Okoliczności i przebieg zdarzenia
Dziś, około godziny 9:00, w miejscowości Golanki (gmina Bodzanów) spłonęła wytwórnia lepiku. Zakład należy do gostynińskiej firmy Izolbet, stanowiącej rodzinny biznes państwa Majchrzaków.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że do pożaru doszło podczas procesu technologicznego w wytwórni Izolbetu. Świadkowie informują, że podczas czynności pakowania zapaliła się paleta. Proces produkcyjny w zakładzie wymaga zgrzewania folii, która zabezpiecza pojemniki z produktem do transportu. Jak relacjonował świadek zdarzenia: „Ustawia się wiadra z lepikiem, po kilka, potem się to przygotowuje do transportu - tzn. owija się folią, a na koniec zgrzewa. Na koniec zgrzewa się folię z użyciem palnika gazowego, to jest taka właśnie zgrzewarka. O zapłon nietrudno.”
W zakładzie produkowano masy hydroizolacyjne. Miesięcznie wytwarzano około 250 ton tych produktów. W procesie produkcji uczestniczyło 10 pracowników, pracujących na dwie zmiany. Procedura polegała na mieszaniu składników, a następnie umieszczaniu ich w pojemnikach o pojemności 5-10 litrów. Pojemniki te były następnie układane na paletach (po 40-50 sztuk), owijane folią i zgrzewane palnikiem gazowym. Pracownicy zaznaczają, że taka metoda była stosowana od lat i nigdy wcześniej nic podobnego się nie wydarzyło.
Niestety, w zakładzie produkcyjnym w cysternach znajdują się również łatwopalne substancje, takie jak benzyna, w ilości przekraczającej 100 tysięcy litrów. Podczas procesu technologicznego Izolbetu, substancji z natury łatwopalnej, doszło do pożaru.
HERZ RiON i akcesoria do zgrzewania membran dachowych, folii PEHD
Działania ratownicze i ich konsekwencje
Na miejscu zdarzenia, w chwili wybuchu pożaru, znajdowało się czterech pracowników. Jeden z nich, próbując ratować mienie, odniósł poparzenia i urazy. Pracownicy fabryki podjęli początkową próbę ugaszenia ognia przy użyciu podręcznego sprzętu gaśniczego. Kiedy to się nie powiodło, wezwano straż pożarną. O pożarze zawiadomił młody chłopak, a także jedna z mieszkanek.
Do walki z żywiołem zadysponowano aż 20 wozów straży pożarnej. Edward Mysera, rzecznik straży pożarnej w Płocku, podkreślił: „Nie ewakuowaliśmy mieszkańców, bo pożar został opanowany naprawdę szybko. Siły i środki zawsze są eksploatowane stosownie do rozwoju sytuacji. Złożyła się na to szybka reakcja mieszkańców i próby gaszenia przez pracowników.” Rzecznik zaznaczył, że prawidłowa informacja o zdarzeniu sprawiła, że pożar nie rozprzestrzenił się, co zmniejszyło zagrożenie dla osób znajdujących się w pobliżu.

Z uwagi na toksyczność substancji, które uległy spaleniu, na miejscu działał również płocki przedstawiciel Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ), wykonując niezbędne pomiary. W wyniku pożaru spaliło się około 56 palet izolbetu. Na szczęście produkty spalania przemieszczały się w kierunku pól, minimalizując bezpośrednie zagrożenie dla zabudowań mieszkalnych.
Pożar został ostatecznie ugaszony. Na miejscu pozostał jeden zastęp straży pożarnej, którego zadaniem było zabezpieczenie miejsca zdarzenia i zapobieżenie ewentualnemu samozapłonowi.