Najtragiczniejszy wypadek autobusowy w historii Pomorza

2 maja 1994 roku pozostaje datą zapisaną w pamięci mieszkańców regionu jako dzień najtragiczniejszego wypadku drogowego w historii Pomorza. Późnym popołudniem przepełniony autobus PKS, jadący z Zaworów przez Kartuzy do Gdańska, uległ katastrofie, która na trwale zmieniła spojrzenie na bezpieczeństwo transportu zbiorowego.

Archiwalne zdjęcie autobusu PKS po wypadku w Gdańsku-Kokoszkach

Przebieg katastrofy w Kokoszkach

W autobusie marki Autosan podróżowało 75 osób, choć pojazd był znacznie przepełniony. Podczas trasy doszło do pęknięcia opony, co doprowadziło do utraty panowania nad kierownicą. Autobus uderzył w przydrożne drzewo, które wbiło się w kadłub pojazdu na głębokość czterech metrów.

Bilans tragedii był wstrząsający: na miejscu zginęło 25 osób, a 7 kolejnych zmarło w wyniku odniesionych obrażeń w szpitalu. Łącznie życie straciły 32 osoby, a ponad 40 zostało rannych.

Akcja ratunkowa: wspomnienia strażaka

W akcji ratunkowej, która trwała do rana następnego dnia, uczestniczyły dziesiątki służb z Gdańska i Kartuz. Jednym z pierwszych strażaków na miejscu zdarzenia był Przemysław Glapiak, wówczas funkcjonariusz z dwuletnim stażem. W swoich wspomnieniach podkreślał, że widok na miejscu wypadku był tragiczny.

„Ludzie leżeli na drodze, na polu, pod drzewami. Ranni wzywali pomocy, wiele osób było zakleszczonych w pojeździe” - opowiadał po latach. Według relacji uczestników akcji, w pierwszych chwilach po wypadku specjalistyczny sprzęt ratowniczy był niemal bezużyteczny ze względu na skalę zniszczeń i rozproszenie ofiar.

Katastrofa autobusu pod Kokoszkami (Polska, 1994) | HISTORIE

Pomoc medyczna i dalsze losy ofiar

Najbardziej poszkodowani trafili do Akademii Medycznej w Gdańsku. Doktor Jacek Gwoździewicz, pełniący wówczas dyżur, wspominał, że do szpitala przyjęto szesnaścioro pacjentów. Personel medyczny został wezwany do pracy w trybie pilnym, a operacje trwały nieprzerwanie do popołudnia kolejnego dnia. Leczenie ofiar wypadku, cierpiących na obrażenia jamy brzusznej, głowy oraz liczne złamania kończyn, trwało wiele tygodni.

Dramat ten dotknął rodziny wracające z majowego weekendu. Jedną z ocalałych była Teresa Baranowska, która w wyniku wypadku doznała złamania miednicy. O losach ocalałych przypomina krzyż ustawiony przy drodze między Kokoszkami a Leźnem.

Konsekwencje prawne i losy kierowcy

W 1999 roku zapadł wyrok sądu, w którym kierowca autobusu został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Został uznany za winnego umyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy oraz jej nieumyślnego spowodowania.

Tragedia z 1994 roku zaważyła na całym późniejszym życiu kierowcy. Jak wspominają świadkowie, przez lata zmagał się on z traumą i ogromnym poczuciem winy, unikając kontaktów z ludźmi. Zmarł w 2014 roku.

tags: #strazak #przemyslaw #glapiak