500 l oraz sikawkę dwucylindrową z podwoziem jednoosiowym, doczepianą do wozu rekwizytowego.

Wybitne postaci i ich wkład w pożarnictwo regionu

Dr Stanisław Giziński - "chodząca encyklopedia" historii pożarnictwa

Dr Stanisław Giziński z Mierzynka koło Lubicza jest uznawany za "chodzącą encyklopedię" historii Ochotniczych Straży Pożarnych regionu Pomorza Nadwiślańskiego. Jest jednocześnie strażakiem, nauczycielem i historykiem. Jego zaangażowanie w OSP datuje się od 1946 roku, kiedy to został jej członkiem, a w Lubiczu pełnił funkcję prezesa. Założył również dwie orkiestry dęte w Gronowie i Lubiczu.

Obecnie dr Giziński jest członkiem Komisji Historyczno-Muzealnej Zarządu Głównego OSP w Warszawie oraz autorem licznych publikacji i książek, nie tylko o typowo "ogniowej", ale także o niezwykle patriotycznej i społecznej działalności Ochotniczych Straży Pożarnych. Historia pożarnictwa była również przedmiotem jego pracy doktorskiej. Tradycje ochotnicze wyniósł z rodzinnego domu, bowiem szeregi junaków zasilali jego dziadek i ojciec, a dziś działalność druhów wspierają jego siostry.

Dr Giziński podkreśla, że "świat nauki lekceważy pożarnictwo, a jest to jedyna organizacja, która nigdy nie zabarwiła się politycznie". W trudnych dla Polski czasach straż pożarna była ostoją patriotyzmu, przetrwała czasy stalinowskie i po dzień dzisiejszy jednoczy wiejską społeczność. Z jego inicjatywy powstanie pierwszy w Polsce Zakład Historii Pożarnictwa przy Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej we Włocławku. Pierwszą specjalną komisję historyczną powołał już zarząd ochotników powiatu toruńskiego, co ma doprowadzić do tego, że każda jednostka będzie miała swojego historyka. Dr Giziński oddaje również do druku kolejną książkę, która opisuje dzieje straży ogniowych Pomorza Nadwiślańskiego od połowy XIX wieku do 1939 roku, a także pracuje nad naukowym opracowaniem o Chełmży, wykorzystując dokumenty z 1864 roku, które nazywa "prawdziwymi relikwiami" i zamierza przekazać chełmżyńskim ochotnikom.

Pułkownik Leon Korzewnikjanc - strażak, wojskowy i działacz społeczny

Leon Korzewnikjanc, znany pod pseudonimem "Doliwa", urodzony 7 stycznia 1896 roku i zmarły 10 czerwca 1978 roku, był pułkownikiem wojska i pożarnictwa, a także polskim wojskowym i działaczem strażackim, ściśle związanym z Gdynią. Był również radnym miejskim Gdyni, do której przybył w latach 30. XX wieku.

W okresie II wojny światowej odegrał kluczową rolę w ruchu oporu. Od grudnia 1939 roku był szefem sztabu Strażackiego Ruchu Oporu „Skała”. Po wchłonięciu „Skały” przez Korpus Bezpieczeństwa (KB), został szefem sztabu tej organizacji, a w czasie Powstania Warszawskiego dowodził wszystkimi jednostkami KB w Warszawie. Po podpisaniu porozumienia z innymi organizacjami konspiracyjnymi objął stanowisko zastępcy dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych AL, PAL i KB. W 1945 roku powrócił do Gdyni i był jednym z pierwszych strażaków, którzy zgłosili się do jednostki już w marcu. Powrócił na zajmowane przed wojną stanowisko komendanta i pełnił je do 21 września 1947 roku. Mimo odwołania, pozostał związany z Gdynią, zasiadając w jej Radzie Miejskiej z ramienia Stronnictwa Demokratycznego (SD), będąc także wiceprzewodniczącym Zarządu Miejskiego SD.

tags: #pozarnictwo #pomorza #nadwislanskiego