Paryż na przełomie XIX i XX wieku przeżywał okres gwałtownego rozkwitu, znany jako

Historia i Organizacja Bazaru de la Charité
W 1885 roku odbył się pierwszy Bazar de la Charité, coroczne, pięciodniowe wydarzenie charytatywne na rzecz ubogich, organizowane w maju przez francuską katolicką arystokrację. Był to targ, na którym damy sprzedawały ubrania oraz inne przedmioty, gromadząc datki na wsparcie potrzebujących. Początkowo Bazar de la Charité odbywał się w wielu różnych miejscach Paryża, jednak szybko stał się popularnym wydarzeniem rozpoczynającym letni sezon towarzyski.
W 1897 roku konsorcjum organizacji dobroczynnych zdecydowało, by bazar zorganizować w jednym miejscu, aby ograniczyć koszty organizacji i zgromadzić jak najwięcej fundatorów. Na czele przedsięwzięcia stanął baron Armand de Mackau, który wynajął duży plac przy ulicy Jean-Goujon. Na placu wzniesiono tymczasowy budynek pawilonu targowego o powierzchni około 1100 m², wykonany z sosnowego drewna. Dach pokryto smołą, która miała chronić przed deszczem. Poziom podłogi podniesiono na wysokość trzech stopni, aby ukryć wióry - odpady z robót ciesielskich. Konstrukcja pawilonu miała zapewnić miejsce na 22 stoiska, prowadzone pod wodzą księżnej Zofii d'Alençon, starszej siostry cesarzowej Elżbiety (Sissi).

Oprawa wydarzenia była bajeczna i oczarowywała gości. Wnętrze obiektu zaaranżowano na kształt średniowiecznej uliczki. Ściany pomieszczenia zdobiła malowana na płótnie scenografia, wykonana przez słynnych dekoratorów. Drewniany strop ukryto pod ozdobnymi markizami z modnych tkanin, a w centrum ustawiono napełniony gazem balon. Dekoracje pawilonu i poszczególnych stoisk nawiązywały do stylistyki średniowiecza, wykorzystując poza drewnem i tkaninami również papier-mâché i karton. Goście robili zakupy na straganach prowadzonych przez damy, a oprócz tego mogli wziąć udział w charytatywnej loterii czy pokazach nowego wynalazku - kinematografu braci Lumière. Możliwość ta, niespełna półtora roku po pierwszej publicznej projekcji pionierów kina, ściągała tłumy, tym bardziej że obejrzeć można było m.in. ich słynny film „Polewacz polany” (
Wydarzenie rozpoczęło się 3 maja 1897 roku i jeszcze tego samego dnia okrzyknięto je sukcesem finansowym (zebrano 4500 franków) oraz towarzyskim.
Ostrzeżenia i Początek Tragedii
Choć konstrukcja bazaru wyglądała bajecznie, to wśród kilkorga uczestników, w tym operatora projektora i kilku arystokratów, już na początku wzbudziła wątpliwości, które zgłoszono organizatorom. Zwracano uwagę m.in. na złe oznakowanie wyjść oraz łatwopalność dekoracji i sufitu. Nikt jednak nie przejął się uwagami. Baron Mackau zapytany, czy budynek jest bezpieczny, miał rzekomo odpowiedzieć: „Oczywiście”.
W drugim dniu wydarzenia, 4 maja, około godziny 15:00, do pawilonu przybył nuncjusz papieski. Tego dnia sprzedaż szła doskonale, a damy chętnie wspierały cele charytatywne. W pawilonie przebywało wówczas ponad 1600 ludzi, w większości zamożne osoby, głównie kobiety w pięknych sukniach i z misternymi fryzurami, pokrytymi modnym, a jak miało się okazać - łatwopalnym balsamem. Wśród odwiedzających były też dzieci, które przyszły podziwiać magię kina. Starsze dzieci zebrane były w najdalej oddalonym od wejścia pomieszczeniu, do którego prowadziło wąskie przejście. Tam, w obecności swoich opiekunów, oglądały projekcje fotogramów. Nad wszystkim czuwała księżna Zofia.

Nagle, w pomieszczeniu, w którym odbywała się projekcja, zgasła lampa projektora, oświetlana eterem. Pomieszczenie pogrążyło się w zupełnej ciemności, a brak światła utrudniał uzupełnienie eteru. Niewiele myśląc, asystent operatora odpalił zapałkę, by ułatwić sobie zadanie. Tym samym wywołał tragedię. Opary eteru, które zebrały się w niewielkim pomieszczeniu, zapaliły się natychmiast od płomienia zapałki. Ogień błyskawicznie przeniósł się na drewniane ściany pomieszczenia i udekorowany lejącymi się tkaninami sufit. Sosnowa konstrukcja oraz dach zajęły się ogniem, a płonące krople smoły zaczęły spadać na ludzi.
Chaos, Panika i Akcja Ratunkowa
Wybuchła panika. Zwiedzający tratowali się wzajemnie w drodze do wyjścia. Suknie oraz fryzury wielu pań zajęły się ogniem, a ich ciężar nie pozwalał na szybką ewakuację. W ogniu zniknęła galanteria, kurtuazja i maniery. Mężczyźni bezwzględnie torowali sobie drogę na zewnątrz, odpychając kobiety i dzieci. Wiele z nich zostało zadeptanych na śmierć. Ich modlitwy i krzyki można było dosłyszeć z sąsiednich uliczek. Miejsce, które zostało pobłogosławione dzień wcześniej przez ojca świętego, zamieniło się w płonące piekło.
Dramat pod Warszawą. Kobieta nie żyje, partner odnaleziony na cmentarzu
Wieść o strasznym pożarze rozeszła się błyskawicznie po okolicy. Około 16:30, niecałe 15 minut od wybuchu pożaru, na miejscu pojawiły się zastępy straży pożarnej i podjęły próbę ugaszenia budynku. Niestety, pożar był już zbyt zaawansowany. Rozwijał się tak szybko i gwałtownie, że wkrótce z konstrukcji budynku nie pozostało już nic poza popiołem. Na ratunek rzuciło się mnóstwo zwykłych ludzi: okolicznych sprzedawców, woźniców, pracowników kawiarni i restauracji, którzy weszli w ogień, by ratować poszkodowanych.
Ofiary Pożaru i Proces Identyfikacji
W pół godziny ogień objął całą konstrukcję, pochłaniając wiele istnień. W pawilonie Bazaru de la Charité zginęło w sumie 126 osób - 116 w samym pożarze, a 10 bezpośrednio po nim, na skutek poparzeń lub zatrucia dymem. Było to 120 kobiet i zaledwie sześciu mężczyzn (w tym 14-letni i 5-letni chłopiec). Do ofiar tego przerażającego wydarzenia należy dodatkowo zaliczyć osoby, których śmierć była pośrednio związana z pożarem, takie jak generał Leon de Poillouë de Saint-Mars, który zmarł na zawał serca na wieść o śmierci krewnych, czy 75-letni Henryk Orleański - książę d’Aumale, który dostał ataku serca 7 maja, pisząc listy z kondolencjami. Liczba 126 ofiar śmiertelnych jest jedynie wartością szacunkową i nie obejmuje tych, którzy zmarli później na skutek odniesionych obrażeń.
Nazajutrz rozpętało się kolejne piekło - tym razem w prasie. Gazety opisały szczegóły tragedii oraz stan, w jakim odnaleziono zwłoki ofiar. Zwęglone ciała były niemalże niemożliwe do identyfikacji. Ciała ofiar pożaru początkowo umieszczono w Pałacu de l’Industrie przy Polach Elizejskich, by rodziny mogły pomóc w identyfikacji zwłok. Nie udało się to w przypadku ponad 30 osób. Z pomocą w tym zadaniu przyszedł doktor Oscar Amoëdo y Valdes. Na podstawie dentystycznych kartotek udało mu się ustalić tożsamość części gości, w tym księżnej d’Alençon, którą rozpoznał dzięki złotym plombom, oraz hrabiny d’Beauchamps. Dr Amoëdo później opublikował artykuł o roli dentystów w identyfikacji zwęglonych zwłok oraz książkę „Sztuka dentystyczna w medycynie sądowej” (

Bohaterstwo Księżnej Zofii Charlotty
Niekwestionowaną bohaterką tego tragicznego wydarzenia była 50-letnia księżna Zofia Charlotta d’Alençon, ukochana siostra cesarzowej Sissi. Podczas pożaru dowiodła swego bohaterstwa, pomagając innym kobietom w ucieczce z płonącego piekła. Księżna odmówiła opuszczenia budynku, pomimo usilnych próśb strażaków. Miała do nich krzyczeć: „Ratujcie moje ekspedientki!”. Pozostała na miejscu, pomagając przerażonym kobietom w ewakuacji. Jej postawa wyróżniała się na tle innych. „Prawie jakby oczekiwała na śmierć” - stwierdziła jedna z kobiet ocalonych dzięki poświęceniu księżnej.
Śmierć starszej damy obrosła legendą. W biografii Elżbiety Bawarskiej, przyszłej królowej Belgii, czytamy: „Zmarła tak szlachetnie, jak szlachetnie żyła. Zginęła, spalona żywcem w strasznej katastrofie Bazaru de la Charité w Paryżu, w maju 1897 r.” Gdy strażacy nakłaniali ją do ucieczki, odmówiła, mówiąc: „Zostanę do ostatniej osoby. Ratujcie innych w pierwszej kolejności”. Zostało przy niej kilka sióstr zakonu św. Wincentego, gotowych również poświęcić swe życie. Księżna stała, siostry uklękły wkoło niej, modląc się. W miarę zbliżania się w jej stronę ognia, Zofia rozpuściła swe piękne włosy, które otuliły ją jak płaszcz.
Społeczne i Polityczne Echo Tragedii
Prasa nie omieszkała wspomnieć o niezbyt bohaterskiej postawie arystokratów, obecnych na miejscu w liczbie około dwustu. Nazajutrz po tragedii na łamach francuskich i zagranicznych gazet rozgorzała polityczna bitwa. Republikańskie tytuły obwiniały o wszystko arystokrację i wychwalały odwagę garstki prostych ludzi, którzy pomagali ofiarom uciec z płomieni. Gazety liberałów oskarżały katolickich organizatorów akcji charytatywnej i szydziły z braku Bożej pomocy po tym, jak zdarzenie zostało pobłogosławione przez nuncjusza apostolskiego. Opisywano też bohaterskie czyny - woźnicy, który wszedł w ogień, by ratować swoją ukochaną, ojca, który zginął, ratując swoją córkę. Pisano też o ogromnej znieczulicy świadków - podobno drzwi i bramy okolicznych domostw pozostały zamknięte, pozbawiając tym samym cierpiących pomocy i dostępu do wody. Drukowano także makabryczne opowieści o obrączkach ślubnych błyszczących na kościach palców czy grzebieniach do włosów wtopionych w skórę głowy.
16 maja 1897 roku nagłówek „New York Timesa” krzyczał: „Tchórzostwo paryskich panów przybrało brutalną formę podczas pożaru Bazaru Charytatywnego”. W artykule pisano m.in., że uciekający z pożaru mężczyźni używali swoich lasek do bicia kobiet, które stawały im na drodze ucieczki. Autor twierdził ponadto, że nazwiska tych mężczyzn są powszechnie znane, przez co zostaną wykluczeni na zawsze ze środowiska. Podczas mszy żałobnej 8 maja w katedrze Notre-Dame kapłan głoszący kazanie defetystycznie grzmiał, że przyczyną tragedii był „ogromny gniew Boży, spowodowany rozprzestrzenianiem nowych świeckich pojęć, idei technicznych i społecznych”. Pożar był według niego uderzeniem anioła zagłady, a ofiary zginęły, by odkupić grzechy narodu.
Konsekwencje Prawne i Pamięć o Ofiarach
Zaczęto oczywiście szukać winnych. O tragedię oskarżano organizatorów, twórców kinematografu, a nawet socjalistów, anarchistów i… Żydów (ponieważ Żydem był właściciel placu, na którym powstał bazar). Ostatecznie skończyło się na dwóch krótkich wyrokach więzienia dla operatora oraz asystenta kinematografu i grzywnie dla barona Armand de Mackau. Ten ostatni, dręczony wyrzutami sumienia i otrzymawszy anonimowy list zarzucający mu tchórzostwo („Jako były oficer marynarki z wielkim żalem komunikuję panu, że dowódca opuszcza swój statek ostatni”), zdecydował się kupić plac, na którym odbyło się feralne wydarzenie.
Przy pomocy anonimowego darczyńcy, który przekazał 937 438 franków (co odpowiadało wysokości datków zebranych podczas bazaru rok wcześniej), oraz innych fundatorów, baron Mackau wybudował na nim kaplicę Notre-Dame-de-la-Consolation - Matki Boskiej Pocieszycielki. Budowę kaplicy rozpoczęto rok po tragedii. Prowadzą do niej żelazne drzwi, za którymi stoi przeszklona gablota. W ceremonii upamiętniającej niezidentyfikowane ofiary pożaru uczestniczył sam prezydent Francji - Félix Faure. Mówi się, że po pożarze około 87 tys. „pamiątek” po pożarze zostało sprzedanych ciekawskim.
