Remizy Strażackie i Historia Kornicy w Końskich

Gmina Końskie znana jest z tego, że o swoje jednostki strażackie dba. Nie tylko utrzymuje je na bieżąco w gotowości, ale również stara się rozbudować infrastrukturę służącą podniesieniu ich gotowości bojowej. W budżecie na nowy rok zabezpieczono środki na budowę lub rozbudowę strażackich strażnic w gminie Końskie.

Inwestycje w Infrastrukturę Strażacką Gminy Końskie

Modernizacja i rozbudowa remiz OSP

Szczególne znaczenie mają dla gminy jednostki włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG). Dla nich podniesiono standardy infrastruktury, którą wykorzystują, a w zasadzie mają obowiązek posiadania dwóch garaży na wozy bojowe. W tej chwili żadna z tych jednostek: ani Dziebałtów, ani Modliszewice tych standardów nie spełnia.

Dwa lata temu rozpoczęto prace projektowe, które zakończyły się już uzyskaniem pozwoleń na budowę. W przyszłym roku w budżecie przeznaczono pieniądze na dobudowanie do istniejącego obiektu OSP w Dziebałtowie nowego garażu oraz na budowę od podstaw nowej remizy strażackiej OSP w Modliszewicach.

W Modliszewicach istniejący garaż jest za wąski i niski, co wymagałoby jego rozebrania i budowy nowego w tym samym miejscu, czyli na gruntach wspólnoty wiejskiej. Jednakże, to byłoby trudne, bo wciąż nie jest uregulowany stan prawny terenu. Poza tym, budowanie na cudzym jest zawsze obarczone pewną ułomnością.

Wizualizacja nowej remizy OSP w Dziebałtowie lub Modliszewicach

Budowa nowej siedziby Komendy Powiatowej PSP w Końskich

Trwa budowa nowej siedziby Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Końskich. Ten najnowocześniejszy obiekt w województwie powstaje na obrzeżach miasta, przy ulicy Warszawskiej. Jego budowa kosztuje prawie 26 milionów złotych i potrwa do 2025 roku. Strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Końskich otrzymali od starostwa działkę pod nową strażnicę już we wrześniu 2017 roku, jednakże czekali na wystarczające źródło finansowania.

Jeszcze w listopadzie 2022 roku kielecka firma MGbuilding wykonała dokumentację techniczną oraz rozpoczęła budowę. Młodszy brygadier Ryszard Stańczak, Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej, potwierdził, iż będzie to najnowocześniejszy obiekt na terenie województwa świętokrzyskiego.

Lokalizacja obiektu na obrzeżach miasta ułatwi logistykę i działanie Państwowej Straży Pożarnej w Końskich. Ich aktualna siedziba znajduje się na ulicy Strażackiej, czyli w ścisłym centrum miasta, co utrudnia funkcjonowanie jednostki. Niejednokrotnie, mimo zakazów, ludzie zastawiali bramy wyjazdowe, uniemożliwiając straży wyruszenie do akcji. Na koneckim rynku organizowanych jest również wiele imprez, które gromadzą prawdziwe tłumy, co w trakcie zabawy utrudnia strażakom działanie.

Kolejnym minusem aktualnej siedziby jest mały plac manewrowy. Często zdarzało się, że po akcjach strażacy musieli parkować pojazdy "na raty", aby wszystkie je zmieścić. W aktualnej siedzibie Państwowej Straży Pożarnej w Końskich nie ma również myjki, co zmusza strażaków do przygotowywania pojazdów na placu, bez odpowiedniego odprowadzenia wody.

Projekt lub zdjęcie z budowy nowej siedziby PSP w Końskich

Pacyfikacja Kornicy - Wrzesień 1943

Początek obławy i jej przyczyny

Pacyfikacja Kornicy rozpoczęła się 16 września 1943 roku około godziny czternastej. Trudno w tej chwili orzec, co skłoniło Niemców do przeprowadzenia obławy. Jedną z przyczyn aresztowań uzasadnia Lucjan Ciaś, który wówczas jako jedyny mieszkaniec Kornicy aresztowany w tym czasie, po kilku dniach został zwolniony, dzięki wstawiennictwu Pawła Sztwiertni, pełniącego funkcję Treuhander’a (zarządca fabryki) w zakładach Kronenbluma, gdzie Lucjan Ciaś pracował. Według niego, aresztowania były odwetem za zabicie kilku Niemców w okolicy Rudy Malenieckiej, a podejrzenie padło na partyzantów z Kornicy.

Innym powodem aresztowań, który w kręgach społeczności wiejskiej jest uznany jako najbardziej prawdopodobny, było złożenie oskarżenia do gestapo przez Natalię Wolińską, Helenę Prasał i Ewę Mikę. Te trzy kobiety pracowały na terenie obozu ćwiczeń w Baryczy i znane były z intymnych kontaktów z żołnierzami niemieckimi. Stosunki towarzyskie, jakie te kobiety nawiązały, szczególnie w Kornicy w ich miejscu zamieszkania, stanowiły zagrożenie dla miejscowego ruchu oporu. Miejscowy ruch oporu postanowił ukarać prowadzenie się kobiet, i za złe postępowanie dostały solidne lanie. Spowodowało to tragiczne następstwa.

Na drugi dzień kobiety poskarżyły się w miejscu swojej pracy Paradowskiej, Niemce żyjącej na tych ziemiach jeszcze przed wojną, a teraz gorliwie popierającej istniejącą rzeczywistość (np. zmusiła ona swego męża Polaka do podpisania volkslisty). Paradowska przedzwoniła do koneckiego gestapo z prośbą o interwencję. Dokument podpisany przez Władysława Piwowarczyka.

Przebieg obławy i aresztowania

Po paru dniach, 16 września 1943 roku, nastąpiła obława. Pierścień otaczający wieś w czasie pacyfikacji składał się z żołnierzy Własowa. Tragedia, która wydarzyła się w Kornicy, rozpoczęła się dnia 16 września 1943 roku około godziny czternastej. Świadek, który wówczas pasał krowy na pastwisku, zauważył żołnierzy idących szeregiem w pełnym rynsztunku bojowym. Byli to Kałmucy z pobliskiego obozu ćwiczeń w Baryczy.

Byli rozdzieleni na dwie grupy: pierwsza szła na Kornicę od strony północno-zachodniej, druga grupa szła drogą wiodącą do Końskich, aby zamknąć pierścieniem wieś od strony południowo-wschodniej. Świadek rozpoznał wśród nich Michała, którego znał osobiście. Michał ostrzegł go, aby pobiegł do domu i ostrzegł ojca. Niestety, ojciec dał się przekonać koledze, Bronisławowi Wieczorkiewiczowi, który nie rozumiał grozy sytuacji, i pozostał w domu. Świadek, wpadając na żołnierza, sam stał się ofiarą obławy. Dzięki interwencji Michała i jego kolegów, będących pod wpływem alkoholu, a także szybkiej reakcji jednego z Kałmuków, który pchnął go do rzeki, udało mu się uciec i ukryć. Wieczorem wrócił do domu.

Niepewność i niedowierzanie towarzyszyły wielu ludziom, łudzącym się, że są to manewry wojskowe, jakie tutaj bardzo często bywały, tym bardziej, że wieś znajdowała się w pobliżu wojskowego obozu ćwiczeń. Niemcy przystąpili do aresztowań. Przeszukiwali wszystkie gospodarstwa i każdego napotkanego lub znalezionego w ukryciu mężczyznę w wieku od szesnastu do sześćdziesięciu lat prowadzili pod remizę. Plac wokół remizy był również otoczony szczelnym kordonem Kałmuków. Tutaj dokonano selekcji według kryterium wieku. Wybrano dwadzieścia jeden osób, odebrano im kenkarty i pod eskortą przeprowadzono w kierunku Górnego Stawu w Baryczy.

Podejrzani przeszli przesłuchania w koneckim gestapo, połączone z katowaniem do nieprzytomności. Przesłuchiwań dokonywał osobiście szef koneckiego gestapo Weiss, który za aprobatą władz naczelnych policji radomskiej kazał dziesięć osób rozstrzelać, a pozostałych wysłał do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Zdjęcie historyczne lub ilustracja przedstawiająca pacyfikację wsi lub grupę aresztowanych pod remizą

Egzekucje i los aresztowanych

Codziennie żony i matki aresztowanych przychodziły pod mury więzienia, aby dostarczyć paczki z żywnością swoim najbliższym i dowiedzieć się o ich losie. Nadszedł jednak dzień 23 września, kiedy to nastąpiła pierwsza część dramatu. Ten dzień, tak wspomina jeden ze świadków, członek ruchu oporu Jan Wieczorkiewicz ps. „Saper”: "Po paru dniach od obławy na Kornicę, 23 września zauważyłem samochody-budy, jadące w kierunku obozu na Baryczy. Zaintrygowany tym podążyłem za ich śladem, a razem ze mną jeszcze parę innych osób. Na terenie obozu ukryliśmy się w szopie i przez szpary między deskami obserwowaliśmy przebieg wydarzeń."

Widziano z odległości około trzystu metrów wysiadających z samochodu cywili, którzy szli na drugą stronę wału. Twarzy z tej odległości nie można było rozpoznać. Miejsce egzekucji było otoczone kordonem Kałmuków. Po chwili odezwały się serie karabinów maszynowych. Nieco później pojedyncze strzały z pistoletu i na końcu wybuch granatu. Na drugi dzień jeden ze znajomych Kałmuków powiedział, że to ludzie z Kornicy zostali tam rozstrzelani. Opowiadał również o tym, że jedna z ofiar pomimo otrzymania serii z karabinu nie upadała, więc strzelono do niej z pistoletu, ale i tym razem bezskutecznie. Dopiero granat powalił ją z nóg. Powiadomiono o tym mieszkańców Kornicy, jednak nie wszyscy chcieli dać temu wiarę, łudzono się jeszcze, że ofiarami byli nieznani ludzie.

W egzekucji 23 września zginęły następujące osoby:

  • Józef Bala
  • Kazimierz Chamczyk
  • Walenty Kania
  • Jakub Sroka
  • Ludwik Piwowarczyk
  • Franciszek Prasał
  • Aleksander Chonin
  • Jan Chamczyk
  • Stanisław Postula
  • Antoni Węgrecki

O miejscu rozstrzelania i pogrzebaniu ofiar, dowiedział się również Tadeusz Wieczorkiewicz od zaprzyjaźnionego własowca Michała. Informację tę przekazał swojemu starszemu przyrodniemu bratu, Konstantemu Chabierze, który to z grupą osób z organizacji w nocy wybrał się na miejsce, gdzie zostały pogrzebane ofiary pacyfikacji. Oprócz mieszkańców Kornicy, jak wykazała powojenna ekshumacja, zostało rozstrzelanych parę innych osób. Byli to: Zdzisław Dzwonnik, Ryszard Komorowski, Franciszek Klech, Mieczysław Ślusarczyk i dwie osoby o nieustalonych nazwiskach.

Pozostałe dziewięć osób, tj. Józef Chałubiński, Ignacy Czerczak, Władysław Chabiera, Jan Witkowski, Wojciech Wróbel, Karol Wieczorkiewicz, Stefan Pająk, Edward Brzeziński i Stanisław Słowiński, zostały wywiezione do Oświęcimia, a następnie do Buchenwaldu, gdzie w podobozie Dora niemal wszyscy zginęli z głodu i wycieńczenia w różnych miejscach i okolicznościach.

Akcja Wisla Dokument 1992

Powojenne upamiętnienie i niewyjaśnione kwestie

W Końskich, w drugiej połowie stycznia 1945 roku, odbył się pogrzeb mieszkańców Kornicy rozstrzelanych 23 września 1943 roku w Baryczy. 16 stycznia 1945 roku był dniem wyzwolenia Końskich i okolic spod okupacji niemieckiej i wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej. W tych dniach ludność Kornicy gromadnie poszła na miejsce, gdzie zostali rozstrzelani i pogrzebani ich najbliżsi. Wierzchnią, zamarzniętą jeszcze o tej porze roku ziemię, kruszono niewielkimi ładunkami wybuchowymi. Dokonano ekshumacji zwłok, a ciała identyfikowano po resztkach odzieży. W parę dni później odbył się uroczysty pogrzeb.

W dniu 22 września 2013 roku o godzinie 11:00 odbyła się msza święta oraz dokonano poświęcenia pomnika pomordowanych mieszkańców Kornicy i Końskich.

Powód aresztowań 16 września 1943 roku jest w dalszym ciągu nie wyjaśniony. Niemcy z pewnością domyślali się istnienia zorganizowanego ruchu oporu w Kornicy. W komendzie AK w Końskich zajmował dość znaczne i odpowiedzialne stanowisko Maksymilian Szymański ps. „Relampago”, pełniący funkcję szefa wywiadu. Jak się okazało, był na usługach Niemców. Maksowi podlegało wielu ludzi z organizacji, między innymi również i z Kornicy. Masowe aresztowania w Końskich 20 sierpnia 1943 roku były jego dziełem. Kornica była wówczas zbyt mocno zaangażowana w sprawy konspiracji, aby aresztowania w Końskich obejmujące około dwustu osób, nie miały wpływu na jej późniejszy los. Wszystkie wersje przyczyn pacyfikacji trudno w takim świetle rozpatrywać osobno. Każda z nich w oczach Niemców mogła łączyć się w logiczną całość, utwierdzając ich podejrzenia co do istnienia partyzantki w Kornicy.

Te wydarzenia ludzie wiązali z Natalią Wolińską, która tego samego dnia po aresztowaniach razem z kilkuletnim synkiem uciekła z Kornicy. Byli świadkowie, którzy widzieli ją na terenie Niemiec, gdzie wyjechała na dobrowolne roboty i pracowała u bauera. Tam przetrwała wojnę. Były też osoby, które w latach pięćdziesiątych widziały ją na Zachodnich Ziemiach Odzyskanych w Zielonogórskiem. Należy postawić pytanie, w jakim stopniu ona i jej koleżanki są współwinne zaistniałej tragedii. Mąż Paradowskiej potwierdził w swoich powojennych zeznaniach powiadomienie gestapo o pobiciu kobiet.

Według M. Piwowarczyka, na Natalię Wolińską nie było wyroku skazującego. Możliwe, że partyzantów wydał sierżant Wojska Polskiego Paradowski, którego żona była Niemką. W sprawie Paradowskiego odbyła się rozprawa sądowa, na którą powołany był świadek W.P., ale nie miał wiedzy na ten temat i nie było dowodów na skazanie sierżanta Paradowskiego. Paradowski był sierżantem WP jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej w Baryczy, a za Niemców pracował w Ośrodku Ćwiczeń Barycz. Po ekshumacji partyzantów, obecna przy tym Paradowska nazwała zastrzelonych Korniczan bandytami, a jej syn powiedział: "Ale nabili bandytów!".

Istniała wersja, że Wolińska miała wyrok zaoczny, choć W.P. nie był pewien czy w czasie okupacji. Podkreślono, że po tej wpadce w Kornicy rozpoczął się terror i podjęto decyzję, aby tej sprawy nie ruszać i nie rozogniać. Od dnia niemieckiej obławy we wrześniu aż do dnia wkroczenia wojsk sowieckich wieś Kornica była kilkakrotnie kontrolowana lub atakowana przez oddziały żandarmerii, skutkiem czego były dalsze aresztowania i rozstrzeliwania członków Placówki Kornica. Z tego powodu część najbardziej zagrożonych członków placówki weszła w skład leśnych oddziałów por. Józefa Madeja ps. [nazwa_pseudonimu_brakująca_w_oryginale].

Zdjęcie pomnika upamiętniającego ofiary pacyfikacji w Kornicy lub Baryczy

Zebrania Sprawozdawczo-Wyborcze OSP w Powiecie Koneckim

W okresie od stycznia do marca 2026 roku na terenie powiatu koneckiego odbywają się zebrania sprawozdawczo-wyborcze w jednostkach Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP), podczas których odbędą się również wybory nowego zarządu poszczególnych OSP. Podczas zebrań przedstawiciele Komendy Powiatowej PSP w Końskich prezentują podsumowanie działań ratowniczo-gaśniczych, interwencji oraz osiągnięć z poprzedniego roku.

Spotkania stanowią okazję do podziękowania za współpracę i wsparcie podczas zadań ratowniczo-gaśniczych, w imieniu Komendanta Głównego PSP nadbryg. Opracowanie: mł. bryg.

tags: #remiza #kornica #konskie