Serial „Zmiennicy” Stanisława Barei to prawdziwa skarbnica niezapomnianych dialogów i powiedzeń, które na stałe weszły do kanonu polskiej kultury. Produkcja ta, ciesząca się niesłabnącą popularnością, obfituje w błyskotliwe riposty, absurdalne sytuacje i ironiczne komentarze, które celnie punktowały rzeczywistość PRL-u. Poniżej przedstawiamy wybór najciekawszych i najzabawniejszych cytatów, które rozbawiały widzów i do dziś są chętnie powtarzane.
Humor sytuacyjny i dialogi z życia codziennego
Wielbiciele serialu z pewnością pamiętają wiele scen, w których humor wynikał z codziennych obserwacji i charakterystycznych dla epoki problemów. Absurd biurokracji, trudności w zaopatrzeniu czy specyfika pracy kierowcy w stolicy były doskonałym tłem dla komicznych wymian zdań.
- „Jak ja tam posiedze wsród tych arcydzieł, codzienie, osiem godzin to zrobiłam sie taka delikatna, i taka wrażliwa, że jak postoje w kolejce kilka godzin to mnie formalnie mgli.”
- „Co to za zawod dla kobiety kierowca. Lekarka, adwokat, kasjerka w mięsnym to rozumiem. Ciekawa praca, kontakty z ludzmi...”
- „Co i gdzie mam sobie wsadzic?”
- „Mowia lotem bliżej - chyba ziemi.”
- „To są do tuczu czy nioski? - Na buty baranie.”
- „Ale za to samochód nam umyło jak drut - wiadomo z malej chmury duzy drut... deszcz.”
- „A co to ciapuku? - Dar mlodziezy - bez zagli?”
- „Jeszcze jeszcze jeszcze... - Wypije taki ze trzy butelki bełtu i jeszcze mu mało!”
- „Będę dla niego jak drugi ojciec - w drugiej Polsce.”
- „Ser ser ser alez ser! - To nie ser to kiełbasa.”
- „Proce pan tu nie ma zadna pieluszka.”
- „Trzy go trzy go - co trzy go? - Dwie i pol godzina.”
- „Proszę pana ja z nieznajomymi nie rozmawiam.”
- „Proszę się rozejść (Krashan do jednej osoby).”
- „Może dać mu dyplom ?? - Rozważymy i tą kwestię (o psie).”
- „Panie wez pan mój (na licytacji).”
- „No to holowanie mamy z głowy - po prostu tylny most poleciał cały.”
- „Proszę księdza dla mnie przepis to jak jedenaste przykazanie.”
- „Ojciec robi , matka robi, ja rozumiesz wszystko robię , a ty żebrzesz.”
- „Tutaj miałem taki zegarek , co w nocy jak nie widziałem , to widziałem.”
- „Puszczaj mnie , nie będe na zboczeńca patrzył.”
- „To auto dla koronowanych głów, pancerne szyby...”
- „Na raz następny radzę mi opchnąć taki zegarek, lepiej by pan na tym wyszedł 2 razy.”
- „Widzi pan jak się szanuje moją pracę (matka Kasi do Jacka pokazując schowaną kanapkę).”
- „Faktycznie poruszali ten problem u nas na szkoleniu.”
- „Skoczylas tobie takie świństwa po głowie chodzą, a pózniej młotka w ręce utrzymać nie możesz.”
- „Uważaj tramwaj !!! - No widzę 18.”
- „Pani Kasiu hop hop.”
- „Dobrze że się wszystko wyjaśniło ,bo przez tydzień to na was patrzeć nie mogłem.”
- „Wie mamusia co ,ja to się chyba całkiem na ten miodek przerzucę.”
- „Rozpuściliście psa kiełbasą.”
- „Interes panu odleciał, takie kółko metalowe. - To je pan sobie wsadź na głowę.”
- „Panie, zgaś pan tego peta, bo jak pieprznie, to będziesz pan butów w niebie szukał.”
- „Prędzej ta warszawa 2 raz zapłonie niz ja ci dam 5 stow.”
- „Kółeczka metalowe takie pan kupi? - Na glowe se je pan wsadz.”
- „Eee, jeszcze nic [się nie dzieje], ale zaraz będzie coś ekstra.”
- „Ja dulara to bym nawet do ust nie wział...” (W sądzie)
- „O BOZE....O BOZENA....”
- „UWAZAJ TRAMWAJ!!! WIDZE,SIEDEMNASTKA.....!!!”
- „WIDZIALAS JAK JA ZALATWILEM ?MISTRZ KIEROWNICY FORMUŁY PIERWSZEJ!!! ZNOWU SIE KOMPOTU NACPALES CO??”
- „Ludzie! Ludzie! Przychodzę - i co widzę? Żona mojego przyjaciela, pani Pażydlakowa z moim zmiennikiem z WPT, MARIANEM KONIUSZKO!”
- „Prociem pan.”
- „Za czym pani stoi? Za niczym... to ja też postoję...”
- „Pani przedstawia typowo zenska logike myslenia...”
- „Sir Sir, SIr!! Jaki ser - to kiełbasa!!! Świeta Krowa!”
- „Chooolera jasna - Co za ludzie... roztrzaska sie a nie zatrzyma sie..”
- „Panie czekaj pan... tu wszystkie zamki sa na jedna melodie,, znalazl sie taki jeden racjonalizator w administracji...”
- „Zdecyduj sie baranie w koncu gdzie jedziesz... ...do domu do domu jedziesz? do roboty kochany do roboty!!”
- „Zabrał! zabrał!”
- „..i o! ze 30 kilo mnie ubyło.”
- „i tu mnie formalnie zamurowało.”
- „Przydałoby się coś, żeby skruszyć, jakiś meselek czy cuś...e tak nie da rady, bibelot zniszczę a ściany nie skruszę..”
- „I co wy tak, w kopertach pieniądze chcecie ludziom rozdawać?....kirdziołka możecie zaprosić, o!”
- „Centrala, dajcie mnie tutaj Le-sia-ka..”
- „Fiat stodwadzieściapięćpe...przebieg 100 tysięcy, kolor safari cena wywoławcza 500 tysięcy...-Nie rozśmieszać klientów Buuuaaahahahahaha:D”
- „Eee tam, jak nie zjęłczale
to organizm przyjmie.” - „Z tego ciasta, panie docencie, ooj to juz chleba nie będzie.”
- „Na wiorste pachnie kryminalem (milicjant do Oborniakowej).”
- „Ja tu tylko sprzątam (dozorca Wrzesień do Oborniaka).”
- „Lizymuzyna koloru musztardy! (koledzy Mariana K. o Żuku).”
- „Oszczędzając paliwo dalej zajedziesz (jedno z haseł w WPT).”
- „Ostatni kurs, panie Stanisławie, co ? Ostatni kurs... (Łukasik).”
- „On jest podbity szynami kolejowymi! (Jacek o Mercedesie Barewicza).”
- „- Dochodzę do wniosku, że trzeba się będzie przenieść gdzie indziej. - A skąd będziesz miał wiedzieć gdzie do sklepu? (dwaj policjanci w Zdunach).”
- „Przynosisz wstyd całej naszej branży!!!” (Tomasz Dedek - alfons)
- „Długo się przyszłość nie pozbiera.”
- „Przynieś mi tu zaraz następną szklankę dźwiękową!”
- „Niepotrzebnie brylowalas,typowo damska logika.” (Marianek do Kasi)
- „Jak jest pożar to wiatr jest z dołu do góry - podstawowe prawo termodynamiki.”
- „Olewam, lubie to!” (Marianek)
- „Polskie czy zagraniczne ? ...obojętnie... Żadnych pieniędzy nie znaleziono.” (Gliniarz w sądzie)
- „Jestesz barciej paserna od kulawa tygłysa.” (Krashan do Kuśmidra)
- „No i przeczytaŁem!” (Samełko do Lusi)
- „Proszę mnie nie antycypować! (kelnerka Mirka do Barewicza).”
- „Aha, rozumiem, taki system dwójkowy, to kiedyś stosowali w murarce.” (Jacek)
- „No Skoczylas doigrałeś się bracie.” (Mroczkowski)
- „Ten chłopaczek zawsze mi sie podobał.” (dyrektor WPT)
- „Poprzedni lokator zrezygnował z powodu niewydolności naczyń wieńcowych utrudniających oddychanie na tej wysokości.” (prezes spółdzielni)
- „Czułem że nie zdąży, żeczy niemożliwe załatwiam od ręki, ale na cud trzeba poczekać.” (Karski)
- „To może ja pokrywam koszta benzyny tej na lewo.” (Rawicz)
- „Trzeba było powiedzieć, że jesteście otoczeni.” (cieć w WPT)
- „Też z gumy? Chwileczkę, ja zaraz zaraz... zaraz. Zygmunt! Cho no.”
- „Co robisz? - Olewam. - Co robisz!”
- „Na Zawiszy polegaj jak na harcerzu! Wrogu, zbudź się! - A teraz samowtór w drogę! - Stop! Przerywamy! Panie Wojciechu kochany, przecież powinien pan powiedzieć „polegaj jak na harcowniku”, a nie na harcerzu.”
- „Nie wolno do środka. Kwarantanna. Może się pani zarazić. - Mnie to nie dotyczy.”
- „Panie prezesie! - Proszę państwa, nasz samolot nie poleci do Krakowa, ponieważ na tamtejszym lotnisku rozpościera się obszar mgły. Zaraz wylądujemy w Warszawie. - Przepraszam, że się ośmielę...”
- „Swoją drogą to miał pan szczęście, że akurat panu tutaj postawili ten eksperymentalny odcinek. - Szczęście? Wie mamusia co?”
- „Wiesz, ten docent obok... to facet ma już chyba dobrze po czterdziestce, a kocha się z żoną jak w dwa dni po ślubie.”
- „Konie to wspaniałe zwierzęta.”
Niezapomniane sceny i ich dialogi
Scena z „benzynową wodą” i wielki wybuch
Jedną z ikonicznych scen, w której humor wynikał z groteskowego braku logiki, jest ta, w której strażak Zenon Kuśmider (w tej roli Marian Opania) próbuje rozdawać ludziom wodę, która wcześniej przewoziła benzynę. Dialogi z tej sceny to esencja absurdu PRL-u:
- Mężczyzna w czerwonym swetrze bierze łyka i okazuje się, że to nie woda, lecz benzyna. Facet spluwa z obrzydzenia. „Panowie, co wy tu naftę dajecie? Ludzi chcecie truć?”
- Zwraca się do Kartera: „No, proszę, proszę. Pan spróbuje.”
- Karter bierze przykrywkę od czajnika, nabiera trochę z wiadra tego faceta, wącha, po czym wlewa do ust i też wypluwa. Oznajmia: „To się do gazet nadaje! - Tylko. Bo do picia na pewno nie.”
- Kuśmider: „Ej, ludzie, ludzie! Woda jest specjalnie mineralizowana. Naukowcy z Bierutowic łamią sobie głowy, jak tu dogodzić ludziom, a społeczeństwo niezadowolone. Może rzeczywiście ciut, ciut żelazem zajeżdża, ale przecież... żelazo to zdrowie, no nie?”
- Mężczyzna w czerwonym swetrze odchodzi i wylewa zawartość wody na ziemię. „Zdrowie! Zdrowie! Yhy.”
- Jakaś kobieta: „Ja z takiej wody rezygnuję.”
- Inna: „Tak, ta woda się nie nadaje do picia.”
- Ludzie zaczynają się rozchodzić. Kuśmider: „Nie to nie. Nie chcecie uszlachetnionej, to nie będzie żadnej! I ciul... otwiera zbiorniki i wylewa wszystko na ziemię.”
Potoki benzyny docierają do otwartego włazu kanalizacyjnego, w którym robotnicy grają w karty. „Heniu! No znowu jakiś szczyl mi leje na głowę!”
Później, Zenon Kuśmider ukradł benzynę z cysterny kolejowej, by sprzedać ją w CPN-ie. Kierownik stacji (Marian Opania - Ceglarek) nie mógł od niego kupić paliwa, więc strażak wylał je na nowo budowane osiedle. Tam, gdzie szło dwóch braci, jeden z nich mówi do drugiego: „Prędzej ta warszawa 2 raz zapłonie niż ja ci dam 5 stów”, po czym rzuca peta na benzynową kałużę i następuje wybuch. „Masz tu te 5 stów.....”

Rozmowy kierowców - Jacek i Kasia/Marian
Dialogi między Jackiem i Kasią, często przebraną za Mariana, były źródłem wielu zabawnych wymian zdań, zwłaszcza tych dotyczących specyfiki podróżowania w tamtych czasach:
- Jacek: „No i po deszczu ...” Kasia: „... A przy okazji samochód nam umyło jak drut!” Rawicz: „Wiadomo z małej chmury duży drut eee descz.”
- Jacek: „Bardzo dziwne zjawisko przyrodnicze, ten deszcz pada tylko na nasz samochód, przed nami droga sucha jak pieprz.” Marian: „I za nami też.” Jacek: „Jakość przechodzi w ilość, to już prawie małe oberwanie chmurki.” Jacek: „I po deszczu! Do końca życia nie zrozumiem co tu się stało.” Rawicz: „Co Pan tak ten łeb wystawiasz! Coś Pan deszczu nie widział?” Marian: „Ale za to nam samochód wymyło, jak drut!” Rawicz: „Wiadomo z małej chmury duży drut... eee deszcz.”
- Jacek: „Jeszcze 10 kilometrów i stoimy.” Rawicz: „A ile do Krakowa?” Marian: „75.” Rawicz: „Pana nie pytam!” Jacek: „77.” Rawicz: „Kruca Fix.”
- Jacek: „To jest korek na pół godziny.” Rawicz: „Znowu coś. Co się stało?” Jacek: „Nic, tramwaj się pali.” Marian: „Jak w Warszawie.” Jacek: „Bo ten sam model obowiązuje w całym kraju.”

Sceny kulinarne i absurdalne wymiany
Piórecka i jej relacje z jedzeniem oraz innymi postaciami również dostarczały wielu niezapomnianych cytatów, odzwierciedlających niedostatki i pomysłowość kuchni PRL-u:
- Piórecka: „Jutro na obiad będzie kura, to Cię odkarmię!”
- Piórecka: „No co, nie smakuje Ci?”
- Mroczkowski o gulaszu: „Co to jest?? Gulasz wołowy w białym sosie ala carp Żebym zdechł - nie mogę jeść mięso od święta krowa! Rozumiesz? Piorun od razu spaść mi na głowa! Rozumiesz? Ja nie mogę jeść święta krowa! Każde inne mięso płacę podwójnie! Rozumiesz? Rozumiem. Zabrał! Zabrał!!”
- Maryśka do Kasi: „Kładzie takie mięso do mleka kwaśnego na jakieś pół godziny, płucze no i zalewa octem. Za dwa tyg. masz pieczeń ( pociąga nosem) jak na kartki.” Kasia: „Ja tam tego do ust nie wezmę.” Piórecka: „Widzisz ją a wczoraj to myślisz że co jadłaś.”
- Piórecka: „Jeden facet to kupił boczek sama słonina z kością... chłopak miał z 10 lat i chciał do szkoły iść no jednym słowem już dochodziłam do tego schabu kiedy nadeszła ołtarzewska i ja ją oczywiście przepuściłam i wyobraź ty sobie wykupiła cały schab.” Kaśka: „Nieźle to sobie wykombinowałyście.” Piórecka: „Ale skąd nie podzieliła sie koniec z przyjaźnią. Beczkę soli zjesz a na człowieku się nie poznasz.”
- Michalikowa: „Ciapulek nie chować się wiem że tu jesteś, ciapulek, ciapulek. Ciapul wyłaź!”
- Piórecka: „OO a może pan zje kanapkę. proszę bieszczadzka prawie jak rzeszowska to wie pan z tego sklepu 2 przecznice dalej...”
"Rozmowa liryczna" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
Niezwykłym momentem było wykorzystanie w serialu fragmentu „Rozmowy lirycznej” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Choć utwór powstał znacznie wcześniej, jego recytacja w scenie ze „Zmienników” nadała jej wyjątkowy, liryczny nastrój i stała się pamiętnym fragmentem serialu:
- „Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec. Kocham cię w kapeluszu i w berecie. W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie. W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach. I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona. I gdy jajko roztłukujesz ładnie - nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie. W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku. I na końcu ulicy. I na początku. I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz. W niebezpieczeństwie. I na karuzeli. W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. Dzisiaj. Wczoraj.”
Fragment ten oraz towarzysząca mu muzyka z filmu została uznana przez wielu za fantastyczną, a jego wykorzystanie w serialu było celowym zabiegiem, aby nadać odpowiedni nastrój. Dodatkowym, ironicznym komentarzem do tej sytuacji, świadczącym o błyskotliwości dialogów, stała się riposta: „Proszę mnie nie ANTYCYPOWAĆ !...To jakieś bardzo dobre słowo - widzieliście jak go zatkało?”
Inwentaryzacja antyków i inne biurokratyczne absurdy
Serial nie szczędził krytyki biurokracji i absurdów życia codziennego w PRL-u, często przedstawiając je w krzywym zwierciadle:
- Komisja inwentaryzacyjna dokonuje spisu antyków z mieszkania towarzysza Winnickiego przy ulicy Alternatywy 4. Zapisuje kolejne przedmioty w rejestrze. Wtedy drugi podchodzi do niego i mówi: „Hełm się pisze przez samo "h" - a Lubelski? - Pisz pan - kaski!” A dalej ściągają samowary z półki i zapisują jako „czajniki do herbary”.
- Rawicz: „Paczkę Carmen proszę.” Kioskarka: „Tylko Marlboro mam dziś na składzie.” Rawicz: „Jak to Marlboro? tak normalnie za złotówki?” Kioskarka: „Taka waluta obowiązuje w Polsce na razie.” Rawicz: „Pani pozwoli mi karton dobra, nieee cztery kartony.” Rawicz: „Tylko szybciej prosze panią szybciej.” Kioskarka: „Dobraaa.” Dróżnik: „Widzi pani i Marlboro da się upchnąć!” Kioskarka: „Ja bym wolała nasze, przecież to jest duże ryzyko.” Dróżnik: „Ja tam nie mam wyboru, biorę jak leci po szynach.”
Scena pożaru w bloku i heroizm Furmana
Jedną z bardziej dynamicznych i zarazem humorystycznych scen jest ta, w której w mieszkaniu Lewickiej wybucha pożar, a sąsiad Furman w panice próbuje ją ratować:
Lewicka siedzi przy biurku i sprawdza zeszyty. Kreśląc flamastrem po zeszycie pyta: „O co pyta lekarz? Co cię boli, czy byłeś wczoraj w szkole? Co odpowiada dziecko? Czuję się źle.” Wystawia ocenę i woła Zenka: „Zenku! Zapal telewizor, zaraz ma być półgodzinna audycja publicystyczna "minuta prawdy". Cała minuta prawdy?” Zenek załącza telewizor. Lewicka: „Nie wiem, jestem zajęty bardzo. Tak? Aha.”
Nagle zauważa ogień. „Jezus Maria, Zenku! Prędko! Chodź do mnie!” Furman wychodzi na korytarz. „Halo! To je otwórz! Zamknięte! Dlaczego zamknęłaś drzwi?” Zauważa dym wydobywający się spod drzwi. „Bożenko! Boże... Ludzie! Ludzie! Pali się! Pali się! Ludzie!” Wbiega do siebie do mieszkania, zdejmuje ze ściany strzelby, wynosi „padlinę”, skórę z lwa wyrzuca przez okno. „Ludzie! Pali się!” Stojąc obok w oknie woła: „Zenku! Ratuj! Bądź Pola... aaa... aaakiem. Powtórz to, powtórz bo ja nie słyszę! Poczekaj, ja ci zaraz rzucę linkę!” Wrzuca do jej mieszkania linkę. „Uważaj, łap! Masz? To teraz przechodź po tej lince! Przechodź, ja będę trzymał! Słyszysz?” Postanawia sam przejść po tej lince do mieszkania obok. Trzymając się linki, przechodzi po zewnętrznej ścianie budynku, by ostatecznie wejść do płonącego mieszkania przez okno. „Bożenko! O Jezus Maria, Bożenko! Bożenko, gdzie jesteś?!” Idąc po mieszkaniu pełnym dymu, przepada przez leżącą na ziemi Bożenkę. „Moje okulary...”. Wyważając drzwi, woła: „W rządku się ustawić!” Z ręki do ręki podają sobie wiadro z wodą. Z mieszkania wychodzi Furman niosąc na rękach nieprzytomną Bożenkę. „Uwaga przejście dla chorej! Bożenko, Bożenko! Słyszysz mnie? Bożenko! Rany Boskie umarła czy co?” Przykłada głowę do piersi. „Nie, serce jej bije. Boż... oczy otwiera. Cholerny dym. Wody, wody, dajcie wody trochę! O już dobrze, już dobrze.” Przebudzając się, Bożenka pyta: „Co się stało? Co się stało?” Furman odpowiada: „Nic, nic. Nic się nie stało. Tak, paliło się, ale już zgasło. Już zgasło, prawie zgasło już. No ja cię wyniosłem, bo tam nikogo nie było. No i co? No nic takiego tam... aha, ta ścianka, która dzieliła nasze pokoje zupełnie zawaliła się, to znaczy rozsypała się dokładnie w proch. Ale wiesz dlaczego? Nie, Zenku nie, nie. Słuchaj, nie denerwuj się... nie denerwujmy się w ogóle. Ja słuchaj... A może... To nie trzeba murarzy.”

Lokalizacje i kontekst serialu
Stanisław Bareja miał sentyment do Ursynowa. Nie dość, że umieścił tu prawie całą akcję serialu „Alternatywy 4”, to i w późniejszych „Zmiennikach” też mamy sporo wielkopłytowych dekoracji. Przykładem jest scena, gdzie strażak Kuśmider wyskoczył ze Stara i zlał paliwo lotnicze nielegalnie pozyskane z cystern CPN na bocznicy przy Okęciu.
Star minął bloki przy Grzegorzewskiej, które pięknie w 1983 roku zagrały ulicę Alternatywy, a na wysokości Migdałowej zjechał z ulicy Rosoła na pobocze. Trochę towaru kupił skorumpowany kierownik stacji benzynowej, ale coś jeszcze zostało i trzeba się tego pozbyć, bo jeszcze Stara wezwą do pożaru, a ten benzyną ciężko będzie zgasić.
W pobliskim sadzie, który również wystąpił w „Alternatywach”, brat prosi brata o pięć stów. W „Zmiennikach” nakręconych w 1986 roku stróża już nie ma, płotu też już nie uświadczymy. Starszy brat prawi młodszemu morały życiowe, zaciągając się papierosem.
Paliwo zlane ze Stara pięknie wybucha. Ten wybuch otwiera nam oczy i widzimy: jaka to prorocza scena była! Nie chodzi o eksplozję, ale o paliwo. Przecież tuż obok, na Migdałowej przy Rosoła, wyrosła nam później stacja benzynowa Orlenu. I stoi do dziś i podtrzymuje petrochemiczne tradycje ursynowskiej ziemi.
tags: #cytat #zmmiennicy #pozar