Zabytkowe Wozy Strażackie Jelcz: Historia i Dziedzictwo Polskiej Motoryzacji Pożarniczej

portalcenter.cl

Samochody bojowe stanowią niezmienną chlubę wszystkich strażaków, którzy dbają o nie często bardziej niż o swoje prywatne pojazdy. Dlatego największym świętem w każdej jednostce jest dzień, w którym do remizy trafia nowy wóz. Tymczasem ochotników z Wyszanowa pod Międzyrzeczem ucieszył zabytkowy Jelcz, który przyjechał do ich remizy prosto z muzeum pożarniczego.

Zabytkowy wóz strażacki Jelcz w akcji lub na pokazie

Wprowadzenie: Duma i Długowieczność Klasycznych Jelczy

Wóz strażacki, który trafił do Wyszanowa, ma już 42 lata, ale jest w bardzo dobrym stanie. Strażacy z dumą nazywają go „kaczką”, co w ich mniemaniu nie ma nic obraźliwego. Wręcz przeciwnie, z ochotą poświęcają swój czas na pucowanie jego karoserii i konserwowanie części. Z sentymentem i nostalgią wypowiada się o nim komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej st. bryg. Marek Harkot, wspominając, że właśnie takim Jelczem wyjechał do swojego pierwszego pożaru w szkole oficerskiej.

Atutem tego samochodu jest jego cysterna o pojemności 2 tys. litrów, dzięki której ochotnikom udało się zdusić w zarodku wiele pożarów, dwukrotnie ratując gospodarstwo w Wyszanowie i jako jeden z pierwszych gasząc duży pożar w sąsiedniej wsi Stary Dwór. Mimo swojej zabytkowej metryki, pojazd jest wyposażony w nowoczesne urządzenia do ratownictwa drogowego, takie jak zestaw hydrauliczny do przecinania karoserii rozbitych aut oraz aparaty powietrzne używane w zadymionych pomieszczeniach.

Ten konkretny Jelcz był pierwszym specjalistycznym pojazdem, który w 1974 roku trafił do komendy straży zawodowej w Międzyrzeczu. Po latach ciężkiej służby, korzystali z niego ochotnicy z Kaławy, a następnie przeszedł na emeryturę do muzeum. Emerytura okazała się jednak przedwczesna, gdyż od dziewięciu lat ponownie jeździ do wypadków i pożarów. Ireneusz Jarnut, prezes zarządu miejsko-gminnego OSP, wyraża nadzieję: „Oby służył nam jak najdłużej”.

Początki Polskiego Przemysłu Samochodów Pożarniczych

Produkcja samochodów pożarniczych w Polsce ma długą tradycję. Często podejmowały ją przedsiębiorstwa zaopatrujące wcześniej strażaków w sprzęt. Przykładem jest Fabryka Narzędzi Pożarniczych „Strażak” z Warszawy, założona w 1898 roku, która w 1929 roku uruchomiła wydział karoserii. Przed II wojną światową samochody pożarnicze, zwane wówczas „autopogotowiami”, były produkowane również w Zakładach Mechanicznych Ursus SA, spółce Lilpop, Rau i Loewenstein czy „Unii Strażackiej” we Lwowie. Ogółem działało kilkunastu dostawców.

Historyczne zdjęcie wozu strażackiego z okresu międzywojennego

Pierwszym polskim miastem, które zmotoryzowało strażaków, był Poznań - trzy wozy bojowe na niemieckich podwoziach Daimlera weszły do służby w listopadzie 1911 roku. Z chwilą rozpoczęcia produkcji samochodów w Polsce, zaczęto montować zabudowy pożarnicze na krajowych podwoziach, na początku głównie Ursusa A i Polskiego Fiata 621. Cięższe wozy powstawały na podwoziach importowanych.

Pierwszy samochód pożarniczy opracowany po II wojnie światowej powstał w 1948 roku w Państwowych Zakładach Lotniczych w Mielcu na podwoziu angielskiego Bedforda OLBZ. Później produkcję samochodów strażackich rozpoczęła Sanocka Fabryka Wagonów „Sanowag”, której spadkobiercą jest obecny Autosan. W latach 1952-58 powstało tam nieco ponad 2500 wozów gaśniczych na podwoziach ówczesnych Starów.

Jelczańskie Zakłady Samochodowe: Rozwój i Produkcja Wozów Strażackich

Zakłady w Jelczu-Laskowicach, których początki sięgają 1952 roku, powstały na terenie byłej niemieckiej fabryki zbrojeniowej. Początkowo specjalizowały się w produkcji nadwozi samochodowych, tworząc karoserie do samochodów Lublin i Star, w tym debiutanckie nadwozie dla autobusów Star N52, bazujące na modelu Star 20. Pierwszą ciężarówką wyprodukowaną w Jelczu był model Żubr A80, który jednak okazał się konstrukcją nieudaną. Następcą Żubra był Jelcz 315, stanowiący znaczną modernizację poprzednika, a jego produkcja trwała do 1982 roku.

Zdjęcie przedstawiające wejście do historycznej fabryki Jelcz

W 1958 roku produkcję pojazdów pożarniczych rozpoczęły Jelczańskie Zakłady Samochodowe, tworząc między innymi Jelcza 001 na podwoziu Stara 21. Rozwój przemysłu na początku lat 70. XX wieku, a szczególnie przemysłu petrochemicznego, chemicznego oraz drzewnego, spowodował nowe zagrożenia pożarowe, a posiadane wówczas pojazdy pożarnicze były przestarzałe. Przykładem był wybuch pożaru w rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach 26 czerwca 1971 roku. To zapotrzebowanie przyczyniło się do intensyfikacji prac nad nowymi, wydajniejszymi modelami.

Kultowe Modele Jelcz w Służbie Straży Pożarnej PRL-u

Jelcz 003 i 028: „Babki” na podwoziu Stara 25

Obecnie jednym z najczęściej spotykanych wśród najstarszych polskich samochodów pożarniczych jest Jelcz 003 na podwoziu Stara 25, pieszczotliwie nazywany „babką”. Był produkowany od 1969 do 1975 roku i stanowił rozwinięcie modelu Jelcz 028, wprowadzonego do produkcji w 1966 roku. Oba pojazdy bazowały na podwoziu Stara z 6-cylindrowym silnikiem benzynowym i niesynchronizowaną skrzynią biegów. Ciężarówki te były wprawdzie nieszybkie, ale za to wszechstronne i doskonale radziły sobie w trudnym terenie i na złych drogach.

Zdjęcie Jelcza 003 na podwoziu Stara 25, zwanego

Jelcz 003 był zaliczany do średnich samochodów gaśniczych wodno-pianowych. Jego masa własna wynosiła 5,05 t, a całkowita 8,6 t. Nadwozie pożarnicze typu N-762 mieściło czterech strażaków, a kolejnych dwóch jechało w kabinie kierowcy. W stosunku do poprzednika, Jelcz 003 miał zwiększony ze 120 do 200 litrów zbiornik na środek pianotwórczy. Wprowadzono również ulepszony napęd autopompy z podwójnym łańcuchem Galla.

Jelcz 003, podobnie jak Jelcz 028, miał podwozie Stara A26P. W porównaniu ze stosowanym wcześniej podwoziem A25P wprowadzono kilka zmian, w tym nadciśnieniowe wspomaganie hamulców oraz przedłużenie ramienia kierowniczego, co zmniejszyło promień skrętu do 8,6 m. Pomimo że samochód był wyposażony w poczciwy, benzynowy silnik o mocy 105 KM, 5-biegową, niesynchronizowaną skrzynię i napęd tylnej osi, a zawieszenie było mało komfortowe, hałas dokuczliwy, a droga hamowania długa, pojazd był uniwersalny i bez obaw można było nim pokonywać drogi polne czy leśne. Już Jelcz 028 pozwalał używać autopompy i działka w trakcie jazdy. Ponadto był pierwszym polskim samochodem strażackim ze skuteczną linią szybkiego natarcia. Dzięki niewielkim wymiarom (długość tylko 6,7 m) mógł wcisnąć się prawie wszędzie.

Jelcz 004: Ciężki Samochód Gaśniczy Wodno-Pianowy

W kategorii „najpopularniejsze wozy strażackie PRL-u” poczesne miejsce zajmuje Jelcz 004, wprowadzony do produkcji w grudniu 1974 roku. Ten ciężki samochód gaśniczy wodno-pianowy powstał na podwoziu Jelcza 315 MS z turbodoładowanym silnikiem wysokoprężnym SW 680/105 o mocy 243 KM, produkowanym w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu na licencji Leylanda. Skrzynia biegów miała 6 przełożeń i była synchronizowana.

Zdjęcie ciężkiego wozu gaśniczego Jelcz 004

Nadwozie pożarnicze Jelcza 004 mieściło zbiornik wody o pojemności 6000 l i zintegrowany z nim zbiornik środka pianotwórczego o pojemności 600 l, a także autopompę napędzaną wałkiem od przystawki przy skrzyni biegów. Standardową, jelczańską kabinę typu 113 przystosowano do przewozu czterech strażaków. Masa całkowita pojazdu wynosiła 15,7 t. Jelcz 004 był szybki, miał duży zbiornik wody i w latach siedemdziesiątych XX wieku zbierał pochlebne opinie wśród specjalistów. Pierwotny wariant nosił oznaczenie GBA 6/32 i w 1979 roku został zastąpiony przez zmodernizowanego Jelcza 004M GCBA 6/32 z bardziej wydajnym układem wodno-pianowym. Zrezygnowano również z odmiany z dwoma działkami, w produkcji pozostały samochody z działkiem pojedynczym. Zmiana oznaczenia na GCBA wiązała się z wprowadzeniem nowej Polskiej Normy, według której klasyfikowano samochody pożarnicze na lekkie, średnie i ciężkie.

Czteroosobowa kabina nie była zbyt komfortowa, jednak w porównaniu z innymi wozami strażackimi dostępnymi w Polsce Jelcz był szybki, a względnie nisko położony środek ciężkości zachęcał do dynamicznej jazdy. Kierownica miała wspomaganie hydrauliczne, co ułatwiało prowadzenie. Od 1982 roku Jelcze 004 budowano na ulepszonym podwoziu Jelcz 325 DS, choć moc silnika i układ przeniesienia napędu pozostały te same. Jelcz 004 był przystosowany do prowadzenia akcji gaśniczej podczas ruchu oraz umożliwiał jednoczesne użycie dwóch działek lub czterech linii tłoczących wodę lub pianę.

Jelcz 005: Następca Jelcza 003 i Przezwisko „Coca-Cola”

Od początku lat siedemdziesiątych, równocześnie z Jelczem 004, projektowany był Jelcz 005. Planowano, że będzie korzystał z podwozia nowej rodziny Starów i zastąpi Jelcza 003. Ponieważ uruchomienie produkcji Stara 200 i pokrewnych modeli przeciągało się, Jelcz 005 zaczął schodzić z linii produkcyjnej w 1976 roku, mimo że pierwsze dwa prototypy zaprezentowano już w 1972 roku. Do ich budowy użyto prototypowego podwozia Star 244L wyposażonego w kabinę typu 642. Produkcja seryjna rozpoczęła się w 1975 roku, lecz na szeroką skalę pojazdy zaczęły powstawać rok później. Pod koniec 1974 roku powstał prototyp finalny, którego oryginalna kolorystyka składała się ze srebrnego „grilla”, loga „STAR” i „Jelcz”, z czerwonych żaluzji, nadkoli oraz z czarnego zderzaka.

Zdjęcie wozu strażackiego Jelcz 005 z charakterystycznymi roletami

Jelcz 005 na podwoziu Stara 244L z napędem 4×4 był z założenia następcą Jelcza 003. Model 244 był uterenowioną wersją Stara 200, a litera L oznaczała wydłużone podwozie z rozstawem osi 3900 mm. Ciężarówka miała silnik wysokoprężny S359 o mocy 150 KM i układ przeniesienia napędu podobny do stosowanego w terenowym Starze 266. Skrzynia biegów miała 5 przełożeń, ponadto zastosowano skrzynię rozdzielczą z reduktorem. Za 2-osobową kabiną kierowcy zamontowano nadwozie pożarnicze z miejscem dla 4 strażaków. Dostęp do wyposażenia zapewniały charakterystyczne rolety po obu stronach, z powodu których samochód przezywano „coca-cola” albo „pepsi”.

Zbiornik wody miał pojemność 2500 l, a środka pianotwórczego 250 l. Samochód był wyposażony w autopompę napędzaną od skrzyni biegów oraz pojedyncze działko o wydajności 1600 l/min. Pod koniec 1979 roku Star i Jelcz dokonały zmian w modelu, a tak zmodernizowany pojazd został nazwany Jelcz 005M. Modernizacja obejmowała m.in. elektropneumatyczne sterowanie przystawką odbioru mocy i układ kierowniczy ze wspomaganiem firmy ZF. Zmodernizowano również instalację elektryczną podwozia i zabudowy, a działko Rosenbauer zastąpiono krajowym DWP16 produkowanym w Łodzi.

Jelcze 005 produkowano do 1999 roku. Specjalnie wyposażone odmiany tych ciężarówek budowano w niewielkiej liczbie na potrzeby Zakładowych Zawodowych Straży Pożarnych PKP. W latach 1983-98 produkowano uproszczony wariant Jelcz 008 GBM 2,5/8, który różnił się wyposażeniem, przede wszystkim zastąpieniem autopompy motopompą. Jelcz 005 miał masę całkowitą 10,6 t i osiągał prędkość maksymalną 82 km/h. Chwalono jego zdolności terenowe, choć najsłabszym elementem konstrukcji okazały się rolety, które z upływem czasu zacinały się i psuły. Mimo że podobnie jak w Jelczu 003 możliwa była komunikacja między przedziałem załogi a kabiną kierowcy, strażacy preferowali pojedynczą kabinę załogową dla 6-8 osób z osobnym nadwoziem mieszczącym wyłącznie zbiorniki i sprzęt. W ostatnich latach XX wieku takie kabiny stały się w Polsce normą. Mimo to Jelcze 005 oraz 008, a także Jelcze 004, pełniły służbę jeszcze w XXI wieku.

Specjalistyczne i Nietypowe Jelcze

Jelcz 315M Rosenbauer Minimax P3000: Unikatowy Wóz Proszkowy

„Pożarniczy Jelcz 315M Rosenbauer Minimax P3000 to prawdziwy unikat z kategorii średnich samochodów gaśniczych proszkowych.” Można powiedzieć, że jest to efekt „romansu” polskiego przemysłu motoryzacyjnego z czasów epoki Gierka z zachodnimi koncernami. Ciężarówki z fabryki w Jelczu-Laskowicach stanowiły podstawę taboru wielu przedsiębiorstw oraz służb, w tym straży pożarnej. Pojazd nadawał się do adaptacji na różne wersje specjalistyczne i miał większe możliwości pod tym względem niż auta ze Starachowic. Rozwój technik gaszenia pożarów przyczynił się do wprowadzenia nowego typu wozów gaśniczych - proszkowych.

Zdjęcie unikatowego wozu strażackiego Jelcz 315M Rosenbauer Minimax P3000

Przykładem tego typu rozwiązań jest właśnie Jelcz 315M Rosenbauer Minimax P3000. Zabudowę specjalistyczną w tym przypadku wykonała austriacka firma Rosenbauer, a w latach 1974-77 dostarczono do Polski zaledwie 15 egzemplarzy. Charakteryzowała się ona zabudowanym agregatem Minimax ze zbiornikiem na proszek o pojemności 3000 kg. Pojazd miał też proszkowe działo o zasięgu roboczym 30 m, pistolety proszkowe i 6 butli z azotem.

Jelcze te trafiły na wyposażenie zawodowych jednostek straży pożarnych oraz zakładowych. Taka jest historia egzemplarza wyprodukowanego w 1976 roku i dostarczonego do Zakładów Koksowniczych „Zdzieszowice”. Jest to dar ArcelorMittal Poland, kolejny już z pojazdów pożarniczych podległych placówek zakładowej służby ratowniczej, przekazany do Muzeum Ratownictwa w Krakowie. Co ciekawe, Muzeum Ratownictwa w Krakowie posiada w swoich zbiorach wszystkie trzy najpopularniejsze wersje „proszkowe” kultowego Jelcza 315 - Total, Rosenbauer i KZWM/Osiny. Łącznie w Muzeum Ratownictwa w Krakowie jest już ponad 100 pojazdów ratowniczych, a najstarsze z nich pochodzą z lat 50. Oprócz samochodów w zbiorach znajdują się np. ratownicze łodzie, a także śmigłowce służące niegdyś w Tatrach i podczas zabezpieczeń wizyt papieskich.

Jelcz 325: Od Dźwigu do Wozu Bojowego w OSP Łukawiec

W niniejszym artykule przyjrzymy się również bliżej unikalnemu pojazdowi strażackiemu, który ma za sobą bogatą historię przeróbek i zmian zastosowania. Jest to doskonale ilustrujący przykład specyfiki polskiej motoryzacji w czasach PRL-u i okresu transformacji, kiedy zapotrzebowanie na pojazdy ciężarowe znacznie przewyższało możliwości produkcyjne. Historyczna ciężarówka, o której mowa, spędza swoją „emeryturę” w Muzeum Motoryzacji i Techniki Wojskowej „Bunkier” w Rudnej Małej koło Rzeszowa. Pojazd dotarł do muzeum na własnych kołach i, mimo swojego wieku, jest w dobrym stanie technicznym, co jest cechą charakterystyczną dla pojazdów strażackich.

Zdjęcie przekształconego wozu strażackiego Jelcz 325

Historia i Przebudowa

Egzemplarz, który trafił do muzeum, pochodzi z 1984 roku i pierwotnie został zbudowany jako dźwig. Choć pełna historia tego konkretnego pojazdu nie jest znana, wiadomo, że przed przemianami ustrojowymi służył w Milicji Obywatelskiej w Rzeszowie. W 1995 roku pojazd trafił do Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Łukawcu. Strażacy potrzebowali jednak typowego wozu strażackiego, a nie dźwigu, dlatego niepotrzebną zabudowę zdemontowano, a pojazd został przetransportowany do Kielc, gdzie przeszedł gruntowną przebudowę na samochód pożarniczy. Dowodem na to jest bogate wyposażenie zabudowy w różnego rodzaju schowki.

Parametry Techniczne i Konstrukcja

Model Jelcz 325 napędzany jest 6-cylindrowym silnikiem SW 680/79 o mocy 202 koni mechanicznych. W pełni wyposażony i z napełnionym zbiornikiem wody, ważył około 15 ton. Taka masa ogranicza jego możliwości w trudnym terenie, jednak w sytuacjach wymagających dużej wydajności armatki wodnej był niezastąpiony. Prezentowany Jelcz 325 to przykład pojazdu typu „składak”, co oznacza, że niektóre jego elementy pochodzą z innych pojazdów, np. fotele z samochodu IFA.

Ciekawym rozwiązaniem jest umiejscowienie włączników sygnałów alarmowych i świateł alarmowych tuż przy stacyjce. Trzeci przycisk od prawej służy do włączania przystawki autopompy - uruchamiało się ją na biegu jałowym silnika, a pompa zaczynała działać po puszczeniu sprzęgła. Konstrukcja jest prosta i niezawodna, praktycznie pozbawiona elektroniki. Zasilanie pobierane jest poprzez przystawkę na wale, uruchamianą w kabinie, z możliwością regulacji obrotów pokrętłem, co znacznie ułatwiało pracę.

Informacje o pojeździe pochodzą od naczelnika OSP w Łukawcu, który podkreśla, że mimo iż nie był to oryginalny wóz strażacki, sprawdzał się bardzo dobrze. Jego główną zaletą był relatywnie duży zbiornik na wodę, mieszczący 5000 litrów. Pojazd uczestniczył w około 50 poważnych akcjach i nigdy nie zawiódł. W przeciwieństwie do dwuosobowego Jelcza 004, Jelcz 325 mógł zabrać na akcję aż sześciu strażaków: kierowcę i dowódcę w kabinie oraz czterech ratowników w części środkowej.

Magazyn Motowizja - Żuk, Star, Jelcz - OSP

Wyposażenie i Osiągi w Akcji

Pod przestrzenią dla załogi znajdowało się miejsce na sprzęt burzący, a dalej schowek na węże W-75. W tylnej części znajdował się przedział bojowy, gdzie po prawej stronie mieścił się agregat prądotwórczy zasilający oświetlenie podczas akcji nocnych, a po lewej - wentylator oddymiający. Na uwagę zasługują nasady: po prawej stronie znajduje się nasada W-75 do tankowania zbiornika wody z hydrantu pod własnym ciśnieniem. Nasada obok służy do napełniania zbiornika z użyciem autopompy, na przykład ze zbiornika wodnego, choć ta opcja była rzadko wykorzystywana z powodu braku odpowiednich zbiorników w rejonie operacyjnym. W mechanizmie znajdują się również nasady do budowania linii gaśniczej: W-75, W-25 i W-52. Jednym z minusów tej przerobionej wersji w stosunku do typowego Jelcza 004 jest brak wbudowanego zbiornika na środek pianotwórczy. Strażacy z Łukawca radzili sobie jednak z tym problemem, wykorzystując zasysacz liniowy.

Działko wodne było bardzo wydajne - przy najwyższej wydajności pompy (3200 litrów na minutę) potrafiło wyrzucić kilkunastometrowy strumień wody, opróżniając 5000-litrowy zbiornik w niecałe dwie minuty. Używane było w ostateczności, ze względu na szybkie zużycie wody. W kolejnych schowkach znajdowały się rozdzielacze i prądownice oraz siedem węży W-52 do ich podłączenia. W następnym schowku znajdowały się akumulatory. Instalacja była wyposażona w gniazdko ułatwiające podłączenie do prądu oraz możliwość podłączenia sprężarki za pomocą szybkiego złączki.

Ewolucja i Zakończenie Służby

Z biegiem lat Jelcz 325 zaczął się starzeć, przestając spełniać współczesne normy dla pojazdów ratowniczych. Długi czas potrzebny na nabicie układu pneumatycznego wydłużał czas reakcji od momentu otrzymania zgłoszenia do wyjazdu. Mimo pełnej sprawności, pojazd trafił do muzeum, co jest znacznie lepszym losem niż kasacja. Podobno nawet motopompa jest sprawna, co pozwala na teoretyczne ugaszenie pożaru po napełnieniu zbiornika wodą. Przez prawie 40 lat służby pojazd wykonywał powierzone mu zadania. Choć Jelcz 325 był przyjemnym samochodem, dobrze, że strażacy z Łukawca otrzymali nowy pojazd, a ten egzemplarz można podziwiać w muzeum. Czasy się zmieniają, a wraz z nimi wymagania stawiane pojazdom strażackim.

Trwałość i Dziedzictwo Zabytkowych Jelczy

Dawne, polskie samochody pożarnicze zyskują z wolna status legendy. Wyjeżdżając tylko do akcji i czasem od święta, nie osiągają dużych przebiegów. Starannie pielęgnowane, okazują się nader długowieczne. „Na emeryturze” wiele z nich przeszło remont i zostało maskotkami jednostek Państwowej lub Ochotniczej Straży Pożarnej. Można je oglądać w akcji w starych, kultowych dziś filmach i serialach. Warto zaznaczyć, że Fabryka Samochodów Ciężarowych w Jelczu-Laskowicach działa do dziś, choć nie produkuje już autobusów. Zakład funkcjonuje i specjalizuje się w produkcji specjalistycznych pojazdów wojskowych, będąc częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

tags: #woz #strazacki #zabytkowy #jelcz