Co kryje się za alarmem: Wyzwania i dylematy współczesnych strażaków

Poza heroicznymi akcjami ratunkowymi, alarmy dla strażaków niosą ze sobą wiele innych, często skomplikowanych aspektów - od osobistych tragedii, przez nietypowe interwencje, po trudne dyskusje na temat bezpieczeństwa i przepisów drogowych podczas dojazdu do remizy. Poniższa artykuł przedstawia różnorodne oblicza alarmów, z którymi mierzą się strażacy.

Tragedia w Róży Wielkiej: Strażak potrzebuje pomocy

W niedzielę 3 maja kwadrans po godzinie trzynastej wszczęto alarm w związku z płonącą stodołą w Róży Wielkiej. Na miejscu okazało się, że jest dużo gorzej... Po przyjeździe strażaków okazało się, że ogień objął również poddasze budynku mieszkalnego, gdzie mieszkał naczelnik miejscowej jednostki OSP wraz z rodziną swojej siostry.

Mimo szybko podjętych działań z udziałem 13 zastępów straży pożarnej, mieszkania doszczętnie spłonęły. Strażacy OSP Róża Wielka zwracają się z ogromną prośbą, bo tragedia jaka spotkała ich przyjaciela, strażaka ochotnika, naczelnika druha Pawła Karczewskiego, jego siostrę Kasię i ich rodziny, jest tak ogromna, że nie mogą przejść obojętnie obok niej.

Kasia i Paweł to rodzeństwo, które od początku było blisko ze sobą, mieszkali tuż obok siebie, dzieliła ich tylko ściana. Ściana która dzisiaj spłonęła. Kasia to na co dzień uśmiechnięta, wesoła osoba, znana wielu przez swoje zaangażowanie. Paweł prowadzi firmę budowlaną, buduje mieszkania.

Teraz w jednej sekundzie on, Kasia oraz ich rodziny zostali bez dachu nad głową. Spłonęło wszystko: budynek mieszkalny, sprzęt budowlany, warsztat. Paweł to również czynny strażak ochotniczej straży pożarnej w Róży Wielkiej, który gdy tylko zawyła syrena, biegł na alarm i pomagał podczas akcji, ratując mienie, życie i zdrowie poszkodowanych.

Dzisiaj sam potrzebuje pomocy w odbudowie mieszkania swojego i swojej siostry, by mogli zapewnić swoim rodzinom bezpieczne miejsce do życia. Dlatego jako strażacy OSP Róża Wielka, ale również jako koledzy Pawła i Kasi, proszą o wpłacenie choćby jednej złotówki na pomoc pogorzelcom.

Zdjęcie zniszczonego domu po pożarze w Róży Wielkiej, lub symboliczna grafika wspierająca zbiórkę dla strażaków

Niespodziewane wezwania: Pościg za końmi pod Zakopanem

Pilny alarm. Alarm o czwartej nad ranem. Strażacy ruszyli w pościg pod Zakopanem. Zamiast pożaru czy wypadku druhowie trafili na sześć bezpańskich koni, które beztrosko spacerowały po okolicy, skutecznie testując refleks kierowców. Policja poprosiła strażaków o pomoc, bo sytuacja mogła skończyć się tragicznie - zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.

Na szczęście w OSP Małe Ciche służbę pełnią nie tylko ratownicy, ale też… czterech specjalistów od koni, którzy na co dzień pracują ze zwierzętami. Dzięki temu akcja przebiegła sprawnie, a cała "ekipa uciekinierów" została bezpiecznie złapana. Choć większość stada wróciła już do właścicieli, jeden koń wciąż kontynuował swoją solową wyprawę. To kasztan w różowej derce i czerwonym kantarze, który uciekł około godziny 3 z padoku w Jurgowie. Samotnik również się odnalazł, ale w innym miejscu.

Strażacy OSP pomagający w schwytaniu koni na drodze pod Zakopanem

Dylematy dojazdu na alarm: Bezpieczeństwo i przepisy drogowe

W środowisku strażackim często dyskutuje się o kwestii oznakowania czy uprzywilejowania pojazdów ochotników oraz o możliwych innych rozwiązaniach, choć bez konkluzji. Jak jest tak jest - nikogo spoza środowiska temat nie interesuje, bo niby dlaczego by miało interesować, skoro nawet "nasi" chowają głowę w piasek i twierdzą, że problemu nie ma.

Ryzyko i nieodpowiedzialne zachowania

Często strażacy "lecą na alarm, ryzykując sporo, nie wchodząc w szczegóły". Pojawia się pytanie, co ma na celu jazda np. na światłach awaryjnych oprócz dezorientacji innych kierowców, a także wyprzedzanie kolumny aut na wysepkach i ogólnie w miejscach niebezpiecznych? Dopóki takie osoby nie zdobędą chociaż trochę rozsądku, dopóty powinni być surowo karani jak inni uczestnicy ruchu.

„Rycerze Floriana” muszą zrozumieć, że na drodze nie są sami i w razie wypadku prokurator surowo ich potraktuje. Innym aspektem jest niepewność, do czego się jedzie. Część jednostek ma e-remizę i dostęp do informacji, ale duża część nie. Taka ryzykowna "zabawa" może mieć tragiczne konsekwencje, jak plama oleju, owady, gałąź na drodze.

Ile musi się wydarzyć tragedii? Niedaleko szukać: w niedalekiej okolicy chłopaczek zabił się, jadąc na alarm, wiedząc, że i tak raczej nie zdąży na wyjazd. I ten tytuł: „Zginął bohatersko”. Mieliśmy już przykład "turbostrażaka", który zabił kobietę, jadąc na wariata, a potem płakał, że skazano go na dwa lata, mimo że był całe życie dzielnym strażakiem.

Aż strach pomyśleć, co by się działo na drogach, gdyby ochotnicy mogli używać sygnałów uprzywilejowania podczas dojazdu na alarm. Przykłady z życia pokazują, że zdarzają się sytuacje, gdy osobówki strażaków ochotników, jadące z dużą prędkością do pożaru, blokują wąskie uliczki, uniemożliwiając dojazd większym wozom.

Zdarzają się kierowcy, którym na dźwięk syreny adrenalina odbiera rozum. Jeden taki kierowca pod remizą omal nie potrącił strażaka, a w drodze do pożaru wyprzedzał na trzeciego. Rozmowa z naczelnikiem była krótka: albo odchodzi, albo inni strażacy z nim nie wsiadają. Wiele osób uważa, że ten temat szkodzi wizerunkowi OSP.

ALARM - OSP Smardzewo | #8 | Wyjazd i przedysponowanie

Brak uregulowań i potrzeba świadomości

Z lektury tego tematu można wywnioskować dość łatwo, czemu z takim oporem spotyka się kwestia uregulowania przejazdów alarmowych do remizy. Po prostu wszyscy się boją, że jakby dać choćby "tabliczki" takim wariatom, to już całkiem resztki zdrowego rozsądku by im wyparowały. Trudno tutaj zaprzeczyć takowym obawom, mimo tego, że zawsze uważało się ludzi szkolących się w ratownictwie, którzy muszą być przy akcji odpowiedzialni za siebie i innych, za znających umiar. A przynajmniej powinni myśleć, co robią.

Pojawia się pytanie: czy ci sami ludzie nie jeżdżą potem dużymi czerwonymi autami na sygnale? Zdarza się, że kierowca w PSP jeździ tak, że wszyscy się boją, co niestety kiedyś może się źle skończyć. Problemem są też czasy dojazdów wymagane przez PSP i zdarzenia, do których jednostki są dysponowane.

Propozycje zmian i dyskusja o zasadności uprzywilejowania

Wielu jest zwolennikami oznakowania ochotników lecących na alarm, żeby inni użytkownicy dróg mogli im ustępować grzecznościowo. Możliwe jest też wypracowanie dalej idących regulacji, lecz to dla mądrych ludzi. Dyskusja obejmuje również konkretne rozwiązania, takie jak lampy na dach, dodatkowe oświetlenie w grillu oraz modulator sygnału. Narzekamy, że nasze czerwone auta nie widać i nie słychać, a cywilne auta miałyby lampy, które w nocy słabo widać, a co dopiero w dzień. Jeśli ma ich być widać, to i słychać musi być.

Dodatkowo postuluje się wprowadzenie podziału na możliwość wykorzystania takiego uprzywilejowania. Nie wyobraża się korzystania z takich uprawnień, by dojechać do OSP i wyjechać na osy czy plamę oleju. Koniecznie do tego uprawnienia na pojazdy uprzywilejowane, a także bezwzględna weryfikacja i karanie za nadużycia. W każdej OSP postuluje się alarmowanie z informacją, co jest celem wyjazdu. Dodanie światełka na dach i uczenie reszty ludzi, do czego to służy, nie zda egzaminu.

Temat jest znacznie bardziej skomplikowany niż wynika to z dyskusji. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wdrożenie w całym kraju aplikacji instalowanej na telefonie, która umożliwiałaby od razu poinformowanie członków alarmowanej jednostki, do jakiego zdarzenia są dysponowani. Do tego musiałaby być wola decydentów i środki. Drugim krokiem powinno być zaprzestanie tworzenia i podtrzymywania fikcji, np. wymogu wyjazdu poniżej 5 minut od chwili alarmowania. Obecnie OSP może jedynie uprosić PSP o użycie jakiejś aplikacji, ale potrzebny jest standard ogólnokrajowy.

U niektórych, by uniknąć sytuacji niebezpiecznych, osoby mające dalej do remizy, jeżeli chcą, mogą mieć komplet umundurowania w domu/samochodzie i po telefonicznej informacji, gdzie i co się dzieje, udają się prywatnymi samochodami bezpośrednio na miejsce zdarzenia.

Priorytet zdrowego rozsądku i odpowiedzialności

Istnieje jedno rozwiązanie: Niech ci wszyscy "miszczowie" kierownicy zdobędą choć odrobinę rozsądku. Filmik idealnie obrazuje stan umysłu niektórych. Co do tego, że zdrowego rozsądku nic nie zastąpi, to fakt. Światła awaryjne to głupota i dezorientacja, ale nawet w niektórych stronach tak jeżdżą.

Największym zagrożeniem w straży są strażacy, dlatego karać, karać i jeszcze raz karać. A wszystkich, którzy twierdzą, że mogą robić wyścigi do remizy, bo to stan wyższej konieczności, natychmiast usuwać z szeregów OSP. Skoro sprawa "turbostrażaków" trafiła do mediów, to jest to zapewne linia obrony, bo sprawa ma drugie dno i albo chodzi o bardzo wysokie mandaty, albo nawet o zatrzymanie praw jazdy. Kiedy grunt pali się pod nogami, modne jest nagłaśnianie sprawy w mediach.

Zwykłemu kierowcy niebędącemu w OSP za takie łamanie przepisów zapewne zabrano by prawko. To, że ktoś ma uprawnienia na pojazdy uprzywilejowane oraz może przekraczać prędkość, bo pozwalają na to przepisy, nie jest zwolniony z nieprzestrzegania pozostałych obowiązujących przepisów w chwili, kiedy jedzie prywatnym autem.

Wielu obawia się, że danie choćby "tabliczek" niektórym wariatom sprawiłoby, że resztki zdrowego rozsądku by im wyparowały. Jest to standardowe podejście, które mówi, że lepiej zakazywać wszystkiego, choć niektórzy ironicznie sugerują: "Ustawą zakażmy pożarów."

Obawy nie są bezpodstawne, jednak taka tabliczka jest zbędna, bo ona nic nie daje (ani umiejętności, ani praw), więc po co? Jeśli OSP wyjeżdża w 3-4 minuty, to aż strach pomyśleć, w jakim tempie jechali do remizy. Jeśli nie ma zagrożenia życia, to po co tak gnać? Jakie znaczenie przy zalanej piwnicy ma to, czy dojedziemy w 5 czy w 25 minut? Czy gniazdo os na strychu, które wisi od kilku miesięcy i nagle zaczęło przeszkadzać, wymaga interwencji straży? Czy brudna droga, bo komuś ciekło z miski olejowej, wymaga interwencji straży?

Pojawiają się również ironiczne uwagi na temat "turboli": "Tak drogie turbole, oczywiście dla was koguty na dach, w salonie samochodowym zniżki dla turboli na czerwone osobówki z wbudowanymi kogutami w grill, w banku, sklepie, w restauracji turbol obsługiwany bez kolejki, bo może syrena zawyje, najlepiej do kina w nomexie chodzić, a najmniej w koszulce z napisem straż, żeby wszyscy widzieli, że ty jesteś super turbol z OSP." Te opinie mają swoje podstawy w przykładach z życia.

W wielu jednostkach na szczęście większości ludzi nie wyłącza się rozum, jak zawyje syrena. Sprawa jest prosta: żadnych światełek ani nic podobnego. Każdy jest w stanie dojechać do remizy na alarm zgodnie z przepisami (no +/- 20 km, wiadomo jak adrenalina działa). Na pewno zdążysz, a jeśli przed tobą będzie już cały zastęp... Trudno. Chodzi o to, żeby nieść pomoc, a czy to ty, czy też kolega, to już mniej ważne.

Zamiast światełek czy tabliczek kluczowy jest zdrowy rozsądek. Tradycja nieprzestrzegania przepisów jest w Polakach głęboko zakorzeniona i dopóki będą powstawać kolejne kretynizmy prawne, dopóty będzie społeczne przyzwolenie i zrozumienie dla łamiących zasady.

tags: #alarm #chce #pomocy #ktos #strazak #sam