Pożary i Losy Dziedzictwa Fabrycznego Łodzi: przypadek Fabryki Biedermanna

Łódź, miasto o bogatej historii przemysłowej, nieustannie mierzy się z wyzwaniami związanymi z ochroną swojego unikatowego dziedzictwa fabrycznego. Liczne obiekty, będące świadectwem potęgi włókiennictwa i innych gałęzi przemysłu, stają się ofiarami zaniedbań, pożarów, czy celowych wyburzeń. Przykładem tych trudności jest fabryka Biedermanna, której historia naznaczona jest pożarem i walką o jej zachowanie. Problemy te są częścią szerszego kontekstu, obejmującego inne łódzkie zakłady, co uwidacznia potrzebę systemowego podejścia do ochrony zabytków.

Thematic photo of an old, abandoned factory in Łódź with smoke in the background

Wstęp: Wyzwania Łódzkiego Dziedzictwa Przemysłowego

Kłęby czarnego dymu unoszące się nad Łodzią po wybuchu pożaru w fabryce zajmującej się obróbką i przetwórstwem tworzyw sztucznych przy ul. Dąbrowskiego, są przykrym przypomnieniem o zagrożeniach czyhających na obiekty przemysłowe. Strażacy z zaangażowaniem próbują zapobiec przeniesieniu się płomieni na inne budynki, a Wydział Zarządzania Kryzysowego w Łodzi ostrzega mieszkańców, aby ze względu na zadymienie nie otwierali okien i balkonów. W hali nagromadzonych było dużo materiałów i półproduktów, co potęgowało ryzyko. Takie sytuacje skupiają problemy z zabytkowymi fabrykami w Łodzi, zwłaszcza tymi, które znajdują się w rękach prywatnych. Z powodu kryzysu często stoją odłogiem, niszczeją i na naszych oczach się rozpadają. Niejednokrotnie wykorzystują to zbieracze złomu, którzy w poszukiwaniu metalowych elementów dewastują budynki pofabryczne. Bywa, że palą ogniska i puszczają je z dymem, co miało miejsce niedawno nie tylko z budynkiem elektrowni z końca XIX wieku na terenie tkalni papieskiej w rejonie ul. Milionowej i Kilińskiego, lecz także z zabytkową zajezdnią MPK w stylu art déco z lat 20. XX stulecia przy skrzyżowaniu ul. Dąbrowskiego i Kilińskiego. W obu przypadkach spaliły się dachy obiektów, które trzeba będzie odnowić.

Fabryka Biedermanna: Pożar i walka o zachowanie zabytku

Szczęścia nie miała też okazała fabryka Biedermannów, znana w PRL jako zakłady Harnama. Inwestor kupił ją i zaczął wyburzać, bowiem miejskie służby konserwatorskie niefrasobliwie zostawiły w ewidencji zabytków mury pofabryczne, dzięki czemu bez kłopotu można było je wtedy rozbierać. Gdy o problemie dowiedziały się służby konserwatora wojewódzkiego, przystąpiły do kontrakcji. Konserwatorzy z policjantami zaczęli "nękać" inwestora i postawili na swoim. Prace rozbiórkowe, w wyniku których zburzono - częściowo zniszczone wcześniej przez pożar - tkalnię i przędzalnię, wstrzymano i dzięki temu uratowano dwie cenne i piękne wieże: kurzową i ciśnieniową.

Po dawnej fabryce Biedermannów przy ul. Smugowej 19 pozostało niewiele oprócz tzw. wieży kurzowej. Ta widoczna z Parku Helenowskiego konstrukcja służyła do odprowadzania kurzu, który gromadził się w hali produkcyjnej. W fabryce mieściły się: przędzalnia i tkalnia, obie pochodzące z lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. W bliskiej okolicy wieży znajduje się modernistyczny pałac Alfreda Biedermanna, obecnie jeden z budynków Uniwersytetu Łódzkiego. W bezpośrednim sąsiedztwie wieży znajdują się natomiast: tor gokartowy oraz sklep z glazurą i terakotą. Niestety, nie udało się uratować resztek fabryki bezcennej, bo najstarszej zachowanej w Łodzi. Chodzi o fabrykę Jana Krystiana Rundziehera z lat 20. i 30. XIX wieku, wokół której swoje imperium przemysłowe wybudował Ludwik Geyer.

Photo of the preserved

Historia rodziny i fabryk Biedermanna

Alfred Biedermann należał do pochodzącej z Niemiec rodziny, która jeszcze w XVIII wieku osiadła na dawnych ziemiach polskich. Jego ojciec założył w Łodzi farbiarnię, a następnie przędzalnię i tkalnię. Początkowo rodzina mieszkała w szykownej kamienicy przy ul. Jana Kilińskiego 2 (zachowanej do dziś). Jednak w 1910 roku Alfred Biedermann rozpoczął wznoszenie nowej siedziby przy ulicy Franciszkańskiej 1/5. W dwa lata powstała modernistyczna rezydencja z dużym ogrodem. Po śmierci Alfreda fabrykami zarządzał jego brat Bruno Otto Biedermann. Mimo swojego pochodzenia wykazywał on propolskie sympatie i był bardzo lubiany wśród robotników. Po wkroczeniu do Łodzi Armii Czerwonej Biedermannom nakazano opuszczenie pałacu (mieli trafić do obozu pracy dla Niemców). Bruno popełnił samobójstwo, zabijając wcześniej żonę i córkę. Ich zwłoki zakopano w pałacowym ogrodzie, gdzie zostały przypadkowo odkryte dopiero w latach 70.

Szerszy kontekst: Problemy i perspektywy łódzkich fabryk

Dlaczego fabryki niszczeją?

Wydaje się, że przyczyną kiepskiej kondycji dawnych fabryk jest sytuacja z lat 90., gdy nie było żadnych programów ich zabezpieczenia. Efekt był taki, że inwestorzy kupowali je, aby zburzyć i mieć działkę w dobrym punkcie miasta. Fabryki te były wtedy w ewidencji zabytków lub poza ewidencją. W obu przypadkach oznaczało to, że de facto nie miały opieki prawnej i bez problemu można było je rozebrać. I tak się działo. W miejscach po nich powstały nowe obiekty lub zostawały puste działki, ponieważ z powodu kryzysu właściciele nie zdążyli ich sprzedać lub zagospodarować.

Przełom nastąpił w 2010 roku, gdy zmieniły się przepisy i od tej pory obiekty z ewidencji mają opiekę prawną. Dotkliwie przekonał się o tym Michał L., który zburzył piękną, stylową willę Reinholda Langego przy ul. Zgierskiej. Wybuchł skandal, a łodzianie byli oburzeni. Do akcji wkroczyła prokuratura, która - dzięki nowym przepisom - mogła zarzucić Michałowi L. rozbiórkę zabytkowej, będącej w ewidencji rezydencji bez zgody konserwatora zabytków i nadzoru budowlanego. Sprawa trafiła do sądu i toczy się proces. Najpierw Michał L. przyznał się do winy i obiecał odbudować willę, jednak ostatnio zmienił zdanie i oświadczył, że jest niewinny. Sprawa jest precedensowa w skali Łodzi i kraju. Jeśli Michał L. zostanie skazany, będzie to sygnał, że nie można bezkarnie burzyć zabytków, co z pewnością podziała odstraszająco na innych właścicieli i inwestorów.

Co jednak robić z dawnymi, pustymi fabrykami, które stoją i niszczeją lub padają ofiarą pożarów, co i tak na jedno wychodzi? Architekt miasta Marek Janiak przyznaje, że miasto nie ma narzędzi, aby ingerować w takich sytuacjach. Zaznacza, że przepisy są jasne i precyzyjne: to właściciel ma obowiązek dbać o zabytkowe obiekty i jeśli tego nie czyni, to powinny spadać na niego surowe i dotkliwe kary. Aby tak się stało, powinny o to zadbać - według Marka Janiaka - odpowiednie służby, jak policja, straż miejska, prokuratura, nadzór budowlany i służby konserwatorskie. To jednak śpiew przyszłości, bowiem nie widać, aby właściciele niszczejących obiektów byli jakoś karani. Tak więc stare fabryki niszczeją, ich właściciele umywają ręce, miasto nie ma ani programu, ani możliwości ich ratowania i koło niemocy się zamyka.

Wydaje się, że dobrym rozwiązaniem byłoby uporządkować sprawę, zrobić spis starych, zaniedbanych fabryk i zdecydować, które chronimy i ratujemy, a które likwidujemy. Ponadto ważne są inicjatywy lokalne, jak na przykład ta, aby wybrane budynki przyłączyć do Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i tym samym je uratować i odnowić. Jak się dowiedzieliśmy, w strefie mają się znaleźć trzy takie obiekty: przy ul. Wólczańskiej, przy rondzie Solidarności i na terenie dawnego basenu Olimpii przy ul. Sienkiewicza.

Utracone i zagrożone dziedzictwo

Symbolem fali "tsunami", która zmiotła wiele łódzkich fabryk, są znane większości łodzian zakłady wełniane Norbelana (przed wojną była to fabryka Karola Eiserta), po których nie zostało nawet śladu. A szkoda, gdyż były to obiekty bardzo cenne dla historii miasta. Wprawdzie wiele budynków było siermiężnych i bezstylowych i można było je rozebrać, to jednak potężna przędzalnia z czerwonej cegły stojąca wzdłuż al. Mickiewicza robiła wrażenie i za wszelką cenę należało ją zachować, odnowić i odpowiednio zagospodarować. Niestety, nic takiego nie nastąpiło, gdyż służby konserwatorskie nie zdążyły wpisać obiektu do rejestru zabytków, co wówczas oznaczało, że nie był on prawnie chroniony. I inwestor - firma Plaza Centers Poland - skwapliwie z tego prawa skorzystał. Norbelana zniknęła kilka lat temu, a w jej miejscu nic nie powstało, mimo że najpierw głośno było o planach budowy centrum handlowo-rozrywkowego, a potem - już ciszej i nieoficjalnie - o projektach postawienia osiedla mieszkaniowego. Dziś na potęgę rosną tam krzewy i drzewka-samosiejki.

Ślad nie został też po fabryce Ludwika Albrechta i Józefa Gampego z końca XIX wieku (w PRL były to zakłady Maltex) u zbiegu al. Politechniki i ul. Rembielińskiego. Miała zostać odbudowana przez spółkę Fabryka Biznesu w ramach kompleksu biznesowo-handlowo-rozrywkowego Sukcesja, ale jak dotąd nic się tam nie dzieje.

Do tego samego inwestora, co tereny po Norbelanie, należy też dawna fabryka kotłów Johna i Krebsa, którą po II wojnie światowej przekształcono w Fabrykę Kotłów i Radiatorów Fakora u zbiegu ul. Rzgowskiej i Warneńczyka na Chojnach. Stało się o niej głośno dwa lata temu, gdy właściciel przymierzał się do rozbiórki obiektów, zaś służby konserwatorskie - mając poparcie miłośników dawnej Łodzi - przystąpiły do kontrofensywy. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że w ewidencji zabytków znalazła się jedynie stylowa wieża ciśnień i właśnie ona miała pozostać. Fabrykę regularnie nękali złomiarze, dlatego konserwatorzy udali się na miejsce, aby zorientować się, czy wieża nie jest zagrożona. Podczas inspekcji odkryli, że hala sprzed I wojny światowej (jest tam jeszcze hala z czasów PRL niemająca większych wartości historycznych) jest unikatem w skali kraju, ponieważ jest to jedna z najstarszych zachowanych fabrycznych konstrukcji żelbetowych. W tej sytuacji konserwatorzy zablokowali prace rozbiórkowe i błyskawicznie wpisali do rejestru zabytków pięć obiektów. Mieli pełne poparcie sympatyków starych fabryk, którzy utworzyli "lotne brygady", czuwające dzień i noc, aby nie rozebrano Fakory. Od decyzji służb konserwatorskich inwestor odwołał się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które niedawno podjęło kompromisową decyzję: w rejestrze zabytków znajdzie się jedna piąta cennej hali, komin, portiernia i wieża ciśnień. To polubowne rozstrzygnięcie, które nie wszystkich zadowala, bowiem większa część cennej hali zostanie jednak rozebrana. W miejscu tym powstanie centrum handlowo-rozrywkowe. W ponad stuletnim budynku Fakory produkcja trwała aż do roku 2007, kiedy to część budynków strawił pożar. Po pożarze prywatny właściciel odsprzedał teren firmie Plaza Centers, która miała na nim zbudować kompleks handlowo-rozrywkowy "Łódź-Plaza". Transakcja była możliwa, ponieważ do tamtej pory obiektu nie wpisano do rejestru zabytków. Działania w tym kierunku podjęto dopiero wówczas, gdy inwestor szykował się już do rozbiórki obiektu. Tę wstrzymano decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z 2009 r., ale wznowiono po częściowym uchyleniu tej decyzji przez Ministra Kultury w roku 2012. Inwestor niezwłocznie zabrał się do rozbiórki, deklarując chęć pozostawienia jedynie starego komina fabrycznego. Ostatecznie inwestora powstrzymały dopiero protesty mieszkańców. Obecnie z budynku pozostały tylko fragmenty żelbetowej konstrukcji hali oraz komin. Powrócił też pomysł budowy centrum handlowego na terenie dawnej fabryki.

Konserwatorzy nie zdążyli na czas i obiekt fabryki Jana Krystiana Rundziehera został wyburzony przez inwestora - firmę Urbanica. W tym przypadku alarm podnieśli miłośnicy zabytków, którzy powiadomili o wyburzeniach służby konserwatorskie. Okazało się, że mieli rację, bowiem inwestor wprawdzie otrzymał zgodę na wyburzenia, ale nie w tak szerokim zakresie. Po interwencji konserwatorów prace zostały wstrzymane. W miejscu tym miało powstać osiedle mieszkaniowe, ale od wielu lat nic tam się nie dzieje.

Podobnie jak u zbiegu ul. Kilińskiego i Przybyszewskiego, gdzie o ratunek wołają stare, zabytkowe mury przędzalni bawełny Adama Ossera z początku XX stulecia, po której w dobie PRL schedę przejęła Fabryka Osprzętu Samochodowego "Polmo". Monumentalny budynek góruje nad okolicą. Adam Osser, dla którego w 1903 roku wzniesiono zakład, był nie tylko przemysłowcem i handlarzem, ale także konsulem honorowym Włoch. Jego biuro mieściło się na terenie kantoru, który spłonął pod koniec ubiegłego wieku. W czasie okupacji Niemcy przekształcili fabrykę z włókienniczej na motoryzacyjną. Rozpoczętą wtedy produkcję części samochodowych kontynuowano jednak także po wojnie. Swego czasu często grasowali tu bezdomni i wandale. Dziś teren fabryki jest ogrodzony, a samą budowlę wpisano do rejestru zabytków województwa łódzkiego.

Zasadniczo fabrykę Karola Teodora Buhlego wyburzono na przełomie lat 2009/2010. Przyczyną był katastrofalny stan budynku, a także nadzieja na uzyskanie terenów inwestycyjnych. Karol Teodor Buhle założył swój własny biznes w 1896 - po tym, jak pożar strawił zakład odziedziczony przez niego po ojcu.

W 2011 roku gmach fabryki Edwarda Hentschela przy Wólczańskiej 12 padł ofiarą samowoli budowlanej, w wyniku której zburzono m.in. południową ścianę szczytową, a powstałe dziury zatkano siatką i styropianem.

Przędzalnia Ludwika Damanowicza powstała na początku XX w. i zajmuje działkę pomiędzy ul. Pomorską 100 i Źródłowej 47, nieopodal Ronda Solidarności. W 2009 r. w Urzędzie Miasta pojawił się pomysł zburzenia fabryki w związku z planowaną przebudową Ronda Solidarności. Na skutek protestów łódzkich społeczników, a także łódzkiej "Wyborczej", pomysłu zaniechano, a fabrykę chroni plan zagospodarowania przestrzennego. Jadąc od strony Teatru Muzycznego można jednak zauważyć, że nie wszystkie pomieszczenia fabryczne są opuszczone.

Fabryka Karola Bennicha przy ul. Kościuszki 49/51 powstała w roku 1896 w ramach rozbudowy fabryki wyrobów bawełnianych, która od roku 1865 działała przy ul. Piotrkowskiej 105. Pod koniec XIX w. kompleks został przedzielony na dwie części. Obecnie górne kondygnacje pokrywa siatka ochronna. Na parterze działają m.in. pasmanteria, sklep z firanami i sklep Hi-Fi.

Przy Kopernika mieszczą się dwa kompleksy fabryczne: jeden (Kopernika 56/58) to fabryka wyrobów bawełnianych założona przez braci Doering, drugi to zakład Leonida Toepffera, produkujący szpulki i cewki przędzalnicze.

Dawny browar Ludwika Anstadta przy ul. Sędziowskiej 15, zlokalizowany niegdyś w podmiejskiej wsi Radogoszcz, został częściowo wyburzony w 2008 roku, kończąc swoją historię, która po upaństwowieniu w okresie powojennym, od lat 70. sprowadzała się głównie do funkcji rozlewni.

Sukcesy i nadzieje na przyszłość

Na szczęście nie wszystkie fabryki zniknęły lub stoją puste i niszczeją. Największy sukces to oczywiście znane poza granicami kraju centrum Manufaktura, powstałe na terenach byłego imperium fabrycznego Izraela Poznańskiego. Dawny blask odzyskała też potężna przędzalnia na Księżym Młynie innego słynnego fabrykanta, Karola Scheiblera, w której zbudowano lofty. Efektownie odnowiono też dawną fabrykę Adolfa Daubego przy ul. Wólczańskiej (jest w niej Centrum Biznesowe Synergia), zaś fabrykę Juliusza Kindermanna przy ul. Łąkowej zamieniono na hotel Focus.

Obiekt F.K. Pollena-Ewa przy skrzyżowaniu ulic Gdańskiej i 6. Sierpnia nie wpisuje się w typowy schemat niszczejącej łódzkiej fabryki. Produkcja w 2015 r. przeniosła się do Zelowa. Na początku 2017 roku łódzcy społecznicy zgłosili się do magistratu z prośbą o wykupienie obiektu przez miasto i utworzenie w nim centrum społeczno-kulturalnego dla mieszkańców Starego Polesia.

W przemysłowej historii Łodzi fabryka Wilhelma Lürkensa jest szczególna ze względu na swoje położenie w ścisłym centrum miasta - przy al. Kościuszki. Fabrykę budowano w latach 1891-1909. Produkowano w niej drobne wyroby trykotowe i bawełniane. W 2016 roku obiekt wpisano do ewidencji zabytków. Wyremontowano także północne skrzydło fabryki.

Dla spacerowicza, który bez szczególnego celu oddala się od ścisłego centrum ulicą Nawrot, budynek fabryki Zygmunta Jarocińskiego może okazać się nie lada zaskoczeniem. Zygmunt Szmul Jarociński był ważną osobistością dziewiętnastowiecznej Łodzi, zasiadał we władzach Towarzystwa Kredytowego i Towarzystwa Wzajemnego Kredytu, był udziałowcem Banku Handlowego oraz filantropem. Obecny wygląd budynek zyskał dzięki rozbudowie w 1888 r.

Fabryka przy Kilińskiego 187 stanowiła tylko część ogromnych Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. "Obrońców Pokoju", to potocznie, gdy ktoś mówi w Łodzi o "Uniontexie" najczęściej ma na myśli właśnie ów budynek "Nowej Tkalni". Zbudowana w 1889 roku za przeszło 2 miliony rubli od początku stanowiła "klejnot w koronie" przemysłowego imperium Karola Scheiblera, a po I wojnie światowej "Zjednoczonych Zakładów K. Scheiblera i L. Grohmana". W czasach największej świetności działało w niej 2000 krosien oraz maszyna parowa o mocy 1200KM. 13 czerwca 1987 r. - podczas trzeciej pielgrzymki do Polski - w tkalni spotkał się z łódzkimi włókniarkami papież Jan Paweł II. Współcześnie ta największa, bo zajmująca powierzchnię 3 ha, łódzka fabryka jest też największym powodem do wstydu. Upaństwowione po II wojnie światowej zakłady w roku 1989 ponownie sprywatyzowano, a niekorzystna sytuacja ekonomiczna doprowadziła je do upadku już na początku lat dziewięćdziesiątych. Nadzieja na poprawę sytuacji obiektu pojawiła się w 2007 r. Nieruchomość odkupiła wtedy od miasta firma Opal Property Developments, która prowadziła już wtedy rewitalizację dawnej przędzalni K. Scheiblera. Inwestor zbankrutował w 2012 r. Wspomnieniem po planach utworzenia w tkalni tzw. "Centrum Papieskiego" jest baner wiszący na budynku.

Historycznie zabudowania przy ul. Tymienieckiego 7 to część tego samego kompleksu fabrycznego, co te przy Kilińskiego 187. W latach 2007-2012 obie działki miały też jednego właściciela, czyli firmę Opal Property Developments. Inwestor miał co do tych terenów wielkie plany, z których część zakładała budowę pięciu wieżowców o wysokości 100-130 m, co miało sfinansować konserwację zabytkowych elementów fabryk. Od 2014 r. właścicielem nieruchomości jest spółka Griffin Group, która zamierza zaadaptować zabudowania pofabryczne na kompleks handlowo-mieszkalny o roboczej nazwie "destination place". Z architektonicznego punktu widzenia najcenniejszymi obiektami na tym terenie są: secesyjna elektrownia i wykańczalnia fabryki Scheiblera.

The Łódź Ghetto: How the Nazis Turned a City Into a Death Factory | Holocaust Documentary

Znaczenie symboliczne i pamięć

Historia fabryki Biedermanna, wraz z innymi zaginionymi i ocalałymi obiektami przemysłowymi, podkreśla dramatyczne losy łódzkiego dziedzictwa. W kontekście rodziny Biedermannów warto wspomnieć o nagrobku Sophie Biedermann (część ewangelicko-augsburska) na Starym Cmentarzu w Łodzi. Niezwykła rzeźba zdobi nagrobek pierwszej żony Alfreda Biedermanna, która zmarła po urodzeniu drugiego syna. Pomnik nagrobny przedstawia anioła chroniącego dwóch chłopców - artysta nadał postaciom rysy matki i jej dzieci. Takie miejsca pamięci przypominają o ludziach, którzy tworzyli przemysłową Łódź, i o konieczności ochrony ich spuścizny.

tags: #fabryka #biedermanna #pozar