Tragiczne samopodpalenie przed Starostwem Powiatowym w Zamościu

Wstęp i przebieg zdarzenia

Do tragicznego w skutkach samopodpalenia mężczyzny doszło 27 lutego tego roku w Zamościu. Około godziny 12:30, tuż przed 13:00, 60-letni mieszkaniec gminy Skierbieszów, Henryk Sz., podpalił górną część swojej garderoby na schodach zewnętrznych prowadzących do budynku Starostwa Powiatowego w Zamościu. Następnie wszedł do holu Starostwa, a po chwili z niego wybiegł.

W holu Starostwa, gdzie wbiegł Henryk Sz., podjęto próbę ugaszenia ognia przy użyciu gaśnicy. Mężczyzna został zauważony przez świadków na schodach zewnętrznych. Miał na sobie palącą się górną część garderoby. Zszokowany poszkodowany uciekał przed próbującymi mu pomóc.

Tematyczne zdjęcie Starostwa Powiatowego w Zamościu

Niedługo potem został zauważony przez dowódcę jednostki ratowniczo-gaśniczej ze Szczebrzeszyna, który przebywał akurat w pobliżu Starostwa. Strażak podjął próbę udzielenia pomocy płonącemu mężczyźnie, ale ten, będąc w szoku, uciekał przed nim i nie dawał sobie pomóc. W końcu udało się go schwytać dzięki jeszcze jednej osobie postronnej. Wtedy strażak ugasił to, co jeszcze się paliło na mężczyźnie - głównie włosy i resztki ubrań - jak relacjonował Andrzej Szozda, oficer prasowy komendy miejskiej PSP w Zamościu. Mimo coraz liczniejszej grupy świadków zdarzenia, nikt nie wezwał odpowiednich służb, co wymusiło na strażaku ze Szczebrzeszyna telefoniczne wezwanie posiłków. Strażacy z Zamościa przyjechali bardzo szybko, gdyż jednostka mieści się zaledwie kilkaset metrów od siedziby starostwa.

Przyczyny i tło dramatu

Z dotychczasowych ustaleń i zeznań świadków wynika, że bezpośrednią przyczyną samopodpalenia było pismo, jakie Henryk Sz. otrzymał w poniedziałek rano z Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Jego treść bardzo go zdenerwowała. Pismo to było odpowiedzią Urzędu Marszałkowskiego na skargę, jaką 60-latek złożył 9 lutego.

Skarga dotyczyła prac wykonanych przez Wojewódzkie Biuro Geodezji - Placówkę Terenową w Zamościu. Mężczyzna prosił, aby marszałek przeprowadził weryfikację wykonanych prac. Pismo informowało Henryka Sz., że Marszałek Województwa Lubelskiego nie jest organem właściwym do rozpatrzenia jego sprawy dotyczącej niekorzystnej dla niego decyzji scaleniowej. W związku z tym, po otrzymaniu pisma, udał się do Starostwa Powiatowego w Zamościu, gdzie około południa podniesionym głosem zapytał pracownika instytucji, co ma oznaczać otrzymane tego dnia pismo. W rozmowie z pracownikiem na temat treści pisma nie uzyskał satysfakcjonującej go odpowiedzi. Nie czekając na odpowiedź, wybiegł z budynku Starostwa.

Rzeczniczka marszałka województwa, Beata Górka, opisała także, że 60-latek z gminy Skierbieszów był wcześniej w Urzędzie Marszałkowskim, gdzie groził urzędnikom. W tej sprawie skierowano zawiadomienie do prokuratury, ale postępowanie nie zostało wszczęte.

Akcja ratunkowa i stan poszkodowanego

Strażak ugasił ogień i przyłożył mężczyźnie opatrunek hydrożelowy. 60-latek był przytomny, jednak kontakt z nim był utrudniony ze względu na szok. Lekarze stwierdzili u niego poparzenia obejmujące około 50 proc. powierzchni ciała, oparzenia dróg oddechowych, wstrząs oparzeniowy, niewydolność oddechową i krążeniową oraz uszkodzenie nerek i posocznicę.

Poszkodowany trafił najpierw do szpitala im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu, a następnie został przewieziony do Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej. Andrzej Szozda z PSP tłumaczył, że "były to oparzenia dość rozległe i trudno ocenić, co dalej będzie się działo z poszkodowanym". Dodał również, że "sytuacja była nietypowa dla strażaków, żeby poszkodowany uciekał przed pomocą. Na szczęście nie miał dużo ubrań na sobie, dzięki czemu szybko one spłonęły."

Infografika: Rodzaje oparzeń i ich skutki

Śledztwo prokuratury i jego wyniki

Śledztwo w sprawie samopodpalenia prowadziła Prokuratura Rejonowa w Zamościu. Na miejscu zdarzenia przeprowadzono oględziny, w trakcie których zabezpieczono dowody. W wyniku dalszych czynności, na skutek badań przedmiotów zabezpieczonych, ustalono, że na resztkach spalonej odzieży, w którą ubrany był Henryk Sz., znajdują się węglowodory charakterystyczne dla częściowo odparowanej benzyny silnikowej. W pojemniku zabezpieczonym w samochodzie, którym pokrzywdzony przyjechał do Starostwa, ujawniono również resztki benzyny silnikowej - poinformował Bartosz Wójcik, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Prokuratura Rejonowa w Zamościu umorzyła śledztwo w sprawie samopodpalenia mężczyzny. Uznała, że "w sprawie brak było innej osoby, która namówiłaby pokrzywdzonego do samobójstwa lub też udzieliła mu w tym zakresie pomocy". Henryk Sz. był niezadowolony z wyników postępowania scaleniowego i sam targnął się na swoje życie bez udziału jakichkolwiek osób trzecich. Dokonał tego poprzez oblanie się benzyną i podpalenie. Śledztwo zamojskiej prokuratury było prowadzone w kierunku art. 151 kodeksu karnego, czyli doprowadzenia człowieka do targnięcia się na własne życie za pomocą namowy lub udzielenia pomocy, lecz ostatecznie nie stwierdzono udziału osób trzecich.

Śmierć Henryka Sz.

Niestety, życia mężczyzny nie udało się ocalić. Henryk Sz. zmarł w szpitalu 17 marca. W związku ze zdarzeniem została zarządzona i przeprowadzona sekcja zwłok. Sekcja wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa spowodowana rozległymi oparzeniami ciała.

tags: #starostwo #podpalenie #zamosc