Służba w Ochotniczej Straży Pożarnej wiąże się z ogromnym ryzykiem, o czym boleśnie przekonał się Mirosław Jeremicz, strażak z Chojny. Podczas rutynowej interwencji 20 października 2010 roku w miejscowości Lisie Pole, mężczyzna stracił obie nogi w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Przebieg tragicznego zdarzenia
Strażacy z OSP Chojna zostali wysłani do usunięcia trzykilometrowej plamy oleju, która powstała na drodze wojewódzkiej. Kiedy dojechali na miejsce i zaczęli akcję ratunkową, doszło do tragedii. W stojący na swoim pasie wóz strażacki uderzył rozpędzony samochód osobowy marki Volkswagen Passat. W tym czasie pan Mirek wysiadał z auta, przygotowując się do zabezpieczenia drogi.
„Idąc po słupki i sorbet, żeby posypać drogę, najechało na mnie auto” - wspomina Mirosław Jeremicz. Pojazd wcisnął go pod wóz strażacki. Jedna noga została amputowana na miejscu, natomiast druga, mimo prób ratowania przez lekarzy w szczecińskim szpitalu, również musiała zostać amputowana.
Wsparcie środowiska strażackiego
Dramat strażaka poruszył całą brać strażacką. Na apel o krew dla Mirosława Jeremicza bez wahania odpowiedziało ponad 80 strażaków ze Szkoły Podoficerskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bydgoszczy. Jak podkreślają ratownicy, w takich sytuacjach solidarność jest kluczowa. „Jesteśmy jak brać strażacka. Mimo, że pochodzę z południa, z drugiego krańca Polski, to wszyscy jesteśmy sobie równi” - mówi młodszy ratownik Grzegorz Ciemny.

Problemy z odszkodowaniem i obietnicami władz
Mimo upływu czasu od wypadku, sytuacja poszkodowanego strażaka pozostaje trudna. Mirosław Jeremicz twierdzi, że gmina nie wywiązała się z obietnic dotyczących zapewnienia dostosowanego mieszkania oraz wsparcia finansowego. Pojawiły się również kontrowersje wokół ubezpieczenia strażaka.
- Pełnomocnik strażaka, Filip Strzeboński, wskazuje, że gmina nie przedstawiła dowodu ubezpieczenia, a strażak nie znalazł się na liście osób objętych ochroną w chwili wypadku.
- Przedstawiciele gminy utrzymują, że strażak był ubezpieczony, jednak sprawa stała się przedmiotem sporu sądowego.
- Obecnie jedynym stałym źródłem utrzymania rodziny jest renta inwalidzka oraz renta specjalna przyznana przez premiera, co łącznie wynosi około 2 tysiące złotych miesięcznie.
Dążenie do normalności: Protezy i rehabilitacja
Mimo ogromnej tragedii, Mirosław Jeremicz nie poddaje się i marzy o powrocie do aktywności. Kluczem do samodzielności są nowoczesne protezy, których koszt wyceniany jest na dziesiątki tysięcy złotych. Społeczność lokalna oraz chóry, takie jak Cantore Gospel, organizują koncerty charytatywne, aby pomóc w zbiórce funduszy na ten cel.

Strażak podkreśla, że nie wyobraża sobie pracy za biurkiem i chciałby w przyszłości wrócić do czynnej służby. Choć administracyjne wymagania i brak odszkodowania utrudniają drogę do celu, wsparcie kolegów z jednostki oraz determinacja samego poszkodowanego dają nadzieję na poprawę jego sytuacji życiowej.