Janusz Dzięcioł (ur. 11 grudnia 1953 w Dąbrowie Chełmińskiej, zm. 6 grudnia 2019 w Białym Borze) był polskim politykiem, strażnikiem miejskim, rolnikiem, a także posłem na Sejm VI i VII kadencji. Zyskał ogólnopolską rozpoznawalność dzięki zwycięstwu w pierwszej polskiej edycji programu reality show „Big Brother” w 2001 roku.
Wczesne życie i kariera zawodowa
Po ukończeniu technikum rolniczego ze specjalnością technik rolnik w 1973 roku, Janusz Dzięcioł odbył staż zawodowy, a następnie kierował państwowymi gospodarstwami rolnymi. Przez dwa lata był także kierownikiem wojskowego gospodarstwa rolnego i objął funkcję prezesa zarządu rolniczej spółdzielni produkcyjnej. W 1991 roku rozpoczął pracę w nowo utworzonej straży miejskiej w Świeciu, a po kilku miesiącach został jej komendantem.

Udział i zwycięstwo w „Big Brotherze”
Pionierska edycja i nieoczekiwany bohater
W okresie od 4 marca do 17 czerwca 2001 roku Janusz Dzięcioł uczestniczył w realizowanej przez TVN pierwszej polskiej edycji reality show „Big Brother”. Pierwsza edycja polskiego „Big Brothera”, która wystartowała na początku lat dwutysięcznych, zdobyła wielką popularność i okazała się przełomem dla rodzimej telewizji, przecierając szlaki podobnym formatom. Program prowadzony był przez Martynę Wojciechowską oraz Grzegorza Miecugowa.
Udział 47-letniego wówczas strażnika miejskiego z Grudziądza początkowo stał pod dużym znakiem zapytania, ponieważ nie wszystkim pomysł umieszczenia go w domu Wielkiego Brata przypadł do gustu. Edward Miszczak wspominał, że w Endemolu, holenderskiej firmie produkującej show na licencji, wszczęto alarm, twierdząc, że to program dla młodych. Jednak upór Jana Waltera, ówczesnego szefa TVN, zadecydował o jego udziale. Prezes stacji chciał, aby w domu Wielkiego Brata znalazła się osoba z zupełnie innego świata, co w efekcie okazało się strzałem w dziesiątkę. Kiedy okazało się, że strażnik miejski z Grudziądza został zwycięzcą, John de Mol przyjechał, by przeprosić Waltera.
Osobowość i fenomen Dzięcioła
Janusz Dzięcioł szybko odnalazł się w domu wypełnionym kamerami i zyskał sympatię widzów, a także kolegów oraz koleżanek z programu. Był lubiany przez wszystkich uczestników, a jeden z nich, Piotr Lato, wspominał: „Przede wszystkim był uczciwym facetem. Był bardzo postawny, silny, roztaczał aurę opiekuna, gospodarza, prawie ojca rodziny. Ale także potrafił okazać emocje”. Janusz Dzięcioł potrafił się wygłupiać, był szczery i normalny. W jednym z odcinków zrezygnował z telefonu do najbliższych, by zdobyć papierosy dla współmieszkańców domu Wielkiego Brata.
Dzięki głosom fanów Janusz Dzięcioł okazał się bezkonkurencyjny, przechodząc do historii jako pierwszy zwycięzca polskiej wersji „Wielkiego Brata” i otrzymując nagrodę w wysokości 500 tysięcy złotych.

Życie po „Big Brotherze”
Skutki sławy i problemy zdrowotne
Występ w programie TVN bardzo wiele kosztował Janusza Dzięcioła. W wywiadzie dla „Newsweeka” strażnik miejski zdradził, że nabawił się poważnych problemów ze zdrowiem. Stres i ciągłe nerwy doprowadziły go do wylewu. Krótko po programie Janusz Dzięcioł przyznał, że długo dochodził do siebie po wygranej, a po powrocie do domu ciężko było mu przyzwyczaić się do życia bez kamer i ciągłej obserwacji. „Wyszedłem i stale się oglądałem, czy gdzieś jest jakaś kamera, czy ktoś mnie obserwuje” - mówił w rozmowie z „Newsweekiem”.
Wygrana i działalność artystyczna
Za zwycięstwo w reality show Janusz Dzięcioł zgarnął pół miliona złotych. Jak ujawnił w jednym z wydań programu „Dzień dobry TVN”, za wygraną wybudował dom, kupił samochód i wydał córkę za mąż. Po zwycięstwie w programie Janusz Dzięcioł zagrał także w filmie Jerzego Gruzy „Gulczas, a jak myślisz...”, gdzie wystąpili również inni uczestnicy pierwszej edycji „Big Brothera” oraz profesjonalni aktorzy.
Kariera polityczna i zaangażowanie społeczne
Samorząd i parlament
Korzystając z wielkiej popularności, jaką przyniósł mu program, Janusz Dzięcioł próbował swoich sił w polityce. Przez pięć lat (2002-2007) był radnym i wiceprzewodniczącym rady miejskiej w Grudziądzu (w 2002 roku został wybrany z listy Ruchu dla Grudziądza jako kandydat Platformy Obywatelskiej, a w 2006 roku z listy PO). W wyborach parlamentarnych w 2005 roku bezskutecznie startował do Senatu z listy KWW „Porozumienie Obywatelskie”.
W 2007 roku kandydował z listy Platformy Obywatelskiej w okręgu toruńskim i uzyskał mandat poselski, zdobywając 19 807 głosów. W międzyczasie został członkiem PO. Był także kandydatem tego ugrupowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku, nie uzyskując wówczas mandatu. W wyborach w 2011 roku ponownie został wybrany na posła, otrzymując 13 907 głosów. W trakcie kadencji wystąpił z PO, pozostając jednak w jej klubie parlamentarnym.
Po zakończeniu kadencji poselskiej
W wyborach samorządowych w 2014 roku Janusz Dzięcioł był kandydatem na prezydenta Grudziądza z ramienia lokalnego komitetu, jednak bezskutecznie. Przegrał z ubiegającym się o reelekcję Robertem Malinowskim, swoim kolegą z PO, co było główną przyczyną jego pożegnania z partią. Nie ubiegał się o poselską reelekcję w wyborach w 2015 roku. Podjął pracę w ośrodku pomocy społecznej w Świeciu, pełniąc m.in. funkcję rzecznika placówki.
Polityki jednak definitywnie nie porzucił. W 2019 roku, jako kandydat bezpartyjny, starał się o mandat poselski z listy PSL-Koalicji Polskiej, nie uzyskując go. Popierał również Komitet Obrony Demokracji, mówiąc: „Popieram ludzi, którzy ciągle walczą o prawdę. To ruch społeczny, który chce o tę prawdę walczyć, a przynajmniej ją pokazywać”.

Tragiczna śmierć
Okoliczności wypadku
Janusz Dzięcioł zginął tragicznie 6 grudnia 2019 roku w wypadku drogowym w Białym Borze pod Grudziądzem, zaledwie 100 metrów od swojego domu. Do zdarzenia doszło rano na przejeździe kolejowym bez szlabanów. Kierowca samochodu osobowego, 65-letni Janusz Dzięcioł, wjechał na przejazd, gdzie w auto uderzył pociąg relacji Toruń-Grudziądz. Policjanci informację o zdarzeniu otrzymali około godziny 8:45.
Według wstępnych informacji spółki PKP PLK na sygnalizatorze dla kierowcy miało palić się światło czerwone zabraniające wjazdu. Maciej Szarzyński z Komendy Miejskiej Policji w Grudziądzu mówił, że 65-latek jechał Citroenem C5 od strony Grudziądza i wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpił pierwszeństwa pociągowi. Janusz Dzięcioł jechał sam i poniósł śmierć na miejscu. Nikt z pasażerów ani obsługi pociągu nie został ranny.
Rail crossing safety: What you need to know
Wyniki śledztwa
Śledczy pod nadzorem prokuratora ustalili przyczyny wypadku. Jak poinformowała „Gazeta Pomorska”, przyczyną wypadku było niezachowanie należytej ostrożności przez Janusza Dzięcioła i nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu pojazdowi szynowemu. Przyczyną śmierci Dzięcioła był rozległy uraz głowy. Wykluczono, by do wypadku przyczyniły się inne osoby. Ustalono również, że zarówno samochód Janusza Dzięcioła, jak i pociąg były sprawne technicznie. Analiza badania krwi wykazała, że w chwili wypadku zarówno kierowca, jak i maszynista byli trzeźwi. Eksperyment kolejowy potwierdził, że sygnalizacja świetlna i dźwiękowa przejazdu była sprawna. Komisja ustaliła, co spowodowało, że pomimo sygnału zabraniającego wjazdu doszło do zdarzenia.
12 grudnia 2019 roku Janusz Dzięcioł został pochowany na cmentarzu parafialnym w Olsztynie. Był synem Franciszka i Henryki. W 1978 roku ożenił się z Wiesławą, z którą miał córkę Katarzynę. Córka, Katarzyna Dzięcioł-Biełowieżec, w 2023 roku przypomniała słowa ojca z wywiadu z 2013 roku: „Jestem przykładem człowieka, który dostał od życia więcej niż oczekiwał. Począwszy od momentu, kiedy poznałem i poślubiłem moją żonę, kiedy urodziła się córka - dorastała i zawsze mogłem być z niej dumny i teraz, kiedy mam mądre i piękne wnuki... Dzisiaj mogę powiedzieć, że mimo przeciwności po drodze, jestem szczęśliwym człowiekiem”.
Wspomnienia
Koelgzy politycy nie mogli uwierzyć w śmierć Dzięcioła. Eugeniusz Kłopotek z PSL wspominał: „Rozmawiałem z nim tydzień temu, spotkaliśmy się. Nawet podziękowaliśmy sobie za kampanię wyborczą, bo przecież Janusz kandydował z naszej listy. Nawet się uściskaliśmy i żartowaliśmy, że silniejszych posłów od nas dwóch w parlamencie nie było. Zawsze sprawdzaliśmy się z Januszem na siłowni. Teraz aż przechodzą mnie dreszcze, chce mi się płakać". Z kolei Iwona Guzowska mówiła: „Janusz był bardzo ciepły i otwarty na innych. Fajny w odbiorze, zawsze robił na mnie dobre wrażenie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie żyje".
Uczestniczka „Big Brothera” Alicja Walczak wspominała: „Bardzo lubiłam z nim rozmawiać, to było jak spotkanie doświadczenia z doświadczeniem. Choć była pewna różnica wieku, tego się nie odczuwało, a gdy dotknęło się wnętrza Janusza, okazywało się, że był w nim zawadiaka i radosny człowiek. Nie szukał jakiś górnolotnych myśli, nie uświadamiał, nie moralizował. Przy nim można było być sobą. Był szczery, normalny, a zarazem potrafił się wygłupiać".