Pożary domów na ulicy Boboli w Białymstoku

Na ulicy Boboli w Białymstoku doszło do kilku incydentów pożarowych. Poniżej przedstawiono szczegółowe informacje dotyczące dwóch z nich, w tym tragicznego zdarzenia z ofiarami śmiertelnymi oraz pożaru drewnianego domu.

Pożar drewnianego domu z osobami poszkodowanymi (Niedziela, przed 15:00)

W niedzielę, przed godziną 15:00, na ulicy Boboli w Białymstoku wybuchł pożar. Zapalił się drewniany dom. Dwie osoby zdążyły uciec jeszcze przed przyjazdem strażaków. Mieszkańcy okolicznych domów, którzy zauważyli wydobywające się z budynku kłęby dymu, powiadomili straż pożarną i policję.

Pierwszy na miejscu pojawił się patrol policji i pomógł wydostać się z budynku dwóm mężczyznom. Z ogniem walczyły cztery zastępy straży pożarnej. Pożar udało się ugasić, ale drewniany dom spłonął niemal doszczętnie. Akcja była utrudniona, ponieważ płomienie zaczęły przenosić się na sąsiedni budynek.

Zdjęcie płonącego drewnianego domu na ulicy Boboli w Białymstoku

W wyniku zdarzenia spalił się jeden dom, a drugi został nadpalony. Dwie osoby zostały poparzone. Na miejscu zdarzenia pracowały cztery straże pożarne, pogotowie gazowe, policja i pogotowie ratunkowe. Ulica św. Andrzeja Boboli była nieprzejezdna od skrzyżowania z Popiełuszki w stronę Wrocławskiej. Dyżurny oficer białostockiej straży pożarnej potwierdził, że ratownicy opanowali sytuację. Z pierwszego domu ludzi wyprowadzili policjanci, natomiast w nadpalonym domu przebywali dwaj mężczyźni, którzy zostali poparzeni. Oni również zostali wyprowadzeni na zewnątrz, a zajęła się nimi ekipa pogotowia ratunkowego, jednak do szpitala nie trafili.

Kościół ⛪ Św. Andrzeja Boboli Białystok – KADRON

Według Internautów z Kolizyjnego Podlasia, w domu, w którym doszło do pożaru, bardzo często odbywały się kłótnie i libacje alkoholowe. Straty są obecnie szacowane.

Tragiczny pożar z ofiarami śmiertelnymi (Noc 12/13 maja)

Do tragedii doszło w nocy z 12 na 13 maja. Ogień dostrzegli mieszkańcy sąsiedniego bloku przy ul. Monte Cassino. Ruszyli na ratunek, widząc płonący parter. Ogień odciął drogę ucieczki trzem osobom znajdującym się na pierwszym piętrze, które również było częściowo objęte pożarem. Z okna pomocy wzywała młoda kobieta, która, zanim straciła przytomność, zdążyła powiedzieć, że razem z nią jest ojciec i wujek. Ze względu na znaczny rozwój pożaru, świadkowie nie mieli jednak możliwości, żeby pomóc poszkodowanym.

Przebieg akcji ratunkowej i tragiczne odkrycia

Do służb informacja dotarła tuż po godzinie 2:30. Na miejsce wysłano dziesięć zastępów i blisko 40 strażaków. Przy pomocy drabiny ewakuowali z piętra trzy nieprzytomne osoby i oddali je pod opiekę załogi karetki. Jednocześnie trwała walka z żywiołem. Kiedy możliwe było wejście do środka, w pomieszczeniu na tyłach budynku, mundurowi znaleźli dwa splecione ciała. Zwłoki były do tego stopnia zwęglone, że w pierwszym momencie ratownicy nie byli w stanie rozpoznać płci. Okazało się, że to byli mężczyźni. Po dwóch miesiącach zmarł również trzeci mężczyzna, co podniosło bilans ofiar do trzech. Sekcja wykazała, że przyczyną jego śmierci było ostre zatrucie tlenkiem węgla. Czadem zatruła się także uratowana kobieta i jej ojciec, który dodatkowo miał oparzenia dróg oddechowych i leżał pod respiratorem.

Okoliczności pożaru i śledztwo

Rodzina ofiar mieszkała na pierwszym piętrze. Parter należał do innej osoby i praktycznie był pustostanem. Po poprzednim pożarze (z listopada 2018 r., kiedy zapalił się przewód kominowy) zburzono tam piec kaflowy, odłączono prąd, a okna zabito deskami. W dniu tragedii pięciu mężczyzn piło tam alkohol, w tym właściciel lokalu i jeden z lokatorów. Jak ustalili śledczy, do oświetlenia używali parafinowych wkładów do zniczy. Około godziny 23 mieszkaniec "z góry" poszedł do siebie spać, a potem część biesiadników również udała się na spoczynek.

Schemat przyczyn pożaru wynikający z nieumyślnego zaprószenia ognia

Według przypuszczeń biegłego z zakresu pożarnictwa, przyczyną pożaru było nieumyślne zaprószenie ognia. Hipotezy są dwie: od papierosa lub przewróconego wkładu od znicza. Nie udało się ustalić, z czyjej winy doszło do zdarzenia. W efekcie prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie spowodowania pożaru.

Zarzuty dla sprawców i postawa świadków

Prokuratura oskarżyła 43-letniego Adama T. oraz 31-letniego Macieja Cz. o nieudzielenie pomocy ofiarom żywiołu, co skutkowało nieumyślnym spowodowaniem śmierci dwóch osób, spowodowaniem śmiertelnych obrażeń ciała innej, a także uszkodzeniem ciała dwóch kolejnych. Oskarżeni Adam T. i Maciej Cz. zdążyli ewakuować się z płonącego budynku. Zdaniem śledczych mogli bez narażenia siebie pomóc ofiarom i powiadomić służby ratunkowe, ale tego nie zrobili. Zamiast tego uciekli i obserwowali pożar z pewnej odległości.

Zdjęcie przedstawiające miejsce tragedii, z widocznymi śladami pożaru

Chowających się za zaparkowaną w pobliżu ciężarówką, a potem w krzakach 43-latka i 31-latka zauważyli policjanci z patrolu. Mężczyźni byli okopceni i czuć było od nich zapach dymu. Mimo to twierdzili, że palili grilla, w płonącym budynku nie byli i wracają ze sklepu. Młodszy z mężczyzn zeznał, że zasnął pijany. Kiedy się obudził, poczuł zapach spalenizny, a po otwarciu drzwi zobaczył pożar. Oskarżeni zgodnie twierdzili, że pożar był już zaawansowany. Adam T. wyjaśnił, że miał zamiar zadzwonić na straż, ale wcześniej został zatrzymany przez policję.

tags: #bialystok #baboli #pozar #dom