Zdjęcia szybko obiegły internet, głównie za sprawą mediów społecznościowych. Wystąpienie polskiej reżyserki na Krakowskim Przedmieściu jest związane m.in. z ostatnią decyzją szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Minister, pytany w „Sygnałach Dnia” o to, jak jego zdaniem będzie przebiegać najbliższa miesięcznica katastrofy smoleńskiej, zadeklarował, że policja zapewni bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom tego zgromadzenia, tak jak miesiąc temu. Błaszczak skrytykował także tzw. kontrmiesięcznice organizowane przez stowarzyszenie Obywatele RP i zapowiedział, że nie dopuści do "awantur" na ulicach. W kwestii barierek zamontowanych na Krakowskim Przedmieściu minister stwierdził, że służą zapewnieniu bezpieczeństwa.
Stan Kościoła w Polsce: Metonimia Płonącej Katedry
Wakacyjne wydanie miesięcznika „Znak” zamykamy tuż po Bożym Ciele. W piątkowy poranek na stronie głównej Katolickiej Agencji Informacyjnej widzę relacje z wczorajszych uroczystości. W centralnym miejscu ulokowano zdjęcia i wypowiedzi arcybiskupów Głodzia i Jędraszewskiego obok dość ogólnikowej informacji, że biskupi mówili w homiliach „o odnowie Kościoła, jedności i doświadczeniu pandemii”. Dopiero poniżej, w drugim oknie wypowiedzi prymasa, abp. Gądeckiego czy kard. Nycza. Na samym dole trafiam na rozmowę z abp. Polakiem przeprowadzoną po premierze drugiej części filmu braci Sekielskich. Układ treści na stronie KAI - w końcu serwisu powołanego przez Episkopat Polski - pokazuje dobitnie, że hierarchowie postępują tak, jak gdyby największym wyzwaniem dla polskiego katolicyzmu była pandemia koronawirusa. Pomijam fakt, że w witrynie próżno szukać głosu jakiejkolwiek kobiety.
Tymczasem Kościół w Polsce płonie równie mocno jak katedra Notre-Dame i australijskie lasy. Przyczyną pożaru nie jest COVID-19, lecz krzywdy wyrządzane nieletnim przez duchownych oraz hierarchów, którzy ich chronią, klerykalizm, który skutkuje tym, że większe współczucie spotyka w Kościele księdza sprawcę niż jego ofiarę, wreszcie - homofobiczny język, który rani, wyklucza i dzieli. Mimo upływającego czasu tylko pojedyncze osoby spośród hierarchów dostrzegają tę katastrofę. Systematyczne eksponowanie osoby abp. Głodzia na oficjalnych stronach kościelnych mediów budzi zgorszenie. Podobnie jak liczne i często bezkrytyczne omówienia homofobicznych wypowiedzi abp. Jędraszewskiego. W świetle tego naiwnością byłoby twierdzenie, że reprezentują oni mniejszościową postawę w episkopacie.
Brak zdecydowanej i jednoznacznej reakcji watykańskich Kongregacji ds. Biskupów i Kongregacji Nauki Wiary oraz całkowita bierność nuncjusza apostolskiego w Polsce i Episkopatu Polski na doniesienia w sprawie udokumentowanych przewinień abp. Sławoja Leszka Głodzia i bp. Jana Tyrawy jest powodem czegoś więcej niż zgorszenie. To dowód na to, że prawo i procedury nie są w polskim Kościele przestrzegane. W przypadku bp. Edwarda Janiaka czekamy na konkretne i jasne wyjaśnienia oraz sprawiedliwe zakończenie postępowania. Dymisja hierarchów, którzy w zuchwały sposób łamali prawo lub zasady etyczne, jest niezbędnym punktem wyjścia do zmiany, zwłaszcza że te trzy nazwiska to prawdopodobnie wierzchołek góry lodowej.
W polskim Kościele nie ma dziś mechanizmów, które mogłyby doprowadzić do jego oczyszczenia i odnowy. Nie ma niezależnych komisji. Nie ma nacisku ze strony instytucji państwa. Nie ma również wystarczająco silnego sprzeciwu wobec zła ze strony wiernych. Pisałam niedawno, że wszyscy do pewnego stopnia jesteśmy dziećmi tej samej klerykalnej kultury, nieważne, czy jesteśmy wierzący czy niewierzący. Klerykalizm stanowi część polskiej kultury i jej niechlubnej tradycji, podobnie jak antysemityzm „ludzi łagodnych i dobrych” (odwołując się do ważnego eseju Tadeusza Mazowieckiego) czy mniej lub bardziej zakamuflowany nacjonalizm. Dotychczas zbyt mało uwagi skupiliśmy na diagnozie klerykalizmu. Przez to bagatelizowaliśmy jego wpływ na społeczną kulturę i politykę.

Pożar Katedry Notre Dame: Analiza i Przebieg
Notre Dame: dlaczego wybuchł pożar? Pomimo rozbudowanego systemu zabezpieczeń w każdym zabytkowym obiekcie sakralnym, zdarzają się sytuacje, gdzie najsłabszym ogniwem jest czynnik ludzki. Tak było np. podczas pożaru kościoła św. Katarzyny w Gdańsku w 2006 r. Kilkadziesiąt osób obserwowało ogień, jednak nikt nie wezwał Straży Pożarnej - przypomina rozmówca Onetu. - Każdy obiekt sakralny posiada odpowiednie zabezpieczenia i systemy powiadamiania strażaków. Należy jednak pamiętać, że w katedrze Notre Dame znajdowało się dużo materiałów, które ogień mógł łatwo strawić, przede wszystkim na poddaszu - dodaje rzecznik prasowy PSP.
Ogień pojawił się tuż przed godziną 19. W średniowiecznej katedrze Notre Dame prowadzono renowację iglicy nad nawą główną celem uszczelnienia. Prace te wymagały ogromnego rusztowania, ponieważ konstrukcja wznosi się do 100 m wysokości. Na skutek pożaru runęła iglica i dach świątyni. Pożar Notre Dame ugaszono przed godz. 4 nad ranem.
Trudności w Gaszeniu i Kwestia Śmigłowców
Zdaniem Pawła Frątczaka, pożary zabytków są szczególnie trudne do ugaszenia. - Te budynki często powstawały w warunkach bardzo gęstej zabudowy, bez odpowiednich dróg dojazdowych. Dlatego w czasie takich sytuacji jak wczorajsza jeszcze bardziej istotna jest rola strażaków, którzy nie tylko gaszą pożar, ale także zabezpieczają sąsiednie budynki i ewakuują dzieła sztuki - uważa ekspert.
Na koniec rozmówca Onetu odpowiedział na pytanie, które często pojawia się wśród użytkowników sieci społecznościowych: dlaczego pożar nie był gaszony przy pomocy śmigłowców? - Taka strategia prowadzenia akcji gaśniczej byłaby niebezpieczna dla strażaków, ale przede wszystkim mogłaby doprowadzić do zawalenia się ażurowej konstrukcji budynku. W przypadku pożarów zabytków straż pożarna używa raczej drabin i podnośników, aby jeszcze bardziej nie uszkodzić budowli - powiedział Frątczak.