Pożar hali magazynowej w zielonogórskim Przylepie, w której przez lata składowano tysiące ton niebezpiecznych chemikaliów, wybuchł 22 lipca 2023 roku. Wydarzenie to, określone jako tykająca bomba ekologiczna, doprowadziło do serii eksplozji, ogromnego skażenia środowiska i uruchomiło szeroko zakrojone działania służb oraz prokuratorskie śledztwa.

Wybuch pożaru i akcja gaśnicza
Pożar hali w Zielonej Górze/Przylepie, w której były składowane niebezpieczne substancje, wybuchł w sobotę 22 lipca 2023 roku około godziny 15.30. W jego następstwie doszło do serii eksplozji. Wieczorem następnego dnia, 23 lipca, poinformowano, że działania gaśnicze zakończyły się. W magazynie na terenie byłych zakładów mięsnych w zielonogórskiej dzielnicy Przylep składowano około 5 tys. ton ekstremalnie niebezpiecznych substancji. Co gorsza, pokrycie dachowe wykonane z azbestu również płonęło i wraz z uformowaną chmurą ciemnego, gęstego dymu roznosiło niebezpieczne chemikalia po okolicy.
Pożar w Przylepie. Jak teraz wygląda miejsce pożaru odpadów chemicznych? (ZDJĘCIA, FILM)
Pożar postawił na nogi wszystkie służby ratunkowe - straż, jednostki chemiczne, policję, pogotowie ratunkowe, żołnierzy - zaniepokoił mieszkańców i doprowadził do zwołania sztabu kryzysowego. Akcja gaśnicza trwała ponad 30 godzin. W momencie, kiedy straż dowiedziała się o zagrożeniu, pożar był już mocno rozwinięty, a dym widziano z kilkudziesięciu kilometrów. Do walki z żywiołem co rusz wyjeżdżały kolejne zastępy, łącznie w akcji brało udział ponad 200 strażaków z ponad 60 jednostek straży pożarnej.
Nie wszyscy będący w strefie zagrożenia mieli odpowiednio zabezpieczający ich ubiór, co dotyczyło również ludzi uprzątających pogorzelisko. Wszyscy byli narażeni na wdychanie rakotwórczych substancji. Do tego doszły również ogromne straty po stronie jednostek gaśniczych; strażacy podczas działań stracili sprzęt, który jest im na co dzień niezbędny - mocno ucierpiała odzież specjalna, zniszczona została armatura, sprzęt ratownictwa chemicznego, węże i aparaty oddechowe.
Zagrożenie dla zdrowia i środowiska
Wewnątrz budynku i w unoszącej się nad Lubuskiem chmurą znajdowała się cała tablica Mendelejewa. Biegli wymieniali w tym przypadku między innymi: aceton, akrylamid, alkohol benzylowy, chlorek poliglinu, chrom propylenowy, cynk oraz cynk w postaci pyłu, glikol etylowy, glikol propylenowy, miedź w postaci pyłu, N-winylkarbozol, styren. W hali składowano 32 rodzaje różnych substancji niebezpiecznych, w tym p-ksylen, toluen metylobenzen, benzen czy ołów, które są klasyfikowane jako trucizny. Znajdowały się tam również etylobenzen, kadm, detergenty i farby, które powodują różne skutki zdrowotne. Są to substancje i środki nie tylko wpływające na nasz organizm, ale niosące ze sobą poważne konsekwencje: od zatruć i działań drażniących na skórę oraz oczy przez choroby nowotworowe, choroby serca, układu krążenia, układu oddechowego, wady płodu, wady genetyczne. Kontakt z tymi substancjami mógł wpływać na narządy wewnętrzne, a nawet prowadzić do śmierci.

Na podstawie posiadanej dokumentacji Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska stwierdził, że wewnątrz hali znajdować się miało nawet 5 tys. metrów sześciennych pojemników z odpadami, których pełny skład nie był do końca znany. Pracownicy okolicznych hal wielokrotnie opowiadali, że w słoneczne letnie dni przy magazynie można było wyczuć "dziwne" zapachy.
Gigantyczny pożar hali, w której były składowane niebezpieczne substancje, spowodował, że około 65 hektarów gruntów zostało skażonych. Pierwsza opinia biegłego dotyczy tego, że "bezpośrednim następstwem pożaru było zniszczenie w świecie roślinnym w znacznych rozmiarach, tj. na powierzchni ok. 65 ha". Skażenie spowodowały węglowodory ropopochodne, związki metali ciężkich (w tym rtęć i cynk), a także substancje powodujące zasolenie (w tym chlorki i siarczany). Biegły wskazał również, że w wyniku pożaru powietrze w rejonie zostało zanieczyszczone substancjami toksycznymi i rakotwórczymi. "Substancje szczególnie szkodliwe oraz rakotwórcze i toksyczne dostały się bezpośrednio do środowiska z wodami gaśniczymi, migrując na znaczne obszary z wodami rzeki Gęśnik. Ponadto pożar mógł również zagrażać życiu i zdrowiu człowieka poprzez wyzwolenie znacznej energii i eksplozji w trakcie pożaru, a także w wyniku emisji substancji toksycznych do powietrza, co sprowadzało zagrożenie dla osób przebywających w obszarze narażenia". W ocenie biegłego narażanie na inhalacje takich substancji mogło powodować ich kumulację i doprowadzić do chorób nowotworowych.
Występowanie zagrożeń potwierdził drugi biegły. Podczas pobrania próbek, które odbyły się w listopadzie 2023 roku, okazało się wówczas, że te substancje z pierwszej opinii występowały nadal w Gęśniku, a ich wskaźnik był dużo wyższy niż bezpośrednio po pożarze. W związku z tym prokurator niezwłocznie skierował pisma do urzędu miasta oraz wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska w celu ustalenia, czy w sposób prawidłowy i kompletny usunięto szlam popożarowy z rzeki Gęśnik.
Urząd Miasta w Zielonej Górze wydał komunikat do mieszkańców, by nie wychodzili z domów i zamknęli okna. W sobotę, 22 lipca, zielonogórski Urząd Miasta podał informację, że odbędzie się ewakuacja mieszkańców Przylepu. Z powodu pożaru wstrzymano ruch pociągów na trasie Zielona Góra - Poznań, a także w kierunku Wrocławia i Szczecina.

Działania po pożarze: usuwanie odpadów i rekultywacja
Pobory próbek wody prowadzone są w trybie ciągłym od 23 lipca, a pobór próbek gleby rozpoczęto 25 lipca. Na cieku wodnym Gęśnik założone są trzy tamy absorbujące skażoną wodę, które działają skutecznie i woda nie przedostaje się dalej - informują służby wojewody. Od momentu wybuchu pożaru WIOŚ i PSP prowadzą badania jakości powietrza, z kolei Sanepid bada publiczne i prywatne ujęcia wody. Na chwilę obecną znane są wyniki emisji powietrza oraz niektóre wyniki prób wód powierzchniowych i podziemnych.
Wojewoda lubuski poinformował, że straż pożarna prowadzi działania zmierzające do uprzątnięcia wody pogaśniczej. W tym celu rozkładane są trociny, które po wykorzystaniu utylizowane są w certyfikowanej spalarni. Z Przylepu każdego dnia, już po opanowaniu sytuacji, wyjeżdżały jeden lub dwa transporty z odpadami - każdy o załadunku zbliżonym do 20 ton. Do 5 maja 2024 roku wywieziono 1900 ton odpadów, pozostałe 500 zniknęło w kolejnych dwóch miesiącach. Łącznie wywieziono blisko 2400 ton niebezpiecznych pozostałości. Część była spalana w specjalistycznej instalacji w Ciepielówku, a te, których nie dało się w ten sposób zutylizować, trafiały na certyfikowane składowisko odpadów niebezpiecznych w Koninie. Po pozbyciu się niebezpiecznych pozostałości rozpoczęto rozbiórkę spalonej hali, a potem rekultywację terenu.
Na mocy umowy z miastem likwidacją składowiska w Przylepie zajęła się spółka Promarol-Plus z Ciepielówka koło Sławy oraz jej podwykonawcy. Koszt całego przedsięwzięcia oszacowano na 55 mln zł. Na ten cel rząd za pośrednictwem NFOŚiGW przeznaczył 43 mln zł, a 12 mln zł ze swojego budżetu wyłożyło miasto Zielona Góra.
Śledztwa prokuratorskie i odpowiedzialność
Śledztwo dotyczące pożaru hali w Przylepie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Postępowanie zostało wszczęte w związku z pożarem oraz wybuchem substancji łatwopalnych poprzez sprowadzenie zagrożenia dla zdrowia i życia osób oraz mienia wielkiej wartości. Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Prokuratura zgromadziła w tym zakresie ogromny materiał dowodowy. Obecne śledztwo, ze względu na złożony charakter, podzielono na kilka wątków. Trwające obecnie postępowanie ma odpowiedzieć na pytanie, czy właściwie działały organy państwowe odpowiedzialne za kontrolę.

Wątek bezczynności władz i urzędników
O zagrożeniu dobrze wiedział Janusz Kubicki, były prezydent Zielonej Góry. Prokuratorzy w toku śledztwa na długo przed dramatycznymi wydarzeniami z lata 2023 roku informowali o możliwych konsekwencjach. Sąd wskazał, że składowisko musi być usunięte przez samorząd. W 2019 roku Naczelny Sąd Administracyjny postanowił, że Prezydent Miasta Zielona Góra ma obowiązek niezwłocznie usunąć odpady składowane w Przylepie. Tak się nie stało. W grudniu 2023 roku zapadł nieprawomocny wyrok, w którym skazano oskarżonych na kary od 3 do 5 lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz wielomilionowe nawiązki, natomiast w stosunku do urzędników wymierzono karę 8 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 2 lat próby. - Chodzi o niedopełnienie obowiązku w Zielonej Górze na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariusza publicznego - prezydenta miasta Zielona Góra mimo prawomocnego postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego z 10 marca 2020 roku. Na skutek pożaru hali magazynowej wewnątrz której składowano bardzo niebezpieczne odpady narażono mieszkańców sołectwa Przylep na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - zaznacza prokurator.
Innym wątkiem jest niedopełnienie obowiązków przez byłego wojewodę lubuskiego, Władysława Dajczaka - wobec niego toczy się osobne postępowanie. W debacie publicznej pojawiały się opinie, że ówczesny wojewoda lubuski miał tolerować sytuację, w której władze miasta nie podejmowały działań porządkowych wobec składowiska. - Sprawdzamy niedopełnienie obowiązków na szkodę interesu publicznego, przez wojewodę lubuskiego. Chodzi o niewłaściwy nadzór nad podległym mu Lubuskim Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska i przez to niewyegzekwowanie od prezydenta Zielonej Góry spełnienia obowiązku w postaci usunięcia porzuconych odpadów złożonych wewnątrz oraz bezpośrednio obok hali magazynowej zlokalizowanej w Zielonej Górze Przylepie - tłumaczy prokurator Robert Gabryszak.
Do tego wszystkiego w osobnym śledztwie poruszana jest kwestia niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez prezydenta Zielonej Góry w związku z brakiem ewakuacji mieszkańców sołectwa Przylep oraz sołectwa Łężyca. Osobny wątek tego śledztwa skupia się również na burmistrzu Czerwieńska i ewentualnej ewakuacji mieszkańców wsi Zagórze oraz Płoty, w których kierunku przesuwała się toksyczna chmura. Obie kwestie wyjaśniają powołani do tego biegli.
Wątek "mafii śmieciowej"
Jeden z kluczowych elementów śledztwa dotyczy składowania, wbrew przepisom, w latach 2012 - 2015 niebezpiecznych substancji przy ulicy Zakładowej 6 w Zielonej Górze Przylepie. Chodzi o osoby należące do tzw. mafii śmieciowej powiązane z podmiotem Awinion sp. z o.o. z siedzibą w Budzyniu. Spółka Awinion, której członkowie przepadli jak kamień w wodę, dzierżawiła opuszczone obiekty w różnych częściach kraju, gdzie trafiały transporty odpadów. Za ich przyjęcie pobierano opłaty, po czym magazyny pozostawiano z niebezpieczną zawartością bez opieki. Według ustaleń, organizatorzy procederu czerpali z tego ogromne zyski, liczone w milionach złotych. Dokładnie taki scenariusz spotkał Zieloną Górę. Z czasem wyszło na jaw, że firma Awinion odpowiedzialna za przywiezienie niebezpiecznych substancji została rozwiązana i zniknęła z rynku, pozostawiając po sobie ogromne i niebezpieczne składowisko. Prokuratorzy alarmowali na kilka lat przed wybuchem pożaru, gdy ścigali śmieciową mafię, że może dojść do samozapłonu w magazynie, więc trzeba nielegalne składowisko zutylizować na koszt miasta.
W 2021 roku Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze skierowała akt oskarżenia do Sądu Rejonowego przeciwko ośmiu osobom, które były związane z procederem składowania odpadów w Przylepie. Prokuratura oskarżyła wówczas sześć osób związanych ze spółką, która wynajmowała hale w Przylepie, a także dwóch urzędników Starostwa Powiatowego w Zielonej Górze, naczelnika i inspektora, którzy dopuścili się zaniechania czynności w związku z wydawaniem decyzji o pozwolenie. Sąd uznał oskarżone osoby winnymi. Kierujący procederem usłyszał wyrok pięciu lat pozbawienia wolności i miał zapłacić Urzędowi Miasta Zielona Góra 5 mln zł tytułem zadośćuczynienia. Z tego śledztwa były opinie z zakresu ochrony środowiska i pożarnictwa, które wskazywały na zagrożenie życia i zdrowia osób, które są w obrębie skażenia odpadami w związku z ewentualnym pożarem.
Wątek akcji gaśniczej
Kolejne śledztwo obejmuje działania w czasie akcji gaśniczej. - Sprawdzamy wykonywanie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych z samorządu terytorialnego oraz administracji zespolonej zaangażowanych w różnych formach w działania związane z bezpośrednią akcją gaśniczą oraz diagnozowaniem i niwelowaniem skutków pożaru hali magazynowej - przekazuje prokurator Gabryszak.