Tekst piosenki "Strażak"

Piosenka "Strażak" to humorystyczna, pełna barwnych opisów opowieść o heroicznej, choć momentami chaotycznej akcji gaśniczej. Jej tekst, nasycony lokalnym kolorytem i potocznym językiem, w zabawny sposób ukazuje trudy pracy strażaka oraz niezwykłe sytuacje, jakie mogą towarzyszyć walce z żywiołem. Poniżej przedstawiamy pełny tekst tej popularnej piosenki.

Początek akcji: Wezwanie na Tamkę

Akcja rozpoczyna się od pilnego wezwania na ulicę Tamka, pod numer trzynasty. Straż pożarna, wezwana z ratusza, natychmiast rusza na ratunek, prując przez miasto w pośpiechu.

„Na Tamkie, pod trzynasty, pożarny straż wezwali.
Z ratusza pełnym gazem my dzwoniąc, wyjechali,
prujemy przez Trębackie, Krakowskim zapychamy
i przez Karowe na dół na Tamkie zajeżdżamy.”

Historyczna scena straży pożarnej jadącej ulicami miasta na sygnale

Chaos i dramaturgia pożaru

Po dotarciu na miejsce strażacy zastają scenę pełną chaosu - ogień rozprzestrzenia się gwałtownie, a dym utrudnia oddychanie. Mieszkańcy obserwują zdarzenie, a strażacy muszą torować sobie drogę, by rozpocząć interwencję.

„A tu się pali jak cholera, jak cholera, jak cholera,
ogień wali jak cholera, nie wiadomo skąd.
Naród stoi, łeb zadziera, łeb zadziera, łeb zadziera,
a tu się pali jak cholera, z każdej strony swąd.
Przez naród zaczynamy na grandę się przepychać,
a dym pieroński taki, że nie ma czym oddychać,
więc łapiem za toporki, już poszła w ruch drabina
i cała operacja na dobre się zaczyna.”

Niefortunne zdarzenia podczas interwencji

Nieszczęśliwy skok z okna

W ferworze walki z ogniem dochodzi do zabawnej, lecz tragicznej sytuacji, gdy jeden z mieszkańców prosi o ratunek z płonącego budynku.

„A wtem na trzecim piętrze gość jakiś z okna drze się:
„Ratunku, bo się spalę, zajęli spodnie mnie się”.
Więc krzyczę „Skacz pan w siatkie!” do niego pełnym głosem,
on skoczył, ale obok i zarył w jezdnię nosem.
Tymczasem z drugiej strony nadjeżdża pogotowie,
gość leży na asfalcie i ma dwie dziury w głowie.”

Ocalenie babci i jej powrót

Chwilę później pojawia się kolejne, dramatyczne wezwanie o pomoc, tym razem dotyczące babci, która rzekomo została w płonącym budynku.

„Wtem nagle, jak nie wrzaśnie przy ludziach bez krępacji:
„Ratunku! Moja babka została w ubikacji!”.
Więc Franek po drabinie w zmoczonym kombinezie
po tego gościa babkie na grandę w ogień lezie.
Za dziesięć minut wraca, przynosi parę kapci,
i mówi do faceta, że to są resztki z babci.”

Okazuje się jednak, że babcia była poza domem, a jej reakcja na akcję strażacką jest równie humorystyczna, co sama sytuacja, zwłaszcza gdy dowiaduje się o stanie swojej bielizny.

„A babcia była wtedy daleko od chałupy,
bo wyszła jeszcze z rana do jatki po zakupy.
I wraca, z pyskiem na nas ”Nie lejcie tyle wachy!
Bielizna jest na strychu, zmoczycie moje łachy!”
Więc Franek słysząc babki piekielne awanturez
powrotem po drabinie zapycha znów na góre,
a w dwie minuty potem do babki z góry woła
„Bielizna jest już sucha, ale babcia bedzie goła!”
(Babcia będzie szła po Marszałkowskiej ulicy goła, niech ja skonam...)”

Zakończenie walki z żywiołem i podsumowanie

Mimo wielu perypetii strażacy kontynuują heroiczną walkę z pożarem, który był widoczny nad całym miastem. Ich determinacja i trud są godne podziwu, choć finał akcji jest przewidywalny.

„Męczyli my się długo na Tamce, pod trzynastym,
a pożar był widoczny nad całym prawie miastem,
toporki były w ruchu, ulica była w wodzie,
walczyli my z tym ogniem, aż podziw był w narodzie.
Trzy godziny my walczyli, my walczyli, my walczyli,
Bo strażaki w takiej chwili bardzo dzielne som.
Wszyscy my się popocili, popocili, popocili,
trzy godziny my gasili, aż się spalił dom.”

Tekst piosenki został zaczerpnięty od Iwony.

tags: #tekst #piosenki #strazak