Dzielnica Greenpoint w Nowym Jorku, znana z silnej polskiej społeczności, wielokrotnie była miejscem poważnych incydentów pożarowych, które angażowały setki strażaków i wywoływały szerokie zainteresowanie mediów. Od gigantycznych pożarów kompleksów przemysłowych po tragiczne zdarzenia w budynkach mieszkalnych, Greenpoint doświadczał dramatycznych zmagań z żywiołem, często z udziałem polskich mieszkańców.

Pożar Greenpoint Terminal Market (2006) - "Piekło nr 2"
Wczesnym rankiem 2 maja 2006 roku, krótko po północy, w polskiej dzielnicy Greenpoint zauważono ogień. Kiedy ratownicy pojawili się na miejscu, płomienie szalały już z niespotykaną siłą w budynkach przy 858 Meeker Avenue, gdzie przedsiębiorstwo Marly Building Supply zajmowało się sprzedażą materiałów budowlanych. Płonęły składy drewna i innych surowców.
Dramatyczna akcja ratunkowa
Do walki z żywiołem trzeba było wezwać posiłki z całego miasta. Na miejscu pojawiło się kilkadziesiąt jednostek straży pożarnej, a na Newton Creek ściągnięto wodne "kanonierki". Zamknięty został również zjazd z pobliskiej Brooklyn-Queens Expressway, ponieważ pożar stwarzał poważne zagrożenie dla jadących tamtędy samochodów.
Strażakom w dużym stopniu utrudniał zadanie siarczysty mróz, który sprawił, że część hydrantów nie nadawała się do użytku. Istniało także zagrożenie, że dojdzie do eksplozji butli z gazem zgromadzonych w jednym z sąsiednich budynków. Akcja w tych warunkach była bardzo trudna i pożar udało się opanować dopiero około godziny 5 rano. Cudem nie odnotowano żadnych ofiar w ludziach.
Gigantyczny pożar i jego konsekwencje
Ten pożar widać było nawet z kosmosu, a znajomy strażak określił go jako „Piekło nr 2” od World Trade Center, nawiązując do tragicznych wydarzeń z 11 września 2001 roku. Pożar gaszono półtorej doby. Płonące, wielopiętrowe XIX-wieczne zabudowania Greenpoint Terminal Market (mieszczące niegdyś m.in. największą na świecie fabrykę lin) widoczne były z pozostałych dzielnic nowojorskich. Od tego widoku zaczynał się każdy dziennik telewizyjny 2 maja 2006 roku.
Ogółem w akcji gaśniczej brało udział 107 jednostek i niemal pół tysiąca strażaków. Zniszczonych zostało 15 budynków na obszarze 8 hektarów. John Mulligan, rzecznik nowojorskiej straży pożarnej, powiedział, że był to największy pożar od 10 lat, nie licząc ataku na World Trade Center. Z żywiołem walczyło około 400 strażaków. Obok wozów ratowniczych do akcji wykorzystano też łodzie strażackie z pobliskiej rzeki East River. Ogień strawił kompleks siedmiu hurtowni, a jeden z 5-piętrowych budynków runął. Szef straży pożarnej Scoppetta zaznaczył, że budynki były łatwopalne, a w środku znajdowały się przedmioty, które szybko poddawały się ogniowi.
Olbrzymi pióropusz gęstego i czarnego dymu widoczny był z odległości wielu mil. Pożar od samego początku relacjonowało wiele nowojorskich stacji telewizyjnych. Na miejscu pojawiło się również kilkuset gapiów, w tym wielu Polaków. Strażacy przez pierwsze dwie godziny byli właściwie bezradni i mogli jedynie obserwować, jak ogień trawi kolejne partie budynku. Zajęli się więc głównie zabezpieczaniem terenu i pilnowaniem, aby ludzie nie zbliżali się do miejsca objętego pożarem. Podczas gaszenia pożaru lekko rannych zostało kilkunastu strażaków. Nikt z mieszkańców Greenpointu nie odniósł poważniejszych obrażeń. Naoczni świadkowie zdarzenia oraz mieszkańcy miasta podkreślali, że olbrzymi słup dymu przypominał o tragicznych wydarzeniach sprzed blisko pięciu lat na dolnym Manhattanie.
Pożar ośrodka dla uchodźców z Ukrainy w Drzykozach 03.09.22 - Alarmowo zastępy i akcja gaśnicza
Kontrowersje wokół przyczyn: Inwestor i oskarżony
Ustalenie sprawcy gigantycznego pożaru stało się punktem honoru nowojorskiej policji, zwłaszcza specgrupy o nazwie Arson & Explosive Squad NYPD, zajmującej się podpaleniami i przestępczymi eksplozjami. Sukces był bardzo potrzebny, podobnie jak teren ogarnięty ogniem inwestorowi, który zapragnął go mieć.
Joshua Guttman nabył zabudowania Greenpoint Terminal Market za 400 milionów dolarów, by postawić tam kompleks apartamentowy, po wcześniejszym wyburzeniu budynków fabryczno-magazynowych. Biznesplan się zgadzał, jednak miasto sprzeciwiało się wyburzaniu ze względu na wartość historyczną obiektu. Zniecierpliwiony bank odmówił kredytu, wspólnik się wycofał, a inwestor znalazł się w trudnej sytuacji. Warto dodać, że Guttman już w 2004 roku doświadczył podobnej historii w dzielnicy Dumbo na Brooklynie, gdzie również miasto postawiło konserwatorski szlaban na przerobienie magazynów na apartamenty. Dwa tygodnie potem zabudowania ogarnęły płomienie, a sprawców nigdy nie ustalono. Analogiczne "nieszczęście" znów przydarzyło się inwestorowi 2 maja 2006 roku. W prasie nowojorskiej nie brakowało podejrzeń i skojarzeń. Właścicielowi nieruchomości przedstawiono 434 zarzuty dotyczące systemu zabezpieczenia budynków oraz ich stanu technicznego.
Początkowo, w związku z pożarem, nowojorska policja obwieściła pojmanie podpalacza - 59-letniego bezdomnego lublinianina, Leszka K., nazywając go "Polskim diabłem". Ta konstrukcja zaczęła się jednak walić. Jak wynika z późniejszych doniesień, w czasie, gdy miał spowodować ten pożar, był 85 mil od tego miejsca. Leszek K. w 1994 roku wygrał w loterii wizowej zieloną kartę. Po przyjeździe do Nowego Jorku wykonywał rozmaite prace budowlane, m.in. usuwanie azbestu, zarabiając nieźle. Po atakach na World Trade Center 11 września 2001 roku jego firma została zaangażowana do odgruzowywania, gdzie przepracował kilkanaście tygodni. Jak wspomina jego żona, "Opowiadał koszmarne historie - tu znalazł urwaną rękę, tam inne części ciała. Robił w strasznych warunkach, w szkodliwym pyle. Napatrzył się na straszności. Potem już nigdy nie był taki sam." Po zarobieniu dużej sumy pieniędzy na WTC, Leszek K. wpadł w złe towarzystwo, pieniądze się skończyły, a on trafił na ulicę, skąd zabrał go do przytułku dla bezdomnych Polaków pastor Krzysztof Steiner z United Methodist Church na Greenpoincie.
Pożary przy 49 Diamond Street
Pożar 4. stopnia z udziałem Polaków
Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze przy 49 Diamond Street na Greenpoincie. Całkowicie zniszczony został budynek rezydencyjny, w którym, jak wynika z relacji świadków, mieszkało przynajmniej 10 osób, w większości Polacy. Z powodu ognia i wody uszkodzone zostały również dwa sąsiadujące budynki. Pożar zaklasyfikowany został jako pożar 4. stopnia. W jego ugaszeniu udział brało 168 strażaków, z czego dwóch zostało lekko rannych i hospitalizowanych. Pożar opanowano o godzinie 1:28 nad ranem. Mieszkańcom spalonego domu pomocy udzielił Czerwony Krzyż, a także sąsiedzi i znajomi. Pani Anna Sawicka wraz z siostrą Magdaleną, mieszkające kilka domów obok, zorganizowały akcję pomocy dla poszkodowanych, zbierając ubrania, środki czystości oraz telefony. Wśród mieszkańców spalonego domu były dwie kobiety w wieku 20-30 lat, kobieta około 40 lat, jedna seniorka oraz mężczyźni w wieku 40-50 lat. Pani Sawicka opowiadała, że w nocy usłyszała krzyki na ulicy, a kiedy wyjrzała przed dom, zauważyła ludzi i kłęby dymu, a wkrótce płomienie. Wraz z rodziną szybko opuściła swój dom.

Drugi incydent i bilans poszkodowanych
Inny potężny pożar na Greenpoincie miał miejsce w niedzielę późnym wieczorem, również przy 49 Diamond Street (między Nassau Ave i Driggs Ave). Bilans tego zdarzenia to cztery osoby ranne i trzy spalone domy. Ogień pojawił się na ostatnim piętrze 3-piętrowego budynku około godziny 22:30. Bardzo szybko cały dom zamienił się w kulę ognia. Mieszkańcy zdążyli się ewakuować. Mieszkaniec naprzeciwko, Jacek, relacjonował: "Jak wyszedłem z domu przed 11, to już paliło się na całego. Było dużo dymu i ognia, który szybko przeniósł się na sąsiednie budynki. Całe szczęście, że nikt nie zginął." Strażacy walczyli z ogniem przez wiele godzin, polewając wodą płonące domy zarówno z ziemi, jak i z dachów okolicznych budynków. Nad miejscem akcji przez cały czas krążył helikopter, a pobliskie ulice zostały całkowicie zablokowane przez wozy strażackie i ratunkowe. Dopiero o 1:30 ogień został opanowany. Dogaszanie spalonych budynków trwało jeszcze wiele godzin. W pożarze ucierpiało dwoje mieszkańców i dwóch strażaków, którzy z niewielkimi obrażeniami zostali odwiezieni do szpitala. Przyczyna wybuchu pożaru nie jest znana; sugerowano zwarcie w instalacji elektrycznej.
Pożar w Galerii Green Point (Polska)
Incydent na ulicy Pamiątkowej
W budynku Galerii Green Point przy ulicy Pamiątkowej doszło do pożaru. Ruch ulicą został zablokowany. Na miejscu działało kilka zastępów straży pożarnej oraz policjanci. Strażakom udało się zlikwidować ogień. Jak powiedział w rozmowie z wPoznaniu.pl jeden ze strażaków, "Na razie przyczyny pożaru nie są jeszcze znane. Ustali to specjalny zespół." Według mieszkańców, najemcy nie było w domu w momencie zdarzenia. Występują utrudnienia w ruchu w okolicy ulicy Pamiątkowej.
Zmiany w Greenpoincie i ich percepcja
Transformacja polskiej dzielnicy
Pisarz Głowacki w rozmowie z TVN 24 podzielił się swoimi przemyśleniami na temat osób, które latami mieszkały na Greenpoincie, zgadzając się z tezą, że "polska dzielnica" stopniowo zmienia swój niepowtarzalny charakter. "Jest teraz taki smutek, że wszystko się zmienia, dzielnica jest teraz nieźle skołowana" - dodał. Stwierdził również, że Greenpoint staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów, co prowadzi do burzenia starych budynków i powstawania na ich miejscu luksusowych centrów handlowych. Pisarz zgodził się z opinią, że upada także mit polskiego sukcesu w Ameryce, ponieważ "wiele osób wraca stamtąd zmęczonych i rozczarowanych".