Andrzej Malinowski był jednym z dwóch strażaków, którzy ponieśli najwyższą ofiarę podczas największego pożaru w powojennej Europie, który miał miejsce w 1992 roku w lasach w okolicy Kuźni Raciborskiej. Jego historia jest świadectwem heroizmu i poświęcenia strażaków.
Największy Pożar w Powojennej Europie: Kontekst Katastrofy
Dnia 26 sierpnia 1992 roku przez lasy w okolicy Kuźni Raciborskiej przetoczyła się fala ognia, która w ciągu następnych dwóch tygodni pochłonęła 9062 hektary drzewostanu. Był to największy pożar w dziejach powojennej Europy, obejmujący powierzchnię ponad 9 tys. hektarów.
Lokalizacja zdarzenia to Kuźnia Raciborska. Sierpień 1992 roku był w Polsce wyjątkowo suchy; słońce grzało od maja, deszczu było jak na lekarstwo. Panował upał, od trzech miesięcy nie padało. Tutejsze tereny i tak cierpią na deficyt wody. Ściółka była wysuszona na wiór, a wiał silny wiatr. Prawdopodobnie nigdy wcześniej i już nigdy później nie było warunków bardziej sprzyjających pożarowi, niż tego dnia. Pożar spowodowały iskry sypiące się spod zablokowanych kół pociągu. Wzdłuż linii kolejowej łączącej Kędzierzyn z Raciborzem zlokalizowano trzy zarzewia. 26 sierpnia pod Kuźnią Raciborską wybuchł ten najgroźniejszy.

Tragiczny Dzień 26 Sierpnia 1992 Roku
Kilka minut przed godziną 14:00, 26 sierpnia, zaczęły napływać meldunki o pojawiającym się dymie wzdłuż torów kolejowych między Kuźnią Raciborską a Raciborzem. Po upływie czterech godzin płonęło już 600 ha lasu, po upływie ośmiu godzin od pierwszego meldunku - ponad dwa tysiące hektarów. Strażacy z Zawodowej Straży Pożarnej z Raciborza działali już wcześniej tego dnia przy pożarze lasu w okolicy miejscowości Nędza. Podczas tankowania samochodu w punkcie czerpania wody zauważyli oni w oddali następny pożar, powstały prawdopodobnie od iskier spod kół jednego z pociągów.
Bardzo silny wiatr i niska wilgotność sprawiły, że pożar rozprzestrzeniał się bardzo szybko, nie tylko po ściółce, ale również po wierzchołkach drzew. Zmienny kierunek wiatru spowodował powstanie wierzchołkowego pożaru młodników. Nikt nie spodziewał się jednak, że silny wiatr i wiry powietrzne przerzucą ogień po koronach drzew. Z tej przyczyny ogień odciął drogę ucieczki strażakom. Strażacy zostali zmuszeni do natychmiastowego odwrotu i pozostawienia sprzętu. Większości z nich udało się uciec, pozostawiając na leśnej drodze samochody gaśnicze i sprzęt, które uległy spaleniu.
TO BYŁ NAJWIĘKSZY POŻAR W HISTORII POLSKI.
Pamięć o Andrzeju Malinowskim
Andrzej Malinowski był piekarzem i przez siedemnaście lat służył w Ochotniczej Straży Pożarnej w Kłodnicy. Decyzją Zarządu pełnił funkcję gospodarza remizy. Za swoją pracę został wyróżniony odznaką „Wzorowy Strażak” oraz odznaczony medalem za Zasługi dla Pożarnictwa. Miał 33 lata i nie zdążył wybiec z lasu. Kilkadziesiąt metrów dalej, na uboczu drogi, zginął druh Andrzej Malinowski. Nie zdołał uciec przed ogniem.
Rzadko mieli okazję posiedzieć ze sobą, już przy trójce dzieci, a najmłodszy Adaś skończył zaledwie dwa miesiące. Tego dnia siedzieli, popijali kawę, tak jakby czas na chwilę się zatrzymał. Spokój przerwał alarm z pobliskiej strażnicy. Wtedy Andrzej miał chorą nogę, opuchlizna mu nie schodziła, żona liczyła, że to go zatrzyma i nie pobiegnie do pożaru. W nocy jedna z córeczek nieżyjącego od kilku godzin strażaka Malinowskiego nasłuchiwała w radiu komunikatów o płonących w ich okolicy lasach. Potem kilkuletnia dziewczynka usłyszała reporterski szczegółowy opis zwęglonego ciała strażaka z kłodnickiej OSP. O śmierci dzielnego ochotnika strażaka usłyszała cała Polska. Na jego pogrzebie ówczesny prezydent Lech Wałęsa mówił: „Wasz żal jest żalem całej Polski”.

Andrzej Kaczyna - Druga Ofiara Pożaru
W pożarze w Kuźni Raciborskiej zginął także młodszy kapitan Andrzej Kaczyna z Zawodowej Straży Pożarnej w Raciborzu. Był on pierwszą ofiarą wielkiego pożaru lasu. Andrzej Kaczyna w zawodowej straży pożarnej służył dwadzieścia lat, na co dzień pełnił służbę w straży pożarnej w Raciborzu. Od kwietnia 1991 roku służył w podziale bojowym na stanowisku dowódcy plutonu, wcześniej realizował zadania związane z prewencją. Pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
We wnętrzu jednego z samochodów odnaleziono zwęglone zwłoki st. asp. Andrzeja Kaczyny, jednego z pierwszych strażaków przybyłych na miejsce akcji. Chciał się on schronić w kabinie jednego z samochodów przed falą ognia, jednak ochrona okazała się niewystarczająca. Strażak z Raciborza, kpt. Andrzej Kaczyna, szukając ratunku i uciekając przed ogniem, zamknął się w samochodzie. Kierujący tym samochodem strażak, Hubert Dziedzioch, chciał zrobić to samo, co jego dowódca, ale ogień odciął mu drogę. I to go uratowało. Bo kiedy po chwili udało mu się przedrzeć do samochodu, ten już płonął razem z jego dowódcą. Dziedzioch próbował gasić samochód, ale sam zaczął się palić. Rzucił się do ucieczki, wbiegł do pobliskiego młodnika, upadł w gąszczu wysokich paproci.

Skala Akcji Gaśniczej i Trudności
Potęgę pożaru równoważyła skala akcji gaśniczej i ilość zaangażowanych w nią ludzi. W działaniach brało udział około 10 tysięcy strażaków z całej Polski. Polska podzielona była administracyjnie na 49 województw, jednostki straży przyjechały z 30 z nich. Obok wozów strażackich w akcji brały udział samoloty i śmigłowce. W głębi lasu podczas pożaru znajdowało się 5 zastępów wraz ze strażakami. Dopiero druga próba dotarcia do odciętych przez ogień strażaków zakończyła się sukcesem. Na miejscu zastano widok apokaliptyczny.
Jak straszny był ten ogień, opowiadali strażacy uczestniczący w akcji. Temperatura pożaru wynosiła 900 stopni Celsjusza, a miejscami 1100 stopni! Temperatura była tak wysoka, że trudno było nabrać powietrza. A ściółka była tak gorąca, że strażaków przestały chronić buty ochronne. Ogień robił, co chciał, co chwilę zmieniał kierunek. To się ma we krwi, jestem dowódcą, od mojej decyzji zależy, czy poślę chłopaków na śmierć. Akcja gaszenia trwała do 20 września. Po pożarze pozostał czarny szmat zwęglonej ziemi.
Dziedzictwo i Pamięć o Katastrofie
Dziś stoi tu krzyż i dwie atrapy grobów w pobliżu miejsc, gdzie zginęli strażacy. Mija 25 lat, a raciborskich lasach bardzo dużo się zmieniło. Dziś teren ten jest jednym z najbardziej zadbanych w Polsce. Poszczególne sektory oddzielone są od siebie szerokimi pasami, w miejscu wypalonych drzew wyrastają białe lasy brzozowe. W głąb prowadzą utwardzone szlaki, ku niebu wzbijają się nowoczesne wieże obserwacyjne. Cały las usiany jest pomnikami tej katastrofy. W lesie wytyczono ścieżkę, która okala dawne pogorzelisko. Na jednym z leśnych wzgórz, będącym od ponad dwóch wieków miejscem spotkań myśliwych, ustawiono kilka głazów i kamienny pomnik.
Co roku odbywają się uroczystości przy pomniku, upamiętniającym dwóch strażaków, którzy zginęli podczas gaszenia lasów koło Kuźni Raciborskiej. W uroczystościach biorą udział strażacy z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej z Opola, z Katowic i z Komendy Powiatowej PSP z Raciborza, a także ochotnicy z OSP i samorządowcy. Każdy młody strażak na początku słyszy o tym pożarze, zaczynając od szkoły o profilu pożarniczym w Sławięcicach. Wtedy nie było takiego sprzętu, nie było takiej wiedzy. Jest to żywa lekcja historii i pamięci o ofierze, jaka została złożona. Pewną naiwnością jest myślenie, że taki pożar dziś by już nie mógł wybuchnąć. A jeśli by już się paliło, to skala zniszczeń nie była by tak duża. Jedna iskra, jeden piorun, jeden niedopałek rzucony z okna pociągu lub samochodu - niedużo trzeba.

tags: #andrzej #malinowski #strazak