Irena Dziedzic, uznawana za jedną z największych gwiazd polskiego dziennikarstwa, zmarła 5 listopada 2018 roku w wieku 93 lat. Informacja o jej śmierci dotarła do mediów z niemal dwumiesięcznym opóźnieniem, co w połączeniu z innymi, nietypowymi okolicznościami, skłoniło prokuraturę do wszczęcia śledztwa.
Kariera Zawodowa Ireny Dziedzic
Irena Dziedzic urodziła się 20 czerwca 1925 roku w Kołomyi. Swoją karierę zawodową rozpoczęła w 1946 roku w redakcji "Echa Krakowa", gdzie początkowo pracowała jako maszynistka, a następnie jako reporterka. Krótko związana była również z wrocławskim "Słowem Polskim". Od 1948 roku kontynuowała pracę w Warszawie, najpierw jako depeszowiec w "Głosie Ludu", a później w "Expressie Wieczornym".
Przełomowym momentem w jej karierze było rozpoczęcie pracy w Polskim Radiu w 1952 roku. Jednak to Telewizja Polska stała się jej głównym medium. W 1956 roku pojawiła się na antenie TVP, gdzie przez 25 lat, do kwietnia 1981 roku, tworzyła i prowadziła popularny program publicystyczno-rozrywkowy "Tele-Echo". Program ten był platformą do rozmów z gośćmi na tematy życia prywatnego i zawodowego.
W latach 1965-1968 Irena Dziedzic była również jedną z prezenterek "Dziennika Telewizyjnego". Dodatkowo, w latach 1977-1981, pełniła funkcję twórcy i kierownika redakcji kulturalnej w tym programie informacyjnym. Po przerwie trwającej 2,5 roku, od października 1983 do września 1991 roku, powróciła na antenę z programem "Wywiady Ireny Dziedzic".
Dziedzic miała również doświadczenie aktorskie, występując w kilku filmach, często grając samą siebie. Wśród nich znalazły się takie produkcje jak "Jutro premiera" (1962) w reżyserii Janusza Morgensterna, "Polowanie na muchy" (1969) w reżyserii Andrzeja Wajdy, a także "Wojna domowa" (1965), "Kłopotliwy gość" (1971) i "Szczur" (1994).
Była również autorką książki "Teraz Ja. 99 pytań do mistrzyni telewizyjnego wywiadu", wydanej w Warszawie w 1992 roku. W latach 2002-2006 przez cztery lata co tydzień można było usłyszeć jej publicystyczne felietony "Punkt widzenia" w Programie I Polskiego Radia. Po publikacji felietonu dotyczącego lustracji, jej współpraca z radiem została zakończona.

Spór o Współpracę z SB i Lustrację
W 2006 roku, gdy media wymieniły nazwisko Ireny Dziedzic wśród dziennikarzy rzekomo współpracujących z SB w czasach PRL, dziennikarka podjęła kroki w celu autolustracji. W 2013 roku Sąd Apelacyjny prawomocnie orzekł, że nie była ona kłamcą lustracyjnym, co sama skomentowała słowami: "Są jeszcze sędziowie w Warszawie". W 2014 roku Sąd Najwyższy utrzymał wyrok sądu apelacyjnego, oddalając kasację prokuratora generalnego.
Jednakże, według Instytutu Pamięci Narodowej (IPN), Irena Dziedzic miała być w latach 1958-1966 agentką kontrwywiadu MSW pod pseudonimem TW "Marlena". Sama dziennikarka wielokrotnie podkreślała, że była nękana przez Służbę Bezpieczeństwa, utrudniano jej pracę zawodową i fabrykowano akta. Uważała się za wieloletnią ofiarę tajnych służb, twierdząc, że sprawa jej rzekomej współpracy była zemstą wysokiego oficera służb za odmowę tańca w latach 50. i późniejszą skargę do KC PZPR za zatrzymanie jej na noc na komendzie.
Ostatnie Lata Życia i Śmierć
Irena Dziedzic zmarła 5 listopada 2018 roku w wieku 93 lat. Informacja o jej śmierci dotarła do mediów dopiero 12 stycznia 2019 roku, co spowodowało opóźnienie uroczystości pogrzebowych, które odbyły się 14 stycznia na cmentarzu w Laskach. Opóźnienie wynikało również z braku bliskich krewnych, którzy mogliby zająć się organizacją pochówku.
W ostatnich latach życia Irena Dziedzic mieszkała na warszawskiej Saskiej Kępie. Jej sytuacja finansowa była trudna; otrzymywała emeryturę w wysokości około 900 złotych, która była zajęta przez komornika z powodu niespłaconych długów, sięgających ponad 34 tysięcy złotych za nieopłacone rachunki za gaz i prąd. W jej mieszkaniu panowały fatalne warunki - zgniły zapach, brud i zarobaczenie, a brakowało odzieży nadającej się do noszenia.
Dziennikarka zmagała się z problemami zdrowotnymi. W lipcu 2018 roku złamała nogę, a następnie przewróciła się na schodach. Trafiła do szpitala dzień przed śmiercią, co według oceny jednej z pielęgniarek było zbyt późno. W jej domu przebywały dwie opiekunki z Ukrainy oraz lekarka "pani Basia", która poznała Dziedzic podczas wizyt w przychodni i zaprzyjaźniła się z nią, słuchając o problemach związanych z lustracją.

Dochodzenie Prokuratury
Po śmierci Ireny Dziedzic, Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła postępowanie dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci dziennikarki. Zawiadomienie dotyczyło również zawarcia niekorzystnych umów cywilnoprawnych, które mogły narazić ją na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, a także szkody majątkowe.
W toku postępowania przeprowadzono sekcję zwłok Ireny Dziedzic. Wstępne wyniki wskazywały na niewydolność krążeniowo-oddechową oraz zmiany chorobowe, bez jednoznacznych przyczyn wskazujących na udział osób trzecich. Zalecono również badania toksykologiczne, które wykazały obecność leków przyjmowanych przez dziennikarkę w zalecanych dawkach, bez wpływu na mechanizm śmierci.
Śledztwo badało również wątek umów związanych z tzw. hipoteką odwróconą. Irena Dziedzic przepisała swoje mieszkanie na Saskiej Kępie na Bogdana G. w zamian za comiesięczną rentę w wysokości około 4,5 tysiąca złotych. Mężczyzna zatrudnił dla niej opiekunkę. Prokuratura badała legalność tych umów, jednak wstępnie nie znaleziono podstaw do stwierdzenia oszustwa.
W sierpniu 2019 roku Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe umorzyła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Ireny Dziedzic oraz ewentualnych przestępstw przeciwko mieniu. W dokumentach śledztwa stwierdzono "brak czynu zabronionego". Na postanowienie o umorzeniu przysługuje zażalenie.
Pożar w Rafinerii Czechowice-Dziedzice (1971)
Warto zaznaczyć, że nazwa "Czechowice-Dziedzice" pojawia się w tekście w kontekście tragicznego pożaru, który miał miejsce w rafinerii ropy naftowej w czerwcu 1971 roku. To odrębne wydarzenie, niezwiązane bezpośrednio z życiem i śmiercią Ireny Dziedzic. Pożar wybuchł po uderzeniu pioruna w zbiornik z ropą naftową. Akcja gaśnicza była niezwykle trudna i zakończyła się eksplozjami, w których zginęło 37 osób, w tym strażacy i żołnierze. Straty materialne były ogromne. Przyczynami katastrofy były m.in. brak odpowiedniego sprzętu technicznego i środków gaśniczych, a także zbyt ciasno rozmieszczone i przestarzałe konstrukcje zbiorników.