Pożar w Łagowie: Kontrowersje wokół braku interwencji lokalnej OSP

W czwartek, 17 sierpnia, doszło do dramatycznego pożaru w gospodarstwie Tomasza Kotwy na Rynku w Łagowie. Strażacy walczyli z ogniem przez ponad pięć godzin, jednak wydarzenie to wywołało szerokie dyskusje ze względu na brak natychmiastowej reakcji lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Łagowie, pomimo jej bliskiej lokalizacji.

Zdjęcie płonącej stodoły lub zniszczeń po pożarze w Łagowie

Przebieg pożaru i ogromne straty

Około godziny 14:35 w czwartek, 17 sierpnia, Tomasz Kotwa zauważył, że płoną budynki gospodarcze znajdujące się na jego posesji na Rynku w Łagowie. Mężczyzna niezwłocznie zadzwonił na straż pożarną. Jak wynika z relacji pana Tomasza, pierwsze jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej pojawiły się na miejscu około pół godziny od zgłoszenia. Byli to druhowie z Lechowa, Nowej Słupi, a nawet Kielc. "Z naszej gminy nie dotarła żadna, mimo że był alarm" - opowiadał Tomasz Kotwa.

To o tyle zaskakujące, że remiza OSP Łagów także znajduje się na Rynku, około 200-300 metrów od gospodarstwa pana Tomasza. W wyniku pożaru spłonął cały dach stodoły, obora, słoma i zboże oraz osiem sztuk bydła. Pan Tomasz Kotwa podkreślał: "Przez te 30 minut można było wszystkiego uniknąć. A tak spłonęły stodoła i obora, słoma i zboże, osiem sztuk bydła. Gdyby nie jednostki spoza gminy, spłonęłoby pół Łagowa".

Brak reakcji lokalnej jednostki OSP Łagów

Starszy brygadier Paweł Górniak, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach, potwierdził, że po zgłoszeniu pożaru w Łagowie zadysponowano jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej w Łagowie, która działa w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. "Mimo naszej dyspozycji nie wyjechała. Nie wyjechała także jednostka z OSP Piotrów" - poinformował Paweł Górniak.

Zapytany o powody, wicekomendant wyjaśnił, że "był problem z dostaniem się do remizy". W związku z zaistniałą sytuacją, Straż Państwowa następnego dnia zwróciła się do wójta gminy Łagów Pawła Marwickiego o podjęcie działań w celu poprawy gotowości operacyjnej jednostki. Dodatkowo, 24 sierpnia na miejscu przeprowadzono tak zwaną inspekcję gotowości operacyjnej. "Test wypadł bardzo dobrze" - podkreślił Paweł Górniak, co jeszcze bardziej uwypukliło pytanie, dlaczego 17 sierpnia druhowie z Łagowa zawiedli.

Mapa z zaznaczoną lokalizacją remizy OSP Łagów i gospodarstwa na Rynku

Dwugłos w sprawie przyczyn zaniechania interwencji

Wersje wydarzeń i przyczyn braku interwencji lokalnej OSP różnią się w zależności od relacji. Przedstawili je wójt gminy i jednocześnie prezes zarządu gminnego OSP Paweł Marwicki oraz prezes zarządu OSP Łagów Paweł Garstka.

Wersja wójta Pawła Marwickiego

Paweł Marwicki, wójt gminy, stwierdził: "Jestem trzecim wójtem z kolei, z którym pan Garstka toczy swoje konflikty. Szanowałem suwerenność stowarzyszenia, jakim jest straż, choć docierały do mnie sygnały, że współpraca druhów z prezesem nie układa się. Apogeum tego miało miejsce właśnie 17 sierpnia." Wójt wskazał, że jednostka nie dojechała, bo był problem z dostaniem się do remizy. Marwicki wyjaśnił, że są cztery klucze do remizy, ponieważ jest czterech kierowców z uprawnieniami na średni samochód, w tym prezes. "Moim zdaniem prezes organizacyjnie nie zrobił tak, by klucze były dostępne" - ocenił wójt.

Według Marwickiego, kiedy włączyła się syrena, strażacy pojawili się pod remizą, ale nie mogli się dostać do środka. "Społeczeństwo jest poruszone, że lokalna straż nie pojawiła się" - dodał. Następnego dnia wójt zwrócił się do prezesa na piśmie o podanie wyjaśnień, jednak do tej pory nie otrzymał odpowiedzi. Marwicki poinformował również, że z siedmioosobowego zarządu OSP Łagów cztery osoby złożyły rezygnację jako protest, ponieważ nie chcą dalej współpracować z prezesem. Wyraził nadzieję, że odbędzie się „walne”, na którym zostaną wyłonione nowe władze.

Wersja prezesa OSP Łagów Pawła Garstki

Paweł Garstka, prezes OSP Łagów, przedstawił swoją perspektywę. W chwili wybuchu pożaru przebywał w Kielcach. "Pierwszy sygnał dostałem od prezesa Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Łagowie" - powiedział Garstka. Polecił mu zadzwonić na numer 998, a sam podjął starania celem sprawdzenia, którzy kierowcy są na terenie Łagowa. Jak się okazało, pierwszych dwóch było bardzo daleko, a trzeci, który znajdował się na terenie gminy, pracuje w PUK. "Poprosiłem prezesa PUK, żeby zwolnił pracownika, bo nie będzie miał kto wyjechać. Na tym ze spokojem zakończyłem działania" - relacjonował Garstka. Podkreślił również, że nie wie, jakie są relacje między prezesem PUK a pracownikiem. "Wiadomo, że nie było tego kierowcy na miejscu. Ze swojej strony zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie mamy możliwości zatrudnić kierowcy na stałe. Największe argumenty ma gmina."

Garstka przypomniał, że swego czasu kierowca był na etacie, ale został zmieniony na pracownika gminy, a potem PUK, gdzie ma wykonywać polecenia prezesa. Zaznaczył, że na drugi dzień mieli dwa wyjazdy i w obu brała udział OSP Łagów. "Przypomnę, że strażacy działają społecznie, na co dzień pracują utrzymując rodziny i nie ma ich na miejscu" - powiedział. Prezes OSP Łagów zasugerował, że wójt szuka pretekstów, by go wyrzucić, gdyż jest "solą w jego oku jako niezależny i partyjnie nie związany pracą z gminą". Dodał, że od 13 lat dąży do poprawy wyposażenia w jednostce i zwiększenia liczby strażaków, a "konflikty zawsze niosą za sobą żniwo".

Stanowisko prezesa PUK Pawła Kudłacza

Do sprawy odniósł się również prezes Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Łagowie, Paweł Kudłacz. Zaznaczył: "Nigdy nie zabraniałem żadnemu pracownikowi wyjeżdżać do pożaru i nigdy się żaden do mnie o to nie zwracał, żeby móc uczestniczyć w akcji ratowniczej." Podkreślił, że pan Garstka nigdy go nie prosił o zwolnienie pracownika, jedynie sugerował, że broni mu wyjeżdżać do pożaru, co nie jest prawdą. "Prawo nie zezwala mi na to, by zabronić strażakowi-ochotnikowi nawet w godzinach pracy udziału w akcji ratunkowej. To, że kierowca nie wyjechał do pożaru, było jego suwerenną decyzją" - podsumował prezes PUK.

Dwie osoby zginęły w pożarze domu

tags: #echo #dnia #pozar #w #lagowie