Pożary lasów sosnowych w Polsce: Skutki, regeneracja i prewencja

Pożary lasów stanowią poważne zagrożenie dla ekosystemów leśnych, zwłaszcza w obliczu postępujących zmian klimatycznych i długotrwałych okresów suszy. W ostatnich latach Polska mierzyła się z wieloma tragicznymi w skutkach pożarami, które na długo zmieniły lokalne krajobrazy i zniszczyły siedliska rzadkich gatunków zwierząt oraz torfowiska. Skala tych żywiołów oznacza ogromne straty dla przyrody i wieloletnią, a często bardzo kosztowną, regenerację.

Rodzaje i mechanizmy rozprzestrzeniania się pożarów lasów

Pożary lasów mogą przyjmować różne formy, w zależności od tego, które części ekosystemu leśnego są objęte ogniem.

Pożar wierzchołkowy i całkowity

Profesor Jaroszewicz z Polskiej Agencji Prasowej (PAP) wyjaśnił, że istnieje kilka rodzajów pożarów. Pożar wierzchołkowy obejmuje korony drzew, które są kluczowe dla funkcjonowania rośliny, ponieważ odpowiadają za fotosyntezę. Jeśli ogień zniszczy większość aparatu asymilacyjnego, drzewo przestaje wytwarzać substancje niezbędne do życia i zamiera.

Jeszcze poważniejsze skutki powoduje tak zwany pożar całkowity, obejmujący cały przekrój lasu: od ściółki po korony drzew. W obu przypadkach straty są ogromne, a regeneracja ekosystemu wymaga czasu i wysiłku.

infografika przedstawiająca różne rodzaje pożarów lasów (wierzchołkowy, całkowity)

Skutki pożarów dla ekosystemu leśnego

Pożary lasów, zwłaszcza te rozległe, mają dewastujący wpływ na przyrodę, prowadząc do zniszczenia siedlisk, śmierci zwierząt i długotrwałych zmian w środowisku.

Wpływ na florę i glebę

Profesor Jaroszewicz podkreślił, że nawet po bardzo silnym pożarze las jest w stanie odrodzić się naturalnie. Dla roślin jednym z najważniejszych mechanizmów regeneracji jest tak zwany bank nasion w glebie. W glebie znajduje się od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy nasion różnych gatunków roślin na metr kwadratowy. Jeśli pożar nie przegrzał jej zbyt mocno, część tych nasion przetrwa i zacznie kiełkować, gdy do powierzchni dotrze światło i woda.

Drugim ważnym mechanizmem odbudowy lasu jest napływ nasion z zewnątrz, które w spalone miejsca są przenoszone przez wiatr lub zwierzęta. Po tak dużym pożarze naturalna regeneracja lasu zacznie się od gatunków pionierskich. Wśród drzew należy do nich między innymi sosna, czyli gatunek charakterystyczny dla Puszczy Solskiej. Przy tak rozległych zniszczeniach leśnicy z pewnością zdecydują się na sztuczne nasadzenia. O tym zadecydują wyniki oględzin, które zostaną przeprowadzone przez zarządców lasu po ustabilizowaniu sytuacji. W pobliżu ocalałych drzewostanów warto dać szansę naturalnemu obsiewowi i dopiero później ewentualnie go uzupełniać.

Zagrożenie dla torfowisk

Szczególnie trudna sytuacja dotyczy torfowisk. Jak powiedział profesor Jaroszewicz, torfowiska często nie płoną otwartym ogniem. Żarzą się pod powierzchnią, a na zewnątrz widać jedynie niewielkie smugi dymu. Takie miejsca są bardzo niebezpieczne. Kiedy torf wypala się aż do poziomu wody, nie mamy już do czynienia z regeneracją torfowiska, ale z powstaniem zupełnie nowego typu środowiska.

zdjęcie torfowiska z widocznymi smugami dymu

Straty w faunie leśnej

Naukowiec podkreślił również, że obecny okres jest szczególnie niekorzystny z punktu widzenia ochrony ptaków, ponieważ Puszcza Solska stanowi ważną ostoję wielu rzadkich i chronionych gatunków, między innymi głuszca zwyczajnego, bociana czarnego, trzmielojada zwyczajnego, orlika krzykliwego, kropiatki, sów: puszczyka uralskiego, puchacza zwyczajnego oraz włochatki zwyczajnej, lelka zwyczajnego, dzięcioła czarnego i wróblowych: lerki i jarzębatki. Derkacz zwyczajny jest gatunkiem zagrożonym w skali globalnej.

Wiele gniazd z jajami lub pisklętami prawdopodobnie spłonęło. Dla części ptaków cały sezon lęgowy jest już stracony. W wyniku dużych i szybko rozprzestrzeniających się pożarów giną także większe zwierzęta, które nie są w stanie uciec przed ogniem. To niepokojące, ponieważ Puszcza Solska jest siedliskiem między innymi bobra europejskiego, wilka i rysia.

Ekspert przypomniał jednocześnie, że pożary są naturalnym elementem funkcjonowania ekosystemów leśnych. Istnieją wręcz organizmy, które korzystają z obecności ognia. To tak zwane gatunki pirofilne, na przykład niektóre owady czy grzyby.

Analiza konkretnych przypadków pożarów

W Polsce miało miejsce wiele pożarów, które na długo zapisały się w pamięci i wymagały ogromnego wysiłku w odbudowie ekosystemów.

Pożar w Puszczy Solskiej

Pożar w Puszczy Solskiej, trwający od 5 maja, objął około 300 hektarów lasu. „Płonie samo serce, jeden z najdzikszych fragmentów Puszczy Solskiej. Nigdy wcześniej nie było tutaj tak dużego pożaru” - mówi Michał Korga z Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Ogień zajął już ponad 500 hektarów, podczas akcji zginął pilot samolotu gaśniczego. Lasy Państwowe mówią o 500 hektarach lasu w województwie lubelskim zajętego przez ogień (stan na godzinę 18:00, 6 maja). Akcja gaszenia pożaru jest bardzo skomplikowana. Płonie podmokły, gęsty las, do którego trudno jest wjechać sprzętem. Wieje wiatr, przez który ogień może zapłonąć w innych częściach lasu. Na obrazie satelitarnym widać ogień i dym na około 900 hektarach - podała w południe Fundacja Wolne Rzeki.

Pierwszy dzień akcji gaśniczej zakończył się tragicznie. 5 maja podczas lotu nad płonącym lasem rozbił się samolot typu dromader. Pilot nie przeżył. W środę przed południem w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa w Warszawie zwołano sztab kryzysowy. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński i szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska łączyli się z premierem z Biłgoraja (województwo lubelskie). Komendant główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wojciech Kruczek podawał, że w akcji bierze udział 101 zastępów - to 372 strażaków. Ściągnięto zastępy z Lubelszczyzny i innych części Polski. Strażaków wspiera około 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Do akcji aktualnie skierowanych jest sześć samolotów dromaderów i sześć śmigłowców gaśniczych - podają Lasy Państwowe. Komenda Główna Policji dodaje, że w gaszenie pożaru zaangażowane są dwa policyjne śmigłowce S-70i Black Hawk. „Załogi śmigłowców działają w oparciu o przekazywane ze sztabu współrzędne punktów, co pozwala na szybkie i skuteczne reagowanie i realizowanie zrzutów wody z wykorzystaniem zbiorników Bambi Bucket, dokładnie docierając tam, gdzie dostęp z ziemi jest ograniczony lub niemożliwy. Dotychczas zrealizowano 50 takich zrzutów. Liczy się czas i maksymalna efektywność” - informuje policja.

W Puszczy Solskiej trwa trzeci dzień walki z pożarem

Dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, prof. Robert Czerniawski, mówił podczas posiedzenia sztabu kryzysowego: „Jutro przewidujemy podobną pogodę, podobny wiatr jak dzisiaj po południu. Pogoda nie sprzyja i tak będzie do godzin wieczornych jutro”. Paulina Hennig-Kloska komentowała: „Występuje bardzo wysoka temperatura i bardzo niska jak na tę porę roku wilgotność ściółki leśnej - na terenie województwa lubelskiego jest to poniżej 10 proc., co samo w sobie stwarza zagrożenie pożarowe. Dodatkowym zagrożeniem jest silny wiatr. To wszystko sprawia, że podjęliśmy nadzwyczajne środki prewencyjne. W wielu miejscach wprowadziliśmy zakazy wstępu do lasów czy parków narodowych. Na terenie województwa lubelskiego dotyczy to Roztoczańskiego Parku Narodowego, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie akcji ratowniczej gaszenia pożaru.”

„Sytuacja na miejscu jest tragiczna” - mówi w rozmowie z OKO.press Michał Korga z Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. „Warunki nie sprzyjają gaszeniu pożaru ze względu na silne porywy wiatru. Las jest przeschnięty, łatwo zajmuje się ogniem. Problemem jest też specyfika drzewostanów, w których panuje pożar - są to lite drzewostany sosnowe o dość dużym zwarciu, co powoduje szybkie przemieszczanie się ognia. Na miejscu jest wiele zastępów straży pożarnej, próbują ugasić ogień z powietrza. A co się dzieje w środku? To trudno ocenić, bo sytuacja jest dynamiczna. Byłem przed chwilą w miejscu, skąd można zobaczyć ten las z góry i nie wygląda to dobrze” - relacjonuje.

„Płonie jeden z większych kompleksów leśnych w Polsce. Płonie samo serce, jeden z najdzikszych fragmentów Puszczy Solskiej. Jedna z ostatnich i priorytetowych ostoi głuszca, a także innych rzadkich gatunków ptaków. Nigdy wcześniej nie było tutaj tak dużego pożaru” - podkreśla Michał Korga. Na razie jednak trudno ocenić, w jakim stopniu przyroda się obroni. Nie wiadomo też, jak pożar wpłynie to na polską populację głuszca. W całej Polsce mamy jedynie około 500 osobników tego skrajnie zagrożonego wyginięciem gatunku. Poza Puszczą Solską ich ostojami są Puszcza Augustowska i Karpaty. Ale płonący, cenny przyrodniczo las, jest domem również dla innych chronionych gatunków ptaków: bociana czarnego, puszczyka uralskiego, orlika krzykliwego, cietrzewia, sóweczki, włochatki, dzięcioła białogrzbietego i dzięcioła czarnego. Żyją tam także bobry, wilki, rysie, wydry, chronione nietoperze i żółwie błotne. To obszar Natura 2000, teren parku krajobrazowego, część Kotliny Sandomierskiej, która sąsiaduje z Roztoczem. Tereny podmokłe, torfowiska i bory bagienne.

mapa pokazująca obszar Puszczy Solskiej i Roztocza

Pożar w Puszczy Noteckiej w 1992 roku

Puszcza Notecka doświadczyła drugiego co do wielkości pożaru lasu w Polsce po II wojnie światowej. Był 1992 rok, panowała wielka susza, a temperatura dochodziła nawet do 40 ºC.

Pierwszy pożar wybuchł 2 czerwca na Uroczysku Żelazko. Na powierzchni 573 hektarów, w tym 350 hektarów na terenie Nadleśnictwa Potrzebowice (województwo wielkopolskie) spłonął drzewostan sosnowy w wieku 55-65 lat. Kilka miesięcy później przyszedł najgorszy kataklizm. „10 sierpnia około godziny 16:20 iskry zablokowanych hamulców jednego z wagonów pociągu jadącego z Miałów do Krzyża spowodowały powstanie ognisk wzdłuż torów. Warunki pogodowe były wręcz idealne dla powstania pożaru: wilgotność ściółki 4 proc., wilgotność powietrza poniżej 10 proc., temperatura 38,4 ºC, silny wiatr. Pożar błyskawicznie się rozprzestrzeniał, wchodząc w korony sosen” - pisała Roksana Nowak, rzecznik prasowy w Nadleśnictwie Potrzebowice, wspominając rocznicę pożaru Puszczy Noteckiej.

„O godzinie 18:00 płonęło 500 hektarów, o godzinie 19:00 już 1500 hektarów. Wiatr przerzucał palące się wierzchołki drzew na odległość nawet 200 metrów. Powstała burza ogniowa niemożliwa do opanowania ani z lądu, ani z powietrza, gdyż zadymienie uniemożliwiało użycie samolotów” - czytamy w relacji kilkadziesiąt lat po pożarze. W akcji gaśniczej i ratunkowej brali udział strażacy, leśnicy, wojsko i miejscowa ludność. Konieczna była ewakuacja mieszkańców. Deszcz uratował pozostałą część Puszczy Noteckiej. W ciągu 9 godzin spłonęło prawie 6 tysięcy hektarów lasu, 19 budynków gospodarczych i trzy gospodarstwa. Nie było ofiar w ludziach.

archiwalne zdjęcie pożaru w Puszczy Noteckiej z 1992 roku

Regeneracja Puszczy Noteckiej po pożarze

Ogień zgasł, ale Puszcza Notecka nie była już taka sama. Żeby wróciło tam życie, ogromną pracę musiał wykonać człowiek. Leśnicy pracowali na pożarzysku od pierwszych chwil po ugaszeniu ognia. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Pile skierowała do pracy wszystkie swoje nadleśnictwa. Przy wyrębie spalonego lasu pracowało 5 tysięcy osób, w tym 4 tysiące drwali. Na miejscu spalonego lasu posadzono 80 milionów sadzonek, ale znacząco zmieniając strukturę przyszłego drzewostanu. Wzdłuż torowiska utworzono 8-metrowe pozbawione roślinności pasy przeciwpożarowe, do tego biologiczne pasy bezpieczeństwa o szerokości od 50 do 100 metrów, porośnięte wyłącznie gatunkami liściastymi niepodatnymi na ogień. Straty ekologiczne nie zostały obliczone, ale są prawdopodobnie kilkadziesiąt razy większe niż finansowe. W 2022 roku odbyła się konferencja pod tytułem „30 lat od wielkiego pożaru”. „Po 20 latach od zastosowanych sposobów odnowienia pożarzyska zlokalizowanego na terenie Nadleśnictwa Potrzebowice nie nastąpiła jeszcze pełna regeneracja mikrobiologiczna gleb zniszczonych przez pożar” - podano na niej.

Sylwester Aftyka z Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego opowiada, że instynkt samozachowawczy u ptaków jest silniejszy niż opieki nad potomstwem, więc dorosłe ptaki powinny były odlecieć z miejsca zagrożenia ogniem. „Ale co najistotniejsze zostanie zniszczone siedlisko lęgowe” - zauważa Aftyka i tłumaczy, że las nie będzie już spełniał swojej funkcji, tak jak to jest w przypadku Puszczy Noteckiej. „Po tak dużym pożarze las jest całkowicie zniszczony. Od 1992 roku minęło raptem 34 lata. Zanim to zostało uporządkowane, to w tym momencie mamy tam lasy 30-letnie. Lasy 30-letnie nie spełnią funkcji takiej, jaką spełnia las w pełni rozwinięty wiekowo. Na przykład mamy fragmenty 120-letniej Puszczy Solskiej, mamy lasy 30-40-letnie i młodniki. Jest to mozaika i można powiedzieć, że ten las jest w pełni rozwinięty. Natomiast w lesie 30-letnim nie będziemy mieli lęgowego bociana czarnego, bo żadne drzewo go nie utrzyma. Tak samo nie będzie tam lęgowego bielika, nie będzie tam lęgowych ptaków, które potrzebują solidnych drzew, na przykład lęgowego puchacza. Niestety nie możemy porównywać lasu po katastrofie jaką jest pożar do lasu w pełni rozwiniętego” - mówi Sylwester Aftyka. Podsumowuje, że dopiero z perspektywy około 100 lat będzie można ocenić, jak się udało naprawić skutki takiej katastrofy. To samo czeka naszą Puszczę Solską. To będzie długofalowy proces, zależny od leśników. Członkowie LTO będą wiedzieli więcej na temat zniszczeń, jaki przyniósł ogień, po jego ugaszeniu.

Przyczyny i prewencja pożarów lasów

Na temat przyczyn pożarów lasów wypowiedziała się dr Bonk, która przeanalizowała dane historyczne na temat przyczyn pożarów w Polsce. Z przyczyn naturalnych - takich jak zapłon w wyniku uderzenia pioruna czy zajęcie materiałów łatwopalnych pod wpływem wysokiej temperatury - zdarza się to rzadko. W aż 90 proc. przypadków, na podstawie danych Lasów Państwowych oraz raportów Komisji Europejskiej, ustalono, że pożary w Polsce powstają w wyniku podpaleń. Może to być na przykład celowe rozniecanie ognia bądź zaniedbania lub nieostrożności. Ekspertka dodała, że bardzo często przyczyną są nielegalne, skrajnie niebezpieczne praktyki, takie jak wypalanie traw, które w okresach suszy łatwo wymykają się spod kontroli. W 2026 roku, dzięki nowelizacji ustawy, maksymalna grzywna za sprowadzenie zagrożenia pożarowego wzrosła z 5 tysięcy do 30 tysięcy złotych, a za wykroczenia (w tym wypalanie) mandaty mogą wynieść do 5 tysięcy.

Leśnicy apelują do mieszkańców, aby zachowywać się rozważnie i bezpiecznie. Nie należy używać otwartego ognia w odległości bliższej niż 100 metrów od ściany lasu. „Nie używajmy otwartego ognia również w lesie, między innymi w postaci kuchenek gazowych. Przypominamy, że ogniska palimy tylko w wyznaczonych do tego miejscach. Staramy się te ogniska dobrze zagasić, czyli odpowiednio zalać wodą, okopać ziemią, żeby wiatr nie rozwiewał tych rozżarzonych węgli i nie powodował pożarów ściółki. Nie rzucamy niedopałków czy papierosów w ściółkę, żeby też z tego żaru nie powstawały pożary oraz nie wjeżdżamy pojazdami silnikowymi na drogi udostępnione do ruchu, ponieważ to też zwiększa nam ryzyko powstawania pożarów” - dodaje D. Witka-Jeżewska.

Nawet niewielki pożar pozostawia po sobie trwały ślad. Spalona ściółka oznacza zniszczone siedlisko, śmierć wielu drobnych organizmów oraz zakłócenie naturalnych procesów.

Zagrożenie pożarowe w Polsce

Instytut Badawczy Leśnictwa informuje o dużym zagrożeniu pożarowym w lasach w całym kraju, z wyjątkiem obszarów górskich. Stopień zagrożenia Instytut ustala na podstawie parametrów meteorologicznych, takich jak temperatura, wilgotność względna powietrza i dobowa suma opadów oraz wilgotność ściółki sosnowej, będącej wskaźnikowym materiałem palnym ze względu na dominujący udział sosny w polskich lasach.

Sytuacja w lasach jest dramatyczna. Naprawdę wystarczy niewiele, aby ściółka się zapaliła. Dr Alicja Bonk uważa, że nadszedł czas na przygotowanie się na coraz częstsze pożary w całej Polsce. Mają na to wpływ postępujące zmiany klimatyczne, które prowadzą do długotrwałych okresów suszy. „Pożarów jest coraz więcej. Wpływają na to na pewno zmiany klimatyczne, które powodują coraz częstsze okresy suszy”.

Rola suszy i zmian klimatycznych

Michał Korga zwraca uwagę, że na tym terenie (podobnie jak i w całej Polsce) trwa susza. „Tegoroczna zima była piękna, ale od kiedy zniknęła pokrywa śniegu, nie było żadnych opadów deszczu. Nie spadła praktycznie ani kropla. Ale ten pożar nie wybuchł tylko dlatego, że mamy suchą wiosnę - wybuchł dlatego, że susza ciągnie się u nas od lat” - komentuje. „Śnieg oczywiście utrzymywał się długo w wielu miejscach, ale to była cienka warstwa. Kiedy zaczęła topnieć, to nie była taka ilość wody, jakiej potrzebowała przyroda. Dało to trochę wilgoci na starcie, ale ta zima nie odbudowała zasobów, tym bardziej że mrozy w większości części kraju wystąpiły jeszcze przed opadem śniegu. Ziemia najpierw zdążyła się zmrozić, przez co woda nie przesiąkała, dopiero potem dopadał śnieg, co utrudniło uzupełnienie wód podziemnych na początku opadów. A marzec nie dość, że był ciepły, to jeszcze ekstremalnie suchy, w kwietniu nie było lepiej” - wyjaśniał. W marcu średnia suma opadów wyniosła 10,8 mm na metr kwadratowy - to zaledwie 29 proc. normy z lat 1990-2020. 4 maja zagrożenie pożarowe występowało w lasach w całej Polsce. 6 maja, kiedy płonie Puszcza Solska, północ kraju na mapach jest zaznaczona na niebiesko - ryzyka nie ma. Trudna sytuacja nadal utrzymuje się jednak na południu i wschodzie kraju.

„W dłuższej perspektywie problem leży jednak głębiej - osuszone siecią rowów torfowiska i lasy będą płonąć, dużo łatwiej o powstanie pożaru, gdy woda znajduje się metr pod poziomem gruntu, niż przy powierzchni” - komentuje Fundacja Wolne Rzeki. Eksperci zwracają uwagę na to, że w całym kraju osuszane są torfowiska - nasz naturalny magazyn wody. Interweniują tam, gdzie mokradła są osuszane rowami melioracyjnymi, apelują o zasypywanie rowów melioracyjnych. Jak się okazuje, próbowali interweniować również w Nadleśnictwie Józefów, na którego terenie leży Puszcza Solska. „Dwa lata temu prowadziliśmy rozmowy z Nadleśnictwem Józefów dotyczące potencjalnego projektu odtwarzania retencji w zmeliorowanych lasach i mokradłach. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, poza miłymi rozmowami, nadleśnictwo nie było realnie zainteresowane współpracą” - podają Wolne Rzeki. Profesor Michał Żmihorski, biolog, zastępca dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska, skomentował w mediach społecznościowych: „Sam pomysł, by w czasach rosnącego zagrożenia pożarowego i dramatycznego deficytu wody tępić bobry, wydaje mi się skrajnie nieodpowiedzialny. Z takim podejściem i kadrami zarządzającymi środowiskiem naturalnym jesteśmy bez najmniejszych szans w zderzeniu z rozpędzającymi się zmianami klimatu”.

tags: #czarny #las #sosnowa #pozar