Incydenty związane z bezpieczeństwem w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej

Przestrzeń publiczna Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej była w ostatnich latach areną kilku niepokojących zdarzeń związanych z bezpieczeństwem. Od fałszywych alarmów bombowych po incydenty o charakterze politycznym, budynek parlamentu wielokrotnie znajdował się w centrum uwagi ze względu na wydarzenia zagrażające jego funkcjonowaniu.

Fałszywe alarmy bombowe i groźby

W piątek, 25 października, Kancelaria Sejmu poinformowała o otrzymaniu informacji dotyczącej potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwa na terenie parlamentu. W związku z tym podjęto rutynowe czynności sprawdzające, a dostęp do budynków został tymczasowo zablokowany. Według nieoficjalnych ustaleń, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo parlamentu otrzymały anonimową informację o ładunku wybuchowym. Po dokładnym zweryfikowaniu sygnału, przywrócono standardowe zasady dostępu do budynków Sejmu. "Jak w każdym tego typu przypadku właściwe służby będą prowadziły postępowanie wyjaśniające" - podano w komunikacie.

Kilka minut po godzinie 12:00 poseł PiS, Filip Kaczyński, zamieścił w mediach społecznościowych alarmujący wpis: "Sejm został zamknięty, mówi się o zagrożeniu bezpieczeństwa. Do gmachu nie mogą wejść nawet posłowie i wicemarszałek. Prowadzone jest rozpoznanie sytuacji".

schemat procedury bezpieczeństwa w Sejmie w przypadku zagrożenia

W innym przypadku, pod policyjny numer alarmowy 112 zadzwonił mężczyzna, który poinformował dyżurnego, że w okresie świąt Bożego Narodzenia planuje podłożyć ładunek wybuchowy w siedzibie Sejmu RP. Policjanci natychmiast podjęli odpowiednie działania i w ciągu kilku godzin ustalili sprawcę alarmu. Okazał się nim 49-letni Sławomir S., który przyznał się do telefonu, tłumacząc, że był to żart. W jego mieszkaniu nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych.

Policjanci z Rybnika, na podstawie informacji przekazanych przez Komendę Stołeczną, zatrzymali również mężczyznę podejrzewanego o wywołanie fałszywego alarmu w budynku Sejmu. Wczoraj tuż przed południem pracownik jednego z klubów poselskich w Sejmie usłyszał odczytaną przez automatycznego lektora wiadomość o ładunku wybuchowym podłożonym w Sejmie. Po sprawdzeniu budynku przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, ustalono, że na terenie Sejmu nie ma żadnej bomby. Szybko namierzono również osobę dzwoniącą - 25-letniego Sebastiana K. z Rybnika, który został zatrzymany w miejscu pracy.

Zdarzył się również incydent związany z anonimową informacją o podłożeniu ładunku wybuchowego pod budynkiem Sejmu w Warszawie. Szybkie działania policjantów doprowadziły do ustalenia, że telefon wykonano ze Szczecina. Trop prowadził do mężczyzny ubranego w kask i kamizelkę taktyczną, który na widok funkcjonariuszy rzucił się do ucieczki. 31-latek został zatrzymany i usłyszał zarzut wszczęcia fałszywego alarmu bombowego. W jego mieszkaniu znaleziono kamizelkę taktyczną z napisem "Policja", pałkę teleskopową, gazy pieprzowe, maski oraz kominiarki.

Skandal z udziałem Grzegorza Brauna

Wpis o treści "Alert w Sejmie po groźbach. To będzie mega wydarzenie" pojawił się w przestrzeni publicznej, a jego autorem miał być polityk. W opublikowanym później nagraniu polityk przekonywał, że na jego konto ktoś dokonał włamania i to nie on jest autorem tego wpisu. Władze Sejmu jednak nie zlekceważyły sprawy, informując, że "Odpowiednie służby, w tym Straż Marszałkowska, sprawdzają wszystkie sygnały związane z bezpieczeństwem dzisiejszej uroczystości zapalenia menory chanukowej w Parlamencie. Właściwe procedury są uruchomione, a pojawiające się doniesienia - weryfikowane".

zdjęcie Grzegorza Brauna z gaśnicą w Sejmie

Wpis ten pojawił się dzień po skandalicznym zachowaniu posła Konfederacji Grzegorza Brauna. We wtorek poseł chwycił proszkową gaśnicę i ruszył z nią w kierunku chanukowych świec zapalonych na sejmowym korytarzu, po czym uruchomił ją, gasząc świece. Za swoje zachowanie został ukarany przez Prezydium Sejmu najwyższą możliwą karą: odebraniem połowy uposażenia na trzy miesiące oraz utratą diety poselskiej na pół roku. Prokuratura Okręgowa wszczęła również postępowanie z urzędu w sprawie wydarzeń z udziałem Grzegorza Brauna.

Alarm przeciwpożarowy wywołany przez radcę ministra

W nocy z poniedziałku na wtorek, chwilę po godzinie 1:26, do Sejmu pognała na sygnale straż pożarna po tym, jak włączył się alarm przeciwpożarowy. Okazało się, że alarm uruchomił pijany radca ministra Michała Boniego, Jerzy Machejek, po libacji w hotelu poselskim. Urzędnik próbował się tłumaczyć, że "zabłądził, otworzył jakieś drzwi, nie mógł wyjść i pomogła mu Straż Marszałkowska". Machejek nie pamiętał, czy naciskał przycisk alarmu pożarowego.

Jerzy Machejek, który na co dzień jest radcą do spraw organizacyjnych w biurze ministra Michała Boniego, robił karierę za rządów różnych partii politycznych. W latach 80-tych był dziennikarzem "Głosu Robotniczego", organu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Łodzi. W latach 90-tych, za rządów SLD-PSL, był szefem Radia Łódź. Po 2001 roku został doradcą premiera Leszka Millera, a następnie szefował jednej ze spółek Poczty Polskiej. Za rządów PiS kierował Naftoserwisem. W 2008 roku został skarbnikiem partii Polska Lewica. W lipcu 2012 roku objął stanowisko radcy ds. organizacyjnych w biurze ministra Michała Boniego. Jest autorem wywiadów-rzek z Aleksandrem Kwaśniewskim i Leszkiem Millerem.

Bezpieczeństwo

tags: #alarm #pozarowy #w #sejmie