„The Benny Hill Show” to jeden z najbardziej popularnych i charakterystycznych angielskich programów rozrywkowych, produkowany przez brytyjską telewizję Thames w latach 1969-1989. Gwiazdą tego show, jego pomysłodawcą i autorem scenariuszy był, niestety już nieżyjący, angielski komik telewizyjny, Benny Hill, dla którego praca w telewizji była autentyczną pasją życia. Choć na ekranie bawił miliony, jego prywatne życie i okoliczności śmierci były znacznie mniej zabawne.
Droga na szczyt: Od mleczarza do gwiazdy
Benny Hill, a właściwie Alfred Hawthorn Hill, urodził się 21 stycznia 1924 roku w brytyjskim Southampton. Już jako mały chłopiec występował w szkolnych przedstawieniach, inspirując się swoim idolem, Charliem Chaplinem. Po skończeniu szkoły parał się różnych zajęć. Zanim trafił do telewizji, pracował jako mleczarz, operator mostu, kierowca, dobosz i asystent inspicjenta. Po zakończeniu II wojny światowej, w trakcie której dorabiał przedstawieniami w kilku klubach, dostał angaż jako lektor radiowy, udzielając głosu w niezwykle popularnych wówczas słuchowiskach. To w tym czasie zmienił imię na Benny, na cześć swego idola, Jacka Benny’ego.

Po raz pierwszy na szklanym ekranie pojawił się w roku 1949 w programie „Hi There!”. O prawdziwym sukcesie mógł mówić dopiero w roku 1955, kiedy to wystartował w stacji BBC ze swoim autorskim programem „The Benny Hill Faking Show”. Bawił widzów skeczami i gagami, które zapoczątkowały nowy styl telewizyjnej rozrywki. W 1969 roku przeniósł się do stacji ITV, gdzie przez kolejne dwadzieścia lat pracował dla Thames Television.
Fenomen "The Benny Hill Show"
Największym uznaniem z całej obfitej twórczości Benny'ego Hilla cieszył się cykl półgodzinnych odcinków, wzbogacanych godzinnymi wydaniami specjalnymi. Każdy z tych odcinków składał się z krótkich - kilkuminutowych, prześmiesznych skeczy, zabawnych monologów, dowcipnych piosenek i numerów wodewilowych. Benny Hill wcielał się najczęściej w postać przygłupiego podrywacza, któremu przydarzały się rozmaite perypetie. Przeważnie tematami skeczy były dwuznaczne moralnie sytuacje damsko-męskie i pozornie zwyczajne, codzienne życiowe dramaty sprowadzone do absurdu. Benny’emu oczywiście zawsze towarzyszyło grono pięknych pań, bardziej lub mniej roznegliżowanych. W finale stale przewijającym się motywem był pościg za Bennym Hillem całej grupy pozostałych postaci obecnych na planie. Serial bardzo szybko awansował do miana kultowego i uczynił Hilla najpopularniejszym komikiem brytyjskim.
Benny Hill - Gay Park Chase 'Closing Chase' (1973)
W 1979 roku jego program wyświetlono po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych, choć amerykańska edycja była znacznie łagodniejsza niż ta, którą mogli oglądać Brytyjczycy. Znakiem rozpoznawczym jego programów był nietuzinkowy humor i gagi przepełnione dwuznacznościami. Wystąpił w tysiącach krótkich skeczy, w których odgrywał najczęściej rolę pożądliwego, lubieżnego, nigdy do końca nie osiągającego celu napaleńca. W programie najczęściej towarzyszyli mu Henry McGee, Bob Todd, Jackie Wright (słynny Łysy Dziadek), Jenny Lee-Wright, Sue Upton, Louise English oraz J.J. Keef. Autorski program Hilla nadawany był w blisko stu czterdziestu krajach świata, a piosenka „Yakety Sax”, napisana przez Bootsa Randolpha, stanowiąca czołówkę „The Benny Hill Show”, zdobyła status kultowej. Mówi się, że jedną z najbardziej wpływowych osób, które przyczyniły się do stworzenia komediowego wizerunku Benny’ego Hilla, był amerykański komik Red Skelton. Istnieją zresztą liczne podobieństwa obydwu showmanów.
Własne pięć minut i samotność w blasku fleszy
Benny Hill szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych komików na świecie. Już pierwsze jego programy, emitowane w latach 50., czyniły z niego „gwiazdę”, biorąc pod uwagę fakt, że BBC nadawała wtedy tylko kilka godzin programu dziennie, w dodatku w formie czarno-białej. Mimo wszystko cały szum wokół jego osoby był gdzieś obok niego. Nie przejmował się za bardzo tym, co piszą o nim w gazetach, swój zawód traktował jako dostarczanie rozrywki dla ludzi, bo to oni byli dla niego najważniejsi. O sceptycznym stosunku do własnej sławy świadczy fakt, że wszystkie zdobyte przez siebie nagrody telewizyjne trzymał w papierowym kartonie w szafie, jak nieużyteczne przedmioty. Fanami jego twórczości było wielu światłych artystów. Najwięcej radości sprawił mu jednak pewien epizod związany z Charliem Chaplinem, na którym wzorował się przecież w dzieciństwie. Dzięki inicjatywie jego producenta Kirklanda został zaproszony do domu słynnego aktora w Szwajcarii. Kiedy ujrzał tam kolekcję video ze swoimi programami, ledwo powstrzymał wzruszenie. W 1991 roku został zresztą laureatem nagrody Charlie Chaplin International Award na Festiwalu Komedii w Vevey w Szwajcarii.

Hill znał biegle kilka języków. Mówił po francusku, niemiecku, hiszpańsku i holendersku, a jego największa pasją były podróże. Na ten cel przeznaczał zresztą sporą część swoich zarobków - uwielbiał zwiedzać Europę, zwłaszcza Francję. Co ciekawe, nie szastał pieniędzmi jak wiele innych gwiazd z jego otoczenia. Wręcz przeciwnie, można by go uznać za dusigrosza. Mimo zarobionej fortuny, nigdy nie kupił własnego domu. Przez całe zawodowe życie wynajmował mieszkanie na przedmieściach Londynu i nigdy nie kupił nawet samochodu.
Problemy w życiu osobistym i koniec kariery
Krążyły pogłoski, że był gejem, lecz nie miały one żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Benny dwukrotnie oświadczał się kobietom, jednak jego zaloty w obydwu przypadkach zostały odrzucone. Na pytania prasy o małżeństwo odpowiadał, że ma mentalność siedemnastolatka, dlatego żadna kobieta by z nim nie wytrzymała. Prawda była jednak inna - niepowodzenia w życiu osobistym traktował bardzo serio i miały one ogromny wpływ na jego poczucie własnej wartości. Zawodowa sympatia nie miała również odbicia w bogactwie życia towarzyskiego. Hill przez całe swoje życie był niezwykle samotny. Wolny czas spędzał wśród bardzo nielicznych przyjaciół, wśród których wysokie miejsce zajmował jego telewizyjny partner, Jackie Wright. Kiedy w 1976 roku, w wieku 82 lat zmarła jego matka, przeżył załamanie nerwowe. W jej domu urządził swego rodzaju sanktuarium, nie zmieniając w nim absolutnie nic do końca życia, by odwiedzając rodzinne strony, móc ją powspominać w najbliższym jej otoczeniu.
Z czasem, gdy popularność programu malała, jego depresja zaczęła się pogłębiać. Odbierał to bardzo osobiście. Uważał, że wypala się jako komik, a to co robił przez całe życie zaczyna mieć swój kres. W 1989 roku Thames Television zdecydowała o zdjęciu programu z anteny. Oglądalność była coraz słabsza, pojawiły się również plotki o tym, że z wiekiem Hill wyglądał coraz mniej atrakcyjnie, a widok niedołężnego starca, który ugania się za biuściastymi blondynkami, był po prostu niesmaczny. Dziś nie jest tajemnicą, że zwyciężyła tzw. poprawność polityczna. Wiele środowisk, zwłaszcza feministycznych, zarzucało producentom propagowanie seksizmu. Benny odpierał ataki, twierdząc, że postacie kobiece w skeczach były inteligentne i posiadały więcej uroku i sprytu, podczas gdy goniący je mężczyźni okazywali się kompletnymi durniami. Na nic zdały się tłumaczenia. Program na zawsze zniknął z anteny, choć Benny nagrał jeszcze kilka epizodów dla amerykańskiej telewizji. Po usunięciu jego show z telewizji przestał w ogóle widywać się z ludźmi. W tym samym roku zmarł także jego najbliższy przyjaciel Jackie Wright.
Ostatnie dni i pożar w fotelu
Słaba kondycja psychiczna w połączeniu z problemami zdrowotnymi sprawiły, że komik znacznie przybrał na wadze. Przy wzroście 1,79 m ważył 108 kg. Pojawiły się problemy z sercem i niewydolnością nerek. Na początku lat 90. był dwukrotnie hospitalizowany. Kiedy w lutym 1992 roku dostał lekkiego zawału, lekarze zakomunikowali mu, że musi zrzucić 13 kg oraz sugerowali założenie by-passów. Benny jednak nie chciał słyszeć o żadnej operacji. Jak na ironię, zmarł na zawał 20 kwietnia 1992 roku, w wieku 67 lat.
Tragiczne okoliczności jego śmierci zostały odkryte cztery dni później. Był 24 kwietnia 1992 roku, kiedy producent telewizyjny Dennis Kirkland, z którym Benny Hill współpracował od lat, pojechał do Teddington, na zachodnich przedmieściach Londynu. Zaniepokojony faktem, że od kilku dni Hill nie odbierał telefonu, miał złe przeczucia. Na miejscu nikt mu jednak nie otworzył, a sąsiedzi skarżyli się na dziwny zapach dochodzący z mieszkania aktora. Kirkland pożyczył drabinę i wspiął się na balkon aktora na trzecim piętrze. Kiedy przez okno zauważył ciało przyjaciela, natychmiast kazał zadzwonić po pomoc. Na miejsce przyjechali policjanci. Gdy weszli do środka, znaleźli komika usadowionego w wygodnym fotelu przy włączonym telewizorze. Nie żył od czterech dni.

Testamentowa zawierucha i sprofanowany grób
Na samej śmierci nie zakończyła się jednak historia brytyjskiego komika. Pozostawała do rozstrzygnięcia kwestia dziedziczenia jego majątku, a była to suma niebagatelna, bo wynosiła 10 milionów funtów. Nawet dziś robi wrażenie, dwadzieścia lat temu wartość tej fortuny była jeszcze większa. Majątek dziedziczyć mieli rodzice, ci jednak od wielu lat nie żyli. Drudzy w kolejności znaleźli się więc jego brat i siostra, Leonard i Diana, z którymi nie utrzymywał bliższego kontaktu. Ci również jednak już nie żyli. Fortuna rozdysponowana została więc pomiędzy jego siostrzeńców i bratanice.
Kontrowersje wzbudził jednak pewien list, znaleziony w jego prywatnych rzeczach. Benny zapisywał w nim znaczne sumy pieniędzy swoim najbliższym przyjaciołom: Sue Upton, Louise English, Henry'emu McGee, Bobowi Toddowi i Dennisowi Kirklandowi. Problem jednak polegał na tym, że bez pieczęci notarialnej nie miał on żadnej mocy prawnej. Ostatniej woli zmarłego więc nie uwzględniono, a jego majątek trafił do osób, które nie dość, że nie utrzymywały z nim kontaktu, to w dodatku nawet go nie lubiły. Dzieci jego rodzeństwa często wyrażały dezaprobatę dla pracy komika, określając ją jako żenującą i mało gustowną. Żadne z nich nie odmówiło jednak przyjęcia spadku.
Na tym nie koniec dramatu. Benny Hill pochowany został na cmentarzu Hollybrook w rodzinnym Southampton. Zanim jednak doszło do uprawomocnienia testamentu, wśród ludzi zaczęły krążyć pogłoski o rzekomej fortunie, z jaką miał zostać pochowany aktor. Nie miał rodziny, więc pokutowało myślenie, że wszystkie bogactwa zabrał ze sobą do grobu. W efekcie, już w kilka miesięcy po pogrzebie, nieznani sprawcy rozkopali jego grób w nadziei znalezienia czegoś cennego. Policji nie udało się wykryć sprawców incydentu, a całe zajście pozostawiło po sobie wielki niesmak. Dziś, patrząc na jego grób, rzuca się przede wszystkim jego skromność. Gdyby nie napis na prostej marmurowej płycie, nie różniłby się do setek innych znajdujących się w tym miejscu. Charakterystyczne jednak jest to, że każdy, kto odwiedza to miejsce, po przeczytaniu, kto został pochowany, uśmiecha się życzliwie.