Dramat rozegrał się 4 stycznia 2019 roku w Koszalinie. Tego dnia pięć nastolatek - Julia, Karolina, Wiktoria, Małgosia i Amelia - świętowało urodziny jednej z nich w escape roomie "To Nie Pokój", zlokalizowanym przy ul. Piłsudskiego 88. Zabawa w pokoju zagadek o nazwie "Mrok" w jednej chwili zamieniła się w walkę o życie, gdy w przedsionku prowadzącym do pomieszczenia zapaliła się butla z gazem. Małgosia jako pierwsza zadzwoniła po pomoc na numer alarmowy, a dziewczynki szarpały za drzwi i rozpaczliwie wołały o ratunek. Dzwoniły do najbliższych - były to ich ostatnie rozmowy. Niestety, pomoc przyszła za późno, a dziewczęta zginęły wskutek zatrucia tlenkiem węgla.

Przebieg tragedii i bezradność ofiar
Kiedy dziewczyny zostały zamknięte w pokoju i przystąpiły do rozwiązywania zagadek, w przedsionku zapalił się gaz ulatniający się z piecyka. Nastolatki nie mogły wydostać się z "Mroku", ponieważ nie odnalazły jeszcze klucza do rozwiązania zagadki, który jednocześnie otworzyłby drzwi. Drzwi od wewnątrz nie miały klamki, a jedyne okno było zabite deskami i okratowane. Dziewczęta nie wiedziały również, że za atrapą kominka znajdowało się przejście do kolejnego pomieszczenia. W całym budynku nie było dróg ewakuacyjnych. Z budynku wynoszono kolejne ciała na oczach mediów i zrozpaczonych rodziców. Służby, jak zeznawał ratownik biorący udział w akcji, odstąpiły od reanimacji. Pięć 15-letnich przyjaciółek, uczennic klasy 3D ówczesnego Gimnazjum nr 9 (obecnie SP nr 18), nie wyszło z "Mroku" żywe.
Śledztwo i zarzuty prokuratury
W sprawie śmierci nastolatek natychmiast wszczęto śledztwo, prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Koszalinie. 30 kwietnia 2021 roku prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Koszalinie akt oskarżenia, obejmujący cztery osoby. Oskarżonymi byli: Miłosz S. (zwany także Miłosz Sz.), faktyczny twórca i organizator escape roomu oraz wynajmujący lokal z Poznania; jego babcia Małgorzata W., na którą była założona działalność; jego matka Beata W., która pomagała synowi w przedsięwzięciu; oraz Radosław D., pracownik escape roomu, zatrudniony zaledwie kilka tygodni przed pożarem.
Prokuratura postawiła zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-latek. W ocenie prokuratury, w escape roomie nie stworzono żadnych dróg ewakuacji, a nagromadzenie materiałów łatwopalnych było widoczne zarówno w poczekalni, jak i w poszczególnych pokojach zagadek. Ponadto, jedynym źródłem ogrzewania budynku były przenośne piecyki gazowe zasilane z butli. Lokal nie miał stałego dostępu do wody, a remonty były przeprowadzane bez stosownych zezwoleń, głównie przez samego Miłosza S. Śledczy ustalili, że zaangażowani w powstanie escape roomu "To Nie Pokój" nie poinformowali Urzędu Miejskiego w Koszalinie o zmianie przeznaczenia budynku na obiekt użyteczności publicznej, ani służb zajmujących się badaniem stanu bezpieczeństwa.
Rola pracownika Radosława D.
W dniu tragedii to Radosław D. wpuścił nastolatki do pokoju "Mrok", dał im krótkofalówki, a następnie zamknął w pomieszczeniu. Prokuratura zarzuciła mu, że w momencie wybuchu pożaru, ulatniający się z piecyka gaz w przedsionku, mógł podjąć działania zmierzające do ograniczenia rozprzestrzeniania się ognia. Przede wszystkim mógł spróbować uratować dziewczynki, otwierając drzwi klamką, którą miał na wyciągnięcie ręki. Jednak, jak przekazała prokuratura, Radosław D. nie zrobił nic, ratując jedynie siebie i nie wracając do budynku. Według prokuratury miał czas, możliwości, a przede wszystkim obowiązek ratować dziewczęta.
Radosław D. w swojej obronie twierdził, że nie przeszedł żadnego szkolenia. Przyznał, że w trakcie gry wyszedł z budynku, aby rozmienić dziewczętom pieniądze. Kiedy wrócił, usłyszał syczenie, a chwilę później nastąpił wybuch butli z gazem. Twierdził, że "dostał ogniem w twarz, wybiegł z pomieszczenia, by zawołać pomoc" i że "chciał wrócić, ale płomienie były tak duże, że nie dał rady". Jego wyjaśnienia były jednak przerywane głosami rodziców, którzy wskazywali, że "nie było go tam!" i że "dziewczynki nie żyją!".
Proces sądowy i zeznania oskarżonych
Proces w Sądzie Okręgowym w Koszalinie, któremu przewodniczyła sędzia Sylwia Dorau-Cichoń, ruszył 14 grudnia 2021 roku. Materiał dowodowy liczył 40 tomów, a w sprawie zeznawało około 130 świadków, w tym strażacy, ratownicy, lekarze i policjanci. Oskarżeni odpowiadali z wolnej stopy i nie przyznali się do zarzucanych im czynów.
Miłosz S., pasjonat pokojów zagadek, przez dwa dni składał przed sądem oświadczenie, posiłkując się tekstem na ponad 30 stronach. Powiedział, że tragedia nie powinna się wydarzyć i zostanie z nią do końca życia, nazywając ją "swoją osobistą Golgotą". Miał wątpliwości co do wypełniania obowiązków przez Radosława D., twierdząc, że to on miał przygotować escape room do gry, zapoznać graczy z regulaminem, monitorować grę i kontaktować się z nimi krótkofalówkami. Wskazał również, że z nieletnimi powinna być osoba dorosła. Miłosz S. zapewniał o istnieniu monitoringu wizyjnego, dwóch apteczek i zleceniu zakupu czujek czadu. Twierdził, że nie montował krat w oknach i że drzwi bez klamek można było wyważyć. Rodzice dziewczynek nazwali jego wielogodzinne oświadczenie "obłudą i torturą psychiczną".
Matka i babcia Miłosza S., Beata W. i Małgorzata W., również nie przyznały się do winy i odmówiły składania wyjaśnień. Beata W. stwierdziła, że jej jedyną winą było "czasami pomaganie swojemu dziecku w prowadzeniu działalności".

Głos rodziców i ich cierpienie
Rodzice zmarłych dziewcząt, występujący w procesie jako oskarżyciele posiłkowi, ze zdumieniem i zażenowaniem słuchali słów Miłosza S. Ich zeznania przed sądem były wstrząsające.
- Adam Pietras, ojciec Wiktorii, wspominał ostatnie słowa córki: "Tata! Pożar", usłyszane przez telefon. Jego życie toczyło się wokół Wiktorii, ich jedynego dziecka. Podkreślił, że oskarżeni "próbują robić sobie kpiny z sądu, prokuratora i nas rodziców, obrażając naszą inteligencję i mówiąc m.in., że to my jesteśmy za to odpowiedzialni".
- Jarosław Pawlak, ojciec Julii, dowiedział się o śmierci córki w drodze powrotnej z Wrocławia. Ostatni kontakt z córką miał na kilka godzin przed tragedią, a dwa dni wcześniej złożył jej urodzinowe życzenia.
- Artur Barabas, ojciec Karoliny, wiadomość o śmierci córki zastała w pracy w Hamburgu. W bezradności krzyczał. Karolina była wzorową uczennicą, pełną pasji do zdobywania wiedzy.
Rodzice Amelii i Małgosi nie zgodzili się na ujawnienie składanych przed sądem wyjaśnień. Wszyscy podkreślali, że śmierć dziewcząt załamała naturalną drogę ich egzystencji, a "bylejakość, chęć szybkiego zysku, złamanie wszelkich zasad bezpieczeństwa prowadzi do tragedii, która odbiera życie piątce dziewcząt i niszczy życie ich rodzin".
Wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie
W czwartek, 21 listopada 2024 roku, Sąd Okręgowy w Koszalinie ogłosił wyrok w sprawie pożaru escape roomu. Sędzia Sylwia Dorau-Cichoń skazała organizatora escape roomu Miłosza S. na dwa lata pozbawienia wolności i zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie kultury, sportu, rozrywki i rekreacji na okres 10 lat.
Pozostałe oskarżone osoby również usłyszały wyroki:
- Małgorzata W. została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.
- Beata W. usłyszała wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.
- Radosław D. został skazany na dwa lata więzienia i 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.
Ponadto, sąd zdecydował o wypłacie zadośćuczynienia w wysokości 200 tysięcy złotych na rzecz każdej z rodzin zmarłych nastolatek. Wyrok sądu nie jest prawomocny.
Wątek działań służb ratunkowych i wątpliwości rodziców
W sprawie tragedii w escape roomie w Koszalinie toczy się wciąż jeszcze jedno, odrębne śledztwo, dotyczące akcji ratunkowej podjętej przez służby. Rodzice 15-latek domagają się dokładnej opinii biegłych na temat przeprowadzonych działań ratowniczych, wskazując na opieszałość śledztwa. Adam Pietras przytaczał, że "w pierwszym rzucie na miejsce dojechało ośmiu strażaków i dwóch weszło do środka, następnie po ośmiu minutach dojechało sześciu strażaków", dodając, że "ilość sił i środków była niewystarczająca, a kierowanie nimi było nieprawidłowe".
Rodzice mają również wątpliwości co do postępowania przygotowawczego, w szczególności niezabezpieczenia w sposób należyty dowodów w sprawie i wywiezienia ich na wysypisko śmieci. Niezrozumiałe było dla nich także, dlaczego prokuratura w pierwszym etapie śledztwa uznała Radosława D. za pokrzywdzonego.
Konsekwencje społeczne i zmiany w przepisach
Tragedia w Koszalinie wywołała głęboką debatę społeczną na temat bezpieczeństwa w obiektach rozrywkowych. Prezydent Koszalina Piotr Jedliński ogłosił 6 stycznia 2019 roku dniem żałoby w mieście, odwołano spektakle i wydarzenia kulturalne, a Kuria Koszalińsko-Kołobrzeska zrezygnowała z organizacji orszaku Trzech Króli. 10 stycznia 2019 roku odbył się wspólny pogrzeb ofiar, zorganizowany przez Urząd Miejski w Koszalinie, podczas którego wspomniano życie i marzenia dziewcząt, a także odtworzono nagranie śpiewu Wiktorii Pietras. Kondolencje rodzinom złożyli m.in. prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.
W reakcji na pożar ówczesny szef MSWiA Joachim Brudziński polecił Komendantowi Głównemu Państwowej Straży Pożarnej przeprowadzenie kontroli przeciwpożarowych we wszystkich obiektach typu escape room w Polsce. W ciągu miesiąca skontrolowano 520 lokali, stwierdzając blisko 2 tysiące uchybień. Wydano 102 decyzje o zakazie eksploatacji oraz 63 decyzje administracyjne w sprawie usunięcia uchybień.
11 stycznia 2019 roku minister Brudziński podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Wprowadzono przepisy uszczegóławiające kwestie ochrony przeciwpożarowej dotyczące ewakuacji w obiektach o charakterze rozrywkowym. Nowe regulacje nakazują m.in. co najmniej raz na dwa lata przeprowadzać praktyczne sprawdzenie organizacji ewakuacji ludzi w miejsce bezpieczne oraz sprawdzanie spełniania wymagań ochrony przeciwpożarowej. Kwestie bezpieczeństwa przeciwpożarowego w escape roomach znalazły się także w znowelizowanym prawie budowlanym, które weszło w życie 19 września 2020 roku.