Głośna sprawa podpalenia 27-letniego strażaka z Wielączy, która wstrząsnęła opinią publiczną w 2018 roku, ponownie znalazła się w centrum uwagi. Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący Adama G. na 12 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, co skutkowało jego wyjściem na wolność. Decyzja ta wzbudza wiele pytań dotyczących rzetelności postępowania sądowego na wcześniejszych etapach.
Przebieg zdarzeń w Wielączy
Tragiczne wydarzenia miały miejsce 7 lipca 2018 roku w Wielączy, w gminie Szczebrzeszyn (woj. lubelskie). Tego dnia pod dom 27-letniego Damiana H. (Damiana Hałasy), strażaka ochotnika, podjechał samochód z dwoma mężczyznami: 35-letnim Adamem G. i 27-letnim Kamilem S. Damian H. znał ich dobrze, gdyż wszyscy trzej byli strażakami w tej samej jednostce. W związku z tym wyszedł przywitać się z gośćmi.
Według relacji Damiana Hałasy oraz świadków, najpierw przywitał się z Kamilem S., a następnie podszedł do samochodu, w którym siedział Adam G. "Jak podszedłem, otworzył drzwi, wyciągnął wiaderko z benzyną i mnie oblał. Po chwili poczułem, że cały się palę" - opowiadał poszkodowany. Ojciec Damiana, będący świadkiem napaści, natychmiast wezwał pomoc.

Bohaterska postawa ofiary
Dzięki wiedzy nabytej w trakcie licznych szkoleń i akcji gaśniczych, Damian H. zachował zimną krew. Błyskawicznie rzucił się na ziemię, tarzając się i turlając, zrywał z siebie płonące ubranie, próbując ugasić płomienie. "Dobrze, że zachowałem zimną krew, bo inaczej spaliłbym się żywcem" - mówił 27-latek. Ostatecznie wbiegł do domu i zaczął oblewać się wodą. "Ta skóra się na mnie gotowała. Zapach palonej skóry i włosów to coś okropnego" - dodał Damian Hałasa.
W szpitalu stwierdzono u niego poparzenie około 30% powierzchni ciała. Poszkodowany został przetransportowany do szpitala w Zamościu, skąd po udzieleniu pierwszej pomocy trafił do Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń w Łęcznej. Czekała go długotrwała rekonwalescencja i przeszczep skóry.
Motywy i aresztowanie sprawców
Sprawcy, Adam G. i Kamil S., chwilę po podpaleniu odjechali z miejsca zdarzenia, jednak policjanci, wiedząc kim są, od razu ruszyli na ich poszukiwania. Obaj mieszkańcy powiatu zamojskiego zostali zatrzymani po kilku godzinach od zdarzenia.
Z ustaleń śledczych wynikało, że głównym motywem działania Adama G. była zazdrość o swoją żonę, Katarzynę. Kobieta miała sms-ować z innym mężczyzną, który postanowił zerwać z nią znajomość i zablokował jej numer. Wówczas zaczęła pisać do Damiana H., prosząc go o przekazywanie wiadomości temu mężczyźnie. Mąż dotarł do tej korespondencji, co, jak się okazało, rozjuszyło go, a Damianowi G. miał za złe, że nie powiedział mu o całej sytuacji. "Adam miał do mnie pretensje, że nie powiedziałem mu, że jego żona szuka kontaktu z Karolem. Powiedział, że obaj jesteśmy dla niego skreśleni" - relacjonowała ofiara podpalenia.
Śledztwo i procesy sądowe
Zarzuty i pierwsze orzeczenia
Śledczy zarzucili 35-letniemu Adamowi G. i 27-letniemu Kamilowi S., że działając wspólnie i w porozumieniu, usiłowali dokonać zabójstwa mieszkańca Wielączy. Groziła im kara dożywotniego pozbawienia wolności. Obaj mężczyźni nie przyznali się do popełnienia przestępstwa.
Kamil S. zapewniał, że nie miał wiedzy o zamiarach Adama G. Miał jedynie wywołać Damiana H. z domu. Początkowo Sąd Rejonowy w Zamościu wypuścił Kamila S. z aresztu po dwóch dobach, nie stosując żadnych środków zapobiegawczych. Decyzja ta została zaskarżona przez prokuraturę, która podkreślała, że "Sąd nie zastosował żadnego innego środka, np. dozoru policji z zakazem zbliżania się do pokrzywdzonego". Prokuratura zarzuciła sądowi, że nie widział dowodów, z których wynikało, że drugi sprawca znał zamiary podpalającego, a jedynie miał podwieźć podejrzanego i wywołać jego ofiarę z domu. Ostatecznie, w 2019 roku, Sąd Okręgowy w Zamościu uznał winę tylko Adama G., a Kamila S. uniewinnił, gdyż konsekwentnie utrzymywał, że nie wiedział o zamiarach swojego kolegi.
Wyrok Sądu Okręgowego i Apelacyjnego
W 2019 roku Sąd Okręgowy w Zamościu orzekł, że Adam G. jest winny usiłowania zabójstwa, skazując go na karę 10 lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz zapłatę 25 tys. złotych zadośćuczynienia dla poparzonego Damiana H.
Od tego wyroku wpłynęło odwołanie, a sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. W grudniu 2020 roku Sąd Apelacyjny, po zapoznaniu się z okolicznościami zdarzenia, zmienił kwalifikację czynu. Uznano, że przestępstwo zostało popełnione ze szczególnym okrucieństwem i podwyższono orzeczoną wobec Adama G. karę do 12 lat więzienia.
Criminal complaint reveals new details in London arson case
Interwencja Sądu Najwyższego i uwolnienie Adama G.
Kasacja i argumenty obrony
Pomimo zaostrzenia wyroku, obrońca Adama G. postanowił walczyć dalej, tym razem przed Sądem Najwyższym. W skardze kasacyjnej wskazano m.in. na to, że sędzia sądu niższej instancji nieprawidłowo ocenił sprawę, a także w sposób nierzetelny przeprowadził kontrolę opinii biegłych psychiatrów. W tym przypadku chodziło o to, że ci sami biegli, w tej samej sprawie, wydali dwie różne opinie. Obrona wnioskowała również o przeprowadzenie tzw. testu bezstronności i niezawisłości sędziego, który orzekał w II instancji, w osobie sędziego Jerzego Daniluka, prezesa Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który w lipcu tego roku oblał już przed SN taki test.
Uchylenie wyroku i konsekwencje
W czwartek (13.10) Sąd Najwyższy przychylił się do wniosku i uchylił wyrok, kierując go do ponownego rozpatrzenia. Sędzia Małgorzata Wąsek-Wiaderek, zwracając się do bliskich skazanego, argumentowała, że "wyrok został uchylony, ponieważ sąd odwoławczy po prostu źle osądził tę sprawę". Podkreśliła, że kontrola odwoławcza opinii biegłych psychiatrów została przeprowadzona nierzetelnie i nieprawidłowo. SN zaznaczył również, że sąd niższej instancji nie zgodził się na przesłuchanie biegłych w tej sprawie na rozprawie.
Sąd Najwyższy nie zdecydował się jednak przeprowadzić podobnego testu bezstronności sędziego Jerzego Daniluka w tej sprawie, wskazując, że wymagałoby to przeprowadzenia kolejnych czynności procesowych.
"Ten wyrok jest uchylany z przyczyn sprawiedliwościowych, kasacja okazała się merytorycznie zasadna. Zgodnie z przepisami wykonywanie kary pozbawienia wolności ustaje z chwilą uchylenia wyroku" - uzasadnił SN. Co istotne, Sąd Najwyższy nie zastosował przy tym żadnego środka zapobiegawczego wobec Adama G. Tym samym Adam G. wyszedł na wolność po latach spędzonych za kratami, choć sprawa wróci do sądu apelacyjnego do ponownego rozpatrzenia.
tags: #uwaga #podpalenie #w #wielaczy