Sprawa Dariusza Perzyńskiego: Tragiczny pożar w Jastrzębiu-Zdroju

Sprawa pożaru w Jastrzębiu-Zdroju, w którym zginęła pięcioosobowa rodzina, pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających i mrocznych historii w polskiej kryminalistyce. Jej centralną postacią jest 46-letni Dariusz Perzyński - mąż i ojciec, który początkowo jawił się jako oddany szafarz parafialny i kochający rodzic. Jak wspominał jego syn: „Odkąd pamiętam, mój tata pełnił posługę szafarza w parafii… Udzielał komunii, jeździł z komunią do chorych...”. Sam Dariusz Perzyński podkreślał: „Byłem dobrym mężem, dla moich dzieci nie byłem ani ojcem, ani tatą, byłem po prostu kochanym tatusiem.” Jednak śledztwo szybko ujawniło, że dom rodziny został celowo podpalony w sześciu miejscach, a tropy prowadziły do głowy rodziny.

Noc tragedii: Pożar i śmierć rodziny

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 10 maja 2013 roku, tuż przed drugą w nocy. W domu państwa Perzyńskich wszyscy już spali, gdy Wojtek, najstarszy syn, gwałtownie się obudził. „Obudził mnie żrący dym, po chwili usłyszałem krzyk siostry, w pokoju obok. Młodsza siostra piszczała, tak jak zwykle, gdy panikowała, nie pamiętam, co mówiła młodsza.” - relacjonował. To Wojtek zadzwonił po pomoc, próbując bezskutecznie skontaktować się z matką i ojcem.

Przyczyną śmierci wszystkich ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Śledczy analizowali: „Nie było wielkich uszkodzeń, związanych z samym działaniem ognia, co przede wszystkim z działaniem tych trujących gazów, które się wydzieliły w czasie spalania.” Joanna Perzyńska zmarła w szpitalu po dramatycznej walce o życie. W pożarze zmarło także czworo jej dzieci, w tym Agnieszka, której ciało, według relacji, było przykryte kołdrami w pokoju. Najmłodsza dziewczynka miała niespełna pięć lat. Ocalał jedynie najstarszy syn, Wojciech.

Zdjęcie domu po pożarze w Jastrzębiu-Zdroju, z widocznymi śladami zniszczeń

Ślady podpalenia i niepokojący poprzedni incydent

Według śledczych, w domu znaleziono sześć punktów zarzewia ognia, a głównym źródłem całego nieszczęścia była szafa z ubraniami. Okazało się, że nie był to pierwszy pożar w tym domu. W styczniu 2011 roku spaliło się niemal całe wnętrze domu Dariusza Perzyńskiego i jego rodziny. Wówczas nikt nie ucierpiał, a Dariusz Perzyński twierdził, że pożar spowodowało zwarcie w wideodomofonie. Ówczesny incydent przyniósł mu współczucie lokalnej społeczności i organizację pomocy. Wówczas Dariusz Perzyński uzyskał odszkodowanie od ubezpieczyciela, które, jak informuje Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, wynosiło „około 100 000 zł”. Reporterzy sugerowali, że ten poprzedni pożar mógł zainspirować go do późniejszych działań mających na celu zarobek.

Śledztwo: Alibi Dariusza Perzyńskiego i demaskujące dowody

Jak wykazało śledztwo, w domu państwa Perzyńskich nie było śladów włamania. Od początku wszystko wskazywało na to, że ogień podłożył ktoś z domowników. Dariusz Perzyński był jedyną osobą, która w chwili tragedii przebywała poza domem. Twierdził, że znajdował się w pracy w pobliskich Pawłowicach, w swoim warsztacie stolarskim. „W chwili pożaru tata znajdował się w warsztacie stolarskim, wykonywał meble.” - zeznał syn. Dariusz Perzyński utrzymywał, że wyszedł z domu o 22:00.

Mapa z lokalizacjami: Jastrzębie-Zdrój, Pawłowice i zasięg anten telefonii komórkowej

Dodatkowe poszlaki

Analiza danych z telefonii komórkowej wykazała, że jego wersja wydarzeń była niezgodna z rzeczywistością. Śledczy stwierdzili: „Nie było możliwe, żeby stacja przekaźnikowa, do której się logował telefon, objęła również Pawłowice, więc mieliśmy pewność, że Dariusz Perzyński nie znajdował się w Pawłowicach w warsztacie.” Choć obrona próbowała argumentować, że zasięg anteny mógł być szerszy (tzw. układ gliwicki), analiza ta została odrzucona. Dodatkowe dowody przeciwko Dariuszowi Perzyńskiemu obejmowały:

  • Uszkodzone paski rolet okiennych, które uniemożliwiały ich podniesienie.
  • Martwą mysz leżącą na kablu, co mogło sugerować próbę manipulacji instalacją.
  • Badanie paneli, które wykazało, że nie były pancerne i można je było łatwo otworzyć.

Próba manipulacji śledztwem i zatrzymanie

Po pogrzebie Dariusz P. zgłosił się na komendę, twierdząc, że otrzymuje SMS-y z nieznanego numeru od sprawcy pożaru. Co istotne, w tych wiadomościach podawał okoliczności, które znał tylko podpalacz. Śledczy ujawnili: „Udało nam się ustalić, że Dariusz P. używał 2 telefonów i 4 kart, z których sam do siebie pisał te SMS-y.” Wskazywało to na próbę skierowania postępowania na fałszywy trop.

W marcu 2014 roku, niemal rok po tragedii, Dariusz Perzyński został zatrzymany. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa pięciu osób. Mężczyzna nie przyznał się do winy.

Diagnoza psychiatryczna

Poddano go obserwacji psychiatrycznej, która wykazała: „Biegli stwierdzili, że jest klasycznym psychopatą, osobą zupełnie pozbawioną uczuć wyższych, nastawioną na realizowanie swoich celów, swoich przyjemności, kompletnie nieodczuwającą empatii.” Dariusz Perzyński zaprzeczał tym ustaleniom, mówiąc: „Nie jestem psychopatą, nie jestem żadnym zwyrodnialcem, nie jestem mordercą.”

Sądowa grafika przedstawiająca profil psychologiczny psychopaty

Prawdopodobne motywy: Długi i ubezpieczenia

Śledczy twierdzili, że głównym motywem działania Dariusza Perzyńskiego były sięgające 3,5 mln zł długi. To dla pieniędzy miał wysłać czworo swoich dzieci i żonę na tamten świat. Już w 2010 roku w Sądzie Rejonowym w Gliwicach ujawniono jego zadłużenie. Wychodziły na jaw również inne niepokojące szczegóły z jego życia. Kilka lat wcześniej, gdy nie wyszedł mu interes z budową domów w Opolu, Dariusz P. twierdził, że został uderzony cegłą, wpadł do rowu i stracił 200 tys. zł z samochodu. Po tym incydencie zaczął leczyć się psychiatrycznie.

Niewykluczone, że spore kwoty pieniędzy mógł przegrać w grach hazardowych, będąc stałym bywalcem kasyn i automatów. Meble na zamówienie również nie przynosiły dużych dochodów. Kilka tygodni przed pożarem w 2013 roku pojechał z żoną do Francji, oficjalnie, by zobaczyć, jak buduje się domy szkieletowe, mając kolejny pomysł na biznes, który jednak również nie wypalił. Wtedy, jak ustalili śledczy, postawił wszystko na jedną kartę: zawarł trzy polisy na życie i ubezpieczył wysoko dom, licząc na gotówkę. Około trzech tygodni przed pożarem ubezpieczył dzieci i żonę na bardzo wysoką sumę. Pytanie, czy zrobił to świadomie, czy też cały plan zrodził się w głowie osoby niepotrafiącej przewidzieć skutków.

Wyrok sądowy i utrzymujące się wątpliwości

W grudniu 2016 roku w sprawie zapadł pierwszy wyrok. Dariusz Perzyński został skazany na dożywocie. Sąd postanowił, że o warunkowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać dopiero po upływie 35 lat. Wyrok ten został podtrzymany również przez sąd odwoławczy.

Mimo wyroku, Dariusz Perzyński wciąż twierdził, że jest niewinny: „Słyszałem kiedyś opinię sędziego, że jak jest 1 procent niepewności, to sprawa powinna wrócić do ponownego rozpatrzenia. Jak ktoś się nad tym pochyli, w prawdzie, to tutaj nie ma nawet 1 procenta pewności, że ja to zrobiłem.” Prokurator prowadząca sprawę była jednak głęboko przekonana o jego winie: „Dariusz P. świadomie, z premedytacją podpalił swój dom i zabił swoich bliskich. Usiłował zabić też jedynego syna, który przeżył. Jestem głęboko przekonana, że on jest sprawcą.”

LIKWIDACJA URZĘDU PREZYDENTA?! Borowski nie ma litości: Będzie musiał ZJEŚĆ TĘ ŻABĘ!

Wspomnienia o ofiarach tragedii (z perspektywy Dariusza Perzyńskiego)

Poniżej przedstawiono wspomnienia o członkach rodziny Dariusza Perzyńskiego, które pojawiły się w materiale, prawdopodobnie z jego perspektywy lub w kontekście opłakiwania ofiar. Warto zaznaczyć, że zostały one zebrane przed postawieniem mu zarzutów lub w trakcie śledztwa, gdy starał się kreować wizerunek kochającego męża i ojca.

Joanna Perzyńska (żona, 40 l.)

„Moja kochana żona, jedyna przyjaciółka, którą kiedykolwiek miałem. Wykształcona, mądra, inteligentna, szczerze kochająca. Mimo dwóch fakultetów kończyła kierunek «Projektowanie ogrodów». Robiła piękne aranżacje. Pozostał po niej nasz piękny ogród, który zdaje się płakać, bo nikt już nie będzie go uprawiał z taką miłością i zaangażowaniem jak ona. Pięknie grała na organach, szczególnie w święta, kiedy mogliśmy wspólnie kolędować. Asia była bardzo opiekuńcza, czuła, pracowita. Znajomi wręcz mówią, że dziś takich kobiet już nie ma. Zawsze mogłem na nią liczyć i nigdy się nie zawiodłem.”

Justyna Perzyńska (córka, 18 l.)

„Była piękną, radosną i pełną optymizmu dziewczyną. Chciała zostać psychologiem i pracować z dziećmi, które nie zaznały miłości. Pięknie grała na gitarze. Cieszyła się, kiedy mogliśmy razem grać przeróżne piosenki. Bardzo dużo czytała. Pasjonowała się modą, ukończyła kurs dla modelek. Justynka uwielbiała biegać, jeździć na rowerze po naszej Ruptawie. Pasjonowała się jazdą konną, a w najbliższe wakacje chciała w ramach wolontariatu poświęcić czas na pracę przy koniach. Była szczęśliwie zakochana.”

Małgorzata Perzyńska (córka, 13 l.)

„Była pogodną dziewczynką, bardzo podobną z urody i charakteru do mojej żony. Uwielbiała czytać i nocami musieliśmy gasić jej światło, bo była w stanie nie spać, gdy ją wciągnęła jakaś książka. Chciała sama napisać książkę fantastyczno-przygodową. Była wyjątkowo zdolna i pracowita. Gdy po moim wypadku po obcięciu palców oddałem jej swoją gitarę, którą dostałem przed kilku laty «pod choinkę» od żony, z wielką radością i zapałem zabrała się za naukę gry. Marzyła o grze na gitarze elektrycznej, którą mieliśmy jej kupić z końcem czerwca.”

Marcin Perzyński (syn, 10 l.)

„Był przystojniakiem, któremu chyba wszyscy zazdrościli pięknych rzęs. Uwielbiał grę na perkusji, jazdę na rowerze i gry na komputerze. Razem z Gosią trenował judo i pływanie, a ostatnio chodził do szkółki piłkarskiej. Tydzień po I komunii świętej zgłosił się do księdza proboszcza i oznajmił, że chce zostać ministrantem. Marzył, żeby stać przy mnie z pateną, gdy rozdawałem komunię. Kilka razy to marzenie się spełniło. Zachęcił też kilku kolegów z klasy, z którymi bardzo się przyjaźnił, aby przyszli do ołtarza - i służą do dziś. Kilka dni przed śmiercią z pomocą starszego brata Wojciecha, który był dla niego wielkim autorytetem, nauczył się jeździć na Romecie.”

Agata Perzyńska (córka, 4 l.)

„Była prawdziwym aniołkiem. Szczera, radosna, kochająca bezwarunkowo. Nigdy nie miała czasu na popołudniową drzemkę, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Kochany pieszczoszek! Mogła się przytulać przez cały dzień! Wniosła do naszego domu tyle radości, miłości i pokoju, że bez niej czuję się, jak bym stracił słuch. Uwielbiała zabawy w naszej piaskownicy, pływała, a w zimę chciała się uczyć jazdy na nartach. Kiedyś podając mi śruby przy składaniu mebli, powiedziała, że jak dorośnie, to będzie stolarzem. Uczyła się jeździć na rowerku. Od pierwszych chwil mnóstwo jej czytałem, a wiele bajek opowiadałem jej z głowy. Lubiła grać w naszej «ping-pongowni» w piłkarzyki, tenisa stołowego, a czasem w piłkę nożną.”

tags: #dariusz #perzynski #pozar #2011