Zbigniew Bródka: Mistrz olimpijski na lodzie i strażak w służbie

Zbigniew Bródka to postać wyjątkowa w polskim sporcie - mistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim, który z sukcesem łączy karierę sportową z codzienną służbą w Państwowej Straży Pożarnej. Jego historia, pełna pasji, uporu i ciężkiej pracy, została spisana w autoryzowanej biografii „Zbigniew Bródka. Najszybszy strażak świata”.

"Zbigniew Bródka. Najszybszy strażak świata" - biografia mistrza

Autoryzowana biografia „Zbigniew Bródka. Najszybszy strażak świata”, której premiera odbyła się 13 kwietnia br., to podróż przez życie mistrza olimpijskiego w łyżwiarstwie szybkim. Książka, wydana przez AISKO Spółka Jawna, jest owocem współpracy z dziennikarzem sportowym Dariuszem Tuzimkiem, znanym m.in. z biografii Roberta Lewandowskiego dla dzieci i młodzieży pt. „Lewandowski. Gwiazda z bliska”. W kolejnych rozdziałach czytelnicy odbywają z bohaterem pasjonujący spacer przez jego życie, poznając jego najbliższych, rodzinę, przyjaciół i kolegów.

Biografia obfituje w barwne opowieści z przygód Zbyszka, z obozów sportowych, wyjazdów, a nawet - co jest pewnym zaskoczeniem - nocnych wyjść do klubów i dyskotek. Jak podkreśla Zbigniew Bródka, książka ta jest świetnym podsumowaniem jego sportowej kariery, którą zakończył na igrzyskach w Pekinie w 2022 roku. „Złoty, a także - zdobyty wraz z drużyną - brązowy medal olimpijski na zawsze pozostaną częścią mojej historii, ale ja rozpoczynam już kolejny etap życia. W miniony weekend urodziła mi się trzecia córka - Antonina, tak więc w roku olimpijskim udało mi się zdobyć jeszcze ten jeden, dodatkowy „medal” - powiedział wzruszony sportowiec podczas premiery książki zorganizowanej przez Polski Komitet Olimpijski.

Dariusz Tuzimek zaznaczył, że Zbyszek jest w swojej biografii bardzo szczery, opowiedział nawet o tym, ile pieniędzy zarobił za zdobycie dwóch medali olimpijskich. Cieszył się z anegdot, jakie opowiadali o nim jego koledzy z młodzieńczych lat i niczego nie zamierzał ukrywać. Chciał, żeby była to biografia z krwi i kości. Książka ta jest kapitalną opowieścią o tym, że jeśli ma się pasję i upór, a przy tym chce się ciężko trenować, to zawsze można osiągnąć sukces. Nie przeszkodzi ani bieda, ani głód, ani chłód, bylebyś tylko miał charakter.

Okładka książki

Dwie pasje, jedno życie: sport i służba w straży pożarnej

Zbigniew Bródka niezmiennie, nawet po zakończeniu kariery sportowej, pozostaje czynnym strażakiem. Jak sam podkreśla, nadal wyjeżdża do pożarów, do wypadków i innych zdarzeń. „Moja druga pasja, czyli praca w Państwowej Straży Pożarnej dalej jest i nadal ją kontynuuję. Jak to mówią: „jestem uniwersalnym żołnierzem” - muszę się wywiązać ze swoich obowiązków, zarówno sportowych, jak i tych w pracy pełniąc służbę w PSP. Cały czas staram się to robić na tyle, na ile jest to możliwe” - mówi. Jest zastępcą dowódcy zmiany w jednostce gaśniczo-ratowniczej w Łowiczu. To strażak z krwi i kości, który wyjeżdża do zdarzeń, a praca ta daje mu sporo satysfakcji. Choć miał epizody pracy za biurkiem, traktował je w pewnym sensie jako pracę dorywczą.

Wsparcie i uznanie dla strażaków-sportowców

Bródka podkreśla ogromne znaczenie wsparcia, jakie otrzymuje od komendantów, którzy patrzą na niego przychylnym okiem i pomagają mu w łączeniu tych dwóch pasji. „Przychylność ma znaczenie, nawet nie wiem, czy nie jest w tym wszystkim najważniejsza. Daje w pewien sposób motywację do pracy i przez to mogę się realizować” - dodaje. Wspomina, że na początku swojej przygody w straży pożarnej, kiedy był mało znaczącym sportowcem po igrzyskach w Vancouver, gdzie zajął 27. miejsce, trudno było mu zyskać kredyt zaufania.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji również docenia wkład strażaków w rozwój sportu. Zbigniew Bródka wraz z innymi strażakami-sportowcami został uhonorowany wyróżnieniami przez wiceministra MSWiA pana Zielińskiego. „Pan minister zobaczył, że prócz mnie jest jeszcze wielu innych strażaków-sportowców, którzy reprezentują nas na arenie międzynarodowej - bo też tacy są. Powinniśmy promować wśród strażaków zdrowy tryb życia i popierać te inicjatywy, gdzie każdy znajduje swoją niszę, jeśli chodzi o dany sport. Dzięki temu podnosimy swoją sprawność fizyczną i jesteśmy bardziej wydajni podczas służby” - podkreśla Bródka.

Zbigniew Bródka w mundurze strażackim podczas uroczystości państwowych

Soczi 2014: Złoty medal i historyczny finisz

Pamiętny bieg na 1500 metrów

Złoty medal igrzysk olimpijskich, który Zbigniew Bródka zdobył w Soczi 10 lat temu, w 2014 roku, był niespodzianką, ale nie sensacją. Jechał jako jeden z faworytów na dystansie 1500 metrów, choć sam nie spodziewał się złota. Wiedział, po co jedzie na igrzyska, a dodatkowo podbudowały go mistrzostwa świata w Soczi na rok przed igrzyskami, gdzie stawał na podium. To dało mu podstawy, by myśleć o medalu, o którym głośno nie mówił, ponieważ w życiu woli coś robić, niż o tym mówić.

Pamiętny moment oczekiwania po biegu Holendra Koena Verweija, kiedy na tablicy pojawił się czas o trzy tysięczne sekundy gorszy od wyniku Bródki, na zawsze wrył się w pamięć. Cała Polska wtedy zamarła w oczekiwaniu. „Jechałem w 17. parze, po mnie były jeszcze trzy pary, teoretycznie mogło mnie wyprzedzić sześciu zawodników. Byłem wtedy w formie i byłem tego świadom. W swoim biegu byłem szybszy od mojego idola Shani Davisa, który był wtedy rekordzistą świata. Wiedziałem, że jadę tak dobrze, że to musi być medal” - wspomina Bródka.

Zbigniew Bródka przypominał, że bodaj pięć dni wcześniej obserwował zawody na 500 metrów, gdzie sytuacja była podobna, gdy identyczny czas osiągnęli Michel Mulder i Jan Smeekens. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że podobne zdarzenie stanie się jego udziałem. „Wierzyłem, że to muszą być moje igrzyska. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że szczęście będzie przy mnie i to ja zdobędę złoto olimpijskie. I tak się stało” - mówi.

Zbigniew Bródka przekraczający linię mety w biegu na 1500m w Soczi

Łyżwiarstwo szybkie – 1500 m mężczyzn – Brodka zdobywa złoto | Zimowe Igrzyska Olimpijskie Soczi 2014

Niezwykły medal z fragmentem meteorytu

Złoty medal zawisł na szyi Zbigniewa Bródki, a wisienką na torcie było to, że do medalu dodano kawałek meteorytu. Takie krążki otrzymali złoci medaliści tylko z tego dnia igrzysk - z Polaków takie otrzymał Kamil Stoch i właśnie Bródka. Na pytanie, czy to najlepszy moment w jego przygodzie sportowej, a może w całym życiu, odpowiedział: „Jeśli chodzi o sport, to zdecydowanie. Igrzyska olimpijskie były moim priorytetem, zmieniłem tor z krótkiego na długi, by pojechać do Vancouver. To udało się zrobić, w kolejnych igrzyskach celem był medal. To się udało zrobić, trzeba mieć świadomość, że zostało to poparte ciężką pracą, a droga na olimpijski szczyt jest długa i kręta. Porównując to do innych radości życiowych, mimo że to ciężko klasyfikować, ale równie wielka radość towarzyszyła momentom, gdy na świat przyszły moje córki.”

Trudna droga na olimpijski szczyt

Brak infrastruktury i reakcje Holendrów

Droga Zbigniewa Bródki na szczyt była kręta, a jednym z największych ciężarów był wówczas brak krytego toru w Polsce. Aby trenować, polscy łyżwiarze jeździli do Berlina, Inzell, bywali też w Holandii, a także trenowali sporo na otwartych torach w Polsce. Wydawało się, że w takich warunkach nie da się zdobyć medalu olimpijskiego. Holenderscy dziennikarze, gdy słyszeli o okolicznościach jego złota, nie dowierzali i myśleli, że to jakieś żarty. Holendrom, u których panczeny są sportem narodowym, opadły szczęki, gdy dowiedzieli się, że złoto zdobył strażak i to pracujący na etacie.

„To była dla nich ujma, że jakiś półzawodowiec wygrał z profesjonalistą, który na wyczyn poświęcił całe swoje życie. Myślę, że to był powód nienawiści, którą żywił wobec mnie mój rywal Koen Verweij” - mówi Bródka, przyznając, że to mocne słowo, ale dobrze oddające tamten czas. Podczas dekoracji kwiatowej Verweij nie podał mu ręki. Kanadyjczyk Denny Morrison, który zdobył brązowy medal, powiedział: „Hej stary, uśmiechnij się, zdobyłeś medal”. A on nic, kamienna twarz, on czuł, że przegrał złoto, a nie wygrał srebro. Holender dostał mnóstwo pogróżek od Polaków mieszkających w Holandii. Jeszcze w czasie igrzysk Holender, w ramach przeprosin, zaproponował, że przewiezie Bródkę na rowerze po wiosce olimpijskiej, na co ten zgodził się bez problemu. Holendrzy zawsze zabierają ze sobą rowery miejskie na igrzyska, aby dojeżdżać na nich na areny sportowe i nie tęsknić za domem.

Powrót do sportu i Pekin 2022

W 2018 roku Zbigniew Bródka zrobił sobie przerwę w karierze, aby wrócić do sportu i w 2022 roku pojechać na igrzyska do Pekinu. Był zmęczony, a także w pracy zawodowej nie do końca mu się układało, co było jednym z powodów przerwy. Przerwa trochę się przeciągnęła, po tym jak świat zatrzymał się przez pandemię COVID-19. Bródka ustanowił sobie za cel igrzyska w Pekinie, uznając, że trudno o lepszy cel. Postanowił wrócić i jeśli uda się zakwalifikować, po nich zakończyć karierę, którą podsumował w autobiograficznej książce pt. „Zbigniew Bródka. Najszybszy strażak świata”.

W drodze na igrzyska zdobył medal w biegu masowym w Pucharze Świata, co ostatecznie przekonało go, że obrana droga jest właściwa. Los spłatał figla, na trzecim obozie we Francji spotkał się z Koenem Verweijem, umówili się, że zobaczą się w Pekinie. Bródce się udało, jemu niestety nie - nie przeszedł wewnętrznych kwalifikacji. Bródka nie ma jednak do niego żalu. Verweij powiedział wówczas, że jego droga jest dla niego inspirująca, że gdy zobaczył, że Bródka szykuje się do Pekinu, to dało mu dodatkową motywację. Dziennikarze nagrali go na balu mistrzów sportu, gdzie przekazał, że „życzy Bródce pierwszego miejsca, żeby nie był drugi jak on”.

Łyżwiarstwo szybkie – 1500 m mężczyzn – Brodka zdobywa złoto | Zimowe Igrzyska Olimpijskie Soczi 2014

Spełniony sportowiec i strażak z powołania

Zbigniew Bródka uważa się za sportowca spełnionego, który osiągnął to, co planował. Oczywiście, oprócz medali, były kontuzje i porażki, były momenty trudne, które udało się przezwyciężyć. Bardzo cieszy się z tego, że jest strażakiem. Ta praca daje mu wielką satysfakcję, pod koniec kariery nie musiał się zastanawiać, co będzie robił potem, z czego się będzie utrzymywał, miał fach w ręku. Uważa, że to ważne dla sportowców. Jest osobą, która planuje z wyprzedzeniem i 90 procent jego planów, a może więcej, się spełnia. Kilka razy wygrał również mistrzostwa Polski strażaków w kolarstwie, rozgrywane przy okazji Tour de Pologne amatorów. Przygotowanie do sezonu panczenistów obejmuje dużo jazdy na rowerze, co na pewno w tym pomaga.

Rola w polskim łyżwiarstwie szybkim

Zbigniew Bródka, będąc członkiem zarządu Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, aktywnie angażuje się w rozwój dyscypliny. Zna zarówno panczeny, jak i short track od podszewki, i stara się, aby jego następcom było jak najlepiej. Ocenia, że dzisiejszy stan polskiego łyżwiarstwa szybkiego jest o tyle lepszy niż dekadę temu, że łyżwiarze mają swój dom - krytą halę w Tomaszowie Mazowieckim. „Szkoda że dopiero teraz, a nie 10 lat temu, niemniej cieszymy się z tego ogromnie” - mówi. Lada chwila ma zostać oddana do użytkowania kolejna hala w Zakopanem, jest również deklaracja, że przykryty dachem zostanie tor warszawski. Wkrótce Polska będzie miała trzy hale do toru długiego. W międzyczasie fajnie rozwinął się short track, a Natalia Maliszewska, Kamila Stormowska i Łukasz Kuczyński regularnie stawali na podium w Pucharach Świata, co dzieje się również w sztafetach.

tags: #sochaczewski #strazak #na #olimpiadzie