Sąd Okręgowy w Białymostoku prawomocnie uniewinnił mężczyznę oskarżonego o doprowadzenie do pożaru sauny i związanych z tym dużych strat materialnych w jednym z hoteli w Supraślu. Sprawa dotyczyła zdarzenia z października 2016 roku, kiedy to w Hotelu Knieja w Supraślu doszło do pożaru w saunie. Sąd podkreślił, że nie ma żadnych dowodów na to, by ogień zaczął się od zapłonu ręcznika i niewłaściwego zachowania się gościa hotelowego.
Przebieg pożaru i akcja ratunkowa
Ogień i dym zaalarmowały gości i obsługę supraskiego Hotelu Knieja w niedzielę około godziny 19:00, już po zmroku. Natychmiast wezwano strażaków. Po ich przyjeździe okazało się, że ogień i gęsty czarny dym, utrudniający widoczność, wydobywają się z pomieszczenia basenu i pobliskiej sauny. Właściciel obiektu poinformował strażaków, że z budynku wyszło ośmioro gości hotelowych i cztery osoby z obsługi.

Walka z ogniem nie od razu się powiodła, ponieważ gęsty dym i wysoka temperatura uniemożliwiały zlokalizowanie źródła pożaru. Kiedy wreszcie udało się rozpędzić gęsty dym, strażacy ruszyli przeszukiwać pomieszczenia hotelowe. Na drugim piętrze natrafili na dwie osoby. Jedna z nich ewakuowała się wprost z balkonu, korzystając z kosza mechanicznego wysięgnika, drugi z gości w tym czasie po prostu spał.
Na ratunek przyjechało 31 strażaków, także z jednostki ratowniczo-gaśniczej nr 2. Długo walczyli z gęstym czarnym dymem. Przed Hotel Knieja przyjechały również pogotowie energetyczne, policja i pogotowie ratunkowe. Łącznie ratownicy sprawdzili stan zdrowia 13 osób. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pomieszczenia sauny spaliły się doszczętnie, pomieszczenie basenu ma okopcony i popękany strop, całkowicie spaliła się też znajdująca się w pobliżu skrzynka elektryczna.
Szacowane straty sięgnęły 577 tys. zł. Według wstępnych szacunków bryg. Ostrowskiego, straty wyniosły około pół miliona złotych, ale uratowano majątek warty około dwóch milionów złotych.
Dochodzenie i proces sądowy
Oskarżonemu mężczyźnie Prokuratura Rejonowa w Białymstoku zarzuciła, że nieumyślnie doprowadził do pożaru (zakwalifikowanego jako zdarzenie zagrażające mieniu w wielkich rozmiarach) w ten sposób, iż pozostawił koło pieca grzewczego w saunie bawełniany ręcznik, który zaczął się palić pod wpływem wysokiej temperatury.
Oskarżony przez całe postępowanie przygotowawcze i proces do zarzutów nie przyznał się. Kilka miesięcy po zdarzeniu Sąd Rejonowy w Białymstoku uniewinnił go. Prokuratura chciała uchylenia tego wyroku i zwrotu sprawy do rozpoznania w pierwszej instancji.
Dochodzenie w sprawie pożaru: Raport
Przed wydaniem swego wyroku, sąd odwoławczy próbował ostatecznie ustalić, gdzie leżał ręcznik i czy możliwy był jego samozapłon w saunie. Przed zamknięciem przewodu sądowego, przeprowadzono nawet konfrontację biegłych opiniujących w tej sprawie. Kluczowe było ustalenie, czy rzeczywiście zachowanie gościa przebywającego w saunie doprowadziło do pożaru.
Prawomocny wyrok uniewinniający i jego uzasadnienie
Opierając się głównie na ostatniej z opinii, która - jak ocenił sąd - przedstawiała "nieporównywalnie większą wartość od każdej poprzedniej", sąd odwoławczy uznał, że takich dowodów nie ma i w czwartek (04.02) utrzymał wyrok uniewinniający.
Sędzia Dariusz Gąsowski mówił w ustnym uzasadnieniu orzeczenia, że już sam zarzut przyjęty w akcie oskarżenia "zdradzał elementy braku podstaw" do oskarżenia. "To oskarżenie nie broniło się choćby w świetle zasad doświadczenia życiowego, logiki, racjonalnego rozumowania" - mówił.
Niespójność zarzutów prokuratury
Sędzia wyjaśniał, że w zarzucie była mowa o pozostawieniu ręcznika w okolicy pieca grzewczego w saunie, a nawet ci biegli, których w śledztwie powołała prokuratura, opiniowali, że "nie ma fizycznej możliwości" - przy sprawnie działających urządzeniach - by ręcznik zapalił się w inny sposób, niż przez pozostawienie go nie w pobliżu pieca, a bezpośrednio na jego kamieniach grzewczych.
"Stawianie zarzutu, że oskarżony pozostawił ręcznik w okolicy pieca i przez to spowodował zdarzenie opisane w zarzucie procesowym, razi wewnętrzną sprzecznością, można by zaryzykować (twierdzenie), że jest jakimś nieporozumieniem, niedorzecznością" - powiedział sędzia Dariusz Gąsowski. Podkreślał on, że na podstawie zebranych w sprawie dowodów nie da się postawić tezy, że to bawełniany ręcznik zapalił się jako pierwszy w saunie.
Błędy w postępowaniu przygotowawczym
Sędzia Gąsowski mówił też o niekompetencji organów prowadzących postępowanie przygotowawcze, w którym nie zabezpieczono owego ręcznika, jako kluczowego dowodu. W aktach sprawy znajdowały się jedynie jego zdjęcia.