Przegląd Wydarzeń i Incydentów Strażackich na Podlasiu

Województwo Podlaskie było świadkiem wielu działań ratowniczo-gaśniczych i wydarzeń związanych ze służbą strażaków. Od pożarów budynków, przez śmiertelne wypadki w akcjach, po walkę z wypalaniem traw i incydenty agresji - podlascy strażacy nieustannie stają w obliczu różnorodnych wyzwań. Poniżej przedstawiamy przegląd kluczowych zdarzeń z regionu.

Tematyczne zdjęcie strażaków w akcji gaśniczej

Pożary budynków w powiecie bielskim

Pożar budynku mieszkalnego w Boćkach (11 stycznia 2021 r.)

11 stycznia 2021 r. około godz. 14:55 do dyżurnego Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego PSP w Bielsku Podlaskim wpłynęło zgłoszenie o pożarze budynku mieszkalnego przy Placu Armii Krajowej w Boćkach. W chwili przybycia zastępów Państwowej Straży Pożarnej na miejscu zdarzenia, działania gaśnicze prowadziła już miejscowa jednostka OSP Boćki oraz strażacy-ochotnicy z Dubna.

Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia i przystąpili do gaszenia ognia w przewodzie kominowym przy użyciu gaśnic proszkowych. Wszystkie pomieszczenia w obiekcie sprawdzono pod kątem obecności tlenku węgla - urządzenie pomiarowe nie wykazało obecności CO w budynku. W trakcie działań konieczne było dokonanie prac rozbiórkowych konstrukcji dachu - usunięto wełnę izolacyjną oraz nadpaloną łatę znajdującą się przy kominie. Do działań gaśniczych wykorzystano podnośnik mechaniczny z JRG w Bielsku Podlaskim. W związku z tym zdarzeniem, strażacy przypominają właścicielom i zarządcom budynków o zasadach bezpieczeństwa podczas użytkowania urządzeń grzewczych oraz obowiązkach związanych z bezpiecznym użytkowaniem przewodów kominowych.

Pożar budynku gospodarczego w Szeszyłach (17 sierpnia)

W czwartek, 17 sierpnia doszło do pożaru budynku gospodarczego w Szeszyłach w gminie Boćki. Informacja o zdarzeniu wpłynęła do Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego PSP w Bielsku Podlaskim około godz. Na miejscu strażacy zastali rozwinięty pożar drewnianego budynku gospodarczego, w którym produkowano pellet. Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia i natychmiast przystąpili do działań gaśniczych. Do ugaszenia pożaru wykorzystano cztery linie gaśnicze. Z uwagi na nadpalone elementy konstrukcji dachu konieczna była jego całkowita rozbiórka. W trwającej blisko 3,5 godziny akcji ratowniczo-gaśniczej udział brało łącznie 25 strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Bielsku Podlaskim oraz OSP Boćki, OSP Dubno, OSP Knorydy i OSP Wygonowo.

Tragedia i proces sądowy po śmiertelnym wypadku w Białymstoku

Śmiertelny wypadek w maju 2017 r.

25 maja 2017 r. to jeden z najczarniejszych dni w historii Państwowej Straży Pożarnej na Podlasiu. Podczas akcji w hali magazynowej na osiedlu Dojlidy w Białymstoku doszło do tragedii, w której dwóch strażaków straciło życie. Funkcjonariusze, którzy zginęli, mieli 26 i 29 lat oraz 4-letni staż w służbie. Należeli do białostockiej jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 1, która brała udział w interwencji w płonącej hali magazynowej, gdzie przechowywano m.in. plastikowe elementy sztucznych kwiatów i opony.

Zdjęcie przedstawiające halę magazynową po pożarze

Ich zadaniem było rozpoznanie sytuacji w płonącym magazynie. Akcja gaśnicza trwała kilka godzin. W gaszonej hali, przy ograniczonej widoczności i w dużym zadymieniu, strażacy weszli na podwieszany sufit, którego konstrukcja zawaliła się pod nimi. Okazało się, że sufit był podwieszany, a zdaniem prokuratury za ich śmierć odpowiada przełożony.

Proces dowódcy akcji

Piotra R., dowódcę akcji, oskarżono o to, że nieumyślnie nie dopełnił swoich obowiązków służbowych. Miał nie zebrać wystarczającej ilości informacji o budynku, żeby móc bezpiecznie posłać podwładnych do akcji. Prokuratura zarzucała dowódcy nieumyślne niedopełnienie obowiązków służbowych, skutkujące nieumyślnym narażeniem strażaków na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. W ocenie śledczych, oskarżony jako kierujący akcją jednostek straży pożarnej „nie zebrał w sposób dostateczny informacji na temat konstrukcji i umiejscowienia znajdującego się w budynku podestu technicznego i sufitu od znajdującego się na miejscu zdarzenia użytkownika budynku, w wyniku czego wchodzący w skład roty rozpoznawczej funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej zostali nieumyślnie narażeni przez niego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”.

Według prokuratury, źródłem obowiązku dowodzącego akcją było rozporządzenie MSWiA z 2008 roku, w sprawie szczegółowych warunków bezpieczeństwa i higieny służby strażaków PSP. W art. 53 tego rozporządzenia jest mowa m.in. o tym, że podczas akcji ratowniczej, „uwzględniając poziom dowodzenia”, kierujący taką akcją „rozpoznaje zagrożenia, informuje o ich występowaniu oraz wydaje polecenia”, mające na celu właściwe zabezpieczenie strażaków przed ich następstwami. Śledczy powoływali się na zebrany w sprawie obszerny materiał dowodowy, w szczególności zeznania świadków, oględziny miejsca zdarzenia, zapisy nagrań rozmów z rejestratora PSP w Białymstoku oraz opinie biegłych, w tym m.in. z zakresu pożarnictwa. Prokuratura zaznaczała, że nie ma bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego między tym niedopatrzeniem, czy też zaniechaniem ze strony dowodzącego akcją, a śmiercią strażaków.

Wyrok sądu i zeznania świadków

Po sześciu latach sąd w Białymstoku uznał oskarżonego dowódcę akcji za winnego. Jak mówił w mowie końcowej prok. Jarosław Wierzba z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, oskarżony w niedostatecznym stopniu zebrał informacje potrzebne do podjęcia właściwych decyzji w czasie akcji i zlekceważył zagrożenie, które było „wyraźne, rzeczywiste i klarowne”. Ostatecznie Piotr R. został skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu i 5 tys. złotych grzywny. Zarówno oskarżony, jak i jego obrońcy nie pojawili się na ogłoszeniu wyroku.

W trakcie procesu Sąd Rejonowy w Białymstoku przesłuchał strażaka, który był w trakcie działań zastępcą dowódcy zmiany. Jego zadaniem było m.in. rozpoznanie sytuacji z góry, ze strażackiej drabiny, aby sprawdzić, jak rozprzestrzenia się pożar od strony dachu. Świadek opowiadał o okolicznościach, w których usłyszał o zaginięciu dwóch strażaków, o tym, że byli oni wywoływani bez skutku przez służbowe radio przez dowódcę. Mówił, że pożar był już gwałtowny, zadymienie bardzo silne, a temperatura wysoka. Pomagał wynieść i ratować na zewnątrz jednego z nich. Świadek mówił też, że konstrukcja sufitu podwieszanego, którą widział na własne oczy już po wypadku, wydawała się solidna, co sprawiało, że „nie dziwił się, że ktoś mógł na nią wejść”. Przyznał również, że jadąc na akcję słyszał, on i inni ratownicy, przez służbowe radio informację, że w budynku jest podwieszany sufit.

Wypalanie traw i agresja wobec strażaków na Podlasiu

Sezon pożarów traw w Podlaskiem trwa, choć statystyki wskazują na pewną poprawę w stosunku do ubiegłego roku. Nie zmienia to faktu, że proceder jest nielegalny, a jego konsekwencje - poważne. Do tej pory w bieżącym sezonie podlascy strażacy odnotowali 73 zdarzenia związane z wypalaniem traw. Rok temu w tym samym czasie było ich około stu więcej. Rzecznik prasowy Podlaskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP ogn. Justyna Kłusewicz przyznaje, że na poprawę złożyło się kilka czynników, w tym prewencja społeczna i dłuższy okres zimowy, który przesunął okres palności.

Infografika na temat wypalania traw i zagrożeń

Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku inspektor Mariusz Kryszkowski podczas inauguracji akcji „Stop wypalaniu traw” zwrócił uwagę na zagrożenia. Przypomniał, że wypalanie traw może wyczerpywać znamiona przestępstwa, jako zdarzenie zagrażające życiu lub zdrowiu wielu osób. Za to grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności; jeśli sprawca działa nieumyślnie - do trzech lat. W przypadku, gdy dojdzie do samego zdarzenia niebezpiecznego, kodeks karny przewiduje karę od roku do dziesięciu lat. Mandat wystawiony przez policjanta może sięgnąć pięciu tysięcy złotych, a grzywna orzeczona przez sąd - trzydziestu tysięcy. Rolnicy muszą liczyć się również z sankcjami ze strony Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która za wypalanie traw może ograniczyć lub całkowicie odebrać dopłaty bezpośrednie.

WYPALANIE TRAW

Podlaski Komendant Wojewódzki PSP starszy brygadier Janusz Konrad ostrzega, że żywioł potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych strażaków. Podkreśla, że dynamika ognia podczas pożarów traw bywa bardzo intensywna, a sprzyja temu nagromadzenie dużych ilości materiałów palnych, mała wilgotność powietrza i silny wiatr, który często zmienia kierunek.

Do podobnych interwencji dochodziło również na terenie powiatu łomżyńskiego. Zastępca komendanta miejskiego państwowej straży pożarnej w Łomży mł. bryg. Paweł Leszczyński podkreślał, że nawet pozornie niewielkie ogniska ognia mogą w krótkim czasie objąć znacznie większy obszar i zagrozić pobliskim obiektom. Od początku marca odnotowano 10 takich zdarzeń w powiecie łomżyńskim; jeden z nich objął teren blisko pół hektara, a w trakcie akcji zapaliły się także znajdujące się w pobliżu bele słomy. Sytuacje tego typu pokazują, że ogień rozprzestrzenia się bardzo dynamicznie i bez trudu może przenieść się na zabudowania gospodarcze lub składowane w pobliżu materiałów.

Atak na strażaków w Lachowie (14 marca)

Do dramatycznych scen doszło w sobotni wieczór 14 marca w Lachowie (powiat kolneński). Strażacy ochotnicy z OSP pojechali gasić trawę zajętą ogniem w pobliżu miejscowej szkoły. Akcja, która miała być rutynową interwencją, przerodziła się w niebezpieczne starcie. Na strażaków rzucił się mężczyzna uzbrojony w widły. Napastnik wymachując narzędziem, zarysował szybę w drzwiach wozu strażackiego, a także hełm jednego z ochotników. Na szczęście żaden ze strażaków nie odniósł obrażeń ciała. W sobotni wieczór strażacy z OSP, którzy podczas gaszenia traw w Lachowie zostali zaatakowani przez mężczyznę uzbrojonego w widły.

tags: #strazak #bolek #podlaskie