Skutki Niszczycielskiej Powodzi w Stroniu Śląskim i Wiśniowej

portalcenter.cl

Gwałtowne zjawiska pogodowe w ostatnim czasie spowodowały katastrofalne zniszczenia w wielu regionach Polski, w tym w Stroniu Śląskim i Wiśniowej. Mieszkańcy obu miejscowości zmagają się z konsekwencjami powodzi, która w wielu przypadkach odebrała im dorobek całego życia. Skala tragedii jest ogromna, a powrót do normalności będzie długi i trudny, choć widać już pierwsze oznaki walki i determinacji.

Powódź w Stroniu Śląskim: Morze Ruin i Ludzkie Dramaty

Skala Katastrofy

W Stroniu Śląskim fala powodziowa uderzyła w niedzielę o godzinie 11, choć, jak mówi Lidia, znajomy strażak już w sobotę wieczorem informował o przeciekających wałach. Mieszkańcy relacjonują, że wszystko trwało dosłownie 15 minut i całe życie zostało zrujnowane. Artur widział z pagórka, na który uciekł, jak fala zalewa jego dom i zabiera wszystko, co stanęło jej na drodze.

Na moście obok jego domu utworzyła się czterometrowa zapora, gdzie płynęły domy i dachy, co sprawiło, że fala uderzyła między budynkami. Auta dopływały do mostu całe, a wypływały zgniecione jak konserwy. Piotr, spacerujący wzdłuż ulicy Nadbrzeżnej pośród morza ruin w centrum Stronia Śląskiego, mówi, że jego dom nie ucierpiał, bo jest na wysokości tamy, ale połowy miasta nie ma.

Zniszczone centrum Stronia Śląskiego po powodzi

Indywidualne Historie Zniszczeń

W Stroniu Śląskim wiele rodzin straciło niemal wszystko.

  • Adam i Wiesława

    Adam, demonstrując zniszczenia w domu, który sam zbudował i w którym z żoną Wiesławą mieszkali od 24 lat, mówi przez łzy: „Nie mam słów. Wszystko własną ręką postawiłem”. Naprzeciwko jego domu jeszcze do niedawna stał budynek policji, który popłynął z fundamentami. Adam, chcąc ochronić swój samochód, zostawił go na podnośniku, jednak to nie pomogło - najpierw zalała go fala, potem zwalił się na niego sufit garażu. „Dobrze, że syn przyjechał po nas w sobotę i zabrał do siebie, bo gdybym to widział, serce by mi pękło” - wyznaje Adam. Jego żona Wiesława dodaje, że z okien na co dzień patrzyli na zielony budynek policji, który „zniknął z fundamentami”.

    Samochód Adama zniszczony przez powódź i zawalony sufit garażu
  • Artur

    Dom Artura z każdej strony jest owinięty żółtą taśmą nadzoru budowlanego, a z frontowej ściany razi wymalowany sprayem napis "zakaz wejścia". Z kuchni przez dziurę w ścianie widać dom sąsiadów, a w innych pomieszczeniach pojawiają się pęknięcia. W miejscu, gdzie stała altanka i plac zabaw dla dzieci, jest teraz kilkumetrowy krater. Podobne wyrwy powstały wokół całego domu, a także u sąsiadów. „Nie zostało nic, tylko rozpadające się fundamenty” - Artur z niedowierzaniem kręci głową, mówiąc, że dopiero niedawno skończył remont dołu i teraz nie ma do czego wracać. Dom prawdopodobnie zostanie zburzony. Od czasu powodzi Artur z żoną i dwiema córkami - dziewięcio- i siedemnastolatką - mieszka u dwójki znajomych na niespełna 50 metrach. Martwi się: „Najgorsze, że to zaraz wszystko ucichnie. Póki jest zainteresowanie mediów, to coś się dzieje. Ale nie wiem, co będzie potem. Możemy zostać z niczym”.

    Zniszczony dom Artura z widocznymi pęknięciami i kraterem
  • Lidia i Mirosław

    Dom Mirosława i Lidii, sąsiadujący z domem Artura, również jest otoczony taśmą. Oni także czekają na decyzję inspektorów w sprawie ewentualnej rozbiórki. Ich drewniany ganek wisi nad przepaścią i w każdej chwili może się oberwać. Do środka wchodzą przez otwór, który powstał po drugiej stronie. Lidia, pracująca w pensjonacie Puchaczówka, gdzie część ewakuowanych mieszkańców znalazła schronienie, była w pracy, gdy fala zalewała jej dom. Mąż schronił się w bloku rodziców. „Nie wiem, czy dało radę się przed tym uchronić, czy można było cokolwiek zrobić. My już nie mamy siły płakać. Teraz trzeba być twardym” - dodaje Lidia.

    Ganek domu Lidii i Mirosława wiszący nad wyrwą
  • Piotr Dudziak - właściciel cukierni "Pączek"

    Piotr Dudziak, właściciel piekarni i cukierni „Pączek”, w 15 minut stracił 30 lat działalności. Woda w jego lokalu sięgała ponad dwóch metrów, niszcząc cały sprzęt. Udało się uratować jedynie trochę mąki. Piotr podjął decyzję o odbudowie biznesu, licząc, że uda mu się otworzyć do końca roku.

    Zniszczona cukiernia Piotra Dudziaka w Stroniu Śląskim
  • Halina

    Mieszkanie Haliny znajduje się na pierwszym piętrze kamienicy pozbawionej drzwi; wszystko pod nią pływało. „W niedzielę rano siłą nas wywozili” - opowiada. Wtedy wody było już po pas, a wozem strażackim „aż rzucało, taka była woda”. Halina, która przeżyła już pożar mieszkania i dwie powodzie, mieszka od ponad tygodnia na działce. „Jak tyle przetrwałam, to i przeżyję resztę. Jakoś sobie damy radę. Żeby tylko zdrowie było” - kończy z delikatnym uśmiechem.

    Halina po powodzi, patrząca na zniszczenia

Walka o Odbudowę i Wytrwałość Mieszkańców

Mimo ogromu strat, w Stroniu Śląskim widać wolę walki.

W cukierni Piotra Dudziaka grupa wolontariuszy z Wrocławia zbija młotami kafle z posadzki. „Będziemy się szykować do osuszania środka. Mieliśmy to szczęście w nieszczęściu, że budynek konstrukcyjnie nie został naruszony. A to podstawa do odbudowy firmy” - mówi Piotr, wyrażając „wielki szacun dla tych ludzi, którzy przyjeżdżają nam pomagać i cały dzień zasuwają”. W sobotę było tu 30 osób z Krakowa, Poznania i Piotrkowa Trybunalskiego. Dźwięki wiertarki i odgłosy remontu dobiegają też z sąsiednich lokali. Ulicę przed nimi cały czas przecinają koparki porządkujące okolicę. „Wcześniej wszędzie były tu hałdy ziemi. W porównaniu z tym, co było, to teraz jest tu Ameryka. Teren jest już trochę uprzątnięty” - dodaje Piotr.

Wolontariusze pomagający w sprzątaniu po powodzi

Adam i Wiesława, mimo dramatu, starają się patrzeć w przyszłość. Nadzór budowlany stwierdził, że ganek jest nadszarpnięty i trzeba będzie go zburzyć, a resztę wyremontować. Zgłosili się do nich z ubezpieczalni, oferując 25 tys. zł odszkodowania, co Adam uznaje za „kpiny za takie zniszczenia”. Adam, który przepracował w hucie 40 lat i jest na emeryturze, martwi się: „Gdzie ja teraz pójdę dorobić?”. Mimo wszystko Wiesława nie traci pogody ducha, a Adam, choć „załamał się i kompletnie posypał”, coraz częściej zaczyna mówić o remoncie.

"Wszystko runęło w 20 minut". Mieszkaniec Stronia Śląskiego: 20 lat pracy, nie ma nic

Piotr (mieszkaniec) i Adam (mieszkaniec bloku) ze swojego bloku mają widok na dwa światy. „Z jednej strony jest elegancko, a z drugiej krajobraz jak po wojnie” - mówi Mirosław. „Przerąbane, ale przecież człowiek nic nie zrobi. Siła natury i tyle. Nam się na szczęście nic nie stało, ale tam u dołu ludzie mają masakrę”. W ich bloku fala podmyła jedynie piwnice; mają już prąd, ale wciąż są bez bieżącej wody. Adam dodaje, że ludzie myśleli, że będzie jak w 1997 roku, dlatego niektórzy nie opuścili domów, co ich zgubiło, pomimo wołań strażaków o ewakuację.

Gwałtowna Burza i Powódź w Wiśniowej

Apogeum Ulewy i Pierwsze Działania

Pół godziny wystarczyło, aby gwałtowna burza szalejąca w piątkowy wieczór nad gminą Wiśniowa wyrządziła olbrzymie szkody, idące w setki tysięcy złotych. Apogeum ulewy przypadło na godzinę 20:30 i trwało do 21:00. Mieszkańcy Wiśniowej twierdzą, że opad był tak gwałtowny i obfity, że widoczność stopniała do kilku zaledwie metrów. „To była istna ściana wody” - mówi Maria Turecka, kierownik referatu budownictwa, rolnictwa i gospodarki komunalnej w Urzędzie Gminy.

Intensywna ulewa i powódź w Wiśniowej

Do akcji ratunkowej ruszyło 21 jednostek OSP z powiatu oraz strażacy z PSP w Myślenicach. Oddziały pracowały do północy, wypompowując wodę, usuwając drzewa, udrażniając przepusty i ratując przed zalaniem domy. Rano w sobotę wójt gminy Wiśniowa Wiesław Stalmach zwołał spotkanie sołtysów, aby zdali relację z sytuacji w swoich wsiach.

Zniszczenia Infrastruktury i Pomoc Strażaków

Powódź w Wiśniowej dotknęła wiele miejscowości, niszcząc infrastrukturę.

  • W Glichowie „jeden dom zalany, zalane samochody, z brzegów wystąpił potok Glichówka, na drodze gminnej na Pasternik woda "zwinęła" asfalt” - meldował Jan Topa, sołtys Glichowa.

  • W Poznachowicach woda zerwała kładkę, zdemolowała koryto Krzyworzeki, domy na szczęście nie ucierpiały - to relacja sołtysa Krzysztofa Kowala.

  • W Lipniku podmyta i zerwana droga w przysiółku na Granicach, zamulone ujęcie wody i podmyty most na drodze - relacjonował Stanisław Bogacz, sołtys tej wsi.

  • W Wierzbanowej piorun trafił w słup wysokiego napięcia, wywracając go.

  • W samej Wiśniowej najbardziej ucierpiał most na drodze wojewódzkiej, łączącej Dobczyce z Kasinką Małą. W czasie ulewy mieszkańcy ewakuowali pobliski sklep, wynosząc z niego urządzenia i towar. Mateusz Kus, strażak OSP Wiśniowa, wraz z ojcem ruszyli na pomoc sąsiadom. Kiedy mama zadzwoniła, prosząc o ratowanie domu rodzinnego, most „trząsł się od naporu wody”. Stanisław Kus, prezes OSP w Wiśniowej i ojciec Mateusza, mówi: „Czegoś takiego jak żyję 57 lat nie widziałem”. Woda zabrała sąsiadowi 30 bel siana o wadze jednej tony każda. Poziom wody wokół zalewu w Wiśniowej był wyższy niż w niecce zalewu, co groziło przerwaniem wałów. Mieszkańcy domu stojącego 200 metrów od zalewu w pośpiechu ewakuowali zwierzęta i dobytek, gdyż „poziom wody podnosił się z minuty na minutę”. Drewniany płot przy posesji został doszczętnie zrujnowany.

  • W Kobielniku woda urwała kawałek mostu na drodze powiatowej, a kilkaset metrów dalej zdemolowała nowy chodnik, który kosztował prawie 300 tysięcy złotych i został oddany do użytku zaledwie trzy dni wcześniej. „Żal patrzeć” - mówi wójt Wiesław Stalmach.

  • W Węglówce, w przysiółku Szczałba, rzeczka Niedźwiadek uszkodziła znacznie przejazd do posesji, które zostały chwilowo odcięte od świata. Ten przejazd został wyremontowany w maju. Maria Turecka po chwili prosi o szybkie przysłanie tam koparki, informując, że w gminie działają trzy koparki, a ich operatorzy mają pełne ręce roboty.

Kiedy wyjeżdżano z Wiśniowej, pełny obraz szkód nie był jeszcze znany, ale wójt Wiesław Stalmach zapowiedział, że „będą teraz szybko szacowane, byśmy mogli w miarę możliwości pomóc ludziom”.

Zniszczony most po powodzi w Wiśniowej

Spojrzenie w Przyszłość: Wyzwania i Nadzieja

W Stroniu Śląskim, Mirosław i Adam pytani o to, czy ludzie dźwigną się z tego dramatu, odpowiadają: „Muszą, ale to potrwa, choć będzie ciężko. Niektórzy sami sobie nie poradzą, a w psychice to na długo wszystkim zostanie”. Mówią, że nawet oni, choć nie zostali zalani, przez dwa, trzy dni po powodzi nie spali. Mieszkańcy dotknięci powodzią, jak Adam i Wiesława, w ciągu dnia przychodzą do swoich domów, by w nich posiedzieć, ale na razie śpią w hotelu, gdzie jest ciepło i sucho. „Niby nic nie robię, a jestem w takim stanie psychicznym - mówi Wiesława - że tylko siąść i płakać” - kończy za nią Adam. Jednak Wiesława dodaje: „Ale to już nic nie da. Czasu nikt nie cofnie, a żyć trzeba dalej. Stronie jest w totalnej klęsce”. Mimo to, jak zdradza Wiesława, jej mąż Adam, choć się załamał, „coraz częściej zaczyna mówić o remoncie. Wiem, że tam w środku do końca się nie poddał. Zaczyna walczyć”.

Tragedia powodziowa ujawnia nie tylko ogrom zniszczeń, ale także niezwykłą siłę ludzkiego ducha, determinację w walce o odbudowę i solidarność społeczności lokalnych oraz wolontariuszy.

"Wszystko runęło w 20 minut". Mieszkaniec Stronia Śląskiego: 20 lat pracy, nie ma nic

tags: #adam #napora #strazak #tvs #zerwane #dachy