Brajan Bartłomiej Chlebowski (ur. 3 września 1998 w Łodzi, zm. 8 lutego 2005 tamże) był polskim sześciolatkiem, którego heroiczna postawa podczas pożaru kamienicy w Łodzi w lutym 2005 roku uratowała życie dziesiątkom osób, w tym jego ojcu i mieszkańcom budynku. Niestety, sam chłopiec zginął w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.
Tragiczny pożar w Łodzi
Heroiczna postawa sześciolatka
5 lutego 2005 roku, w sobotnie popołudnie o godzinie 13:47, w jednej z łódzkich kamienic przy ulicy Dowborczyków 27 wybuchł pożar. W mieszkaniu na drugim piętrze znajdował się 6-letni Brajan Chlebowski. Mimo swojego młodego wieku i ogromnego zagrożenia chłopiec zareagował wzorowo, błyskawicznie wzywając straż pożarną. W tym czasie jego matka, Beata Chlebowska, była w pracy, a ojciec przebywał w domu, choć - jak wynikało z późniejszych ustaleń - mógł być senny lub pod wpływem alkoholu i nie w pełni świadomy sytuacji.
Chłopiec, choć płakał i kaszlał, zdołał przeprowadzić rozmowę z oficerem Państwowej Straży Pożarnej:
- Chłopiec: - Pali.
- Oficer straży pożarnej: - Halo.
- Chłopiec: - Pali się u mnie.
- Oficer straży pożarnej: - Gdzie?
- Chłopiec: - Niech pan przyjeżdża.
- Oficer straży pożarnej: - Ale gdzie, podaj adres?
- Chłopiec: - Na Dowborczyków, pali się nasze mieszkanie.
- Oficer straży pożarnej: - A numer telefonu masz jakiś?
- Chłopiec: (podał numer telefonu).
- Oficer straży pożarnej: - Nazwisko twoje?
- Chłopiec: - Brajan (powtórzył dwukrotnie, w tle słychać, jak mówił "dzwonię na straż pożarną").
Po kilku sekundach do telefonu podszedł jego ojciec i, kaszląc, powiedział, że ogień już ugasił:
- Ojciec Brajana: (długo kaszle) Dzień dobry.
- Oficer straży pożarnej: - Dzień dobry.
- Ojciec Brajana: - Chciałem (kaszel), to się pożar zrobił w domu, a już go ugasiłem.
- Oficer straży pożarnej: - Dowborczyków ile?
- Ojciec Brajana: (podał adres). Synek dzwonił.
- Oficer straży pożarnej: - Mieszkania?
- Oficer straży pożarnej: - Tam ktoś jest w tym mieszkaniu?
- Ojciec Brajana: - Ja jestem razem z dzieckiem...
Andrzej Drabant, naczelnik wydziału operacyjno-szkoleniowego KMPSP w Łodzi, stwierdził, że "było oczywiste, że dziecko nie robi sobie żartów", a "sytuacja jest groźna, przebijało przez jego wystraszony głos". Oficer dyżurny w ciągu minuty wysłał na miejsce dwa wozy gaśnicze. Po czterech minutach strażacy byli już na miejscu zdarzenia. Kamienica była silnie zadymiona, a ogień płonął na drugim piętrze w pokoju, kuchni i łazience. Strażacy przebili się przez dym na klatce schodowej i dobiegli do mieszkania Chlebowskich. Gdyby nie szybki telefon chłopca, ogień mógłby ogarnąć całą kamienicę.

Dramatyczny finał
Po wejściu do mieszkania, przy drzwiach wejściowych strażacy znaleźli leżącego ojca Brajana. Dalej, w pokoju na podłodze, leżał nieprzytomny Brajan. Chłopiec uległ silnemu zatruciu tlenkiem węgla. Natychmiast został podjęty wysiłek reanimacji. Lekarz pogotowia sprawił, że serce Brajana zaczęło ponownie bić. Brajan został przewieziony do szpitala, gdzie przez kilka dni lekarze walczyli o jego życie. Niestety, rokowania od początku były bardzo złe. Ordynator intensywnej terapii stwierdził ostatecznie śmierć mózgową chłopca. Beata Chlebowska wróciła z pracy akurat wtedy, kiedy straż walczyła z pożarem, a lekarz pogotowia ratował jej syna. Ostatecznie, 8 lutego 2005 roku, Brajan zmarł.

Okoliczności pożaru i kontrowersje
Przyczyna i rola ojca
Wstępne ustalenia wskazywały, że przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Jak ustalono, zanim doszło do tragedii, ojciec Brajana spożywał alkohol wraz ze swoim kolegą. Po jego wyjściu mężczyzna wrzucił niedopałki papierosów do foliowej torebki ze śmieciami, a nie wszystkie niedopałki były zgaszone. Miesiąc wcześniej w mieszkaniu Chlebowskich również doszło do pożaru, kiedy ojciec Brajana gotował i zapalił się garnek.
Ojciec Brajana, który od wielu lat był na rencie z powodu choroby (chorował od 30 lat i brał insulinę), bywał senny, co potwierdziła matka chłopca. Rodzice Brajana od kilku lat mieli ograniczoną władzę rodzicielską. Sąsiedzi wspominali, że "czasem, jak wspominają sąsiedzi «coś» się działo" i zdarzały się głośne imprezy, jednak dziecko było zadbane. Mimo to, kuratorka dowiedziała się o tragedii w rodzinie dopiero po fakcie.
Wiele osób zastanawiało się, dlaczego Brajan nie wyszedł z domu zaraz po telefonie do straży. Sąsiadka rodziców Brajana mówiła: "To było takie rozsądne dziecko. Może bał się ognia?". Strażak, który wypowiedział się w reportażu, dziwił się: "Po dzieciaka nie wrócić? Nie wziąć pod pachę? Normalny odruch to wziąć", co wskazuje na krytykę postawy ojca.
Śledztwo i wyrok
Prokuratura zajęła się sprawą pożaru, badając nie tylko jego przyczyny, ale również ciąg zdarzeń między pojawieniem się ognia a śmiercią dziecka. Ojciec Brajana został oskarżony o spowodowanie pożaru i nieudzielenie pomocy własnemu dziecku. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania, poinformował, że mężczyzna złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Postawiono mu również zarzut spowodowania szkody w mieniu administracji budynku na kwotę ponad 30 tysięcy złotych. Groziło mu do 8 lat więzienia.
Ojciec Brajana został skazany na trzy i pół roku więzienia w zawieszeniu na sześć lat. Ten wyrok wzbudził wiele kontrowersji i oburzenia w opinii publicznej. W reportażu Cezarego Galka „Kołysanka dla Brajana” (emitowanym po raz pierwszy 4 czerwca 2006 roku), który poruszył słuchaczy i został obsypany międzynarodowymi nagrodami, autor ostro krytykował postawę ojca i wyrok, twierdząc, że "kara więzienia w zawieszeniu dla przestępców nie jest żadną karą" i "za wywołanie pożaru i nie udzielenie pomocy własnemu dziecku taki ojciec powinien gnić w kryminale".
Pośmiertne uznanie i dziedzictwo
Medal "Za Ofiarność i Odwagę"
Śmierć Brajana Chlebowskiego wstrząsnęła Łodzią i całym krajem. Na wniosek władz miasta, ówczesny Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski, 17 lutego 2005 roku, pośmiertnie odznaczył Brajana Medalem „Za Ofiarność i Odwagę”. Chłopiec jest najmłodszą osobą, której przyznano to prestiżowe odznaczenie, wyróżniające ludzi niosących pomoc innym i narażających przy tym własne życie.
Pamięć o Brajanie
Dzięki szybkiej interwencji Brajana udało się uratować wszystkich mieszkańców płonącej kamienicy, w tym również jego ojca. Podczas pogrzebu ówczesny prezydent Łodzi, Jerzy Kropiwnicki, mówił: "Gdyby nie jego bohaterstwo, być może dzisiaj na cmentarzu byłoby kilka rodzin, a nie jedna".
Na cześć Brajana Chlebowskiego jego imieniem został nazwany plac zabaw dla dzieci znajdujący się w Miejskim Ogrodzie Zoologicznym w Łodzi, gdzie chłopiec często się bawił. Przed placem zabaw stoi specjalna tablica informacyjna. Jego imię nosi również Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza w Witkowie.
W 2006 roku Stowarzyszenie „Życie po przeszczepie” ustanowiło nagrodę im. Brajana Chlebowskiego. Jest ona przyznawana ludziom szczególnie zasłużonym w przełamywaniu barier społecznych wobec przekazywania narządów do transplantacji. Pomysłodawcą nagrody był wiceprezes Stowarzyszenia Robert Kęder. Nagrody wręczane są co roku w styczniu, w rocznicę pierwszego w Polsce przeszczepu nerki. Wśród pierwszych laureatów (27 stycznia 2006) znaleźli się m.in. prof. Tadeusz Orłowski (za pionierski przeszczep nerki w 1966 r.).

Reakcje społeczne i pogrzeb
Na pogrzebie Brajana na łódzkim cmentarzu Nowy Zarzew pojawiło się kilkaset osób, w tym władze miasta, uratowani mieszkańcy kamienicy oraz strażacy. Wiele osób, które nie znały chłopca osobiście, przybyło, aby pożegnać małego bohatera. "Wiele słyszałam o jego bohaterskim zachowaniu, dlatego przyszłam go pożegnać" - mówiła starsza kobieta w rozmowie z dziennikarzami. Dyrektorka przedszkola, do którego chodził Brajan, zapamiętała go jako sympatycznego niejadka, a nauczycielka Krystyna Walczak uważała go za bystrego i mądrego chłopca. Brajan uwielbiał samochody, a na pogadance o bezpieczeństwie w łódzkiej straży pożarnej, jako jedyny potrafił powtórzyć numer alarmowy. Nikt nie chciał, żeby Brajan został bohaterem, jednak jego czyn na zawsze zapisał się w pamięci mieszkańców Łodzi i całej Polski.