Bezczelna kradzież w Warszawie dotknęła strażaków ochotników z Białołęki, którzy zostali ograbili z kluczowego sprzętu i paliwa. Incydenty te, których łączna wartość wstępnie szacowana jest na około 5 tysięcy złotych, znacząco utrudniły ich zdolność do niesienia pomocy i ratowania ludzkiego życia. To się w głowie nie mieści, że jednostka ratownicza, utrzymująca się głównie z własnych składek, musi mierzyć się z takimi problemami.

Historia i wyzwania OSP Warszawa - Białołęka
Strażacy ochotnicy z Białołęki rozpoczęli swoją działalność w 2014 roku, powstała ona z inicjatywy lokalnych entuzjastów pożarnictwa. Obecnie w jednostce zrzeszonych jest 34 druhów. Utrzymuje się ona przede wszystkim z własnych składek, niekiedy także z darowizn. Jak zaznaczył Edwin Onaszkiewicz (35 l.), zastępca naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej Warszawa - Białołęka, jednostka "stara się rozwijać, szkolić". Ich celem jest wejście do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG), co umożliwiłoby im nieść profesjonalną pomoc. Białołęcka jednostka do dzisiaj nie ma swojej stałej strażnicy, co jest jednym z głównych problemów.

Pierwsza kradzież: Utrata sprzętu ratowniczego
Do kradzieży sprzętu doszło na Targówku Fabrycznym, gdzie strażacy z OSP RM Warszawa - Białołęka tymczasowo trzymają swoje wozy. Pojazdy są zaparkowane na posesji jednej z zaprzyjaźnionych firm. Nie jest jasne, kiedy dokładnie złodziej lub złodzieje ograbili strażaków ochotników.
Łupem przestępców padł sprzęt, którego wartość wstępnie oszacowano na około 5 tysięcy złotych. Edwin Onaszkiewicz wyliczył skradzione przedmioty:
- Odcinki węży tłocznych
- Prądownice, przez które strażacy mogą podawać środek gaśniczy
- Chuligan - podręczny sprzęt burzący, za pomocą którego można dostać się do utrudnionych miejsc (do pożaru, do poszkodowanych); "to może niewielka rzecz, ale droga" - dodał Onaszkiewicz.
- Strój niezbędny do usuwania gniazd os czy szerszeni
Jak dodał Onaszkiewicz, bez tego sprzętu druhowie nie mogą nieść pomocy. Jednostka została tymczasowo wyłączona z dyspozycji. Z tego powodu nie mogli oni pokazać się z pełnym sprzętem na pikniku organizowanym 10 czerwca. O sprawie powiadomiono policję.
Krótki film o rzeczach oczywistych
Druga kradzież: Skradzione paliwo i uszkodzenia pojazdu
Po raz kolejny strażacy ochotnicy z Białołęki zostali okradzeni. Zniknęło ponad 100 litrów paliwa prosto z baku wozu strażackiego. OSP Białołęka nie ma własnej strażnicy, a Jelcz z 1991 roku stacjonuje na parkingu przy kościele przy ul. Ostródzkiej. Nie jest to parking strzeżony i każdy może się tam dostać.
Krzysztof Budek, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Białołęka, relacjonował, że kierowca zauważył otwarty wlew i pusty bak w niedzielę wieczorem. Ostatni raz samochód jeździł w piątek, więc "to musiało się stać w weekend". Złodzieje uszkodzili też osłonę od skrzyni akumulatorowej, którą "prawdopodobnie ktoś chciał wyrwać". Obecnie strażacy dysponują dwoma wozami: ciężkim gaśniczym i lekkim operacyjnym. Również po tym incydencie jednostka tymczasowo nie mogła udzielać pomocy potrzebującym, zwłaszcza że "w niedzielę chcieliśmy uzupełnić sprzęt przed pokazem".

Konsekwencje kradzieży i problem braku siedziby
Kradzieże mają bezpośredni wpływ na zdolność operacyjną OSP Białołęka. Edwin Onyszkiewicz, wicenaczelnik jednostki, stwierdził, że strażacy "mogą jedynie pomagać Państwowej Straży Pożarnej bez użycia podstawowego sprzętu ratowniczego". To sprawia, że OSP, często biorąca udział w akcjach ratowania ludzkiego życia lub mienia, zarówno przy drobnych wydarzeniach, jak i podczas ogromnych pożarów, jest sparaliżowana.
Brak własnej siedziby jest chronicznym problemem. Krzysztof Budek wyjaśnia, że "cały czas staramy się o własną siedzibę, ale jest ciężko". Dzielnica zaproponowała strażakom dwie lokalizacje na Zielonej Białołęce, gdzie nie ma zawodowej straży pożarnej. Pierwszą działką, przy ul. Fajnej, strażacy nie byli zainteresowani. Natomiast drugą - przy ulicy Białołęckiej, w miejscu po zlikwidowanej zajezdni autobusowej - zarządza Zarząd Dróg Miejskich, dlatego "kwestię ewentualnej dzierżawy trzeba byłoby uzgadniać z ZDM".
Dalszym utrudnieniem jest kwestia finansowania. Budek tłumaczył, że "wnosiliśmy do dzielnicy o dofinansowanie, ale zostaliśmy odesłani do miasta. Miasto natomiast powiedziało, że nie da nam pieniędzy, bo nie należymy do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego". To tworzy zamknięte koło utrudniające rozwój i zabezpieczenie jednostki.
Krótki film o rzeczach oczywistych
Problem kradzieży w OSP: Prewencja i świadomość
Incydenty na Białołęce nie są odosobnione; podobny przypadek miał miejsce w Gdańsku, gdzie w nocy z 20 na 21 września 2018 roku skradziono sprzęt należący do OSP Pruszcz Gdański. Takie wydarzenia rzucają światło na szerszy problem bezpieczeństwa w jednostkach OSP.
Często podnosi się argument, że "okazja czyni złodzieja". Na stronach internetowych i profilach umieszczane są zdjęcia każdego sprzętu, jaki jednostka posiada. Ułożenie na pojazdach, rozkład pomieszczeń, systemy alarmowe, rodzaje zamków w drzwiach - to wszystko można wyczytać ze zdjęć. W remizach jest mnóstwo sprzętu przydatnego, praktycznego i łatwego do upchnięcia, dlatego złodzieje na to idą.
Warto rozważyć inwestycje w zabezpieczenia. Koszt założenia monitoringu to mniej więcej 1-2 tys. zł, a bardziej zaawansowany system to 3-4 tys. zł. Koszt założenia monitoringu na 8 kamer HD, rejestrator i dysk 1TB to koszt około 3 tys. zł, w zależności od ilości kabla i robocizny. Zdecydowana większość rejestratorów obrazu z kamer ma już dziś funkcje powiadamiania na telefon (detekcja wykrywa ruch i wysyła powiadomienie). Koszt założenia alarmu to mniej więcej jeden mundur rocznie. Inwestowanie w takie rozwiązania może zapobiec dalszym stratom i zapewnić ciągłość działania tych niezwykle ważnych dla lokalnych społeczności jednostek.
