Zdarzenia związane z pożarami często niosą ze sobą dramatyczne historie, ale czasem pojawiają się w nich również nietypowe, a nawet kontrowersyjne wątki. W niniejszej analizie przyjrzymy się incydentom, w których piwo odegrało zaskakującą rolę, a także skomplikowanym kwestiom wizerunkowym i prewencyjnym w środowisku strażaków, zarówno zawodowych, jak i ochotniczych.

Nietypowe interwencje z udziałem piwa
Walka o piwo w płonącym domu
W Sioux Falls w USA doszło do pożaru jednego z budynków mieszkalnych. Na miejsce szybko przybyły policja oraz straż pożarna, która rozpoczęła akcję gaśniczą. Wówczas do akcji wkroczył pewien mężczyzna, który postanowił wrócić do płonącego mieszkania po pozostawione w nim piwo. Niestety, na drodze stanęli mu funkcjonariusze. Mężczyzna nie dawał jednak za wygraną i postanowił przepchnąć policjantów na pięści. Cała sytuacja zakończyła się jego aresztowaniem. W związku z tym incydentem wydano zalecenie, aby nie przepychać policjantów oraz strażaków w celu ratowania piwa. W pożarze nikt poważnie nie ucierpiał. Niewielkie obrażenia odniosły tylko trzy osoby, z czego dwie opatrzono na ulicy przed budynkiem. Na razie nie wiadomo, jakie zarzuty, jeśli w ogóle, zostaną postawione mężczyźnie.
Piwo jako środek gaśniczy
Niemiecki kierowca ciężarówki, jadąc autostradą A3 przez Bawarię, zauważył, że jego pojazd zaczął wydawać podejrzane dźwięki. Mężczyzna postanowił zjechać z autostrady na wysokości Aschaffenburga. Odkrył, że w komorze silnika pojawił się ogień. W tym momencie nie stracił jednak zimnej krwi i bez chwili namysłu wrócił do pojazdu po kilka butelek piwa. Użył złotego napoju do ugaszenia płomieni. Warto pamiętać, że jeśli nie ma się pod ręką piwa, należy skorzystać z gaśnicy, która jest obowiązkowa w każdym pojeździe. Eksperci niemieckiego automobilklubu ADAC radzą, by ogień gaśnicą gasić krótkimi ruchami z dołu do góry. Istotne jest, aby nie opróżniać zawartości gaśnicy na raz, w sposób niekontrolowany.

Podpalenie na tle odmowy zakupu piwa
W gminie Kolbuszowa na Podkarpaciu doszło do aresztowania 19-letniego mieszkańca, podejrzanego o podpalenie stodoły. Mężczyzna usłyszał również zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Z ustaleń policji wynika, że 19-latek spotkał w sklepie znajomego rolnika i zażądał, by ten kupił mu piwo. Kiedy mężczyzna odmówił, młodzieniec zagroził, że podpali jego posesję. Kilka godzin później w stodole rolnika pojawił się ogień. Na szczęście pożar nie zdążył się rozwinąć i gospodarz sam zdołał szybko ugasić płonące bele słomy. Policjanci jeszcze tego samego dnia zatrzymali podejrzanego. Trzy najbliższe dni spędzi on w areszcie.
Ciemna strona Ochotniczych Straży Pożarnych: Fenomen podpaleń
Zagadkowa seria pożarów na Podkarpaciu
Pewna historia z Podkarpacia ukazuje mroczniejszą stronę służby. Łuny nad Sękową i pobliskimi miejscowościami pojawiały się z zadziwiającą regularnością, najczęściej w poniedziałki, w trakcie telewizyjnych „Wiadomości”. Ludzie nie oglądali programu, tylko nasłuchiwali wycia strażackich syren. Czarną serię zapoczątkował pożar opuszczonego drewnianego domu w Małastowie, zaraz potem spaliła się wiata na siano u Postołowiczów, później ruiny zabytkowego pałacu w Zagórzanach, budynek owczarni w Regetowie i nieużywana stajnia dla koni w Siarach. W jej pobliżu znajdował się zabytkowy kościółek oraz dom pomocy społecznej, cały z drewna, zamieszkały przez kilkanaście kobiet w podeszłym wieku. Eksperci orzekli, że wszystkie pożary były efektem umyślnego podpalenia.
Gdy wybuchł kolejny pożar, na miejsce tragedii oprócz strażaków przyjechali policjanci z psami. Inni, ubrani po cywilnemu, wysiadywali w miejscowym barze, cierpliwie czekając, aż po wódce chłopom rozwiążą się języki. Niejaki D. z sąsiedniej wioski, wypiwszy dwa piwa, głośno mówił, że idzie kogoś „skurzyć”, ale zawsze wracał do domu. Wieś żyła więc nadal w strachu, a tajemniczy piroman powoli stawał się legendą. Doszło do tego, że w każdy poniedziałek stawiano zakłady, kogo spali w tym tygodniu. Gdy w raportach Państwowej Straży Pożarnej w Gorlicach Sękowa pojawiła się po raz trzydziesty, sprawę wziął w ręce małopolski komendant policji, postanawiając skończyć z lokalną tradycją podpaleń w Nowosądeckiem. Okazało się, że strażacy ochotnicy z OSP w Sękowej, w liczbie 34, pozowali na galowo do fotografii w folderze reklamującym uroki podgorlickiej gminy. Mieli we wsi poważanie, pełnili straż przy grobie Chrystusa i nieśli baldachim podczas procesji w Boże Ciało. Byli też pierwsi, którzy odpowiedzieli na apel księdza i ofiarnie, przez wiele nocy pełnili warty przy pochodzącym z 1520 r. kościółku. Niestety, kilka tygodni później pięciu z nich, w tym prezes jednostki, zostało skuto w kajdanki i zabrano policyjnym radiowozem.

Podejrzenia wobec członków OSP w Łękach Dukielskich
W innej miejscowości, Łęki Dukielskie, pożary również wybuchały jeden po drugim - relacjonuje sołtys Jan Krężałek. Rozpoczęło się od spalenia szatni przy stadionie sportowym, ale wkrótce zaczęły płonąć budynki gospodarcze, a nawet domy mieszkalne. Ludzie dniem i nocą pilnowali swoich obejść, wprowadzono sąsiedzkie dyżury, bacznie obserwowano obcych kręcących się po okolicy. Ewę i Stanisława Szydłów wyrwał ze snu brzęk tłuczonej szyby i krzyki na podwórzu. Rzucili się wynosić sprzęty i pościel, ktoś krzyknął, żeby ratować chudobę, ale krów nie dało się już nawet odpiąć z łańcucha, bo połączona ze stajnią, pełna słomy stodoła paliła się jak pochodnia, ogień buchał w górę na ponad 10 m. W połowie sierpnia ubiegłego roku zapalił się dom Józefy Pasterkiewicz. 93-letnią kobietę, dotkliwie poparzoną, wywlekli z płomieni sąsiedzi. Dokładnie miesiąc później żywioł strawił prawie cały dobytek Tereszkiewiczów.
Ustalenie sprawców podpaleń było bardzo utrudnione - mówi komendant Komisariatu Policji w Dukli, Rajmund Guzik. Udało się jednak ustalić, że sprawca (lub sprawcy) podkładali ogień w pobliżu stojaków elektrycznych, aby zasugerować zwarcie w instalacji. Wytypowano do obserwacji pięć osób, wśród nich dwóch członków miejscowej OSP: Tomasza P. i Stanisława Z. O Stanisławie Z. kolega z jednostki mówił: "Od początku wydawał mi się podejrzany. Dzień w dzień przy rozbudowie remizy lub przy konserwacji sprzętu strażackiego robił. Kto dziś za 'dziękuję' będzie się tak udzielał?". Inny strażak wspominał: "Dawniej, jak wzywali do akcji, to można się było spokojnie ubrać i na czas dojechać. Potem, nim żeś portki wciągnął, tamci dwaj już byli na miejscu."
Bezpieczeństwo i prewencja w straży pożarnej
Alkomaty dla strażaków w Kraśniku: Zapobieganie niewłaściwym zachowaniom
W kontekście odpowiedzialności i wizerunku strażaków, szczególnie istotne są działania prewencyjne. W kraśnickiej komendzie straży pożarnej wprowadzono rutynowe badania alkomatem. Pracownicy pozytywnie oceniają ten pomysł. Jeden z nich przyznaje: "Jestem jak najbardziej 'za'. Teraz, gdy jestem na imieninach, czy innych imprezach, gdzie pije się alkohol, zanim wezmę kieliszek do ręki, zastanawiam się, czy następnego dnia nie będę miał służby. Bo do pracy nawet na kacu nie pójdę. Procenty we krwi utrzymują się dość długo, a ja nie chcę mieć nikogo na sumieniu podczas naszych akcji". Inny strażak dodaje: "Dla mnie ten alkomat to świetna wymówka podczas zakrapianych spotkań. Wystarczy, że powiem, iż pracuję w straży pożarnej i że komendant od czasu do czasu prosi o dmuchnięcie w alkomat. Wtedy już nikt mnie nie namawia na toasty".
Aneta Wożakowska-Kawska, rzeczniczka Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnej w Lublinie, przyznaje, że czasami odbierano sygnały od ludzi obserwujących gaszenie pożarów, informujące, że strażak "dziwnie się zachowywał, zataczał". Wyjaśnia, że "takie reakcje czasem się pojawiają, gdy ktoś wydycha dym", ale dodaje, że powody "zachwiań" mogą być także inne. "Dlatego wolimy dmuchać na zimne" - podkreśla. Komendant straży w Kraśniku, odpowiedzialny za bezpieczeństwo przeciwpożarowe w całym powiecie, woli działać profilaktycznie.

Kontrowersje wokół współpracy OSP z producentem piwa
Reklama piwa Harnaś z udziałem Ochotniczych Straży Pożarnych
Współpraca Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP z firmą Carlsberg Polska (producentem piwa Harnaś) wywołała burzliwą dyskusję. Postanowiono, że na etykietach piwa Harnaś pojawią się strażacy ochotnicy w białych hełmach i kombinezonach. Organizatorzy kampanii zapewniają, że pomoc ma otrzymać 75 jednostek OSP w Polsce, które zostaną laureatami loterii. Pomysł ten jednak nie spodobał się wielu strażakom ochotnikom, którzy na wieść o umowie zareagowali negatywnymi wpisami na portalach społecznościowych.
Sprzeciw strażaków ochotników: Obawa przed stereotypem
Administrator jednego z fanpage'y OSP wyraził swoje zdanie: "Ja jej nie chcę. Nie rozumiem zarządu. Mamy reklamować piwo, czyli zwiększać jego sprzedaż, by dostać jakieś pieniądze na sprzęt. W OSP jestem od 22 lat i nieraz słyszałem opinię, że ochotnicy są od tego, żeby się spotkać i coś wypić". Podkreśla, że nie rozumie, dlaczego to strażacy ochotnicy mają być na piwnych etykietach, skoro w Polsce są inne służby i zawody, które również mogłyby reklamować piwo. Nikt nie wyobraża sobie etykiety z wizerunkiem np. lekarza czy policjanta.
Rzecznik prasowy ZOSP RP, Nina Mirgos-Kilanowska, skomentowała współpracę: "Współpraca z partnerem, któremu bliska jest idea niesienia pomocy i który rozumie trudy oraz wyzwania związane z pracą strażaków ochotników, daje Związkowi OSP RP możliwość dodatkowego wsparcia jednostek OSP. Harnaś, jako postać, cechuje się fantazją i odwagą, ale też troską o innych. Można z nim zdziałać wiele dobra".
Krytyka ze strony strażaków jest jednak stanowcza: "To głupi pomysł, bo przez lata pracowaliśmy nad tym, aby pozbyć się wizerunku strażaka ochotnika, który jedzie do akcji 'po piwie'. I teraz, gdy to się udało, a ludzie postrzegają nas inaczej niż kiedyś, mamy umowę z koncernem piwowarskim. Nie wszystkie pieniądze warte są każdej reklamy. To jest sprzedaż naszego dobrego imienia". Inny strażak dodaje: "Strażacy nie są od reklamy piwa, obojętnie w jakim celu. Dziwię się, że szefowie związku podpisali tę umowę. Ma być z tego jakieś wsparcie, ale czy te pieniądze warte są utraty naszego wizerunku? Tu chodzi o sprzedaż piwa. Rozumiem, że im więcej koncern go sprzeda, tym większa ma być pomoc. Tylko jakim kosztem?". Rozmówcy przypominają, że jeszcze niedawno strażacy ochotnicy kojarzyli się ludziom z festynami, na których sprzedawali piwo, a zdarzały się też wypadki, gdy druhowie jechali na akcję nie całkiem trzeźwi. Jeden z druhów z podlaskich OSP podsumowuje: "To jest, jak strzał w kolano. Jak prezes chce, niech umieści na etykiecie swoje zdjęcie".
Pojawiły się dwie główne obawy: "Po pierwsze, ta współpraca utwierdzi stereotyp, z którym długo walczyliśmy, stereotyp strażaka, który jedzie do akcji nietrzeźwy. Po drugie, znany koncern buduje swój wizerunek na naszych plecach. Jeśli już udało się zmienić społeczne postrzeganie strażaków ochotników, to po co to niszczyć? Nawet próbuję zrozumieć chęć zarządu, by pozyskać fundusze zewnętrzne, ale czy to powinien być alkohol?".

Szczegóły partnerstwa i wysokość wsparcia
Beata Ptaszyńska-Jedynak, dyrektor ds. komunikacji w Carlsberg Polska, poinformowała, że celem partnerstwa ZOSP RP z marką Harnaś jest stworzenie Ochotniczym Strażom Pożarnym możliwości doposażenia w sprzęt ratowniczy, a także działanie na rzecz szerzenia pozytywnego wizerunku strażaka ochotnika. Marka Harnaś w ramach współpracy przekaże 1,1 mln zł, które zostaną przeznaczone m.in. na cele statutowe ZOSP RP, doposażenie OSP zgodnie z potrzebami rozpoznanymi przez Związek i OSP. Dodatkowe środki na potrzeby OSP będą dostępne dla nich w ramach konkursu na stronie internetowej. Od lipca piwo w nowych opakowaniach pojawi się w sklepach, a wybrane punkty sprzedające Harnasia będą mogły wziąć udział w loterii, wskazując jednostkę OSP, którą chciałyby wesprzeć.
Jednakże strażacy sceptycznie podchodzą do podziału środków: "Ciekawe, jak tę pomoc podzielą. O samochodach gaśniczych nie myślę, bo jeden kosztuje przynajmniej milion. Pewnie skończy się na zestawach rękawic za kilkaset złotych. Hełm kosztuje około 1,7 tys. zł, buty - 500, a kombinezon od 2 do 5 tys. zł." Biorąc pod uwagę, że wszystkich OSP jest ponad 16 tys., a pomoc ma objąć jedynie 75 jednostek, skala wsparcia budzi wątpliwości.
Bieżące działania gaśnicze
Pożar rektoratu Politechniki Łódzkiej
W Łodzi na miejscu pożaru, który najprawdopodobniej wybuchł na dachu czteropiętrowego zabytkowego budynku rektoratu Politechniki Łódzkiej, gdzie trwały prace remontowe, pracuje 13 zastępów straży. Trwa akcja gaśnicza. "Na teraz nie mamy informacji o ofiarach, nie wiemy, czy ktoś w tym pożarze ucierpiał" - poinformował Tomasz Matusiak, rzecznik komendanta wojewódzkiego straży pożarnej w Łodzi. Zamknięto ulice Skorupki i część Wólczańskiej, co powoduje poważne utrudnienia dla kierowców w tej części miasta. Akcja straży może potrwać jeszcze kilka godzin.
