Zakładowe Straże Pożarne: Samodzielność i Poświęcenie w Służbie Bezpieczeństwa

W przeszłości Zakładowe Straże Pożarne były integralną częścią niemal każdego dużego zakładu produkcyjnego. Ich członkowie często wykazywali się niezwykłą samodzielnością i zaradnością, potrafiąc załatwić, a nawet samodzielnie zmontować wóz strażacki czy potrzebny sprzęt. Była to służba nie tylko odpowiedzialna, ale i niebezpieczna.

historyczne zdjęcie zakładowej straży pożarnej w akcji

Rola i Znaczenie Zakładowych Straży Pożarnych

Pożar zawsze oznaczał ogromne straty, zwłaszcza w dużych przedsiębiorstwach produkcyjnych, których w Jarocinie i okolicy do początku lat 90. ubiegłego stulecia działało sporo. W tamtych czasach zarówno Zawodowa Straż Pożarna, jak i Ochotnicze Straże Pożarne (OSP) nie dysponowały tak nowoczesnym sprzętem jak obecnie, a czas dotarcia do miejsca zdarzenia nie był tak błyskawiczny. Dlatego w wielu przedsiębiorstwach funkcjonowały zakładowe straże pożarne, które natychmiast ruszały ratować majątek przedsiębiorstwa i miejsca pracy.

W niektórych przedsiębiorstwach działały Ochotnicze Straże Pożarne, składające się z przeszkolonych pracowników. W zakładowych zawodowych strażach pożarnych strażacy pełnili natomiast całodobowe dyżury. Większość tych jednostek działała nieprzerwanie do czasu likwidacji zakładów pracy, co nastąpiło po przełomie polityczno-gospodarczym w 1989 roku.

Cukrownia Witaszyce: Od Samozapłonów do Własnego Wozu

Jedną z najstarszych zakładowych jednostek była Ochotnicza Straż Pożarna w Cukrowni Witaszyce, której historia rozpoczęła się w kilka dni po uruchomieniu cukrowni w październiku 1897 roku, kiedy to wybuchł pierwszy pożar. W 1913 roku pracownik cukrowni, Aleksander Orłowski, zorganizował pogotowie strażackie, które w 1924 roku otrzymało stałą formę organizacyjną, wyprzedzając tym samym wiele innych OSP. Dla 16 strażaków zakupiono sprzęt przeciwpożarowy oraz jednolite umundurowanie. Prezesem OSP w cukrowni zawsze był szef zakładu.

W okresie pierwszej modernizacji cukrowni w latach 1924-1929 zamontowano pierwsze hydranty ścienne. „W 1928 roku wybudowano strażnicę i zakupiono pierwszą w powiecie motopompę. Rok później zmontowano w warsztatach cukrowni wóz strażacki” - czytamy w dokumentach. W czasie II wojny światowej strażacy pełnili swój statutowy obowiązek, a w pierwszych godzinach wyzwolenia gasili pożar w cukrowni, spowodowany przez wycofujące się wojska niemieckie.

W cukrowni suszono wysłodki buraczane, co często prowadziło do samozapłonów w wyniku przesuszenia lub złego składowania. Strażacy ruszali wtedy do gaszenia, aby pożar się nie rozwinął. Ostatnim dużym zdarzeniem było pęknięcie zbiornika na kilkanaście tysięcy litrów wody, który znajdował się na powierzchni około 0,5 hektara i miał głębokość 2 metrów. Posesje na tzw. dzielnicy Żybura zostały zalane, a druhowie z cukrowni walczyli z żywiołem również poza Witaszycami, m.in. w Tarcach i Górze.

schemat działania zakładowej straży pożarnej w cukrowni

Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku straż zakładowa otrzymała samochód Star 244. Marek Łabęcki wspomina: „Nasi strażacy tym samochodem przez dwa tygodnie gasili potężny pożar lasu w Gizałkach”. W latach 90. strażacy z Cukrowni Witaszyce pięć lat z rzędu zajmowali pierwsze miejsce w gminnych zawodach. Marek Łabęcki podkreśla: „Potem zrezygnowano z udziału straży zakładowych w zawodach, bo nasze drużyny były najlepsze. Po pierwsze, było dużo pracowników, młodych osób i zawsze można było wybrać najlepszych do drużyny”. Zakładowi strażacy aktywnie integrowali się ze społecznością lokalną, uświetniali różne uroczystości i pełnili wartę honorową przy Grobie Pańskim. Jednostka zakładowa zakończyła działalność z chwilą zamknięcia cukrowni w 2004 roku.

Phytopharm Klęka: Ciągłe Inwestycje w Bezpieczeństwo

Zakładowa jednostka działała również w Herbapolu, dzisiejszym Phytopharmie Klęka. Na przestrzeni lat zakład intensywnie inwestował w formację. Już w 1959 roku na potrzeby ochotników zaadaptowano ciężarowego Forda wycofanego z firmy. Strażacy używali także kolejno samochodów Star 28 i Star 244. W roku 2005 jednostce przekazano Mercedesa, podarowanego przez zaprzyjaźnioną OSP z gminy Vestenbergsgreuth-Bawaria. Dopiero w 2013 roku jednostka zakupiła ze środków zewnętrznych oraz gminnych ciężki samochód gaśniczy GCBA. Dwa lata później druhowie otrzymali lekkiego Forda, przystosowanego do ratownictwa drogowego. Obydwa te pojazdy są obecnie w użytkowaniu OSP w Klęce.

Zakład w gminie Nowe Miasto zajmuje się wytwarzaniem różnego rodzaju produktów medycznych pochodzenia roślinnego, wykorzystując do produkcji etanol, co stanowi potencjalne zagrożenie pożarowe. Jedna z pracownic laboratorium pomyliła się i źle połączyła substancje chemiczne, co doprowadziło do wybuchu i rozszczelnienia zbiornika. W pierwszej fazie działania prowadzili strażacy zakładowi. Obecna remiza wciąż znajduje się na terenie firmy, a spółka przekazuje pieniądze na utrzymanie jednostki. Były prezes wspomina: „Kiedy byłem jeszcze prezesem, to nawet chcieliśmy się wyprowadzić z terenu zakładu i starać się o inne pomieszczenia, czy budowę nowej remizy”.

„Lenwit” Witaszyce: Walka z Ogniem w Trudnych Warunkach

Ze względu na rodzaj prowadzonej działalności, bardzo duże prawdopodobieństwo pożaru występowało w Zakładach Przemysłu Lniarskiego „Lenwit” w Witaszycach. „W zakładzie była prowadzona przeróbka lnu, na maszynach osadzało się dużo kurzu, który bardzo szybko się zapalał. Pracownice były tak wyszkolone, że zaraz go gasiły. Co 10 metrów znajdowały się hydranty i ludzie zaraz odkręcali wodę i usiłowali gasić, bo kurz palił się bardzo szybko, a po maszynach leciał, jak wiatr” - wspomina jeden z pracowników. Zakład na wyposażeniu miał samochód strażacki, a na każdej zmianie czuwało trzech strażaków, którzy kontrolowali hale produkcyjne pod kątem zagrożenia pożarowego.

Pożar z lat 90. relacjonowała „Gazeta Jarocińska”. Walka z żywiołem w czerwcu 1994 roku trwała 17 godzin. Ogień pojawił się na taśmie przenoszącej wióry z suszarni do wytwórni płyt. Sławomir Berus, członek zakładowej OSP, który tej nocy pełnił dyżur, mówił: „Wióry palą się bardzo szybko. Ogień przeszedł na stacje zasypową, na «jedenastkę». Tu miesza się wióry, tu też nastąpił wybuch. Pożar rozprzestrzenił się na górę - na tzw. galeryjkę. Z dachu dostał się do magazynów wiórów”.

Zakładowi strażacy już na samym początku działań wiedzieli, że sami nie opanują żywiołu. Do akcji gaśniczej skierowano ratowników z Komendy Rejonowej Państwowej Straży Pożarnej w Jarocinie, a ze względu na zagrożenie zadysponowano również jednostki z Krotoszyna, Pleszewa oraz Kalisza. Akcja gaśnicza była niezwykle trudna. Strażacy prowadzili działania na wysokości 12 metrów, wchodząc po metalowych drabinach na dach, a następnie przez włazy do budynku, schodzili coraz niżej, ciągnąc za sobą węże. Posługując się zwykłymi latarkami, z trudem odnajdywali drogę w skomplikowanym ciągu podestów, schodków i przejść. Oszacowano, że udało się uratować mienie o wartości 16 miliardów ówczesnych złotych.

Dwa lata później „Gazeta Jarocińska” donosiła o kolejnym pożarze w „Lenwicie”. Ogień wydobywał się z filtrów odpylających. Akcję gaśniczą ponownie rozpoczęła zakładowa jednostka straży pożarnej. „Pracowaliśmy w systemie 24/48. Na każdej zmianie był dwuosobowy zespół: strażak i kierowca” - wspomina jeden z nich. Na terenie zakładu rozmieszczono centralki i czujki dymowe, które sygnalizowały i lokalizowały zagrożenie. „Pożar w lakierni był jednym z większych zdarzeń, które utkwiło mi w pamięci. Konieczna była wtedy również pomoc zawodowej straży pożarnej”. Akcja gaśnicza trwała trzy godziny.

Jaroma: Od Ministerstwa do Gaza-69

Zakładowej Straży Pożarnej nie mogło zabraknąć w Jaromie, producencie obrabiarek do drewna i metalu. Tam działała Ochotnicza Straż Pożarna, prawdopodobnie powstała w 1964 roku. Marek Łabęcki, który rozpoczął pracę w Jaromie jako uczeń w 1969 roku, został zapisany do Zakładowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Ministerstwo Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego zatrudniło go na stanowisku funkcjonariusza pożarnictwa w Jaromie. Jego zadaniem było kontrolowanie i doradzanie w zakresie przestrzegania przepisów przeciwpożarowych oraz opieka nad jednostką OSP. Członkami straży byli pracownicy zakładu. W razie zagrożenia inspektor włączał syrenę, a pracownicy-ochotnicy biegli do strażnicy na terenie zakładu, przebierali się i ruszali do działań.

Dyrekcja zakładu zawsze dbała o strażaków ochotników, którzy brali udział w zawodach pożarniczych. Władze zakładu, podobnie jak w Klęce, nie żałowały pieniędzy na sprzęt, jednak jego zdobycie graniczyło z cudem. Marek Łabęcki wspomina o niezwykłej zaradności w zdobywaniu sprzętu: „Z ministerstwa leśnictwa i przemysłu drzewnego mieliśmy przydział papieru. Raz w kwartale z zakładów papierniczych «przychodził» metr sześcienny papieru. Leżał w magazynie, nie był wykorzystany. Komenda Wojewódzka Zawodowej Straży z Poznania dowiedziała się, że u nas zalega papier. Zwrócili się z zapytaniem, czy nie moglibyśmy im przekazać tego papieru. Dyrektor zakładu Jaromy powiedział: «Daj im ten papier, bo u nas tylko leży»”.

Kontynuując swoje starania, strażacy zwrócili się z wnioskiem do dowództwa śląskiego okręgu wojskowego. „Przyznali nam samochód. Jeździliśmy po jednostkach wojskowych, ale te auta pozostawiały wiele do życzenia. Ostatecznie wykorzystałem krewnego, podsunął wniosek komu trzeba i dostaliśmy Gaza-69, odbieraliśmy go z Wrocławia” - przypomina Łabęcki.

Tragiczne i Niebezpieczne Zdarzenia w Jaromie

Producent obrabiarek był zakładem wysokiego ryzyka. Marek Łabęcki wspomina tragiczny wypadek: „To było krótko przed Bożym Narodzeniem. Z tego co pamiętam, to pracownik kotłowni źle się czuł i gdzieś sobie poszedł. W międzyczasie doszło do jakiejś awarii, jak wrócił w kotłowni było około 20 centymetrów oleju napędowego. Najprawdopodobniej chciał odciąć dopływ paliwa do pieca i wtedy nastąpił zapłon oleju napędowego. Próbował uciec tylnymi drzwiami. Wtedy był siarczysty mróz i nie mógł ich otworzyć. Został przy nich. Znaleźliśmy go zwęglonego”.

Zdarzeń, na szczęście nie tak tragicznych, było więcej. „Kalki paliły się, jak benzyna” - opowiada Łabęcki. Innym razem „ktoś rzucił niedopałek papierosa w beczkę z klejem. Zbiornik stanął w ogniu. Pracownicy uciekli, ale na wysokości zadania stanęli strażacy. Agregatem proszkowym stłumili ogień”. We znaki strażakom z Jaromy dali się także praktykanci. „Sto metrów od lasu mieliśmy wybudowany nowy CPN. Akcja gaśnicza zakończyła się sukcesem. Na szczęście płomienie nie zajęły zbiorników z benzyną”. Działalność OSP w Jaromie zakończyła się w 1992 roku. Marek Łabęcki wstąpił do Państwowej Straży Pożarnej w Jarocinie, a dziś jest na emeryturze.

PGR Rusko: 37 Lat w Służbie

Przez 37 lat Zakładowa Ochotnicza Straż Pożarna działała w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Rusku. Powstała na bazie OSP Rusko, założonej w 1948 roku. Radykalne zmiany w OSP Rusko nastąpiły w związku z powstaniem w 1964 roku Państwowego Gospodarstwa Rolnego, które z uwagi na zabezpieczenie posiadanego majątku objęło z nakazu patronat nad istniejącą jednostką. W 1972 roku PGR w Rusku kupiło nowy samochód specjalny - ŻUK pożarniczy. Jednocześnie OSP zaczęło funkcjonować pod nazwą Zakładowa Ochotnicza Straż Pożarna w Rusku. Od tej pory w szeregi Zakładowej OSP wstępowali pracownicy pegeeru.

W wyniku transformacji gospodarczo-politycznej w Polsce, z dniem 17 lipca 2001 roku Zakładowa Ochotnicza Straż Pożarna została rozwiązana, a sprzęt pożarniczy przekazano na rzecz Urzędu Gminy Jaraczewo. To z kolei spowodowało, że ówcześni druhowie wrócili do pierwotnej nazwy jednostki - Ochotnicza Straż Pożarna w Rusku.

Współczesne Wyzwania i Determinacja Lokalnych Jednostek

Obecnie w Jarocinie i okolicy nie ma zakładowej straży pożarnej w tradycyjnym rozumieniu. Jednak idea samodzielności i dbałości o bezpieczeństwo wciąż jest żywa. Przykładem jest Wielkopolskie Centrum Recyklingu, które posiada lekki samochód pożarniczy wyposażony w armaturę wodną, odzież ochronną dla ratowników, aparaturę ODO oraz zestaw medyczny z AED. W zakresie ochrony przeciwpożarowej przeszkoleni są wszyscy pracownicy spółki.

OSP Drwały: Inwestycje w Przyszłość Dzięki Zaangażowaniu Druhów

Ochotnicza Straż Pożarna w Drwałach wzbogaciła się o podnośnik koszowy zamontowany na samochodzie Star 200. Pojazd został sprowadzony aż spod Ełku i przyjechał do Drwał na własnych kołach. Zakup był możliwy „dzięki zaangażowaniu i ofiarności samych druhów, którzy sami zorganizowali środki na ten cel”.

zdjęcie podnośnika koszowego OSP Drwały

Znaczenie Podnośnika Koszowego

Podnośnik koszowy to sprzęt o ogromnym znaczeniu podczas działań ratowniczych. Umożliwia gaszenie pożarów w budynkach wielokondygnacyjnych, ewakuację osób z wyższych pięter, a także usuwanie powalonych drzew czy skutków wichur. Dzięki niemu strażacy mogą działać szybciej, bezpieczniej i skuteczniej, docierając tam, gdzie tradycyjne drabiny są niewystarczające.

Nowy pojazd w Drwałach to już czwarty podnośnik koszowy w całym powiecie pułtuskim. Dotąd takie maszyny posiadała Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza w Pułtusku, OSP Głodowo oraz - od niedawna - OSP Świercze. Teraz do tego grona dołącza OSP Drwały, co znacznie zwiększa potencjał ratowniczy całego regionu. Sprzęt ten będzie służył nie tylko mieszkańcom gminy Zatory, ale strażacy z Drwał zapowiadają gotowość do wspierania sąsiednich gmin po lewej stronie Narwi, co zwiększy bezpieczeństwo tysięcy mieszkańców powiatu.

Nowy Wóz Bojowy i Determinacja Druhów

Ochotnicy z Drwał wykazali się również ogromną determinacją, pozyskując nowy samochód ze zbiornikiem wodnym o pojemności 2400 litrów i zbiornikiem na środek pianotwórczy o pojemności 200 litrów. Samochód ten, z 2004 roku, został sprowadzony z Austrii. Jednostka samodzielnie wykonała jego oklejanie według nowoczesnych standardów firmy Rosenbauer. „Spora część sprzętu, który wchodzi w skład wyposażenia wozu znajdowała się już na starym samochodzie, a część została dokupiona we własnym zakresie jednostki. Strażacy z jednostki poświęcili mnóstwo czasu, żeby przygotować ten samochód do działań ratowniczo-gaśniczych” - czytamy w relacji. Zakup pojazdów i ich adaptacja pokazuje siłę lokalnej wspólnoty i jest przykładem godnym naśladowania, świadczącym o zaangażowaniu ochotników w poprawę ochrony swojej społeczności.

tags: #strazacki #strazacy #sami #zamontowali #sprzet