Prawdziwy bohater nie nosi peleryny! Udowodnił to Łukasz Gryciak, strażak z Dębna (woj. zachodniopomorskie), który ryzykował własnym życiem, by uratować z pożaru dwoje dzieci i ich babcię.
Bohaterska akcja w Dębnie
29-letni Łukasz Gryciak, strażak z Dębna i wieloletni piłkarz IV-ligowego klubu MKS Dąb Dębno, w piątek 14 stycznia br. około godziny 13:00 brał udział w akcji gaszenia bloku przy ulicy Jana Pawła II w Dębnie. Podczas przeszukiwania jednego z mieszkań strażak znalazł dwoje małych dzieci oraz ich babcię.
Poświęcenie i uratowanie życia
Z powodu dużego zadymienia w trakcie ewakuacji oddał maluchom własną maskę tlenową, a następnie przetransportował całą trójkę z mieszkania na 4. piętrze na dół. Sam z objawami podtrucia trafił do szpitala. Akcja strażaków zakończyła się sukcesem.
Uhonorowanie bohaterskiego czynu
Bohaterski czyn strażaka nie pozostał niezauważony. Niezwykłą postawę młodego mężczyzny postanowił docenić prezydent Andrzej Duda i odznaczyć go Krzyżem Zasługi za Dzielność. Strażak Łukasz Gryciak, który ryzykował życiem, by z płonącego mieszkania w Dębnie wydostać dwoje dzieci i ich babcię, został odznaczony Krzyżem Zasługi za Dzielność.
Akcja ratunkowa strażaków szkolonych przez PCPM w Kenii [prawdziwe nagranie]
Toruńscy strażacy w akcji
Nie tylko w Dębnie strażacy wykazują się niezwykłą odwagą i poświęceniem. W Toruniu również miały miejsce wydarzenia świadczące o bohaterstwie funkcjonariuszy Straży Pożarnej.
Everest Run: Wyzwanie toruńskiego strażaka
W biurowcu Skyliner na warszawskiej dzielnicy Wola odbył się Everest Run - coroczna impreza polegająca na pokonaniu liczby schodów odpowiadającej wysokości najwyższej góry na świecie, Mount Everest. W tegorocznej, 10. edycji wzięło udział prawie 300 zawodników. Wyzwanie polega na pokonaniu łącznie 52 451 schodów w jak najkrótszym czasie, co odpowiada 8 848 metrom.
Sukces Krzysztofa Szychulskiego
W tegorocznej edycji Everest Run wziął udział Krzysztof Szychulski, strażak z Torunia. Jako że Skyliner ma 42 piętra, pan Krzysztof musiał wejść po schodach aż 55 razy! Udało mu się to osiągnąć w czasie 14 godzin i 32 minut, co jest wynikiem o ponad 2 godziny lepszym niż w zeszłym roku. Dzięki temu uplasował się na 9. pozycji wśród prawie 300 przeciwników, co stanowi ogromny sukces.
Heroiczna akcja na Wiśle: Aspirant Robert Majewski
W Toruniu miała miejsce również inna heroiczna akcja ratunkowa. Aspirant Robert Majewski, strażak z Torunia, pomimo ogromnego mrozu, wskoczył do Wisły i wyłowił topielca, a następnie reanimował mężczyznę.

"Liczy się każda sekunda"
Aspirant Robert Majewski opowiedział o misji ratunkowej: "Wykonując obowiązki służbowe dnia codziennego, usłyszeliśmy zapowiedź wyjazdu, która mówiła o osobie topiącej się w Wiśle, dryfującej nad taflą wody. Tego typu zgłoszenia sprawiają, że jeszcze szybciej niż zawsze staramy się ubrać, wsiąść do samochodów i wyjechać do miejsca zdarzenia, gdyż liczy się tak naprawdę każda sekunda, właśnie tak było i tym razem, bramy garażowe przekroczyliśmy błyskawicznie. Mi w tym przypadku przypadło pełnić funkcję ratownika wyposażonego w skafander wypornościowy do działań w wodzie i na lodzie."
Decyzja o wejściu do wody
Majewski kontynuował: "Podczas dojazdu usłyszeliśmy informację, że poszkodowany widziany był na wysokości mostu drogowego im. Józefa Piłsudskiego, dlatego wszystkie zastępy udały się na przystań AZS, by tam podjąć czynności i przechwycić osobę. Po dojeździe na miejsce, po wykonanym przez dowódców rozpoznaniu okazało się, że mężczyzna minął już przystań AZS. Wraz z kolegami, biegnąc wzdłuż brzegu rzeki, dostrzegliśmy czarny element, który sugerował, że to osoba, której szukamy. Dobiegliśmy do portu zimowego i główki, która była ostatnim miejscem, gdzie można było cokolwiek zrobić. Podjąłem decyzję, że jedynym sposobem będzie wejście do wody bez pełnego zabezpieczenia z brzegu i próba dopłynięcia do poszkodowanego, co finalnie się udało. Od razu po dotarciu do mężczyzny, zabezpieczyłem go przed zatonięciem i wdrożyłem odpowiednie procedury."
"Sukces tej akcji to zasługa całej załogi"
Aspirant Majewski podkreślił znaczenie współpracy: "Po chwili przypłynęła łódź ratunkowa PSP, podejmując poszkodowanego oraz moją osobę z wody. Reszta działań to już głównie zasługa kolegów, którzy wdrożyli pełne RKO, oraz członków zespołu ratownictwa medycznego, którzy podjęli medyczne czynności ratunkowe i przetransportowali mężczyznę do szpitala. Sukces tej akcji to zasługa całej załogi, od zapakowania odpowiedniego sprzętu na samochody, szybki dojazd, który zawdzięczamy naszym ratownikom-kierowcom, wykonanie rozpoznania, zdobycie cennych informacji o lokalizacji osoby przez dowódców, aż po zastosowanie właściwych procedur w chwili wyjęcia mężczyzny z wody." Postawa godna medalu!