Pytanie, gdzie dzwonić w sytuacjach, gdy kot utknął na drzewie, często budzi wiele wątpliwości i prowadzi do skomplikowanych procedur. Długie oczekiwanie na ratunek w takich okolicznościach nie jest rzadkością.
Akcja ratowania kota, który przez trzy doby siedział na sośnie przy Kalinowej na bydgoskim Miedzyniu, poruszyła wielu internautów. Ten przypadek uwidocznił impas panujący w służbach, który sprawia, że cierpią nie tylko ludzie, ale także zwierzęta.

Niewesołe perypetie kota na drzewie: dlaczego to problem?
Wiele osób zastanawia się: kto powinien ściągnąć kota? W Bydgoszczy mieszkanka, chcąc uratować kota zaplątanego w gałęzie sosny, najpierw zadzwoniła do straży miejskiej. Okazało się, że pracownicy tej służby nie dysponują sprzętem, który pozwoliłby wejść na drzewo i ściągnąć zwierzę. Co więcej, straż miejska twierdzi, że nie ma żadnych uprawnień, by zlecać jakiekolwiek interwencje strażakom. Powiadomiona w następnej kolejności straż pożarna kazała czekać na rozwój sytuacji, argumentując, że nie może działać bez „zlecenia od straży miejskiej”. Próby kontaktu z „animalsami” często kończyły się odesłaniem do schroniska, które bywało zamknięte w weekendy. Tak było w przypadku bydgoskiego kota, który na wysokości drugiego piętra siedział już trzecią dobę, podczas gdy schronisko miało rozpocząć pracę dopiero w poniedziałek. Centrum kryzysowe z kolei w ogóle nie zajmuje się zwierzętami. To dyżurny straży pożarnej decyduje o wysłaniu jednostki ze sprzętem. Jak stwierdził jeden z mieszkańców: "Kot wspiął się na sosnę na wysokość drugiego piętra. Nie mamy tak długiej drabiny, by go ściągnąć. Nie działa podstawienie miski, siedzi tam już trzecią dobę."
Biologia wspinaczki i zejścia: dlaczego koty mają problem?
Czy kot, który siedzi na drzewie przez trzy dni, naprawdę robi to z własnej woli? Wiemy, że wiele kotów ma problem z zejściem z drzewa. Powodem jest budowa ich pazurów, które doskonale pomagają we wspinaczce, ale utrudniają schodzenie. Kocie pazury są zagięte do środka łapy, co sprawia, że świetnie sprawdzają się jako haki przy wspinaczce, a ciężar ciała kota dodatkowo mocniej zahacza pazury w korze drzewa. Aby działały tak samo w drodze powrotnej, kot powinien schodzić głową do góry, co jest dla większości zwierząt nienaturalne - wolą poruszać się „do przodu”, a nie cofając. W grę wchodzi także strach. Łatwiej im wspiąć się jeszcze wyżej, niż zejść na ziemię. Jeśli dodatkowo kot się w coś zaplącze, może sobie sam nie poradzić.
Kto powinien interweniować? Zawiłości zgłoszeń ratunkowych
Niestety, tak jak poleciła straż pożarna w Bydgoszczy, czekano. W końcu, po wielu telefonach, strażacy podjęli się wykonania zadania. Jednak oficer dyżurny stwierdził po akcji, że ich przyjazd był „zbędny”, a kotu nic nie było. Według niego zwierzę, podczas gdy próbowano je zdjąć, uciekało na inne gałęzie i ostatecznie zeszło samo, uciekając do lasu. Taka sytuacja miała potwierdzać, że dla kota drzewa to naturalne środowisko.
Inaczej tę sytuację widzieli świadkowie: „To nieprawda, że sam zszedł. Wyleciał z rąk strażaka i spadł na ziemię z wysokości czubka sosny. Potem uciekł. Pewnie był mega przestraszony. Będę go szukać, bo teraz gdzieś się ukrył i zawiozę do kliniki na wszelki wypadek, by sprawdzić, czy nie ma obrażeń wewnętrznych.” Ta rozbieżność pokazuje, jak skomplikowane mogą być oceny sytuacji.

Rola strażaków: między obowiązkiem a dylematem
Nikt nie ma wątpliwości, że strażacy biorący udział w akcji są zazwyczaj bardzo pomocni i życzliwi, robiąc wszystko, by uratować zwierzę. Jednak pojawia się pytanie, czy kot na drzewie musiał tak długo czekać na pomoc.
Profesjonalizm i codzienne wyzwania
Strażacy codziennie gaszą pożary, ratują ludzkie życie podczas wypadków drogowych, porządkują drogi po kolizjach i wyciekach płynów eksploatacyjnych. Ale to nie wszystko: jeśli trzeba, usuną gniazdo szerszeni, wyciągną konia z szamba, czy też ściągną kota, który nie potrafi zejść z drzewa. Przykładem nietypowego zdarzenia była interwencja strażaków zawodowych z JRG Wadowice w Choczni oraz liczne akcje Ochotniczej Straży Pożarnej.
Mariusz Kosiński, wiceprezes OSP w Chotyłowie, przyznaje, że ochotnicy rzadko biorą udział w takich akcjach, ale nie odmawiają wsparcia. „Mieszkańcy sporadycznie proszą nas o pomoc w ściągnięciu z wysokości zwierząt. Zazwyczaj nie nadużywają naszej pomocy” - uważa Kosiński. Jacek Szczepaniak, komendant gminny OSP w Piszczacu, dodaje: „Ludzie często nie mają odpowiedniego sprzętu do ściągnięcia z wysokości zwierząt. Naszą rolą jest pomoc innym”. Podobnie Magdalena Pacyna, prezes OSP w Zalesiu, potwierdza gotowość do pomocy zwierzętom na drzewach, mimo że jeszcze nikt ich do takiej interwencji nie wzywał: „Wprawdzie do zdjęcia zwierząt z drzew nikt nas jeszcze nie wzywał, ale gdyby była taka potrzeba, to pomoglibyśmy. Od tego jesteśmy.”
Kiedy dzwonić po straż? Zalecenia i koszty
„Takie zgłoszenia przyjmujemy średnio dwa razy w tygodniu” - mówi Remigiusz Adamańczyk, rzecznik wrocławskiej straży pożarnej. - „Nigdy ich nie ignorujemy i wysyłamy w dane miejsce jednostkę z drabiną lub podnośnikiem. Akcja ściągania kota z drzewa trwa od kilku do kilkudziesięciu minut. W tym czasie cała jednostka jest wyłączona z innych działań, a przecież gdzieś indziej w tym czasie ktoś może naprawdę potrzebować pomocy. Apelujemy więc do mieszkańców, żeby jednak uzbroili się w cierpliwość i pozwolili pupilowi zejść samodzielnie. Często jest też tak, że wystraszony naszą obecnością kot próbuje zeskoczyć z wysokiego drzewa i wówczas może się to skończyć dla niego tragicznie.”
Mateusz Czmiel z wrocławskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami potwierdza: „Koty zazwyczaj wdrapują się na drzewa, gdy się czegoś wystraszą. Wiadomo, że wejść jest znacznie łatwiej niż zejść, jednak w końcu i to się udaje. Zazwyczaj jednak po dobie, gdy zgłodnieje, sam zejdzie. Warto go do tego zachęcić, zostawiając pod drzewem na przykład puszkę po rybie. Intensywny zapach powinien zwabić uciekiniera.”
Straż pożarna powinna być wzywana tylko w skrajnych przypadkach, gdy kot się zaklinuje, jest ranny lub chory. W przypadku, gdy po prostu siedzi i miauczy, należy po prostu poczekać. Zaleca się, aby czas oczekiwania od momentu zauważenia kota na drzewie do wezwania straży pożarnej wynosił około 12 godzin, a nawet więcej. Warto poczekać do nocy lub następnego dnia, a jeśli kot nie zejdzie, wtedy bez wahania powiadomić strażaków. Ważne jest, by nie pryskać kota wodą ani nie próbować namawiać go łagodnym głosem do zejścia, gdyż może to dodatkowo go zestresować.
Taka „kocia” interwencja kosztuje około 500 złotych, a wykorzystywany przy niej sprzęt, wart miliony, jest bardziej narażony na awarie, gdy musi penetrować plątaniny grubych gałęzi.
Wydarzenia z terenu: skuteczne interwencje i trudne przypadki
Zgłoszenia o kotach na drzewie wpływają do straży pożarnej od czasu do czasu. W miejscowości Strzegocin, w powiecie kutnowskim, strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Leszczynku i Strzegocinie otrzymali wezwanie, gdy kot utknął na drzewie tuż obok szkoły. Interwencja trwała niespełna godzinę i zakończyła się sukcesem, a kot cały i zdrowy wrócił do właścicieli. Podobnie w Ossówce, w gminie Leśna Podlaska, kot znajdował się na szczycie korony drzewa i nie mógł samodzielnie go opuścić. Działania Straży Pożarnej polegały na zabezpieczeniu terenu oraz podjęciu kota z korony drzew przy pomocy drabiny przenośnej oraz podnośnika mechanicznego SHD 23. Również ochotnicy z Chotyłowa, po próbach zwabienia kota przez mieszkańców, przeprowadzili akcję z drabiną, która zakończyła się sukcesem. „Podczas prowadzenia działań nie ucierpiał żaden strażak, a tym bardziej żadne zwierzę” - opisali swoje działania.
Frustracje i podziały w opiniach
Niestety, nie wszystkie zgłoszenia są traktowane z taką samą empatią. W Chotyłowie, po dwóch dniach miauczenia kota na drzewie, pan Krzysztof poprosił o pomoc strażaków z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej. Oficer dyżurny, przyjmujący zgłoszenie, odmówił interwencji, mówiąc, że strażacy nie ściągają kotów z drzew i poradził zwabić zwierzę na kiełbasę. Pan Krzysztof określił go jako „niegrzecznego i zbywającego”.
Jak strażacy ściągają kota z drzewa
Mirosław Byszuk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej, podkreśla, że podstawowym zadaniem zawodowych strażaków jest ratowanie życia i zdrowia ludzi. „To dyżurny operacyjny podejmuje decyzje o wyjeździe strażaków do akcji. Gdy mamy zdarzenia wyższej wagi, to nie możemy od razu jechać gdzieś, aby ściągnąć zwierzę z drzewa. Czasami dajemy czas właścicielowi na zwabienie go” - przyznaje Byszuk. Zdarza się również, że po udanej akcji kot wraca na drzewo po kilkunastu minutach, co frustruje strażaków, jak opowiada anonimowy strażak z Legnicy.
Przyszłość interwencji: nadchodzące zmiany w przepisach
W związku z obciążeniem służb i potrzebą usprawnienia pracy, Adam Rapacki, podsekretarz stanu w MSWiA, zlecił weryfikację przepisów dotyczących funkcjonowania Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczych Straży Pożarnych. „Sprawdzamy, czy w ciągu ostatnich lat nie wydano przepisów sprzecznych, nielogicznych, dotyczących różnych płaszczyzn związanych z ratowaniem życia i zdrowia” - informuje Komenda Główna PSP.
Jednym z pierwszych przepisów, który ma zostać zmodyfikowany lub wykreślony z obowiązków strażackich, będzie ten dotyczący tak zwanego „nietypowego zachowania zwierząt”. Obecnie strażacy interweniują w takich przypadkach, jak usuwanie gniazd szerszeni czy zdejmowanie kotów z drzew lub dachów. Po planowanych zmianach tego rodzaju wezwania do zwierząt mogą być traktowane jako nieuzasadnione, a koszt interwencji może obciążać wzywającego.
Wiele wskazuje na to, że Państwowa Straż Pożarna zweryfikuje i zmieni znaczną część obecnych przepisów. Ma to na celu nie tylko odbiurokratyzowanie procedur, ale również lepsze wykorzystanie zasobów ludzkich i sprzętowych. Te działania mają usprawnić pracę PSP i OSP, z uwzględnieniem priorytetów ratowania życia ludzkiego.