Kobiety w Straży Pożarnej: Historie Odwagi, Pasji i Nowych Początków

Czasy, kiedy służba w straży pożarnej, policji czy wojsku była zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn, już dawno minęły. Coraz więcej kobiet decyduje się na karierę w tych wymagających zawodach, udowadniając swoją siłę, determinację i profesjonalizm.

Obecność Kobiet w Straży Pożarnej w Polsce

W województwie opolskim na 1005 funkcjonariuszy straży pożarnej w mundurze służą 54 kobiety, co stanowi około 5,5 procenta ogółu. W komendach Państwowej Straży Pożarnej pracuje również 45 kobiet wśród pracowników cywilnych. Nadbryg. Paweł Kielar, komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Opolu, z okazji Dnia Kobiet napisał na stronie internetowej, że odwaga, determinacja i poświęcenie strażaczek, zarówno tych w służbie państwowej, jak i ochotniczej, w mundurze i w cywilu, są godne najwyższego uznania. Dodał, że "codziennie udowadniacie, że siła nie zna granic, a pasja i profesjonalizm idą w parze z niezwykłą empatią i oddaniem drugiemu człowiekowi".

Statystyki dotyczące zatrudnienia kobiet w służbach mundurowych, ze szczególnym uwzględnieniem straży pożarnej

W Dzień Kobiet, 8 marca, nadbryg. Paweł Kielar wziął udział w inauguracji Strażackiego Dnia Kobiet w Ośrodku Szkoleniowym „Strażak” w Turawie. Na dwudniowych warsztatach pod hasłem „Siła jest kobietą” spotkało się 70 strażaczek-ochotniczek z całego kraju. Jak informuje komenda wojewódzka PSP w Opolu, uczestniczki warsztatów rozmawiały nie tylko o straży pożarnej, ale także zajmowały się swoim zdrowiem, bezpieczeństwem, dbałością o siebie i swój wizerunek. W trakcie wydarzenia wzajemnie się wspierały i wymieniały doświadczeniami. Chociaż kobiety w straży pożarnej wciąż stanowią mniejszość, ich obecność coraz częściej przestaje być zaskoczeniem.

Droga do Służby: Historia Marty

Marta została strażakiem przypadkowo. Przez kilkanaście lat pracowała w marketingu, gdzie przeżyła kilka wypaleń zawodowych. Czuła, że to, co robi, nie ma sensu, a ona bardzo go potrzebowała. Impulsem do zmiany była książka "Strażacy. Tam, gdzie zaczyna się bohaterstwo".

Od Marketingu do Ochotniczej Straży Pożarnej

Zaczęła intensywnie googlować, co trzeba zrobić, żeby zostać strażaczką. Wydawało jej się, że musi skończyć studia, ale na Akademię Pożarniczą, mając 34 lata, była już za stara. Wspomniała znajomym o swoich planach i jeden z nich opowiedział jej o Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP). Aby jeździć do zdarzeń, trzeba odbyć specjalny kurs zakończony egzaminami. Marta zgłosiła się, z czasem zdała testy i została strażaczką w OSP w Starej Miłośnie.

Kobieta strażak w pełnym umundurowaniu, dynamiczne ujęcie w trakcie szkolenia

Tam Marta spędziła cztery lata. I chociaż wciąż pracowała w marketingu, straż totalnie ją pochłonęła. „Ona uzależnia do tego stopnia, że dom często ląduje na drugim miejscu” - opowiada. W pewnym momencie w jednostce była codziennie, co mogła sobie pozwolić, bo był czas pandemii, a ona pracowała zdalnie.

Kariera w Państwowej Straży Pożarnej

Dość szybko zaczęła myśleć o zawodowstwie. Okazało się, że ukończenie studiów oficerskich w Akademii Pożarniczej to niejedyny sposób, żeby dostać się do Państwowej Straży Pożarnej (PSP). Można ukończyć Szkołę Aspirantów, ale ponownie - ze względu na wiek dla Marty było to nieosiągalne. Można też wziąć udział w naborze, kiedy poszczególne komendy ogłaszają zapotrzebowanie. I to było dla Marty możliwe. Po długich staraniach, w zeszłym roku postawiła wszystko na jedną kartę - zrezygnowała z pracy w marketingu i dostała się do Państwowej Straży Pożarnej. „Od kilku miesięcy jestem zawodowym strażakiem” - mówi z dumą.

Marta pracuje zmianowo w systemie 24 na 48 - na zmianie jest przez dobę, a kolejne dwie ma wolne. Służbę zaczyna o 7.45, ale jest wcześniej, żeby się przygotować. W trakcie zmiany, oprócz wyjazdów na wezwania, wyjeżdża na ćwiczenia z psem, ponieważ jest przewodniczką. Dni mijają bardzo szybko. Na każdej służbie robi około 25 tys. kroków, nawet nie wie jak.

Marta, strażaczka, na tle wozu strażackiego z psem ratowniczym

W parze z krokami idą ćwiczenia siłowe i wytrzymałościowe, w których Marta jest od wielu lat. „Trenuję, bo podczas akcji muszę szybko się ruszać, dźwigać, a do tego potrzeba siły. Jestem kobietą, nie oszukam biologii, nie mam tyle siły co moi koledzy. Ale mam za to ogromną dyscyplinę i chęć do pracy” - podkreśla. Dzięki pracy zawodowej Marta uzyskała równowagę między życiem prywatnym a służbą. Wcześniej miała wiele obowiązków, a teraz treningi z psem realizuje na służbie, a dla zachowania formy korzysta z siłowni dostępnej w jednostce, również podczas służby. Liczba obowiązków i bodźców, którym ulegała, zmniejszyła się.

Akcji, jak tłumaczy Marta, jest dużo i są bardzo różnorodne. „Nie tylko gasimy pożary, ale też dbamy ogólnie o bezpieczeństwo. Często jeździmy do wypadków drogowych, kolizji” - wymienia. Podkreśla, że podchodzi do akcji zadaniowo. „Robię wszystko, co mogę, ale nie wszystko ode mnie zależy. Po każdej akcji przechodzę do kolejnej, nie rozmyślając zanadto. W taki sposób chronię siebie” - tłumaczy. Ale są zdarzenia, których nie da się zapomnieć, np. odnalezienie zaginionej osoby jako ochotniczka czy tragiczny pożar, z którego nie udało się uratować dwóch osób.

W pracy w straży pożarnej Marta odnalazła to, czego brakowało jej przez ostatnie lata. „Nawet jeżeli nie na każdej służbie jest jakieś zdarzenie ratujące życie czy mienie, to wiem, że to, co robię, pomaga” - zaznacza. Od niedawna studiuje pielęgniarstwo, aby jeszcze bardziej podnieść swoje kwalifikacje, które zamierza wykorzystywać w pracy strażaka. Chce przekazywać dziewczynkom i młodym kobietom, że mogą naprawdę dużo i „nie są w niczym gorsze”. Marta zawalczyła i jest z siebie dumna. „Zawsze patrzę optymistycznie na życie. Jeżeli ktoś może przebiec swój pierwszy maraton po sześćdziesiątce, to dlaczego ja nie mogłabym zostać strażaczką?” - mówi. Spotkała dobre i życzliwe osoby, a brak negatywnych ocen motywuje ją, wskazując na zmieniające się stereotypy.

Przyjaźń i Wspólna Pasja: Ewelina i Martyna w OSP

20-letnia Ewelina i 21-letnia Martyna od roku należą do Ochotniczej Straży Pożarnej w województwie kujawsko-pomorskim. Do służby trafiły za namową swoich ojców. Chociaż znały się wcześniej z widzenia, bo chodziły do jednej szkoły, to dopiero kiedy spotkały się na kursie przygotowującym do służby, zaczęły rozmawiać. Od tamtej pory są nierozłączne. „Można powiedzieć, że dzięki straży zyskałyśmy wyjątkową przyjaźń” - uśmiecha się Ewelina.

Młode strażaczki z OSP w strojach bojowych, uśmiechnięte, razem przed remizą

Spontaniczne Akcje i Codzienność Służby

Na akcje starają się wyjeżdżać wspólnie, chociaż nie zawsze się to udaje. Ochotnicza Straż Pożarna działa spontanicznie. Dostają wezwanie na telefon, że jest akcja, i jeżeli są dostępne, to „rzucamy wszystko, co robimy, i jedziemy do remizy”. Nie wiedzą nawet, do jakiego zgłoszenia jadą, dowiadują się dopiero w jednostce. W remizie w kilkadziesiąt sekund przebierają się w ważący około 10 kg uniform składający się z munduru, butów z blachą, rękawic i hełmu, i wsiadają do wozu strażackiego. Po dojechaniu na miejsce zdarzenia czekają na zlecenia i dyspozycje, jakiego sprzętu lub stroju będą używać.

ŻYCIE NA KRAWĘDZI - FILM POKAZUJĄCY PRACĘ STRAŻAKÓW | PROMO OSP | 2022

Każdy dzień ich służby jest inny. Bywa tak, że jadą zdejmować gniazda owadów błonkoskrzydłych, np. os czy pszczół - to najłatwiejsze i najkrótsze akcje. Czasami jadą do powalonych drzew, uszkodzonych linii elektroenergetycznych. Najtrudniejsze i najdłuższe, jak mówią, są pożary i wezwania na miejsce wypadku. Są dni, że jadą do jednostki nawet kilka razy dziennie, a są takie, że raz. Do remizy mają kilka kilometrów, dojeżdżają samochodem, zachowując ostrożność i dbając o bezpieczeństwo swoje i innych osób w ruchu drogowym, zarówno w drodze na akcje, jak i podczas nich. „Dobry strażak to żywy strażak” - zaznaczają, podkreślając, że nie wchodzą do budynku, w którym jest pożar, o ile nie ma potrzeby ewakuacji osób poszkodowanych.

Wyzwania i Satysfakcja

Wyzwaniem jest także zachowywanie spokoju w stresujących sytuacjach. Przyznają, że do obecności ognia nie da się przyzwyczaić. „Na początku mojej drogi odczuwałam strach. Zastanawiałam się, czy po akcji wrócę do domu. Nadal te uczucia są z tyłu głowy, ale podczas akcji jest tak wysoka adrenalina, że o tym nie myślę, tylko skupiam się na działaniu” - mówi Martyna. Pewne zdarzenia jednak zapadają w pamięć - przede wszystkim te, w trakcie których nie udaje się uratować czyjegoś życia, jak np. interwencja w sprawie samobójstwa. W takich chwilach bardzo liczy się wzajemne wsparcie i rozmowy, a także możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej. Starają się wychodzić i odcinać od wydarzeń na służbie.

Mimo towarzyszących trudności, Ewelina i Martyna nie wyobrażają sobie swojego życia bez straży. „Jasne, że pojawia się zmęczenie, ale częściej satysfakcja i duma” - tłumaczy Martyna. Podkreśla, że choć jest to raczej wolontariat z symbolicznym wynagrodzeniem, możliwość zrobienia czegoś dobrego i pomagania komuś jest najważniejsza. „Ludzie cieszą się na nasz widok, szczególnie dzieci. Jestem za to naprawdę wdzięczna” - dodaje Ewelina. Ewelina jest w ostatniej klasie liceum ogólnokształcącego, Martyna w szkole branżowej I stopnia. Po ukończeniu nauki Martyna myślała, aby wstąpić do Państwowej Straży Pożarnej. W mediach społecznościowych prowadzą profil „Panie Strażaczki”, który stał się sposobem na odreagowanie po akcjach i przybliżenie pracy kobiet w straży pożarnej. Kiedy zapytać, czego im życzyć, bez wahania odpowiadają: „Życz nam tyle samo powrotów, co wyjazdów. To jest najważniejsze.”

Dwadzieścia Lat w Mundurze: Doświadczenie Agnieszki Wojciechowskiej

„Bądź legendą” - to motto codziennie towarzyszy Agnieszce Wojciechowskiej, autorce książki "Pali się", zawodowej strażaczce z 20-letnim stażem. Od najmłodszych lat była aktywna, kochała sport i nie lubiła nudy oraz powtarzalności. Wiedziała, że zawód, który wybierze, nie będzie mógł być sztampowy. Jej tata był strażakiem i w klasie maturalnej Agnieszka stwierdziła, że tak jak on chciałaby nieść pomoc innym.

Kariera i Wyzwania Kobiet w Służbie

W 2005 roku Agnieszka zaaplikowała do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Po czterech latach nauki i przygotowań zdała egzaminy i została strażaczką. Początki, jak przyznaje, nie były łatwe, ponieważ „to nie był zawód, który wykonywały kobiety”. Agnieszka pełni funkcję zastępcy dowódcy zmiany. Do jej obowiązków należy m.in. rozdzielanie zadań, przygotowywanie podziału bojowego na różnego rodzaju akcje, a także bieżące dostosowywanie obsad samochodów do konkretnych wezwań.

Agnieszka Wojciechowska w mundurze strażackim, z wizerunkiem silnej i doświadczonej liderki

Współpracowała ze starszym pokoleniem strażaków, nauczonym innych standardów, co było „przeprawą, która ją umocniła”. Była częścią młodej fali, która zaczęła zmieniać straż. I nadal jest, bo zmiana wciąż się dzieje. „Wiem, że są miejsca w Polsce, gdzie wciąż uważa się kobiety w straży za mniej kompetentne. Ja mam to szczęście, że pracuję z fantastycznymi ludźmi, z wysoką kulturą, którzy doceniają mój profesjonalizm. Wspieramy się i działamy razem” - zaznacza.

Do zmian musiała się przyzwyczaić, tak jak do dynamiki i charakteru pracy. A ta, jak tłumaczy, wymaga konkretnych cech, m.in. zadaniowości, hiperfokusu na konkretnym działaniu i skłonności do ryzyka, co przydaje się w niebezpiecznych akcjach, np. przy pożarach piwnic. W takich przypadkach bardziej się zabezpiecza niż większość jej kolegów. „Potrzebuję adrenaliny, jestem od niej uzależniona. O strachu nie myślę, ale o swoje bezpieczeństwo dbam” - mówi.

Równowaga Między Służbą a Życiem Rodzinnym

Równowagę Agnieszka zachowuje dzięki rodzinie: mężowi i trojgu dzieciom. „To oni dają mi dużo energii, a przede wszystkim miłość i ciepło. Kiedy wracam do domu po trudnych akcjach, mam tyle do zrobienia, że zapominam o tym, co się wydarzyło. I jestem za to wdzięczna” - przyznaje. Dzięki temu na służbę może wrócić z „czystą głową” i od nowa być w gotowości do działania. Chociaż praca w straży pożarnej wiąże się z wieloma trudnościami, Agnieszka nie wyobraża sobie swojego życia bez służby. Mimo możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę (po 25 latach służby), nie chce tego robić, ponieważ praca ją napędza. „Realizuję swoje zadania na sto dziesięć procent i wykorzystuję do tego wszystkie swoje umiejętności” - dodaje, podkreślając, że konkretnie pomaga swoimi działaniami.

Agnieszka Wojciechowska, starszy kapitan w podziale bojowym, od 16 lat ratuje ludzkie życia. Jest zawodowym strażakiem w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej w Krakowie, sportowcem z licznymi sukcesami na skalę europejską i światową (Mistrzyni Świata i rekordzistka w World Police and Fire Games), a przede wszystkim mamą dwóch synów: Franka i Stasia. Jej tato i brat również poszli w ślady ojca. Początkowo mama Agnieszki nie była zadowolona z jej wyboru zawodu, sądząc, że córka nie jest świadoma obowiązków i poświęceń, ale cała rodzina w 100 procentach ją wspierała i kibicowała.

Pamięta swój pierwszy wyjazd na studiach w Warszawie do pożaru w bloku przy ul. Gwiaździstej, który okazał się fałszywym alarmem (przypalone mięso w garnku). W jej jednostce, poza nią, nie ma innych kobiet w podziale bojowym. Obecnie czynnych jest około 25 tys. strażaków jeżdżących do akcji, z czego około 15 to kobiety. Na sformułowanie, że kobiety nie nadają się do podziału bojowego, bo są za słabe fizycznie, Agnieszka odpowiada, że kobiety są naturalnie eliminowane przez fizyczność i predyspozycje do rodzenia dzieci. Powrót do sprawności fizycznej po ciąży wymaga ogromnej dyscypliny i nawyków sportowego życia. Jej sukcesy sportowe były możliwe dzięki umiejętności godzenia treningów ze służbą.

Agnieszka podkreśla autentyczność środowiska strażaków - „nie da się udawać kogoś, kim się nie jest”. W straży nie ma miejsca na makijaż czy ukrywanie gorszych dni. To środowisko staje się małą rodziną, zwłaszcza gdy święta spędza się na służbie, co potwierdza historia uratowanych świąt rodziny, której samochód spłonął na autostradzie.

Co jeszcze pociąga ją w służbie? Brak powtarzalności, aktywny tryb życia i fantastyczni ludzie. Najgorsze akcje to próby samobójcze, zwłaszcza te skuteczne. Za najniebezpieczniejsze uważa sytuacje na autostradach, gdzie ryzyko kolejnych wypadków jest wysokie. W czasie pożarów strażak nie może się bać, a strach przychodzi dopiero później. Jej wentylem bezpieczeństwa jest sport, który pomaga jej przepracować emocje. Jadąc na akcję, nie myśli o dziecku, które zostało w domu, ale koncentruje się na zadaniu. Niemniej, jako matka, zdarzało jej się dzwonić do rodziny, by sprawdzić, czy wszystko w porządku, gdy zgłoszenie dotyczyło wypadku na trasie, którą mógł jechać jej syn.

Agnieszka nigdy nie chciała taryfy ulgowej, uważając, że byłaby ona słabym punktem drużyny. Godzenie roli mamy i strażaczki jest zarazem trudne, jak i nie. System zmianowy pozwala na spędzanie z dziećmi więcej czasu w dni wolne niż matki pracujące w systemie 8-godzinnym. Obecnie, na urlopie macierzyńskim z drugim dzieckiem, Agnieszka tęskni za pracą i aktywnością. Mimo zmieniającego się ciała, zaakceptowała je. Planuje wrócić do formy po zakończeniu karmienia. Nie chciałaby, aby jej synowie poszli w jej ślady, choć starszy Franek myśli o byciu lekarzem, mając ideę niesienia pomocy. Jej rada dla kobiet, które chcą czerpać z życia 150 procent, to dobra organizacja i pasja: „Jeśli kochasz swoją pracę, to ani jednego dnia nie będziesz odczuwała, że spędzasz go w pracy.”

Nieoczekiwane Spotkanie: Historia Kariny i Strażaka

Karina, 36 lat, znalazła się w trudnym okresie życia - rozstanie po sześciu latach związku i problemy w pracy, gdzie bała się, że zamkną oddział. W tym chaosie, pewnego dnia, podczas podgrzewania fasolki po bretońsku, zasnęła, a w jej mieszkaniu wybuchł pożar.

Pożar i Dramatyczna Akcja Ratunkowa

Obudziło ją wycie syren. W domu było pełno dymu - czarnego, kłębiącego się pod sufitem. Coś się paliło, i to najwyraźniej u niej! Weszła do kuchni, skąd dym buchnął razem z gorącem. Dostrzegła języki żywego ognia. Wycofała się w stronę przedpokoju, gdzie zostawiła torebkę z telefonem. Wstała, by po nią sięgnąć, i wtedy szturmowane drzwi wejściowe ustąpiły i wypadły z futryny. Zjawiła się pomoc. Pierwszy ze strażaków w dwóch krokach dopadł do niej i siłą zgiął jej kark. Krzyknął coś do dwóch pozostałych, a potem „wytargał z mieszkania jak niesfornego psiaka”. Karina próbowała się wyrywać, wierzgać, ale on koncentrował się tylko na swoim zadaniu. Przed budynkiem czekała karetka. Strażak przekazał ją w ręce ratowników, a sam wrócił na górę. Jeden z sanitariuszy podał jej maskę tlenową, informując, że będzie miała dużo sprzątania po proszku gaśniczym, co do reszty pogrążyło Karinę w złości i rozżaleniu.

Zadymione mieszkanie po pożarze w kuchni, strażak w tle gasi zarzewie ognia

Przeprosiny i Nowy Początek

W końcu strażacy wyszli, całą trójką, z klatki schodowej. Zdejmowali kaski, ocierali twarze z potu. Jeden podszedł do Kariny. Był wysoki, wielki i masywny w swoim strażackim kombinezonie. W spoconej, brudnej od sadzy twarzy jaśniały intensywnie niebieskie oczy. „Starszy kapitan Jan. Pani jest właścicielką mieszkania albo lokatorką?” - zapytał. Po informacji o przyczynie pożaru (ogień rozprzestrzenił się z kuchenki, zapaliły się zasłony) polecił usunąć firanki, bo rolety są bezpieczniejsze. Karina, wściekła, warknęła w odpowiedzi, że wywlókł ją jak wór kartofli. Na co on uciął: „Pożar to nie pora na dobre maniery”. Mimo że był męski, silny i przystojny, Karina była wściekła na wszystko, co się działo.

Wylądowała w szpitalu z powodu stresu i wdychania dymu. Po powrocie do domu i ocenie strat - wyważone drzwi, wszechobecny smród, czarno-biała od sadzy i proszku kuchnia - dotarło do niej, że zachowała się jak idiotka. Postanowiła mu podziękować i przeprosić. Pojechała do jednostki straży pożarnej. Nie wiedząc, co przynieść, bąknęła przeprosiny i podziękowania. Jan, rozumiejąc jej szok, powiedział, że słyszą gorsze rzeczy. Wtedy inny strażak zawołał, że starszy kapitan lubi kawę, proponując, by Karina zaprosiła go na kawę. „Naprawdę? Da się pan zaprosić?” - spytała, ignorując fakt, że zaprasza go na randkę, mimo niedawnego rozstania. Uznała, że zasługuje na tę okazję.

I na kawie się nie skończyło. Patryk (imię strażaka, z którym Karina kontynuowała znajomość) okazał się świetnym facetem - takim, jakiego szukała. Nie idealnym, ale wystarczająco wspaniałym, na którego mogła liczyć w najgorszych momentach. Takim, który inspirował ją do działania i zaraził miłością do ścianek wspinaczkowych. Przez trzy lata ich związku Karina, która całe życie unikała niebezpiecznych sytuacji, żyje ze strażakiem, który codziennie naraża się w pracy. Kiedyś może nie wrócić albo poważnie się zranić, choć szczerze mu i sobie życzy, by tylko ściągał koty z drzew i gasił zasłony. Początkowy strach o niego minął, gdy Patryk wytłumaczył jej, że w tym fachu nie można ryzykować ponad miarę, jeśli chce się go wykonywać dłużej.

Najgorszy dzień w życiu Kariny, kiedy myślała, że jest na dnie, stał się początkiem nowego, wspaniałego życia. Pełnego radości, szacunku i miłości. Kuchnię wyremontowała na nowo i oczywiście zamontowała w oknach rolety. Wiele w domu zmieniła, korzystając z podpowiedzi fachowca od ognia. Tylko pożaru w jej sercu nie ugasił. Przeciwnie, wciąż go podsyca na nowo…

tags: #strazak #poznaje #kobiete