Przeróbki i historia samochodów pożarniczych w Polsce

Rynek motoryzacyjny w Polsce, zwłaszcza w okresach niedoborów i specyficznych uwarunkowań gospodarczych, często stawał się areną dla nietypowych rozwiązań i przeróbek pojazdów. Dotyczyło to również sektora pojazdów specjalistycznych, w tym samochodów pożarniczych. Historia motoryzacji w Polsce obfituje w przykłady pojazdów, które dzięki modyfikacjom zyskiwały nowe życie i zastosowania, często służąc w straży pożarnej przez wiele lat.

Historia firmy Bonex i jej wkład w rozwój pojazdów pożarniczych

Firma Bonex stanowi przykład polskiego przedsiębiorstwa, które od lat kształtuje rynek, opierając się na solidności i innowacyjności. Działalność firmy opiera się na wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii, takich jak spawanie, klejenie i obróbka laserowa, z zastosowaniem trwałych materiałów, w tym aluminium, tworzyw sztucznych i stali nierdzewnej. Rodzinna firma z Kamienicy Polskiej, założona przez Bożenę i Mirosława Nowowiejskich, ewoluowała od początkowej działalności ślusarskiej i konstrukcji stalowych. Po okresie produkcji kotłów grzewczych w latach 1987-1992, od 1990 roku firma rozpoczęła świadczenie usług dla Straży Pożarnej. Obecnie Bonex specjalizuje się w kompleksowej zabudowie i wyposażeniu samochodów pożarniczych, a także ich serwisowaniu, stale unowocześniając pojazdy i dostosowując je do zmieniających się potrzeb.

Logo firmy Bonex lub zdjęcie zakładu produkcyjnego.

Przeróbki pojazdów w PRL i po transformacji ustrojowej

W czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, a także w okresie po zmianach ustrojowych, zapotrzebowanie na ciężarówki znacznie przewyższało możliwości produkcyjne. W takich warunkach przeróbki pojazdów były powszechną praktyką, pozwalającą na przedłużenie ich żywotności i zmianę przeznaczenia. Pojazdy, które pracowały w straży pożarnej, często były traktowane ze szczególną troską. Strażacy dbali o to, by pojazdy były zawsze gotowe do akcji, co obejmowało m.in. stałe podłączenie akumulatorów do ładowania czy utrzymanie w gotowości pneumatycznego układu hamulcowego poprzez zewnętrzną sprężarkę.

Jelcz 325 - historia niezwykłej przeróbki

Jednym z fascynujących przykładów takich przeróbek jest ciężarówka Jelcz 325, która obecnie spędza swoją "emeryturę" w Muzeum Motoryzacji i Techniki Wojskowej „Bunkier” w Rudnej Małej koło Rzeszowa. Pojazd ten, choć nie jest już pierwszej młodości, zachował się w dobrym stanie, przyjeżdżając do muzeum na własnych kołach.

Historia zakładów Jelcz

Zakłady w Jelczu-Laskowicach, powstałe w 1952 roku na terenie byłej niemieckiej fabryki zbrojeniowej, początkowo zajmowały się produkcją nadwozi samochodowych, w tym karoserii do Lublinów i Starów. Pierwszą ciężarówką wyprodukowaną w Jelczu był model Żubr A80, uznawany za nieudaną konstrukcję ze względu na awaryjność. Jego następcą był Jelcz 315, będący modernizacją Żubra, produkowany do 1982 roku.

Od dźwigu do wozu strażackiego

Opisywany egzemplarz Jelcz 325 pochodzi z 1984 roku i pierwotnie został zbudowany jako dźwig. Przed przemianami ustrojowymi służył w Milicji w Rzeszowie. W 1995 roku trafił do Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Łukawcu. Ponieważ strażacy potrzebowali samochodu pożarniczego, a nie dźwigu, niepotrzebną zabudowę zdemontowano. Następnie pojazd został przetransportowany do Kielc, gdzie przeszedł gruntowną przeróbkę na wóz strażacki.

Zdjęcie Jelcza 325 w wersji muzealnej.

Specyfikacja techniczna i osiągi

Model Jelcz 325 napędzany jest 6-cylindrowym silnikiem SW 680/79 o mocy 202 koni mechanicznych. Warto zaznaczyć, że nieco mocniejsze jednostki SW 680/105/4 o mocy 243 KM, stosowane w Jelczach 004, były turbodoładowane, co przekładało się na lepsze osiągi i szybsze dotarcie do miejsca akcji.

Mimo że jest to pojazd po przeróbce, nasz Jelcz 325 można uznać za pełnoprawny, ciężki pojazd pożarniczy. W pełni wyposażony i z napełnionym zbiornikiem wody, ważył około 15 ton. Taki pojazd nie nadaje się do każdego terenu, ale w sytuacjach wymagających dużej wydajności armatki wodnej, okazał się niezastąpiony.

Wyposażenie i rozwiązania konstrukcyjne

Nasz Jelcz 325 jest przykładem tzw. "składaka", co oznacza, że wykorzystano w nim różne komponenty. Przykładowo, w kabinie zamontowano fotele z innego pojazdu - IFY. Sygnały alarmowe i światła alarmowe uruchamiane są przy stacyjce. Trzeci przycisk od prawej służy do włączania przystawki autopompy, która działała po wyprzęgnięciu silnika i puszczeniu sprzęgła.

Według relacji naczelnika OSP w Łukawcu, mimo iż samochód nie był oryginalnym wozem strażackim, spisywał się bardzo dobrze i nie sprawiał większych problemów. Jego zaletą był duży zbiornik na wodę o pojemności 5 tysięcy litrów. Jelcz uczestniczył w około 50 poważnych akcjach, nie zawodziąc.

Z czasem pojazd zaczął się jednak starzeć i przestał spełniać współczesne normy dla pojazdów ratowniczych. Wydłużył się czas od powiadomienia o pożarze do wyjazdu ze względu na czas potrzebny do nabicia układu pneumatycznego. Dlatego, pomimo sprawności, trafił do muzeum, co jest znacznie lepszym losem niż kasacja. Według informacji, nawet motopompa w muzeum jest sprawna.

Schematyczny rysunek Jelcza 325 z zaznaczonymi elementami wyposażenia.

Przewaga nad Jelczem 004 i wady

W odróżnieniu od dwuosobowego Jelcza 004, ten pojazd umożliwiał transport do akcji aż sześciu strażaków: kierowcy i dowódcy w kabinie oraz czterech ratowników w części środkowej. Pomimo że auto było przeróbką z dźwigu, zostało bardzo dobrze przygotowane do pracy strażackiej. Świadczy o tym wyposażenie zabudowy w liczne schowki: na sprzęt burzący pod przestrzenią dla załogi, na węże W-75, a także cały przedział bojowy z tyłu. Po prawej stronie znajdował się agregat prądotwórczy zasilający oświetlenie nocne, a po lewej wentylator oddymiający.

Konstrukcja pojazdu była prosta i niezawodna, praktycznie bez elektroniki. Zasilanie pobierane było poprzez przystawkę na wale, uruchamianą w kabinie. Obroty autopompy można było regulować pokrętłem, co ułatwiało pracę strażakom. Na uwagę zasługują nasady W-75 służące do tankowania zbiornika wody z hydrantu oraz nasada do napełniania zbiornika z użyciem autopompy, np. ze zbiornika wodnego (choć ta opcja była rzadko wykorzystywana z powodu braku odpowiednich zbiorników w obszarze operacyjnym pojazdu). Mechanizm obejmował również nasady do budowania linii gaśniczej - W75, W25 i W52.

Jednym z minusów tej przeróbki w porównaniu do typowego Jelcza 004 był brak wbudowanego zbiornika na środek pianotwórczy. Strażacy z Łukawca radzili sobie z tym problemem, wykorzystując zasysacz liniowy.

Działko wodne tego pojazdu było bardzo wydajne, zdolne do podania 3200 litrów wody przy najwyższej wydajności pompy. Tworzyło kilkunastometrowy strumień i potrafiło opróżnić 5 tysięcy litrów wody ze zbiornika w niecałe dwie minuty. Działko włączało się zaworem, a obok można było regulować strumień wody. Używane było w ostateczności ze względu na szybkie zużycie wody, co mogło prowadzić do sytuacji, w której pojazd stawał się bezużyteczny po opróżnieniu zbiornika.

W pojeździe znajdowało się miejsce na rozdzielacze i prądownice (końcówki węży, którymi strażak kieruje strumień wody). Obok prądownic umieszczono siedem węży W-52, do których je podłączano. W kolejnym schowku znajdowały się akumulatory. Instalacja była wyposażona w gniazdko ułatwiające podłączenie do prądu oraz możliwość podłączenia sprężarki za pomocą szybkiego złącza.

Choć Jelcz 325 jest interesującym pojazdem, dobrze się stało, że strażacy z Łukawca otrzymali nowy, nowoczesny pojazd gaśniczy, a ten "składak" może być podziwiany w muzeum. Czasy się zmieniają i wymagają dostosowania.

NAJLEPSZA CIĘŻARÓWKA JELCZA?

Przeróbki modeli kolekcjonerskich

Historia motoryzacji to również historia modelarstwa. W okresie przełomu 2014/2015 w sklepach KIK pojawiły się modele pochodzące z wadliwej partii serii „Avtomobil na Służbie”, w tym modele PMG 20, czyli pożarniczej odmiany Gaza 69. Dla modelarzy była to okazja do stworzenia własnych, unikalnych wersji pojazdów.

Gaz 69 jako samochód operacyjny PRL

Modele Gaza 69, zwłaszcza w wersji strażackiej, były obiektem zainteresowania dla osób chcących odtworzyć samochody służące w Państwowej Straży Pożarnej PRL-u. Od lat 50. do 70. XX wieku Gazy 69 były często wykorzystywane jako samochody operacyjne PSP, a później OSP. Do dziś w OSP Nowy Targ służy Gaz 69 w roli lekkiego samochodu gaśniczego.

Model PMG 20 idealnie nadawał się jako baza do przeróbki ze względu na czerwony lakier, co pozwalało zaoszczędzić czas i materiały na malowanie karoserii. Najtrudniejszym elementem konwersji było pomalowanie na czarno tylnych błotników, które były odlane razem z metalową bryłą nadwozia. Przednie błotniki, jako osobny element, można było łatwiej pomalować po odkręceniu. Ubytek lakieru w miejscu mocowania plandeki został uzupełniony czerwonym lakierem Humbrol. Emblematy po bokach zostały starte. Mimo niedociągnięć i uproszczeń modelu, efekt końcowy zadowolił modelarza.

Zdjęcie przerobionego modelu samochodu Gaz 69 w wersji strażackiej z okresu PRL.

Star 21 - modernizacja modelu kolekcjonerskiego

Innym przykładem ingerencji w modele kolekcjonerskie jest Star 21. Oryginalny model, choć kompletny, znacznie odstawał wyglądem od innych pojazdów, takich jak Żuk czy Star 25. Po rozebraniu modelu, oddzieleniu obudowy od podwozia i wyjęciu szyb, przystąpiono do modyfikacji lakieru. Zastosowano bezbarwny lakier satynowy Humbrola, aby uzyskać efekt pośredni między matem a połyskiem, zgodny z wcześniejszymi pojazdami w kolekcji. Poprawiono również detale, takie jak listwy aluminiowe przy brzegach zabudowy, zaznaczono ślepka i zastąpiono białe elementy czarnymi.

Nietypowe akcje i inicjatywy strażackie

Strażacy nie tylko zajmują się ratownictwem, ale także angażują się w nietypowe inicjatywy, które pokazują ich z innej strony i budują pozytywny wizerunek służby. Przykładem takiej inicjatywy jest parodia utworu Ronniego Ferrari „Ona by tak chciała” nagrana przez strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej w Wozławkach (woj. warmińsko-mazurskie).

Utwór zatytułowany „Ona by tak chciała gasić ze mną” powstał spontanicznie. Jak przyznała Magdalena Ferenc z OSP Wozławki, celem było stworzenie czegoś z humorem, jednocześnie pokazując życie w jednostce. Klip ten zdobył dużą popularność, osiągając ponad 50 tysięcy wyświetleń.

Piosenka Ronniego Ferrari „Ona by tak chciała” stała się viralowym hitem, doczekując się wielu przeróbek, w tym wykonania przez ministrantów z Katowic. Akcja strażaków z Wozławek jest dowodem na kreatywność i poczucie humoru funkcjonariuszy.

NAJLEPSZA CIĘŻARÓWKA JELCZA?

Nowoczesne technologie w produkcji pojazdów specjalistycznych

Fabryka w Jelczu-Laskowicach nadal funkcjonuje, choć profil produkcji uległ zmianie. Obecnie zakład specjalizuje się w produkcji specjalistycznych pojazdów wojskowych i należy do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W nowoczesnych zakładach stosuje się zaawansowane technologie, takie jak cięcie wodą.

Cięcie wodą to nowoczesny, bezinwazyjny proces cięcia na zimno, wykorzystujący wodę pod wysokim ciśnieniem. W przypadku cięcia grubszych i twardszych materiałów stosuje się wodę z dodatkiem ścierniwa.

Zdjęcie nowoczesnego pojazdu wojskowego produkowanego przez zakłady Jelcz.

tags: #przerubki #strazak #sram