W połowie XVII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów znalazła się w jednym z najtragiczniejszych okresów swojej historii, znanym jako potop szwedzki. Do zbuntowanych Kozaków i wrogich Moskali dołączyli zamorscy najeźdźcy. Szlachta poddawała się niemal bez walki, prawowity król Jan Kazimierz musiał uchodzić z kraju. Miary nieszczęść dopełniło zdobycie przez Szwedów Krakowa - stolicy państwa, miasta, które w swojej historii było oblegane wiele razy, a na jego murach skruszyli sobie zęby Tatarzy, Czesi i Niemcy. Tym razem jednak sytuacja była odmienna, a konsekwencje najazdu miały długotrwałe skutki, w tym wielki pożar Wawelu.
Kraków w przededniu szwedzkiego najazdu (1649-1655)
Kraków w połowie XVII wieku przeżywał już zmierzch swojej świetności. Przeniesienie przez Zygmunta III Wazę dworu królewskiego do Warszawy pozbawiło miasto istotnego atrybutu stołeczności. Mimo że formalnie Kraków pozostał stolicą państwa oraz miejscem koronacji i pochówku władców, nieobecność monarchy, a wraz z nim i dostojników, zmniejszyła atrakcyjność handlową i rolę polityczną miasta.
Już rok 1649 przyniósł złowróżebne wydarzenia. Dzień po koronacji Jana Kazimierza Wawel stanął w płomieniach. Wprawdzie pożar ugaszono, ale początek panowania nowego władcy nie był szczęśliwy. Pod koniec tego roku miasto napadły gromady nieopłaconych żołnierzy, którzy spustoszyli Stradom, pogarszając nastroje w mieście. Nie mieli też powodów do zadowolenia kupcy, ponoszący duże straty na skutek pożogi wojennej, która objęła wschodnie tereny państwa. Zamęt powiększył się, gdy na Podhalu, nieopodal Krakowa, wybuchła rewolta Aleksandra Kostki Napierskiego, umiejętnie sterowana przez króla szwedzkiego Karola Gustawa.
Prawdziwe nieszczęścia zaczęły się jednak od nagłej epidemii czarnej ospy, która w latach 1651-1652 rozszalała się w Krakowie. Pochłonęła ona kilkanaście tysięcy ofiar, a współcześni mówili nawet o 30 tysiącach. W okresie szczególnego natężenia zarazy, latem 1652 roku, ludzie umierali tak często, iż - jak zanotował kupiec Jan Markiewicz - „dla braku grabarzów leżą psom na pastwę trupy po ulicy, po kilkaset umiera codziennie, reszta ucieka z Krakowa”. Zaraza ustąpiła dopiero z nastaniem zimy. Tymczasem jeszcze w lipcu 1652 roku na miasto spadła kolejna plaga - powódź. Z wody wystawał jedynie Wawel i północne krańce miasta. Te straszne klęski rzuciły mieszkańców miasta na kolana. Kraków mógł z nich się podźwignąć, potrzebował jednak czasu.

Obrona przed Szwedami i rejterada króla
W 1654 roku królem Szwecji został Karol Gustaw, który zaniechał rokowań z Rzeczpospolitą i w 1655 roku najechał ją. Wyczerpane wojną domową na Ukrainie i klęskami w walce z Moskwą państwo polsko-litewskie stało się łatwym łupem dla Szwedów. Wieści o szwedzkich zwycięstwach, w tym o kapitulacji wielkopolskiego pospolitego ruszenia pod Ujściem 25 lipca i zdobyciu Warszawy 8 września, kazały jednak myśleć o obronie Krakowa.
2 sierpnia 1655 roku burmistrz Krakowa Andrzej Cieniowicz wezwał mieszkańców do obrony oraz zażądał pieniędzy na opłacenie zaciągu 100 żołnierzy piechoty. Krakowski garnizon i straże otrzymały rozkazy pilnowania murów oraz ściślejszej kontroli cudzoziemców, zwłaszcza zamieszkujących Kraków Niemców. Rozpoczęto również naprawę umocnień miejskich; pracami kierowali inżynier miejski Izydor Affaita oraz wybrany przez szlachtę Krzysztof Mieroszewski. W sierpniu zjawiła się w Krakowie królowa Ludwika Maria, która przekazała część własnych klejnotów na pokrycie kosztów prac.
27 sierpnia biskup Piotr Gembicki wezwał do wierności królowi i obrony miasta. Dodatkowo ze swoich dóbr przekazał 300 zbrojnych mających wesprzeć wojska broniące Krakowa. Dzień wcześniej rada miejska postanowiła uzbroić wszystkich obywateli. 19 września do miasta przybył pobity pod Żarnowem Jan Kazimierz w towarzystwie kilku tysięcy żołnierzy oraz pospolitego ruszenia. Całość była dość przypadkową zbieraniną. Szlachta była mocno zdemoralizowana, szukała możliwości wyjścia cało z opresji i opuszczała masowo króla. Wojsko skonfederowane w Prądniku zażądało wypłaty zaległego żołdu, wypowiadając posłuszeństwo hetmanowi polnemu koronnemu Stanisławowi Lanckorońskiemu.
20 września odbyła się rada senatu, na której król i senatorowie zapewnili się o wytrwałości wobec niebezpieczeństw. Natychmiast po radzie wysłano na Śląsk królową pod opieką prymasa Andrzeja Leszczyńskiego. Nocą 24 września miasto opuścił król, który uległ panice, w jaką wpadło wojsko i szlachta na wieść o zbliżającej się armii szwedzkiej. Jan Kazimierz udał się z resztą wojsk koronnych na wschód, ku Wiśniczowi. Razem z monarchą wyjechał też biskup krakowski Piotr Gembicki, wywożąc zasoby skarbca katedralnego.
Oblężenie i kapitulacja Krakowa w 1655 roku
W Krakowie, wraz z oddziałami pułkownika Fromholda Wolffa, pozostało 2200 żołnierzy wojsk regularnych pod dowództwem kasztelana kijowskiego Stefana Czarnieckiego. Żołnierzy wspomagało 2300 mieszczan krakowskich i studentów. Król zalecił Czarnieckiemu optymistycznie utrzymanie miasta przez 2-3 tygodnie, spodziewając się zorganizować odsiecz. Fortyfikacje średniowieczne miasta nie spełniały już wymogów nowożytnych działań wojennych. Czarniecki postanowił przygotować miasto do obrony i rozkazał spalić przedmieścia - Kleparz, Biskupie i Garbary - aby odebrać osłonę szwedzkim natarciom. Wojsko i piechotę miejską rozmieścił wzdłuż murów, czekając na atak.
25 września Szwedzi, dowodzeni przez króla Karola Gustawa, który miał przy sobie 13-14 tys. żołnierzy i kilkadziesiąt dział, zaatakowali najsłabiej broniony Kazimierz i po zdobyciu go, splądrowali. Szwedzi wdarli się nawet do Bramy Grodzkiej, jednak silny kontratak przeprowadzony przez Czarnieckiego zmusił ich do odwrotu i uniemożliwił zajęcie miasta z marszu. Mieszczanie odparli też atak Szwedów na bramę Szewską i Wiślną. Wycieczki młodzieży akademickiej dały się mocno we znaki oblegającym.
Ponieważ natarcie na miasto się nie powiodło, Karol X Gustaw zmuszony był przystąpić do regularnego oblężenia i rozpoczął ostrzał artyleryjski. Oblężenie Krakowa król powierzył Arvidowi Wittenbergowi, zostawiając mu 8000 żołnierzy, a sam z resztą sił wyprawił się przeciw wojskom koronnym i pokonał je 3 października pod Wojniczem. Informacja o klęsce, która niweczyła jakiekolwiek marzenia o odsieczy, dotarła do obrońców Krakowa wraz z kolejnymi żądaniami kapitulacji. Pozostałe nieliczne oddziały koronne, które znajdowały się w okolicach Krakowa, nie przejawiały ochoty do walki ze Szwedami.

Obrońcy miasta jednak kontynuowali walkę, wytrzymując bombardowanie artyleryjskie i odpierając kolejne ataki. Karol Gustaw wrócił pod Kraków 6 października i gdy lustrował mury miejskie oraz doglądał prac oblężniczych, o mało nie przypłacił swej brawury życiem, gdy zbliżył się do Bramy Floriańskiej, skąd został ostrzelany. Skończyło się jedynie na tym, że ubito konia królewskiego, a sam król wyszedł z przygody cało. Także dowódca obrońców Stefan Czarniecki często narażał się osobiście, chcąc swym przykładem zagrzewać żołnierzy do walki i został nawet raniony pociskiem muszkietowym w policzek.
Czarniecki starał się grać na zwłokę, jednak zdając sobie sprawę ze słabych nastrojów wśród wojska i mieszkańców, świadomych braku szans na odsiecz, podjął 12 października rozmowy kapitulacyjne. Najbardziej przeciwni kapitulacji byli profesorowie Uniwersytetu Krakowskiego. Czarniecki jednak zdawał sobie sprawę, że w danej sytuacji dalszy opór może doprowadzić do zniszczenia i wygłodzenia miasta - postanowił więc oszczędzić i miasto, i te oddziały wojsk regularnych, które miał ze sobą. Z tego powodu zdecydował się 13 października na poddanie miasta. Z wojskowego punktu widzenia jego decyzja była najlepsza z możliwych. Dla miasta oznaczała katastrofę.
17 października podpisano ze Szwedami umowę złożoną z 11 punktów, gwarantującą wolność religii katolickiej, bezpieczeństwo osobiste i majątkowe dla Kościoła, urzędników, szlachty i mieszczan, zachowanie dotychczasowych przywilejów miasta i Akademii Krakowskiej, wzajemną wymianę jeńców. Załodze wojskowej oraz urzędnikom i dworzanom Jana Kazimierza umożliwiono wymarsz z miasta. Na podstawie zawartej umowy oddziały polskie biorące udział w obronie Krakowa otrzymały leże zimowe w okolicach Oświęcimia, Zatora, Sławkowa, Będzina, Siewierza i Koziegłów. Czarniecki, 19 października, po przeprowadzeniu na Rynku przeglądu wojska, wymaszerował z miasta na czele 1800 żołnierzy i 12 dział. Został przyjęty przez szwedzkiego króla w obozie na wydanej na swoją cześć uczcie.
Szwedzi na Wawelu i przepowiednia kanonika Starowolskiego (1655)
Kraków został obsadzony 2,5 tysiącami piechoty i 500 rajtarami. Po południu do miasta wjechał król szwedzki Karol Gustaw, któremu towarzyszył mały orszak, gdyż jako prawdziwemu żołnierzowi nie lubił zbytniej pompy. Przywitała go rada miejska. Król oczywiście natychmiast skierował się na Wawel i tu zapragnął obejrzeć kościół katedralny. Król wjechał do miasta po południu i po przywitaniu przez radę miejską udał się na Wawel, gdzie postanowił zobaczyć kościół katedralny. W ten sposób los zetknął Karola Gustawa z Szymonem Starowolskim.
Niemal natychmiast miasto i kościoły obłożono ogromną kontrybucją, m.in. z katedry zabrano wszystkie naczynia liturgiczne. Wkroczyła armia zwycięzców, a doktryną tej armii była zasada sformułowana w praktyce w czasie wojny trzydziestoletniej, według której „wojna żywi wojnę”. Na Kraków spadł obowiązek utrzymania zwycięskich wojsk, którego wodzowie mieli nienasycone apetyty, zaostrzone znacznie świadomością bogactwa mieszkańców miasta.

Szymon Starowolski - kustosz katedry wawelskiej
Spośród 36 członków kapituły krakowskiej (sześciu prałatów i 30 kanoników) Szymon Starowolski był jedynym, który pozostał na miejscu. Jeszcze w lipcu kapituła zleciła mu zinwentaryzowanie skarbca katedralnego, a na posiedzeniu 17 września uczyniono go rządcą katedry i jej skarbca. Do pomocy miał jedynie ks. Tomasza Bodzankowicza, wicekustosza katedry. Wkrótce potem, wobec zbliżającego się wroga, wszyscy członkowie kapituły, w ślad za biskupem, uciekli z miasta. Nie ufali snadź szwedzkiej łagodności i byli w tym nader przewidujący.
Szymon Starowolski, kantor tarnowski i kanonik krakowski, urodził się najpewniej w 1588 roku w Starej Woli koło Prużany, w zachodniej części Wielkiego Księstwa Litewskiego, jako syn bojara Bazylego Starowolskiego. Studiował w Akademii Krakowskiej, był dworzaninem u Jana Zamoyskiego, sekretarzem Jana Karola Chodkiewicza i wielokrotnie podróżował za granicę jako preceptor młodych magnatów. W drugiej połowie lat trzydziestych XVII wieku związał się z biskupem krakowskim Jakubem Zadzikiem i za jego namową przyjął w 1639 roku święcenia kapłańskie. Zwieńczeniem kariery kościelnej było włączenie go z początkiem 1655 roku w poczet kanoników krakowskich. Był bardzo płodnym pisarzem politycznym i historykiem - zostawił po sobie prawie 70 dzieł, w większości spisanych po łacinie.
Zwiedzanie katedry i słynna rozmowa
Zwycięski Karol Gustaw był uprzejmy dla pokonanych. Wszedłszy do katedry wawelskiej, poprosił Starowolskiego, by ten oprowadził go po kościele. Możemy ich sobie wyobrazić, jak w szybko zapadającym jesiennym zmierzchu szli przez kościół, rozświetlany blaskiem świec, wraz z niewielkim orszakiem królewskim, oglądając wspaniałe barokowe ołtarze, obrazy oraz sarkofagi królewskie. Otaczający króla Szwedzi - luteranie - z zaciekawieniem zapewne patrzyli na nieznany w ich ojczyźnie przepych katolickiej świątyni. W majestatycznej ciszy katedry rozbrzmiewały słowa kanonika, który - być może po niemiecku - opowiadał królowi historię kościoła i państwa.
W pewnej chwili zwiedzający podeszli do sarkofagu króla Władysława Łokietka, umieszczonego niedaleko głównego ołtarza. Wtedy to - jak relacjonuje Wespazjan Kochowski - miało dojść do interesującej rozmowy. Starowolski, wskazując na nagrobek Łokietka, powiedział: „Ten oto król po trzykroć tron opuszczał i po trzykroć nań wracał”. Pewny siebie Karol Gustaw pouczył księdza: „Ale wasz Jan Kazimierz, raz wypędzony z tronu, już więcej nań nie wróci”. Na co kanonik, wznosząc głowę i ręce do góry w modlitewnym geście, odparł: „Deus mirabilis, fortuna variabilis - Bóg cudowny, szczęście zmienne”. Słowa te, wypowiedziane w stanie ostatecznego i nieodwracalnego - jak się zdawało - upadku państwa, stały się proroctwem. Proroctwem, które bardzo szybko się wypełniło i które przyświecało pokoleniom Polaków.
"Wojna żywi wojnę" - Szwedzka okupacja Krakowa
Dla miasta zdobycie Krakowa przez Szwedów oznaczało katastrofę. Do zniszczonego działaniami wojennymi Krakowa wkroczyła armia zwycięzców. Dowodzący załogą szwedzką marszałek A. Wittenberg, a następnie P. Wirtz, wyciągnęli z Krakowa kontrybucje o łącznej wartości 300 000 złotych, co było w owych czasach sumą zawrotną, pozwalającą utrzymać przez rok kilkanaście chorągwi husarskich. Obok kontrybucji, czyli wymuszonego opodatkowania, Szwedzi dopuścili się wielu rabunków i rozbojów, które szczególnie zubożyły zasoby przedmiotów rzemiosła artystycznego i dzieł sztuki, znajdujących się w mieście. Do dnia dzisiejszego miejscy przewodnicy, z wisielczym humorem, zapraszają do zwiedzenia oddziału Muzeum Historycznego m. Krakowa w Upsali lub Sztokholmie, gdzie znajduje się ogromna ilość zabytków zrabowanych w Polsce.
W marcu 1657 roku sytuacja miasta znacznie się pogorszyła, gdyż do antypolskiej koalicji dołączyły wojska siedmiogrodzkie, które skierowały swoją załogę do Krakowa. Mieszczanie musieli odtąd utrzymywać dwie armie. Nadzieja wolności pojawiła się dopiero w czerwcu, gdy pod miasto nadciągnęły oddziały wojsk Jana Kazimierza i sprzymierzonych Austriaków. Dopiero 23 sierpnia skapitulowali bitni Skandynawowie, którzy opuścili miasto spustoszone i zniszczone długim oblężeniem.
Wielki pożar Wawelu w 1702 roku
Wawelskie wzgórze, będące sercem Krakowa i całej Polski, przez ponad tysiąc lat było świadkiem wielu wydarzeń. Wawelska katedra i siedziba królów, imponująca do dziś, doświadczyła licznych kataklizmów. Jednym z najbardziej niszczycielskich dla jej zabudowań był ogień. Zygmunt Waza wplątał Polskę w wojny ze Szwecją, przez co pośrednio przyczynił się do… kolejnego wielkiego pożaru Wawelu.
W 1702 roku, w czasie najazdu Szwedów, tamtejsi żołnierze opanowali Kraków i za siedzibę obrali sobie zamek na Wawelu. Komnaty dogrzewali ogniskami palonymi wprost na posadzce. Ogień jednego z nich miał się wymknąć spod kontroli i ogarnąć rezydencję. „Gorzał zamek całe trzy dni” - pisali świadkowie. Pożar szczęśliwie oszczędził katedrę, ale zamek długo czekał na odbudowę, co stanowiło symboliczny obraz zniszczeń, jakie potop szwedzki przyniósł Polsce.

Od dzbana po potop - kosa ze Szwecją. Historia Bez Cenzury
Dzieje pożarów na Wawelu przed "Potopem"
Historia Wawelu jest nierozerwalnie związana z pożarami, które wielokrotnie niszczyły wzgórze i jego zabudowania, kształtując jego obecny wygląd.
- XI wiek (lata 80.): Archeologiczne badania każą przypuszczać, że pierwszy pokaźny pożar Wawelu mógł nastąpić w tych latach. Być może właśnie wtedy w gruzy obróciła się pierwsza krakowska katedra.
- 1125 rok: Pierwszy udokumentowany pożar Krakowa, kiedy miasto nad górną Wisłą było już uważane za stolicę Polski, a jej władcy rezydowali na wawelskim wzgórzu.
- 1230 rok: Zanotowano kolejny większy pożar odbudowanej katedry.
- 1305 rok: Prawdziwie katastrofalna była kolejna pożoga. Kalendarz Kapituły Krakowskiej odnotował wówczas: „gdy płonęło miasto koło kościoła Wszystkich Świętych, z tej pożogi wiatr zaniósł ogień na kościół (katedralny) krakowski i wypalił cały nazajutrz po św. Stanisławie”, czyli 9 maja. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero w czasach Kazimierza Wielkiego, za którego panowania poświęcono odbudowaną po pożarze z początku XIV wieku katedrę.
- 1536 rok: Za panowania Zygmunta Starego, doszło do kolejnego dużego pożaru w rezydencji królów. Króla nie było wtedy w zamku, spłonął pałac jego syna, Zygmunta Augusta. Zawaliła się wówczas część krużganków, przez co śmierć poniosło wielu ludzi.
- 1595 rok: Duży wpływ na historię Krakowa, a także i całego kraju, miał pożar. Według legendy miał go wywołać nieudany eksperyment Michała Sędziwoja, alchemika króla Zygmunta III Wazy. Brak jednak na to dowodów. Faktem jest za to, że spłonęła wtedy północno-wschodnia część zamku. Król co prawda zalecił jej odbudowę, ale wkrótce Kraków zaczął tracić na znaczeniu, a Waza na stałe przeniósł się do Warszawy. Do Krakowa wrócił po śmierci - został pochowany na Wawelu.
Odbudowa i odrodzenie Krakowa po "Potopie"
Triumfalny wjazd Jana Kazimierza do Krakowa, był chyba najmniej entuzjastycznie przyjęty w mieście. Wraz z królem do miasta wkroczyły sprzymierzone oddziały austriackie, które trzeba było żywić aż do 1659 roku. Wprawdzie sejm w 1658 roku uchwalił konieczność reperacji Zamku na Wawelu, a w roku 1661 uchwalono reperacje fortyfikacji miejskich, jednak obydwie te uchwały zostały zrealizowane tylko częściowo. Dziesięciolecie 1649-1659 było jednym z najtragiczniejszych w dziejach Krakowa. Wpłynęło niewątpliwie na zahamowanie procesów rozwojowych miasta i osłabiło jego rolę polityczną, zubożyło mieszkańców, nadwątliło gospodarkę. W dodatku następne dziesięciolecia przyniosły w kraju wojny moskiewskie i tureckie. Zmagania te nie dotykały wprawdzie bezpośrednio Krakowa, ale pośrednio wpływały na sytuację miast polskich. Mimo tych przeciwności, widać wyraźne wysiłki mieszczan próbujących odbudować dawną pozycję miasta.
Dużą pomocą i życzliwością wykazał się król Jan III Sobieski (1673-1697), który popierał gorąco inicjatywę inżyniera Krzysztofa Mieroszewskiego, aby założyć w Krakowie szkołę wojskową, Akademię Marsową, co niestety nie zostało zrealizowane. W roku 1676 przywilej władcy wzmocnił miejski samorząd, likwidując prawo wojewody krakowskiego do zatwierdzania (w praktyce do wybierania) rajców miejskich. Zadziwiająco, jak na ogrom strat, rozwija się miejskie budownictwo. W roku 1680 Piotr Beber, budowniczy królewski, odbudowuje hełm Wieży Ratuszowej, zniszczony od uderzenia piorunem w 1684 roku. Jan Gaudenty Zacherla, prezydent Krakowa, buduje nowy, ziemny bastion przed bramą Sławkowską, w latach 1682-1695 powstaje z fundacji biskupa Jana Małachowskiego kościół Wizytek na przedmieściu Biskupie, według planów Franciszka Solariego i Stanisława Solskiego. Wreszcie w latach 1689-1703, powstaje na miejscu zburzonego kościoła gotyckiego nowy, uniwersytecki kościół św. Anny, wybitne dzieło Tylmana Gameren, jedno z najwspanialszych dzieł baroku europejskiego. Budową tą kierował Sebastian Piskorski.

Tym najwybitniejszym obiektom wznoszonym za pieniądze miejskie, kościelne, królewskie i uniwersyteckie, towarzyszą wciąż fundacje mieszczańskie, które wprawdzie nie wytrzymują już porównania z fundacją Wierzynka w Kościele Mariackim, lub pałacem Decjuszowym na Woli Justowskiej, ale nadal świadczą o możliwościach ich następców. Pod koniec XVII wieku Kraków stał się miejscem działania kilku znakomitych artystów. Wspomniani już architekci Tylman z Gameren, ks. Stanisław Solski, wspaniały rzeźbiarz i sztukator Baltazar Fontana, nieco prowincjonalny, ale bardzo sprawny malarz Franciszek Lekszycki czy malarz Jana III Sobieskiego Jerzy Eleuter Siemiginowski. W Krakowie ciągle jeszcze żyli prawdziwi koneserzy i mecenasi sztuki, a samo miasto wciąż potrafiło przyciągać artystów.
Na szczególną uwagę zasługuje kupiec, rajca i kolekcjoner w jednej osobie, Zygmunt Zaleski. W swojej kamienicy Zygmunt Zaleski miał podobno ponad sto bezcennych płócien, w tym płótna mistrzów włoskich i niderlandzkich. Szczególnie intrygująca jest wiadomość o 70 owalnych obrazach, które miały przedstawiać rajców i burmistrzów Krakowa. Zbiory obrazów Zaleskiego zdmuchnęła kolejna, zbliżająca się wichura dziejowa. Na szczęście zachowała się część z jego bezcennego księgozbioru, przechowywanego w Bibliotece Jagiellońskiej. Najcenniejszą jego pozycją jest niewątpliwie rękopiśmienny kodeks, w którym Zaleski pracowicie skopiował 380 najważniejszych miejskich przywilejów przechowywanych w archiwum miejskim. To monumentalne dzieło ukończone zostało w 1694 roku, na dwa lata przed śmiercią kochanego i szanowanego w Krakowie króla Jana III Sobieskiego.
Dzieje Krakowa w 2. połowie XVII wieku pełne są zagadek i paradoksów. Nie ma wątpliwości co do tego, że swej wcześniejszej pozycji Kraków nie odbudował. Fatalne dziesięciolecie 1649-1659, przetrąciło kręgosłup miejskiej gospodarki na długi czas. Stanął w miejscu, a następnie ruszył do tyłu rozwój demograficzny miasta. Nie dokonały się żadne ważne zmiany w rozwoju przestrzennym Krakowa, a zmiany ustrojowe nie przyniosły jakiegoś przełomu. Mimo to, widać wciąż widoczną zamożność mieszkańców miasta i środki na efektowne przedsięwzięcia miejskich władz.
tags: #szwedxi #wawel #podpalenie